Wujek Mojego Byłego Szaleje Za Mną

Pobierz <Wujek Mojego Byłego Szaleje Za...> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 8

Z perspektywy Josie

Następnego ranka ledwo wstałam, żeby dopakować ostatnie rzeczy, kiedy mój telefon zawibrował raz za razem. To Olivia zasypywała mnie SMS-ami z linkami do zdjęć.

„Zobacz dzisiejsze plotkarskie nagłówki! Connor i ta Sofia wpadli!”

Kliknęłam link i proszę bardzo — Connor i Sofia w czułym uścisku przed klubem. Jego dłoń spoczywała na jej talii, a ona wtulała się w niego z szerokim, bezczelnie jasnym uśmiechem. Nagłówek walił prosto z mostu: „Dziedzic rodu Brooksów na nocnej schadzce z wschodzącą gwiazdą mediów”.

Serce podeszło mi do gardła. Wiedziałam o Connorze i Sofii, a jednak zobaczyć to czarno na białym wciąż lekko bolało — jakby ktoś wsadził palec w stare, niby zagojone miejsce. Jeszcze bardziej martwiło mnie to, jak ta wiadomość odbije się na rodzinie Brooksów, zwłaszcza przy całej historii z naszym „narzeczeństwem”.

Kiedy zastanawiałam się, co z tym zrobić, do drzwi zapukał ktoś pewnym, krótkim stukiem, a zaraz potem usłyszałam głos Dylana:

— Josie, masz chwilę, żeby porozmawiać?

Wzięłam głęboki oddech, zbierając się w sobie.

— Wejdź.

Dylan wszedł w ciemnoszarym, luźnym ubraniu, jak ktoś, kto od świtu jest na nogach i ma już kilka spraw odhaczonych.

— Zakładam, że widziałaś zdjęcia i doniesienia — powiedział bez owijania w bawełnę.

— Tak, przed chwilą — kiwnęłam głową, starając się, żeby głos mi nie zadrżał.

— Nie martw się, temat został przyciszony — oznajmił spokojnie, tonem kogoś, kto wydaje polecenia i oczekuje, że zostaną wykonane. — Już skontaktowałem się z mediami.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.

— Tak szybko?

— Tak — potwierdził lekkim skinieniem.

— Dziękuję, Dylan — powiedziałam szczerze, bo naprawdę poczułam wdzięczność. Nawet jeśli już zdecydowałam, że z Connorem to koniec, takie publiczne pranie brudów oznaczało tylko niepotrzebne kłopoty.

— Nie ma za co. To mój obowiązek — jego głos zmiękł. — Richard i Elizabeth już o tym wiedzą.

Przez chwilę milczałam, czując, że to może być ten moment. Idealny, choć wymuszony.

— Chciałabym zobaczyć się z Richardem i Elizabeth. Są rzeczy, które muszę im powiedzieć osobiście.

Dylan skinął głową, jakby od razu zrozumiał, do czego zmierzam.

— Są w gabinecie.

Kiedy weszliśmy do gabinetu, napięcie dało się wyczuć od progu. Richard stał przy oknie, sztywny jak kij od szczotki, odwrócony plecami. Elizabeth siedziała na sofie, z poważną twarzą, jak przed trudną rozmową.

— Josie, kochanie — ton Elizabeth złagodniał, gdy mnie zobaczyła. — Wszystko w porządku?

— Tak, Elizabeth, dziękuję, że pytasz. — Usiadłam na sofie i spojrzałam im prosto w oczy. — Co do tych zdjęć i całej tej „sensacji”… chcę powiedzieć, że rozumiem Connora.

Richard odwrócił się gwałtowniej, niż się spodziewałam, i spojrzał na mnie z zaskoczeniem.

— Rozumiesz? Josie, jego zachowanie jest kompletnie nieodpowiedzialne! Planowaliśmy, że pobierzecie się, kiedy skończy szkołę, a on teraz publicznie paraduje z inną kobietą…

Chciałam poczekać do odpowiedniego momentu i porozmawiać o zerwaniu po przeprowadzce, ale nieostrożność Connora postawiła mnie pod ścianą.

— Właśnie o tym chciałam porozmawiać — przerwałam łagodnie, ale stanowczo. — Wiem, że Connor nie chce być uwiązany aranżowanym małżeństwem. I szczerze mówiąc, ja też nie chcę nikogo zmuszać do ślubu.

Wciągnęłam powietrze, czując, jak serce bije mi ciężko, ale równo.

