Rozdział 3
Adeline
Czując, jak ostry ból przeszywa mi pierś, nie rozumiałam, co się ze mną dzieje.
Miałam wrażenie, jakby kawałek mojego serca został wyrwany i oddany mojemu nowemu Alfie, Alfie Jaxonowi.
Nie znałam go i on nie znał mnie, ale wiedziałam, że zrobiłabym wszystko dla mojego dzikiego Alfy.
Moje wnętrze zacisnęło się, a pożądanie całkowicie mnie ogarnęło. Wyobrażałam sobie, jak by to było czuć jego pulsującego we mnie, gdy jego ogromne ramiona, szersze niż moje obie nogi razem wzięte, przytrzymywałyby mnie nieruchomo między nimi.
Ta myśl mnie podniecała. Szybko wbiegłam do domu, gdy tylko przestałam widzieć jego i jego rudowłosą piękność, która wkrótce miała zostać moją Luną.
Gdy znalazłam się bezpiecznie w swojej sypialni, zamknęłam drzwi na klucz. Chwilę zajęło mi przekręcenie zamka — nie pamiętałam, kiedy ostatnio zamykałam drzwi do swojego pokoju.
W moim pokoju było tak gorąco i duszno, że czułam się, jakbym płonęła od samego wspomnienia jego dotyku, choć trwał zaledwie ułamek sekundy. Uchylając lekko okno, zsunęłam cienkie ramiączka z obcisłej białej sukienki, jedno po drugim.
Kiedy sukienka w końcu opadła na podłogę, położyłam się na łóżku, opierając głowę o jego ramę.
Wilgoć między moimi nogami była czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłam — moja cipka pulsowała, domagając się dotyku.
Przesunęłam dłonią w dół po swoim ciele, tuż nad koronkową bielizną, i zaczęłam kreślić małe kółka na łechtaczce.
Wpatrywałam się w wyłożony drewnem sufit, czując się tak, jakby ściany mojej sypialni mogły mnie po prostu pochłonąć.
Potrafiłam wyobrażać sobie tylko to, że to jego dłoń pieści moją cipkę, podczas gdy cicho jęczałam jego imię.
Czułam na sobie czyjś wzrok, jakby ktoś mnie obserwował. Westchnęłam zirytowana — potrzebowałam tylko ulgi od tego dziwnego napięcia, które przeszywało całe moje ciało.
Spojrzałam z łóżka w stronę okna i nikogo nie zobaczyłam. W tamtej chwili uznałam, że nawet gdyby ktoś naprawdę mnie zobaczył, nic mnie to nie obchodzi. Niech patrzy, zachichotałam w myślach.
Gdzieś z tyłu głowy pojawił się obraz, że to Alpha Jaxon patrzy, jak sprawiam sobie przyjemność dla niego.
Sama myśl o nim sprawiała, że serce zaczynało mi walić.
Wsuwając dłoń pod brzeg majtek, lekko zsunęłam je w dół, jednocześnie powoli rozsuwając nogi i odsłaniając nagą cipkę. Nadal pocierałam łechtaczkę coraz szybciej i szybciej, aż nie mogłam już znieść tego uczucia.
W moich fałdach było tyle wilgoci; on wywoływał w moim ciele całe mnóstwo dzikich reakcji.
Wsunęłam palec do cipki i zaczęłam poruszać nim w przód i w tył, brutalnie, gwałtownie. Sapnęłam i poczułam, jak uchodzi ze mnie oddech, gdy jęknęłam: „Alpha Jaxon, WIĘCEJ!”. Poczułam, jak moje ciepłe soki oblewają moje wargi sromowe dokładnie w chwili, gdy jego imię opuściło moje usta.
Czując się głupio, znów naciągnęłam sukienkę na ciało i w końcu wsunęłam ramiączka z powrotem na ramiona. Alpha Jaxon miał już partnerkę; musiałam być po prostu napalona, próbując jak najlepiej wyjaśnić samej sobie swoją sytuację.
To uświadomienie nie powstrzymało mnie jednak od myślenia, że pewnie co noc pochylał swoją partnerkę nad biurkiem i wypełniał ją po brzegi swoim nasieniem.
– Przestań, Addie – powiedziałam do siebie. – Był bezwzględny. Gdybym kiedykolwiek miała tyle szczęścia, żeby znaleźć swojego partnera, nigdy nie chciałabym kogoś takiego jak on. Chciałam, żeby był miłym, figlarnym i łagodnym wilkiem, kimś, o kim wiedziałabym, że będzie mnie kochał aż do mojego ostatniego tchu. Na pewno nie żądnym krwi Alfą, który pragnął jedynie władzy.
Zakręciłam za tylny róg od swojego pokoju w stronę długich, drewnianych schodów prowadzących do kuchni. Wpadłam na ewidentnie tajemniczą rozmowę, bo rodzice, Leah i Bailey naraz zamilkli, wlepiając we mnie szeroko otwarte oczy.
— Wyglądacie, jakbyście zobaczyli ducha. Co się dzieje? — przeniosłam ciężar z jednej nogi na drugą; ich szok na twarzach, zmieszany z narastającą falą strachu, potwierdzał, że naprawdę stało się coś złego.
— No dobrze, od czego tu zacząć? Och, wiem! Może od tego, że naszego Alfę zabito, a my teraz musimy podporządkować się kompletnemu potworowi, który ma zostać Alfą? — moja siostra Leah pokręciła głową z rozczarowaniem.
— Adeline — odezwał się łagodnie tata. — Zdawałem sobie sprawę, że w którymś momencie zostanę przetasowany w watasze, skoro mamy nowego Alfę z własnymi betami, deltami i egzekutorami. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że będzie choćby cień szansy, że skończę jako omega.
W jego oczach zebrały się łzy; było widać, że z całych sił je powstrzymuje. Nasza rodzina, Taylorowie, wywodziła się z długiej linii egzekutorów. Byliśmy dumni z naszego statusu, z umiejętności walki z taką siłą, i dumni, że stanowiska egzekutorów przechodziły z pokolenia na pokolenie. To bez wątpienia dobijało mojego ojca — jego duma była nie tylko zraniona, czułam też, jak bije od niego wściekłość.
Nogi zaczęły mi drżeć, choć stopy stały twardo na podłodze; zamknęłam oczy, pozwalając, by ta wiadomość powoli dotarła do mojego mózgu. Musiało istnieć coś, co mogliśmy zrobić.
— Nawet doby tu nie ma, a Alfa Jaxon już rujnuje nam życie, rozrywa wataszę na kawałki — wymamrotałam rozdrażniona.
— Coś mi mów. Kiedy na zewnątrz złapał cię za twarz, myślałam, że w tej samej chwili wyrwie ci gardło — odpyskowała gniewnie Bailey, zaciskając pięści tak mocno, że aż pobielały jej knykcie.
— Bails, nie mam zamiaru się go bać. To Alfa żądny władzy i mówiłam ci już — on nigdy nie będzie moim Alfą — wrzasnęłam, a napięcie w pomieszczeniu tylko narastało.
Mama z całej siły walnęła pięściami w kuchenny blat, aż wszyscy umilkliśmy i wlepiliśmy w nią wzrok.
Moja mama była słodką kobietą — aż za słodką jak na własne dobro — i zawsze dostrzegała w ludziach to, co najlepsze. Zawsze widziała szklankę do połowy pełną, umiała wyciągnąć coś pozytywnego z każdej sytuacji.
Uśmiechnęłam się chytrze, zerkając na siostrę.
— Chyba mama ma rację. Nie ma sensu wpadać w histerię z powodu czegoś, co jeszcze się nie wydarzyło — chociaż jestem pewna, że się wydarzy.
Leah odwzajemniła moje spojrzenie; wiedziała, że próbuję uspokoić rodziców, podczas gdy tak naprawdę sama byłam wściekła na Alfę Jaxona. Chciałam go nienawidzić każdą cząstką siebie.
— Właśnie tak, córeczko — przytaknęła mama. — Wiem też, że za kilka dni zbliżają się wyjątkowe urodziny i nie chcę, żeby sytuacja w naszej watasze ci je zepsuła. Jestem z ciebie taka dumna i tak podekscytowana. Mam nadzieję, że wkrótce spotkasz swoją parę — nie ma bardziej spełniającego uczucia.
Znów poczułam, jak rozgrzewają mi się policzki.
„Och, Bogini Księżyca, im szybciej, tym lepiej” — błagałam w myślach.
Nie mogłam już tracić energii na obsesyjne myślenie o Alfie Jaxonie. Wymykał się każdej mojej myśli.
