Rozdział 13
Grace szybko odpaliła nagranie, stuknęła w nie mocno palcem i wcisnęła „wyślij”.
W niecałe trzydzieści minut hashtag #DebiutującaAktorkaGraceHowardPoliczkowałaElsieClarkeNaPlanie wystrzelił prosto na szczyt trendów.
Eric wpadł do gabinetu prezesa z tabletem w ręku i zapukał do drzwi.
— Panie Harding, mamy przytłumić trend?
Na filmiku Elsie zebrała trzy proste liście. Policzek miała wyraźnie spuchnięty.
Widząc pociemniałą twarz Williama, Eric już wiedział, że o żadnym gaszeniu tematu nie ma mowy.
Mimo to, jako asystent musiał chociaż spróbować.
— Z punktu widzenia biznesu panna Howard właśnie podpisała kontrakt z Central Entertainment. Skandal teraz nam nie służy. A prywatnie… była kiedyś pańską narzeczoną z aranżowanego układu. No i jej ojciec, Ethan Howard z South Howard, nie będzie zachwycony.
Urwał na moment, po czym dorzucił ciszej:
— Nie wspominając o tym, że już pan doprowadził do tego, że rodzina Howardów była trzysta milionów w plecy przez pańską żonę…
William lekko postukał palcem w blat. Na słowo „narzeczona” jego spojrzenie jeszcze bardziej stężało.
— Nie trzeba tego tłumić.
Podniósł wzrok, a w głosie zabrzmiała nutka pobłażania.
— Powiedz PR-owi, żeby dalej kupowali zasięgi. Nic nie rusza, dopóki Elsie sama nie zdecyduje, że już jej przeszło.
Po tym, jak Eric przerobił w głowie wszystkie argumenty, jakie tylko miał:
— …Jasne.
Przez kolejne trzy godziny internet oszalał.
Twitter Grace zalały wściekłe komentarze. Afery nie dało się zatrzymać — ludzie zaczęli grzebać w jej rodzinnej historii i wyciągnęli na wierzch skandale sprzed dekad.
Tymczasem Elsie, która prawie w ogóle nie siedziała w socialach, o niczym nie miała pojęcia, dopóki Olivia jej nie pokazała.
Elsie była zdezorientowana i trochę zaskoczona.
Zdezorientowana, bo ani ona, ani Olivia nie wrzuciły tego nagrania.
Zaskoczona, że William patrzy, jak Grace dostaje w internecie po głowie, i nawet palcem nie kiwnie.
Ale nie roztrząsała tego długo.
Całe popołudnie spędziła na planie z okładami z lodu przyciśniętymi do policzka. Pod koniec wszystko miała zdrętwiałe, a ten piekący ból wreszcie odpuścił choć trochę.
Kiedy wróciła do domu i przekroczyła próg, uderzył ją zapach prawdziwego gotowania — ciepły, treściwy, nie do podrobienia, jak z normalnej kuchni. Jak u mamy w niedzielę.
Zbiło ją to z tropu. Lisa Smith zwykle składała byle co: kanapki albo szybkie zachodnie dania na odwal się. A dziś? Na stole stały porządne, ugotowane potrawy — jeszcze skwierczące, pachnące, prosto z patelni.
— Wróciła pani, pani Harding? — Lisa przywitała ją ciepłym uśmiechem, biorąc torbę z jej rąk. — Zrobiłam pani ulubione. Proszę się odświeżyć, kolacja gotowa.
Elsie znieruchomiała.
Lisa prawie nigdy tak jej nie nazywała, kiedy Williama nie było w pobliżu. Zazwyczaj było „panno Clarke” albo w ogóle cisza.
Ta nagła uprzejmość brzmiała jakoś… dziwnie.
Patrząc, jak Lisa krząta się po kuchni, Elsie nagle przypomniała sobie ciepły kubek lekarstwa na przeziębienie, który tamta kiedyś jej zrobiła. Przez jej klatkę piersiową przeszła fala mieszanych uczuć — miękka, ale kłująca. Jak coś, co długo siedziało pod skórą.
Nawet gosposia, z którą mieszkała latami, potrafiła w końcu odpuścić uprzedzenia i zacząć traktować ją odrobinę lepiej. Nie jak wcześniej — ostro, chłodno, na dystans.
Więc dlaczego było tak, że nieważne, jak długo była z Williamem, on ani na moment nie zmiękł wobec niej — ani razu?
Przy stole wszystko miało dla niej smak papieru.
Może… naprawdę nie warto przejmować się kimś, kto ewidentnie ma cię gdzieś.
Tak jak on nigdy nie zawracał sobie głowy tym, żeby okazać jej choć odrobinę ciepła.
Późną nocą.
Elsie przewracała się z boku na bok, nie mogąc zasnąć.
Może to było pieczenie na twarzy. A może ta nagła życzliwość Lisy odkręciła korek emocjom, które Elsie zbyt długo trzymała w środku, udając, że ich nie ma.
To rozgoryczenie, ta złość — wszystko wróciło jak wezbrana fala.
Więc odpuściła. Wstała, przebrała się i ruszyła do baru.
Nawet jeśli zamierzała pić sama, i tak założyła maseczkę i okulary przeciwsłoneczne. Lokal też wybrała ostrożnie.
Wyglądał elegancko i dyskretnie — ot, akurat był niedaleko tego ekskluzywnego klubu, do którego William kiedyś kazał jej wozić różne rzeczy.
Elsie znalazła sobie cichy kąt, żeby usiąść. Jedna szklanka za drugą tego palącego płynu spływała jej do gardła, przypalając wnętrzności, ale przytępiając ból, który utkwił jej w klatce piersiowej — przynajmniej na razie.
Lucas właśnie pożegnał klienta, gdy zauważył ją siedzącą samotnie. Mrugnął, zaskoczony.
Bez zastanowienia cyknął jej fotkę, jak pije sama, i wysłał ją Williamowi z zaczepną wiadomością: „Co, tak szybko po rozwodzie? Twoja żona u mnie, topi smutki w barze.”
Nawet minuta nie minęła, a połączenie od Williama już przyszło. „Pilnuj jej. Jadę.”
Klik. Rozłączył się.
Lucas uniósł brew.
Przecież byli skłóceni, nie? To czemu brzmiał, jakby mu się paliło pod nogami?
Nie umiał rozgryźć Williama, więc mógł tylko polecić ochroniarzowi, żeby miał Elsie na oku i dopilnował, by nikt jej nie zaczepiał.
Gdy William dotarł, Elsie była już kompletnie nieprzytomna.
Podszedł, rzucił Lucasowi lodowate spojrzenie. — I ty tak po prostu pozwoliłeś jej się tak zalać?
Lucas zrobił minę niewiniątka. — Kazałeś mi jej pilnować. Nie mówiłeś, żebym jej zabronił pić.
William nic nie odpowiedział, tylko schylił się i podniósł Elsie na ręce.
Była zaskakująco lekka — za lekka. Trzymając ją, nagle poczuł niepokój; jego ramiona mimowolnie zacisnęły się wokół niej, jakby chciał ją zatrzymać przy sobie, choć sam nie wiedział po co.
Ułożył ją w samochodzie, zapiął pas, ale kiedy się odchylił, coś ciężkiego opadło mu na szyję.
Spojrzał w dół i zobaczył, że Elsie obejmuje go rękami. Miała półprzymknięte oczy, mrugała wolno, jakby próbowała zrozumieć, kim on jest.
— Ty… po tym wszystkim w końcu przyszedłeś mnie zobaczyć?
W jej głosie było tyle łez, że coś w Williamie zmiękło. — Przecież spotkaliśmy się dziś po południu na planie…
Ale w połowie zdania urwał.
To nie było do niego.
Ona myślała, że on jest Liamem.
Zazdrość zapaliła się w nim nagle — powoli, jak żar, który rozlewa się po klatce piersiowej i pali od środka.
Odruchowo złapał ją za podbródek, zmuszając, by na niego spojrzała. — Wyjechał na trzy lata, a ty dalej tak za nim tęsknisz?
Trzy lata.
Elsie wpatrywała się w niego, a łzy stały jej w oczach.
Przez tygodnie wydzwaniała do Erica, próbując się dodzwonić do Williama.
A teraz, w końcu, się pojawił…
Nie miał bladego pojęcia, jak te trzy lata wyglądały dla niej.
— Tęskniłam za tobą tak bardzo. Nie czujesz, jak mocno cię kocham?
— Jeśli ci nie zależało, to po co byłeś dla mnie taki dobry? A jeśli jednak… to czemu mnie odpychałeś?
Jej łzy przesiąkały mu koszulę, a głos łamał się od bólu, rozpaczy i zagubienia.
Patrząc na jej zapłakaną twarz, William poczuł, jak coś mu się skręca w piersi. Gorycz, żal — sam już nie potrafił tego nazwać.
Pamiętał, jak trzy lata temu słyszał na własne uszy, jak wyznaje miłość Liamowi. Tyle był w stanie znieść; odszedł, nie wiedząc, co było dalej.
Teraz wyglądało na to, że Liam jej odmówił — a ona w desperacji popełniła błąd… trafiła do niewłaściwego łóżka.
Poślubiona komuś, kogo nie kochała. Odgrywająca rolę oddanej żony.
To musiało być dla niej piekło.
— Liam też cię lubił — mruknął William, głos miał suchy i boleśnie cichy. — Inaczej nie zgodziłby się wtedy na ślub.
— Za dziesięć dni — dodał, odwracając wzrok — będziesz wolna i będziesz mogła go znaleźć.
Słowa „za dziesięć dni” musiały coś w niej poruszyć.
Brwi Elsie ściągnęły się mocniej, łzy popłynęły szybciej. Odepchnęła go, bełkocząc: — Nie chcę tego… ja naprawdę nie mogę cię znieść, William…
I na tym jej głowa opadła na bok — odpłynęła na dobre.
W samochodzie zapadła cisza.
William siedział nieruchomo, jakby coś ciężkiego zaklinowało mu się w piersi, odbierając oddech.