— Jestem wam ogromnie wdzięczna za całą miłość i opiekę, którą przez lata od was dostawałam — od ciebie i od Elizabeth. Cenię to, co jest między nami, to nasze rodzinne więzi. I właśnie dlatego nie chcę niszczyć tych uczuć małżeństwem na siłę. Chciałabym oficjalnie zaproponować odwołanie moich zaręczyn z Connorem.

Gabinet pogrążył się w ciszy. Richard i Elizabeth wymienili zaskoczone spojrzenia.

— Na pewno nie chcemy, żebyś czuła się do czegokolwiek zmuszana, Josie — odezwała się w końcu Elizabeth. — Ale…

— Josie ma rację, małżeństwo z przymusu nie ma sensu i trzeba to wreszcie ogarnąć — wtrącił Dylan, spokojnym, a jednak mocnym głosem. — Tyle że nie możemy też udawać, że nie ma tej biznesowej układanki stojącej za tym zaręczynami — to kluczowe dla stabilności obu firm. Gray Industries szczególnie opierało się na tym partnerstwie od śmierci waszych rodziców. — Pochylił się odrobinę, z miną zamyśloną, ale stanowczą.

Richard przytaknął. — Dylan ma rację, Josie. To małżeństwo jest czymś, czego obie rodziny chcą i czego się spodziewają.

— Tylko że Connor wyraźnie nie — powiedziałam cicho. — A Gray Industries… ja i mój brat sobie z tym poradzimy.

— Kochanie… — Elizabeth westchnęła. — Nam też serce pęka, kiedy widzimy, jak cierpisz. Jak Connor wróci, przeprowadzę z nim poważną rozmowę. Jak on mógł cię tak potraktować?

— Mam propozycję. — Głos Dylana przeciął tę krótką ciszę i wszystkie spojrzenia powędrowały w jego stronę. — Skoro to małżeństwo jest ważne dla obu rodzin, a Connor ewidentnie się do tej roli nie nadaje, to czemu ja miałbym nie poślubić Josie zamiast niego?

Jego słowa wybuchły w gabinecie jak bomba. Poczułam, jak serce wali mi jak oszalałe, i aż nie mogłam uwierzyć, że dobrze słyszę. Richard i Elizabeth wpatrywali się w Dylana jak w zjawę.

— Ty… co ty powiedziałeś? — wyjąkała Elizabeth.

— Powiedziałem, że jestem gotów poślubić Josie — powtórzył Dylan, nie odrywając ode mnie pewnego, spokojnego spojrzenia. — To podtrzymałoby sojusz między naszymi rodzinami i jednocześnie rozwiązało obecny pat.

Patrzyłam na Dylana szeroko otwartymi oczami, bez słowa. Jak ten człowiek — zawsze tak opanowany i trzymający wszystko w ryzach — mógł zaproponować coś, co wywraca życie do góry nogami, tym samym tonem, jakim rzuca się pomysł na strategię biznesową?

— Dylan, ty mówisz poważnie? — Głos Richarda odbił się echem od ścian.

Myśli pędziły mi jak szalone. To było kompletnie absurdalne — i jednocześnie dokładnie jak ten głupi żart, który Olivia rzuciła kilka dni temu. Zerwać zaręczyny z Connorem tylko po to, żeby wyjść za jego wujka? Nawet przez sekundę nie przypuszczałam, że Dylan wejdzie do mojego życia w taki sposób.

— Mówię całkowicie poważnie — oznajmił Dylan spokojnie, a jego niebieskie oczy wciąż były wbite w moje. — Na teraz to najbardziej eleganckie rozwiązanie.

W głowie miałam istny młyn. Dlaczego on w ogóle to proponował? Nasze kontakty były, delikatnie mówiąc, sporadyczne — głównie kręciły się wokół Connora albo spraw rodzinnych. Czemu miałby poświęcać własne perspektywy małżeńskie dla biznesowego porozumienia? Przecież na pewno były dziesiątki błyskotliwych, ułożonych kobiet w jego wieku, które pasowałyby do niego idealnie. Czemu ja — prawie dekadę młodsza i wciąż po uszy w magisterskich badaniach?

I co ważniejsze: czym to się różniło od tego, od czego próbowałam uciec? Czy ja przed chwilą nie powiedziałam jasno, że nie chcę być do małżeństwa zmuszana? Ślub z Dylanem byłby dokładnie tym — kolejną ustawioną układanką z kimś, do kogo nie czułam nic romantycznego.

— Josie, a ty co o tym myślisz? — Głos Richarda ściągnął mnie z powrotem na ziemię. Wszyscy czekali na moją odpowiedź.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział