Rozdział 1: Miej kolejne dziecko
Kiedy wróciłam do domu, było już dość późno. Mój mąż, Michael Johnson, stał na balkonie i palił. Jego profil był ostry i przystojny, niewiarygodnie pociągający.
Ścisnęłam w torebce starannie przygotowaną rzecz, a serce waliło mi jak oszalałe.
Dla postronnych Michael miał pieniądze, władzę i urodę. Dla mnie był niesamowicie troskliwy — taki rzadki ideał, mąż marzenie.
Tylko że nikt nie wiedział, że przez trzy lata małżeństwa kochaliśmy się zaledwie kilka razy.
To była moja ukryta frustracja pod tą całą błyszczącą fasadą — coś, czego nikt by nie zrozumiał — a ja nie miałam do kogo pójść i komu się wygadać.
Jak go do siebie przekonać i zostać naprawdę kochającą się parą, stało się dla mnie niemal obsesją.
Byłam z tym u psychologa, a nawet po cichu umawiałam go do kliniki zdrowia mężczyzn.
Próbowałam też bezwstydnych numerów: upić go, podsunąć afrodyzjaki, urządzać romantyczne scenki jak z filmu. Ale za każdym razem, w decydującym momencie, on się wycofywał.
Dziś wieczorem specjalnie podpiłam na mieście i z tą tajną bronią w torebce byłam zdeterminowana, żeby wreszcie dopiąć swego.
— Michael, jestem w domu. — Stanęłam w progu, miękko opierając się o ścianę, i zawołałam go łagodnie.
Michael się odwrócił. Jego czułe spojrzenie błysnęło jak gwiazdy, a te przystojne rysy sprawiły, że serce zabiło mi jeszcze szybciej.
Podszedł, objął mnie w pasie, musnął czubek mojej głowy pocałunkiem, lekko pomarszczył nos, wciągając powietrze, i zganił mnie pieszczotliwie:
— Piłaś? Zaraz dostaniesz okres, potem będziesz się źle czuła i znowu narobisz rabanu.
Zaczepiłam rękę na jego szyi i przytuliłam się do niego zaczepnie. Nasze oddechy się mieszały, ciała przylgnęły do siebie, a żar w piersi rozlał mi się jeszcze mocniej.
Skoro i tak chciałam go uwieść, przekornie ugryzłam go w jabłko Adama. Kiedy usłyszałam jego nagłe wciągnięcie powietrza, wymknęłam się z objęć.
— Idę się umyć.
Za plecami usłyszałam jego pobłażliwy głos i cichy śmiech:
— Mała łobuziara, podjudzasz mnie i uciekasz.
Po prysznicu wróciłam do sypialni, wysuszyłam włosy tak, żeby były jeszcze trochę wilgotne, a potem ostrożnie wyjęłam z torebki bieliznę i włożyłam ją na siebie. Wystarczyło jedno spojrzenie w lustro, a policzki zapłonęły mi gorącem.
Delikatne wstążeczki miękko obrysowywały moją wrażliwą skórę, koronka rozkwitała jak kwiaty w tych kluczowych miejscach, a prześwitujący materiał odsłaniał gładką skórę, smukłą talię i kuszące krągłości. Z moimi zamglonymi, podpitymi oczami i tym uwodzicielskim czarem wyglądało to jak dopieszczony, zmysłowy obraz.
Patrząc na siebie w lustrze, uśmiechnęłam się z satysfakcją.
Po prostu nie mogę uwierzyć, że on dalej będzie w stanie tak trzymać nerwy na wodzy!
Po tym, jak przez chwilę dodawałam sobie odwagi, poklepałam rozpalone policzki i po cichu wyszłam z sypialni. Podeszłam do Michaela od tyłu i objęłam go w pasie, przyciskając policzek do jego pleców i ocierając się delikatnie.
— Umyłeś się już? Zrobiłam ci wodę sodową. Chcesz?
Michael ujął moją dłoń. Odwróciłam się, a kiedy jego wzrok na mnie padł, uśmiech na jego ustach nagle zastygł. W jednej chwili zaczerwieniły mu się oczy, a w nich podskoczyły dwa płonące ogniki.
Wygiął kącik ust w niegrzeczny, drapieżny uśmiech, przyciągnął mnie do siebie, a jego duża dłoń zaczęła przesuwać się tam i z powrotem po moich lędźwiach. Głos miał zachrypnięty.
— Igrasz z ogniem.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w jabłko Adama, naśladując to, co naczytałam się w romansach. Palcem kreśliłam na jego piersi ciche kółka.
— Ogień? Jaki ogień? Nic nie widzę.
W jego oczach błysnęły płomienie. Porwał mnie na ręce, kopnięciem otworzył drzwi sypialni, rzucił mnie szorstko na łóżko, a jego wysoka, silna sylwetka przygniotła mnie ciężko. Duża dłoń przesuwała się po mnie zachłannie przez cienki, prześwitujący materiał koszuli nocnej, nie omijając ani skrawka skóry.
Nasze ciała przylgnęły do siebie tak mocno, że mieszały nam się oddechy, a serca biły jak oszalałe.
Jego pocałunki były gorące i gwałtowne, jak żywy ogień. Spadały na moją koszulę nocną, zostawiając wszędzie mokre ślady.
Zaczęłam oddychać ciężko, urywanie. Czerwień w jego oczach pociemniała, a w środku narastało w nim dzikie, niecierpliwe pragnienie.
Wyszeptał mi do ucha szorstkim głosem:
— Kochanie, kocham cię… chcę cię… doprowadzasz mnie do szału…
Jego smukłe palce jakby miały w sobie magię — gdziekolwiek wędrowały, krzesały iskry, jakby naprawdę miały mnie podpalić.
Nie potrafiłam w ogóle oprzeć się jego droczeniu. Ciało miałam nieznośnie rozgrzane, a jednocześnie w środku czułam przejmującą pustkę, jakby coś, za czym tęskniłam od dawna, błagało, żeby wreszcie to wypełnić.
Nie umiałam się powstrzymać — rozpięłam guziki jego koszuli, całując i podgryzając jego szyję, jabłko Adama i skórę, zostawiając ślad za śladem, należący tylko do mnie.
Kiedy moje usta dotarły do jego piersi, Michael jęknął. Wyglądał, jakby nie potrafił już dłużej się hamować. Gorączkowo szukał sposobu, żeby rozwiązać moją koszulę nocną. Opuszki jego palców musnęły moją skórę, unosząc falę mrowienia.
Moje dłonie powędrowały niżej, wsuwając się pod jego pas, wyciągając poły koszuli. Opuszki palców musnęły jego ciepłą skórę.
Serce waliło mi jeszcze mocniej. W głowie miałam kompletny młyn, myślałam — już prawie, już prawie, dzisiaj na pewno mi się uda zajść w ciążę!
„Kochanie, zróbmy sobie jeszcze jedno dziecko!”
wyszeptałam z żarem.
Ale on nagle się zatrzymał, jakby ktoś nacisnął pauzę. Jego duża dłoń szybko i stanowczo odsunęła moją błądzącą rękę, zatrzymując moje ruchy. Pożądanie w jego oczach odpłynęło jak fala, zostawiając tylko nieprzeniknioną, lodowatą ciszę.
Znów się odsunął!
Ile razy to się już zdarzyło?
Nie pamiętałam!
Dlaczego? Czemu on zawsze to robił?
Nie chciałam odpuścić i próbowałam dalej, ale on usiadł, nie powiedział ani słowa i poszedł prosto do łazienki.
Szczery ogień zgasił raniący chłód. W sercu podniosła się niewypowiedziana, kłująca boleść, taka, co ściska gardło i nie daje złapać tchu.
Wszystko zmieniło się trzy lata temu, po tym jak straciliśmy nasze pierwsze dziecko.
Wtedy Michael zasłonił się „modlitwą za duszę naszego zmarłego dziecka” i z własnej woli wprowadził wstrzemięźliwość. Nasze życie w łóżku skurczyło się do raz na miesiąc, i to maksymalnie.
Mimo że miałam dopiero dwadzieścia cztery lata i normalne potrzeby, mogłam tylko zacisnąć zęby i iść za jego decyzją.
...
Michael wyszedł z domu w środku nocy.
Niedługo potem zadzwoniła do mnie moja najlepsza przyjaciółka, Amelia Martinez.
Głos Amelii był niesamowicie napięty: „Evelyn, sprawdź, co jest na topie! Ten sponsor, którego wyciągnęli Alice, nie wygląda ci przypadkiem jak Michael?”
W chwili, gdy kliknęłam w ten temat, w głowie aż mi zadudniło, jakby ktoś odpalił rój os.
„PILNE! Popularna aktorka Alice Baker podejrzewana o robienie kariery przez łóżko dzięki bogatemu sponsorowi! Tożsamość sponsora na razie niepewna — ujawnienie wkrótce!”
Choć na zdjęciu widać było tylko rozmazane plecy, jak miałabym nie rozpoznać własnego męża?
Prawa ręka Michaela obejmowała smukłą talię Alice, kiedy razem wchodzili do hotelu.
W tej samej sekundzie na telefonie wyskoczyły dwa anonimowe maile.
Ekran zalały zdjęcia w wysokiej rozdzielczości.
Pierwsze: Michael klęczący na jedno kolano, trzymający w ramionach uroczą małą dziewczynkę, pozwalający dziecku w tiulowej sukience objąć go za szyję i cmoknąć w policzek.
Drugie: Alice wyciąga rękę, żeby strzepnąć mu pyłek z ramienia. On nie odsunął się chłodno, jak robił to przy mnie. Zamiast tego uśmiechnął się szeroko, naprawdę szczęśliwy.
...
Dopiero dziesiątki zdjęć sprawiły, że zrozumiałam: jego narastający chłód przez te trzy lata wcale nie musiał mieć nic wspólnego z modlitwą za nasze zmarłe dziecko.
To był romans.
Opuszki palców aż wbiły mi się w dłoń. Oddychałam głęboko raz za razem, zmuszając się, żeby spokojnie otworzyć drugiego maila.
To była jedna linijka:
„Pani Johnson, ujawnia pani to, czy płaci milion dolarów, żeby to zakopać?”
„Milion dolarów. Zakopać.”
Odpisałam i wyczyściłam konto do zera, wykupując te zdjęcia, które mogły pogrążyć Michaela i jego kochankę.
Ironia losu: pieniądze na tym koncie to było kieszonkowe, które Michael dawał mi, odkąd się pobraliśmy.
A teraz te same pieniądze poszły na kupno dowodów jego zdrady. Patrzyłam na dziewczynkę ze zdjęć w kółko, jak zahipnotyzowana.
Gdyby moje dziecko nie umarło, pewnie byłoby mniej więcej w jej wieku.
A ja nawet nie zdążyłam zobaczyć twarzy tamtej malutkiej, zanim została tylko popiołem w urnie.
Wtedy byłam rozbita na kawałki, a od niego usłyszałam tylko rzucone od niechcenia: „Urodzisz jeszcze jedno.”
Teraz już wiem — z nim nigdy nie będę miała kolejnego dziecka!
Kiedy wykupiłam zdjęcia, zadzwoniłam do Amelii: „Znasz jakichś prawników? Chcę rozwodu.”
Skoro zdradził, to co tu się cackać — do widzenia.
Amelia popytała tu i tam i oddzwoniła.
Prawnik przygotował umowę rozwodową, ale ponieważ nie znaliśmy majątku męża, nie dało się jasno rozpisać podziału.
Powiedziałam: „Najpierw wyślij mi samą umowę rozwodową. Co do majątku, będę z nim to dogadywać powoli.”
W końcu, choć te zdjęcia kosztowały tylko milion dolarów, reputacja prezesa Johnson Group jest warta dużo, dużo więcej.
Dopóki mam w ręku te dowody, czego miałabym się bać w negocjacjach o podział majątku?
Położyłam wydrukowaną umowę rozwodową na stoliku kawowym i wybrałam numer Michaela.
Po chwili ktoś odebrał.
„Pani Thomas, w czym mogę pomóc? Michael właśnie usypia dziecko.”
Ten słodki głos brzmiał grzecznie, ale przebił mi bębenki jak rozgrzany gwóźdź.
Czyli Alice wiedziała o moim istnieniu.
Zastanawiałam się, czy może Michael udawał wolnego i oszukał Alice.
A jednak nie — Alice z własnej woli została kochanką!
Nie miałam ochoty tracić na nią słów, więc powiedziałam lodowato: „Niech Michael podejdzie do telefonu.”
