Rozdział 5 Prośba o przyjaciela
Spojrzałam na niego chłodno i powiedziałam: „Bo to jedyna rzecz w tym domu, która należy do mnie”.
Nie wiem, czy moje słowa dotknęły resztek sumienia, jakie Michaelowi jeszcze zostały, ale jego uścisk stopniowo zelżał.
Przeniosłam się do pokoju gościnnego i schowałam pudełko w najbezpieczniejszym miejscu. Wpatrywałam się w nie przez długi czas…
Następnego dnia w południe Alice i Isabella zostały przywiezione do willi.
Echo właśnie skończyła robić obiad — na całym stole stały dania wegetariańskie. Nieważne, jak różnorodnie i elegancko wyglądały, wege to dalej wege.
Ani Alice, ani Isabella nie były do tego przyzwyczajone, ale Alice ewidentnie próbowała przypodobać się Michaelowi. Na początku nie tylko udawała, że jej smakuje, ale też kazała Isabelli jeść — raz słodkim głosem, raz na siłę, jak to się u nas mówi: „dobrze po dobroci, jak nie, to kijem”.
Parsknęłam szyderczo. Ta błyszcząca gwiazdeczka z telewizji wcale nie była taka wyjątkowa.
Dobrze, że nigdy nie była moim idolem.
Po spróbowaniu kilku potraw Michael z niezadowoleniem odłożył sztućce i zapytał Echo: „Te warzywa były dziś świeżo sprowadzone? I ryż też jakiś dziwny”.
Echo zerknęła na mnie niezręcznie i wyjaśniła Michaelowi: „Posiłki pana Johnsona wcześniej przygotowywała osobiście pani Johnson. I ryż też robiła pani Johnson — gotowała go na parze z ryżem, jęczmieniem z gór, kawałkami trufli i kawałkami tureckich orzechów laskowych w konkretnych proporcjach. Pani Johnson dziś źle się czuje, więc mogłam tylko spróbować odtworzyć jej sposób. Naprawdę nie potrafię sprawić, żeby smakowało jak gotowanie pani Johnson”.
Michael pewnie nie spodziewał się, że przy innym kucharzu jedzenie będzie smakowało aż tak inaczej.
Jego znaczące spojrzenie zatrzymało się na mnie na długo, ale i tak nie doczekał się, żebym sama z siebie zgłosiła się do dalszego gotowania mu posiłków.
Bo kto byłby na tyle żałosny, żeby tracić czas i energię, karmiąc faceta, żeby innej kobiecie było wygodnie?
Michael zawsze był zadufany w sobie i nie mógł mnie przecież tak wprost poprosić, żebym dalej mu gotowała.
Ale był wybredny i miał wygórowane wymagania co do jedzenia, więc zadzwonił od razu do asystenta i polecił: „Znajdź szefa kuchni, który specjalizuje się w kuchni wegetariańskiej. Pieniądze nie grają roli. Chcę go zobaczyć jutro”.
W tym momencie Alice, która od początku grała skrzywdzoną lokatorkę na cudzym kącie, wtrąciła się:
„Pani Thomas, wiem, że ma mnie pani za złe. Wprowadzenie się tutaj z Isabellą było dość nagłe…”
Moja twarz pozostała spokojna. „Skoro wiesz, że to nagłe, to jakim cudem masz czelność się tu wprowadzać? Naprawdę nie ma dla ciebie na tym świecie żadnego miejsca poza domem Michaela i moim? Musisz całe życie szukać dachu nad głową, rozwalając innym małżeństwa?”
Twarz Alice pobladła po mojej odpowiedzi. Chciała coś powiedzieć, ale ugryzła się w język i tylko spojrzała na Michaela zaszklonymi oczami.
Tylko ja widziałam, jak pod obrusem zaciska palce w twarde, białe kłykcie.
Isabella była jeszcze dzieckiem, ale z tonu od razu wyczuła, że nie jestem przyjaźnie nastawiona.
Więc przestraszona podbiegła do Michaela, usiadła mu na kolanach i zapytała cichutko, z drżącym głosem: „Tatusiu, kto to jest ta pani? Ona jest taka niemiła”.
„Nie bój się, Isabella. Ona… nie jest złą osobą.”
Michael posłał mi ostrzegawcze spojrzenie, ale nie zrugał mnie przy Alice.
Domyśliłam się, że pewnie dlatego, iż tym razem, kiedy przywiózł Isabellę i Alice do domu, byłam taka „współpracująca” — bez awantur, bez scen — poczuł odrobinę winy.
Więc nie miał odwagi iść o krok dalej. Nie mógł chyba oczekiwać, że zaakceptuję jego kochankę i jeszcze będę im usługiwać, prawda?
Ponieważ nie udało jej się skłócić mnie z Michaelem, Alice była wyraźnie niezadowolona, a pełen stół wegetariańskich dań stał się dla niej jeszcze trudniejszy do przełknięcia.
Zaśmiałam się w duchu.
Michael jadł wegetariańsko od trzech lat, a ja — miłośniczka mięsa — przez trzy lata trzymałam z nim tę dietę.
A Alice, która „dostała” Michaela, nie potrafiła nawet przejść takiego testu.
Skończyłam jeść, odłożyłam sztućce i odeszłam od stołu pod ich różnymi, skomplikowanymi spojrzeniami.
Wróciwszy do pokoju gościnnego, wzięłam głęboki oddech i rozejrzałam się po domu, w którym mieszkałam prawie cztery lata.
Przeniesienie się z sypialni małżeńskiej do gościnnego sprawiło, że poczułam się jeszcze bardziej jak gość.
Wczoraj nie zmrużyłam oka przez całą noc i w południe chciałam się zdrzemnąć, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
Kiedy je otworzyłam, stała tam Alice.
Trzymała dużą torbę i powiedziała: „Pani Thomas, przepraszam, że przeszkadzam. W tej torbie są pani zdjęcia ślubne z Michaelem. Powiedział, że Isabelli nie powinno się ich pokazywać. Więc… mogłaby je pani schować?”
— Nie trzeba. Niech pani wyrzuci do śmieci.
Powiedziałam to beznamiętnie i już miałam zamknąć drzwi.
Ale Alice nie udało się mnie sprowokować i było widać jak na dłoni, że nie zamierza odpuścić.
Szybko zastawiła futrynę i powiedziała cicho: „Pani Thomas, Isabella jest tajemnicą między Michaelem a mną. Są powody, których nie możemy wyjaśnić. Naprawdę nie musi się pani tak denerwować. Jak tylko wyjedziemy, będzie pani mogła powiesić te zdjęcia z powrotem.”
Tajemnicą?
Wy macie swoje tajemnice, macie powody, których „nie da się” wyjaśnić, a ja jestem częścią waszej małej gierki — o to chodzi?
Nie miałam najmniejszej ochoty strzępić sobie języka, więc po prostu zabrałam jej torbę z ręki i od niechcenia cisnęłam ją do swojego pokoju.
Szklane ramki w środku pękły. Alice na chwilę zesztywniała z zaskoczenia, a kiedy zobaczyła, że na mojej twarzy nie ma nawet cienia żalu, patrzyła na mnie, jakby nie wierzyła własnym oczom.
Może w jej oczach powinnam być skrzywdzoną żoną, zdradzoną przez męża — taką, co kuli się na podłodze i zalewa łzami rozbite szkło.
Spojrzałam kątem oka na torbę leżącą na podłodze i powiedziałam: „Dobra, schowałam zdjęcia. Coś jeszcze? Co jeszcze mam schować? Może mam też schować łóżko, w którym Michael i ja spaliśmy w sypialni małżeńskiej?”
Moja riposta odebrała Alice mowę. Jej delikatne, ładne rysy aż kipiały od urazy.
Ale jedyną odpowiedzią, jaką ode mnie dostała, był głośny trzask zatrzaskiwanych drzwi.
Nie zajrzałam już do zdjęć w torbie ani razu — po prostu zostawiłam ją przy drzwiach.
Później każę Echo to wynieść.
Kiedy obudziłam się po drzemce, otworzyłam Instagram i zobaczyłam nowe zaproszenie do znajomych.
Gdy w nie kliknęłam, zdjęciem profilowym była Isabella.
Każdy by się domyślił, że to Alice próbuje mnie dodać.
Nie odrzuciłam — przeciwnie, zaakceptowałam jej zaproszenie.
Oczywiście, dokładnie jak przewidziałam, szykowała się, żeby prowokować mnie na okrągło przez Instagrama, dwadzieścia cztery na siedem.
Powinnam to zignorować, ale i tak nie mogłam się powstrzymać i weszłam na jej profil.
Alice naprawdę wiedziała, jak działa show-biznes — i jak utrzymać nieskazitelny wizerunek. To było jej prywatne konto. Nie było ani jednego zdjęcia całej tej trójki razem, nawet żadnego, na którym jej własna twarz byłaby pokazana wyraźnie.
Za to twarze Michaela i Isabelli były sfotografowane krystalicznie ostro. Każda wyjątkowa rocznica miała siatkę dziewięciu zdjęć i pasujące do niej podpisy.
Kiedy byłam w ciąży, nie mogłam się powstrzymać od fantazjowania i wyczekiwania, jaki Michael będzie jako ojciec.
Ironia losu: tych oczekiwań wtedy nie spełnił przy mnie, a odpowiedź dostałam… z Instagrama jego kochanki.
Przewijałam w dół kawałek po kawałku, chcąc zobaczyć, kiedy dokładnie Michael zaczął zdradzać.
I wtedy nagle zatrzymałam się na konkretnej dacie.
To nie był dzień, kiedy Michael zaczął zdradzać — ale był to najciemniejszy dzień mojego życia.
Pamiętam go doskonale — pod koniec roku przedwczorajszego stan mojej biologicznej matki, Aurory Rivery, nagle się pogorszył.
Aurora, która już wcześniej była w stanie wegetatywnym, nagle dostała niewydolności narządów w całym organizmie. Jej życie wisiało na włosku.
Specjaliści mówili, że istnieje nowy rodzaj aparatury medycznej, która potrafi wymienić całą krew Aurory i jednocześnie zapewnić wspomaganie krążeniowo-oddechowe. Jeśli zastosuje się ją na czas, stan Aurory mógłby się odwrócić.
