Rozdział 4
"Jestem nieprzewidywalna, nigdy nie wiem, dokąd zmierzam, dopóki tam nie dotrę, jestem tak przypadkowa, ciągle się rozwijam, uczę, zmieniam, nigdy nie jestem taką samą osobą dwa razy. Ale jest jedna rzecz, której możesz być pewien; zawsze zrobię dokładnie to, co chcę. Nie jestem uparta. Moja droga jest po prostu lepsza."
❤❤❤❤SPOTKANIE Z JORKALLUN❤❤❤❤
Jej nagły krzyk przyciągnął uwagę wszystkich uczniów przed bramą. Uczniowie wokół niej zaczęli szeptać między sobą. Rae poczuła się usatysfakcjonowana.
Czując się teraz jak księżniczka, gdy wszyscy zwrócili na nią uwagę, ignorując szepty wokół niej, uniosła głowę wysoko i wkroczyła na teren szkoły, jakby była jej właścicielką.
Szkoła była duża, z różnymi oddzielnymi budynkami.
Rozejrzała się po okolicy i zauważyła, że niektórzy uczniowie na nią patrzyli, a inni ją ignorowali. Podnosząc kurtkę i kręcąc ją wokół głowy, znów krzyknęła głośno: "Cześć ludzie, powiedziałam, że jestem tu nowa!"
Uśmiechnęła się z satysfakcją, gdy w końcu zdobyła ich uwagę.
"Nie robimy tu takiego hałasu, czy twoi rodzice albo opiekun nie powiedzieli ci tego?" Męski głos za jej plecami powiedział, próbując złapać ją za ramię.
Stało się coś nieoczekiwanego.
Zanim jego ręka dotknęła ramienia Rae, bez odwracania się, chwyciła jego rękę i skręciła ją, a z nieludzką siłą, której nawet nie wiedziała, że posiada, przerzuciła mężczyznę do przodu, który wylądował na ziemi z głośnym hukiem.
Wciąż mocno skręcając rękę dorosłego mężczyzny, bez względu na to, jak bardzo próbował uwolnić swoją skręconą rękę z żelaznego uścisku dziewczyny, nie mógł, a dźwięk przemieszczonej kości był słyszalny. "Nie lubię, gdy ludzie mnie dotykają, chyba że im na to pozwolę." powiedziała Rae, jej głos wychodząc podwójnie.
Do tego czasu przyciągnęli uwagę wszystkich uczniów i nauczycieli, niektórzy nauczyciele, którzy próbowali ich rozdzielić, nie mogli, gdy Rae nawiązała z nimi kontakt wzrokowy. Nagły strach, który ogarnął tych nauczycieli, sprawił, że cofnęli się, a jedna czarownica, szybko teleportowała się, by powiedzieć dyrektorowi Jackowi, co się stało.
Wkrótce wyszedł i był w szoku z tego, co zobaczył, wicedyrektor Nadzwyczajnych został przypięty do ziemi przez uczennicę. Zobaczył, jak jego wicedyrektor próbował uwolnić się od dziewczyny, która go trzymała, ale bezskutecznie. Był bezradny wobec dziewczyny.
"Co się dzieje?" zapytał Jack, zbliżając się do nich. Prawie zatrzymał się w połowie kroku, gdy Rae spojrzała na niego zimno, prawie, ale był dyrektorem szkoły i wilkołakiem na dodatek. "Zadałem pytanie, co się dzieje!?" zapytał ponownie, gdy stał przed Rae.
"Jeśli nie zajmiesz się swoimi sprawami, wkrótce do niego dołączysz." Rae odpowiedziała, mocniej skręcając rękę mężczyzny leżącego na ziemi.
"Czy wiesz, z kim rozmawiasz?" Jack zapytał, krzyżując ręce za plecami. Jej charakter przypominał mu dwie osoby. Ale jej oczy, kiedy spojrzała na niego wcześniej, przypomniały mu kogoś z przeszłości, kogo nie mógł sobie przypomnieć.
"A kim ty, do diabła, jesteś!?" Rae krzyknęła, ignorując głośne westchnienia uczniów i nauczycieli wokół nich, kiedy zadała to pytanie. Patrząc na ich zszokowane twarze, wiedzieli, kim jest ten człowiek, który zadał jej głupie pytanie, ale czy ją to obchodziło? Absolutnie nie.
"Jestem Jack, dyrektor Supernaturals." Jack przedstawił się. "A ty?"
To, co powiedział, zadziałało na dziewczynę przed nim jak magia, bo szybko puściła mężczyznę, którego przygwoździła do ziemi, wstała i uśmiechnęła się do niego.
"Jestem Rae." Odpowiedziała.
"Rae co?" Jack zapytał, chcąc się upewnić, że to nie jest uczennica, której się spodziewał. Po cichu modlił się do bogów, żeby to nie była jego nowa przeniesiona uczennica. Ale wydawało się, że bogowie byli przeciwko niemu, kiedy usłyszał następne słowa wychodzące z jej ust.
"Rae Fey, ta, która miała zacząć naukę w tej szkole dzisiaj." Rae odpowiedziała szeroko się uśmiechając.
Tymczasem mężczyzna, którego rzuciła na ziemię, wstał, otrzepując brud z ubrań, patrząc na dziewczynę, która właśnie upokorzyła go przed całą szkołą, trzymając swoją skręconą rękę i starając się nie pokazać bólu.
"Jeśli to jest nowa przeniesiona uczennica, której się spodziewaliśmy, to jej nie potrzebujemy, te dwie, które mamy, są wystarczające, nie potrzebujemy trzeciej." Mężczyzna warknął.
"To wnuczka Lillian, Rick, nie możemy jej wyrzucić, skoro jej poprzednia szkoła dała jej tak dobre rekomendacje." Jack powiedział, potrząsając głową o piaskowym blond włosach. Zwrócił się do Rae, "Przeproś Ricka," dodał.
"Nie zamierzam. Dotknął mojego ramienia, więc nie będę przepraszać." Rae odpowiedziała odważnie.
"On jest wicedyrektorem tej szkoły, Rae, więc tak, konieczne jest, abyś go szanowała i to powinno być ostatni raz, kiedy to się powtórzy."
"Dobrze, przepraszam, dupku." Rae powiedziała, przewracając oczami.
"Rick, nie wiem, dlaczego lubią cię dręczyć, jest taka jak oni, przynajmniej przeprosiła, w przeciwieństwie do tamtych dwóch." Jack powiedział, prawie się uśmiechając. "Idź do pielęgniarki szkolnej, żeby nastawiła ci kości, wszyscy wracajcie do swoich zajęć!" Jack krzyknął ostatnią część do uczniów, którzy wrócili do tego, co robili, a on zwrócił się do Rae. "A ty, młoda damo, idziesz ze mną."
Nie czekając na odpowiedź, Jack wyszedł, wracając do swojego biura.
Rae parsknęła na Ricka i szybko ruszyła, by dogonić Jacka.
Wchodząc do jego biura, usiadła i położyła nogi na jego biurku.
Jack spojrzał na nią zaskoczony, dziewczyna miała odwagę. "Zacznijmy od szkolnych zasad, najpierw zdejmij nogi z mojego biurka."
"Dlaczego, panie Jack? Lubię tak siedzieć, masz z tym problem?" Rae zapytała, unosząc brew.
"Brzmisz dokładnie jak oni, ale w każdym razie, pani Ash nie wspomniała, że jesteś wojowniczką, mówiła tylko, jak dobrze się sprawowałaś w jej szkole."
"Tak, to ja, pełna niespodzianek."
"OK." Jack powiedział i klasnął raz w dłonie, obok niego pojawiła się nauczycielka, która była wiedźmą.
"Co mogę dla ciebie zrobić, Jack?" zapytała wiedźma.
"Proszę, daj Rae kopię szkolnych zasad."
Wiedźma skinęła głową i wyszeptała kilka słów, przed Rae pojawił się duży zwój i wylądował na jej kolanach. "To twoja kopia szkolnych zasad, przejrzyj je i przestrzegaj." Wiedźma powiedziała do Rae, która wzięła zwój i otworzyła go. Wiedźma zniknęła.
Na twarzy Rae pojawił się grymas, gdy otworzyła zwój, który rozwijał się aż do drzwi dyrektora. "Żartujesz sobie, to jest cholernie długie i ma mnóstwo zasad." Rae powiedziała szeroko otwartymi oczami, patrząc na zwój w swoich rękach.
"Tak, jest tam 1,000 zasad, które musisz przejrzeć i przestrzegać każdej z nich, każdy uczeń w tej szkole dla nadprzyrodzonych ma kopię tego, co masz w rękach."
Rae nic nie powiedziała, szybko użyła zaklęcia, aby zwinąć zwój z powrotem. "Czy jest coś jeszcze, czym chcesz mnie zanudzić?"
Jack uśmiechnął się do niej. "To nie jest twoja poprzednia szkoła, gdzie uczęszczają tylko wiedźmy i czarodzieje, mamy tutaj wszelkiego rodzaju nadprzyrodzonych." Dodał, nadal się uśmiechając.
"Coś jeszcze, co powinnam wiedzieć?" Rae zapytała obojętnie.
"Po prostu trzymaj się z dala od kłopotów." Jack powiedział i wstał. "Poczekaj chwilę, zaraz wracam." Powiedział jej i wyszedł z biura, wkrótce wrócił z dziewczyną o wzroście Rae. Była piękna, miała ciemnobrązowe włosy i głęboko brązowe oczy. Wyglądała na nieśmiałą.
"Kto to jest?" Rae zapytała, widząc dziewczynę z Jackiem, która próbowała nie patrzeć na nią.
"To ona będzie cię prowadzić do wszystkich twoich zajęć, dopóki się z nimi nie zapoznasz." Odpowiedział Jack.
"Czy pytałam cię, że potrzebuję opiekunki, o wielki i wszechmocny dyrektorze?"
Uśmiechając się. "Tak, ponieważ dziś jest twój pierwszy dzień w tej szkole, nie chcę, żebyś się zgubiła, więc tak, Sarah pokaże ci wszystkie twoje klasy i na szczęście dla ciebie, jesteś w jej klasie. Zajęcia zaraz się rozpoczną, wynocha z mojego biura."
Rae nic nie powiedziała, wstała i wyszła z biura, a Sarah podążała za nią. Zatrzymała się i odwróciła, by spojrzeć na milczącą dziewczynę idącą za nią. "Myślałam, że to ty pokażesz mi moją klasę, a nie ja tobie?"
"Przepraszam."
"Teraz prowadź."
Podążając za Sarah, zauważyła, jak uczniowie wciąż na nią patrzą, jakby miała dwie głowy. Zatrzymała się przed jednym z uczniów. "Dlaczego się na mnie gapisz, jest coś na mojej twarzy, co chcesz mi powiedzieć?" zapytała chłopaka, którego przyłapała na wpatrywaniu się w nią.
"N--n...nie, przepraszam." chłopak wyjąkał w odpowiedzi.
"Dobrze." powiedziała Rae i kontynuowała z Sarah.
"Więc Sarah, jakim jesteś nadprzyrodzonym stworzeniem?" Rae postanowiła zapytać cichą dziewczynę.
"Umm... jestem Centaurem." odpowiedziała Sarah.
Centaur to stworzenie, które jest pół kobietą, pół koniem.
"Wow, Centaur?" zapytała Rae, Sarah skinęła głową.
"Tak." Zatrzymały się przed klasą, która była hałaśliwa. "To nasza pierwsza lekcja, historia."
"Okej, Sarah."
Weszły razem do klasy, a hałas ucichł, gdy tylko zobaczyli, kto wszedł z Sarah.
Wieść o tym, jak prawie pobiła Ricka, rozeszła się po szkole.
Ignorując wszystkich, cicho przeszła na tył klasy, który, ku jej zdziwieniu, wydawał się pusty. Zaskakujące, bo wszyscy unikali tylnego siedzenia.
Siadając na jednym z pustych krzeseł i rozsiadając się wygodnie, czekała na głupiego nauczyciela historii, który miał się pojawić. Kładąc ręce za głowę, zamknęła oczy i zaczęła śpiewać starą czarowniczą piosenkę, której nauczyła ją babcia.
Klasa nagle znów ucichła.
Rae usłyszała, jak ktoś się do niej zbliża, ale udawała, że tego nie słyszy i kontynuowała nucenie swojej piosenki.
"Co tu robisz? Nie widzisz, że tylko ja siedzę w ostatnim rzędzie?" zażądał męski głos.
Otworzyła oczy, by zobaczyć, kto to jest, i zobaczyła bardzo przystojnego chłopaka, którego nos śmiesznie drgał w gniewie, gdy na nią patrzył. Czy to czerwone?
"A kim ty jesteś?" zapytała Rae przystojnego chłopaka.
"Jestem Jorkallun i siedzisz na moim terytorium. Radzę ci znaleźć inny rząd i zająć miejsce." powiedział Jorkallun z gniewem w każdym słowie.
"Ostatnio, gdy sprawdzałam, nie jesteś właścicielem szkoły, więc nie masz prawa mówić mi, gdzie mam siedzieć, ładny chłopcze." powiedziała Rae. Nagle wydało jej się dziwne, że wszędzie zrobiło się cicho, wcześniej hałaśliwa szkoła nagle zamilkła, jakby czekając na coś, co się wydarzy.
"Ty!" Jorkallun warknął wściekle. W idealnym kontraście do jego gniewu, jego już i tak błyszczące czerwone włosy zmieniły się z gorących na płonące - dosłownie.
