Whiskey Poison - Romans mafijny

Pobierz <Whiskey Poison - Romans mafijn...> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 3 3

– Dzięki, że wreszcie się odezwałaś, Ashley. – Przewracam oczami i wycieram sos przedramieniem. – Nic mi nie jest, okej? Facet był pijany i roztrzęsiony. W tym tygodniu stracił dziecko. Nie muszę tego pogarszać.

Noelle wytrzeszcza oczy, jakby zaraz miały jej wyskoczyć z orbit. – A kogo obchodzi jego tydzień? A co z tobą, Piper?! Ten typ próbował cię udusić!

– Próbował – poprawiam. – Nie zaszedł aż tak daleko.

– Tylko dlatego, że pojawił się jakiś olbrzym i go od ciebie odciągnął – przypomina nam Ashley.

– Nie był żadnym olbrzymem.

– Wyraźnie pamiętam, że padło słowo „olbrzym”.

– Olbrzymie bicepsy, chyba – mówi Noelle. – Powiedziałaś, że to był wielki facet z olbrzymimi bicepsami.

– Były proporcjonalne do reszty – mruczę.

Noelle klaszcze w dłonie jak nauczycielka w podstawówce, która próbuje uciszyć klasę. – Niezależnie od tego, fakt pozostaje faktem: musisz to zgłosić. Może wrócić i spróbować znowu innym razem.

Słyszę ten niski głos mężczyzny, jakby szeptał mi te słowa do ucha. Nie zawsze będę tam, żeby cię uratować.

Jakaś masochistyczna część mnie czuje rozczarowanie. Może kolejny atak nie byłby taki zły, gdyby wrócił, żeby znów zainterweniować.

– Pierdolić gliny – wypala Ashley. – Kup sobie broń. Mogę ci załatwić tanią.

– Broń? Piper nie będzie— ona nie potrzebuje broni!

Ashley z Czarnym Ekranem pozostaje niewzruszona. – A co da zgłoszenie na policję, jeśli ten typ wróci? Piper musi umieć się bronić.

– Nie bronią – sprzeciwia się Noelle. Kręci głową. – Gdybym widziała twoją twarz, wiedziałabym, czy żartujesz. Co jest z wami dwiema, że próbujecie się dziś ukrywać?

Nagle ekran Ashley robi się biały, a potem ona się pojawia. Jej farbowane na czarno włosy ma wsunięte za uszy, a brwi są tak cienkie jak w liceum – czyli praktycznie nie istnieją. Unosi je i wpatruje się w kamerę, jakby to było osobiste wyzwanie. Potrzebuję chwili, żeby zrozumieć dlaczego.

– Ash – wydycham, zasłaniając usta – to jest siniak, czy…?

Ostrożnie dotyka przerażającej czarnej obwódki wokół prawego oka i parska bez cienia humoru. – Cóż, to nie sos od pizzy.

Noelle robi się upiornie cicha. Ma rozszerzone nozdrza.

– Co się stało? – pytam, choć już wiem.

Ashley od lat tkwi w związku, który raz się zaczyna, raz kończy, ze swoim agresywnym dilerem. Najwyraźniej znowu do siebie wrócili. Albo wrócili. Nie wiem, co będzie „potem”, kiedy już wybił jej, kurwa, wszystkie światła.

Zanim Ashley w ogóle zdąży odpowiedzieć, Noelle kręci głową. – Zabiję go. Przysięgam na Boga, że go zabiję.

– A co z „złożeniem zawiadomienia”? – drwi Ashley. – Nagle jesteś panią mścicielką.

Tym razem to Noelle pozostaje niewzruszona. – Jason na pewno ma już na karku kilka nakazów aresztowania. Gdyby policja miała zamiar cokolwiek z nim zrobić, zrobiłaby to kilka wykroczeń temu. W takim razie sama wezmę sprawy w swoje ręce.

Ashley prycha. – Twój chłopak pracuje dla FBI. Zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? Pewnie nagrywa tę rozmowę właśnie teraz. Wszystko, co powiesz, może i zostanie użyte przeciwko tobie.

– On jest tylko księgowym w FBI, prawda? – wtrącam. – Nie jest, no wiesz, prawdziwym agentem.

Poznałam Wayne’a mnóstwo razy, ale jego praca jest dla mnie jak przez mgłę. Ma miękki podbródek, cofającą się linię włosów i pusty uśmiech. Nie wygląda jak ktoś, kogo telewizja nauczyła mnie kojarzyć z pracą w FBI.

– Jest biegłym księgowym sądowym – zgadza się Noelle. – To trochę jak agent, tylko że specjalizuje się w przestępstwach białych kołnierzyków. I nie nagrywa moich rozmów, więc nikt nie musi wiedzieć, że planuję zabić Jasona i nabić jego głowę na pal w moim ogródku.

Ashley posyła nam słaby uśmiech. – W porządku. Poszłam tam, żeby to zakończyć i… no cóż, jest zakończone. Nie będę się z nim więcej widywać.

Próbuję rzucić Noelle nieufne spojrzenie, ale wideorozmowa nie bardzo sprzyja mowie ciała. Wątpię, żeby Ashley kiedykolwiek naprawdę skończyła z Jasonem. Głównie dlatego, że wątpię, by kiedykolwiek naprawdę wyszła na prostą. Jest uzależniona w trzecim pokoleniu i wciąż tkwi po uszy, mimo ostatniego pobytu na odwyku.

– Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebować… – zaczynam.

– Nie. – Ucina ostro. – Właśnie dlatego wyłączyłam kamerę. To jest o tobie, Piper. Przeżyłaś traumę. Podbite oko to dla mnie kolejny zwykły dzień.

Noelle niemal krzyczy z frustracji. – Co jest z wami dwiema nie tak? Zgłoście to. Obie! Nic z tego nie jest normalne. To jest absurdalne.

– Absurdalne jest to, że zachowujesz się, jakbyś miała jakiekolwiek pojęcie, jak to wygląda – mówi Ashley.

Zapada chwila niezręcznej ciszy.

– Co to ma znaczyć? – pyta w końcu Noelle.

Zasłaniam oczy. – Dajcie spokój, wy dwie. Możemy tego nie robić?

Jestem rozjemczynią. Zawsze odgrywałam tę rolę – dla przyjaciół i dla wszystkich dookoła. Noelle to szefowa, a Ashley to niewiadoma. Te dwie ścierają się częściej, niż nie, a ja nie mam dziś w głowie przestrzeni, żeby je porządnie sędziować.

– Nie, zróbmy to – prycha Ashley, nachylając się bliżej kamery. – Noelle siedzi w wygodnym biurze i mieszka w wypasionym lofcie z chłopakiem, i chce udawać, że wie, jak to jest u nas.

Noelle przewraca oczami. – Oszczędź mi melodramatu. To nie tak, że jesteśmy z dwóch różnych światów, okej? Dorastałyśmy na tym samym osiedlu, na miłość boską. Tylko że kiedy ty latałaś i odlatywałaś z Jasonem i Mychalem i Elijahem i kim-tam-jeszcze-nawet-nie-pamiętam, ja zdobywałam stypendia, poszłam na studia i coś ze sobą zrobiłam. Nie masz prawa mieć mi tego za złe.

– Sugerujesz, że ja nic ze sobą nie zrobiłam? – syczy Ashley. – Sugerujesz, że…

– Dość! – krzyczę tak głośno, że pani Shaban zza ściany pewnie zaraz zapuka w nasze wspólne przejście, żebym była ciszej.

Na szczęście działa. Czuję, jak obie przenoszą na mnie wzrok.

– Mogę wam powiedzieć, jak to się skończy? – pytam. – Bo ja już wiem. Ashley oskarży Noelle, że tak naprawdę nigdy jej nie lubiła…

– Oczywiście, że cię lubię! – wtrąca Noelle.

– A Noelle oskarży Ashley, że uważa ją za nadętą…

– Czasem jest – wzrusza ramionami Ashley bez cienia skruchy.

– Potem obie się rozpłaczecie – kończę. – A kiedy już się wypłaczecie, przeprosicie, pogodzicie się i zakończymy rozmowę, śmiejąc się jak zwykle. Więc może pomińmy dramat i przejdźmy od razu do śmiechu? Miałam długi dzień.

Obie wyglądają jak dzieci, którym właśnie zabrano ulubioną zabawkę, ale widzę, że wiedzą, iż mam rację. Noelle jako pierwsza to przyznaje.

– Dobra – prycha. – I tak jesteśmy już za stare na te bzdury.

– Przestań mówić mi i Piper, jak mamy żyć, i będzie dobrze – odpala Ashley. – Ale wiesz, że cię kocham, Ellie Bellie.

Oczy Noelle zachodzą łzami, choć zawsze nienawidziła tego przezwiska. – Ja ciebie też kocham, Smashley.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział