Oddana Alfie

Pobierz <Oddana Alfie> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 8

Jaxon

Beverly próbowała uczepić się mojego ramienia, jakbyśmy byli idealnym obrazkiem Alfy i Luny, uśmiechając się do wszystkiego, jakby nic się nie wydarzyło pięć minut wcześniej.

Byłem wściekły; mój wilk był gotów rozszarpać jej gardło, ale wiedziałem, że muszę się opanować, zanim zrobię coś głupiego.

Kiedy wracaliśmy w tłum w Lone Wolf, dostrzegłem błysk w oczach tak wielu moich wilków.

Było widać, że są dumni ze swojej Alfy i Luny, ale ja nie czułem nic poza wstydem.

Dałem znak mojemu Becie, Donowi, i odwróciłem się, żeby pocałować Beverly w policzek. – Przepraszam, kochanie, jestem wykończony po dzisiejszym wieczorze. Do zobaczenia w pack house.

Wyczuwałem, jak jest wściekła – trzymała swojego wilka na wodzy, wiedząc, że pójdę sprawdzić, co z Adeline po bajzlu, jaki Beverly narobiła.

A właściwie bajzlu, który ja narobiłem.

Miała prawo być na mnie zła, ale wiedziała, że ten związek od początku był układem mającym wzmocnić watahę; nigdy nie chodziło o nią i o mnie.

Nieważne, jak dobrze dosiadała mojego fiuta ani jak bardzo udawała, że jesteśmy w sobie tak szaleńczo zakochani – nic nie mogło się równać z Adeline i z tym, co ja i mój wilk do niej czuliśmy. Z moją jedyną prawdziwą partnerką.

Tak czy inaczej, wiedziałem, że kiedy wrócimy do naszej sypialni, czeka mnie jedna cholernie długa noc.

Gniew Beverly nie należał do szczególnie przyjemnych.

– Wsiadaj. – syknąłem przez zaciśnięte zęby do mojego Bety.

Może nie spodziewał się tego, co zobaczył między mną a Adeline, ale był moim Betą i wiedziałem, że zależy mu na niej na tyle, by mieć na nią oko tej nocy i trzymać Beverly daleko, daleko od niej, dopóki nie wygrzebię się z tego, co narobiłem.

Po krótkiej ciszy powiedział: – Ona jest twoją jedyną prawdziwą partnerką, prawda? – spojrzał na mnie, już znając odpowiedź.

Skinąłem głową, licząc, że nie pociągnie tematu dalej.

Potrzebowałem tylko, żeby został z Adeline, dopóki nie wymyślę, co zrobić z Beverly.

Zalała mnie frustracja i zacząłem walić pięścią w kierownicę. Czemu moje życie jest takie niesprawiedliwe? Najpierw praktycznie morduję ojca, bo byłem młody i głupi, potem naprawdę uwierzyłem w tę idiotyczną plotkę, że jestem jedynym wilkiem w historii przeklętym brakiem partnerki, więc biorę wybraną partnerkę, żeby wzmocnić watahę, a tuż zanim mogę to zrobić, moja partnerka po prostu wkracza do mojego życia.

KURWA.

Wbiłem palce w ciemnoniebieską skórę po boku fotela kierowcy, gotów rozerwać ją na strzępy.

Don dalej patrzył przez okno, pozwalając mi na ten napad złości, aż w końcu odpowiedział: – Nie rozumiem tego, Jax. To twoja jedyna prawdziwa partnerka.

Jest przepiękna i, kurwa, błyskotliwa.

Patrzysz na nią tak, jak nigdy nie patrzyłeś i nigdy nie będziesz patrzył na Beverly.

Wszyscy w watasze zrozumieją, że twój związek z Beverly nie mógł wypalić, bo jednak znalazłeś prawdziwą partnerkę.

Co cię powstrzymuje? Po prostu rzuć Beverly i powiedz jej, żeby drzwi nie uderzyły jej w tyłek, jak będzie wychodzić.

Powiedział to tak, jakby to było proste.

Warknąłem na niego i odsłoniłem zęby. – Myślisz, że to takie łatwe, Don? Ty i ja dobrze wiemy, że Adeline jest delikatną, drobną wilczycą.

Oboje też wiemy, że jej pozycja Luny byłaby podważana raz za razem, aż któregoś dnia zostałaby zabita.

Wtedy nie tylko zabiłem mojego ojca, ale zdołałem też skutecznie zabić moją jedyną, prawdziwą partnerkę.

Myślisz, że mógłbym przewodzić jako Alfa z martwą prawdziwą partnerką? Ja też byłbym martwy.

Ona nie jest wystarczająco silna; przeklinam Boginię Księżyca za to, że dała mi taką drobną, kruchą partnerkę.

Byłoby mi lepiej bez żadnej i gdybym naprawdę został „przeklęty”.

Pogrążyłem się w myślach. Beverly była bezwzględna i nie mogłem pozwolić jej zbliżyć się do mojej małej partnerki.

Wiedziałem doskonale od chwili, gdy tylko spojrzałem na Adeline, że nigdy nie mogłaby zostać moją partnerką — nie mogłem wystawić jej w ten sposób na niebezpieczeństwo.

Miała przecież połowę mojej duszy, ale oddałbym swoją połowę naszej duszy, byle tylko utrzymać ją w bezpieczeństwie.

Wiedziałem, że Beverly byłaby silną Luną; może któregoś dnia zrodziłbym w sobie jakiś rodzaj miłości do niej.

W idealnym życiu ja i Adeline skrzyżowalibyśmy ścieżki i zakochali się w sobie.

Związlibyśmy się i mielibyśmy wiele, wiele szczeniąt.

Nigdy nie wypuściłbym jej z naszej sypialni, dopóki nie drapałaby w drzwi, błagając, żeby wyjść.

Bylibyśmy rodziną; gdzieś głęboko w sercu wiedziałem, że pewnego dnia zostanie cudowną matką.

Żylibyśmy długo i szczęśliwie aż do ostatniego tchu.

Ale oczywiście nie było mi pisane takie szczęście.

Może to była kara od Bogini Księżyca — zastanawiałem się. Nie powiedziałbym, że byłem dobrym człowiekiem, ale wszystko, co kiedykolwiek zrobiłem, robiłem po to, by utrzymać moją watahę w bezpieczeństwie.

Polegli na mnie i nigdy nie miałem pozwolić, by moja własna słabość przejęła moją watahę, dobrze wiedząc, że Adeline stałaby się moją jedyną słabością.

Gdy zbliżaliśmy się do bram na granicy terytorium Midnight Pack, czarne stalowe wrota, ozdobione wzorem wyjącego wilka, powoli się otworzyły.

Dałem znak strażnikowi, unosząc jeden palec, a on szybko, nerwowo podszedł do mojego samochodu.

— Gdzie zostawili dziewczynę? — zażądałem odpowiedzi.

Byłem pewien, że nie chciał wydać innych wilków — swoich przyjaciół — ale wiedział lepiej, niż kłamać swojemu Alfie.

— P-pan… lepiej niech pan się pospieszy… zabrali ją do klatek i kazali przynieść łańcuchy — słowa wyszły z jego ust tak nieśmiało, że wiedziałem, iż cokolwiek planowali zrobić, nie wróżyło nic dobrego.

Zaryczałem. Byłem pewien, że omal nie rozsadziło mi żyły na szyi, kiedy wściekłość przeszyła mnie na wskroś.

Ryk był tak głośny, że byłem pewien, iż usłyszała go cała wataha.

Nie zaszczycając strażnika nawet spojrzeniem, wcisnąłem gaz do oporu, pędząc, by odnaleźć moją partnerkę.

Nic mnie nie powstrzyma; pobiegłbym, gdybym musiał.

— Nie mogliśmy być więcej niż pięć minut za nimi, Jax. Jestem pewien, że nic jej nie jest.

Pewnie jest przestraszona, ale na pewno jest bezpieczna — uspokajał mnie Don.

Jego głos zawsze był głosem rozsądku, ale nie mogłem w to uwierzyć, dopóki ja i mój wilk nie zobaczymy, że rzeczywiście nic jej się nie stało.

Wiedziałem, że będzie na mnie wściekła, kiedy w końcu do niej dotrę, ale nic nie mogło mnie przygotować na to, jak bardzo będzie wściekła naprawdę.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział