Rozdział 1
„Apartament 8A, Lumeris Lounge. Weź prezerwatywę.
— Eric mówił, że codziennie dzwonisz i błagasz, żebym cię zobaczył. To twoja jedyna szansa.
— I koniecznie złap największy rozmiar.”
Elsie Clarke dopiero co weszła do swojego mieszkania po planie zdjęciowym, klucze wciąż miała w dłoni, kiedy jej telefon zawibrował. Trzymała doniczkę z rośliną, nie mogła na czas uwolnić rąk, więc odebrała na głośniku, nawet nie patrząc, kto dzwoni.
W chwili, gdy usłyszała głos Williama Hardinga, znieruchomiała. Zbladła jak ściana i przez dłuższą chwilę nie potrafiła wydusić z siebie ani słowa.
Byli w sekretnym małżeństwie od trzech lat — i przez całe te trzy lata żyli osobno.
Przez ostatnie dwa tygodnie próbowała skontaktować się z nim na wszystkie możliwe sposoby. Nie spodziewała się, że właśnie tak w końcu jej odpowie.
Nie odezwała się ani słowem.
Po drugiej stronie słychać było gwar: ludzie gadali, śmiali się.
— Serio, William, myślisz, że Elsie będzie aż tak „tania”, żeby naprawdę przynieść ci gumkę?
— Jasne, że tak! Elsie to jest, no, totalna desperatka za Williamem. Każdy w Capemoncie to wie. To viralowe nagranie, jak jakaś baba goni auto Williama i ryczy? To była ona. A już nie wspominając o tej akcji „przypadkiem go odurzyła i wpakowała się do łóżka”…
— Jak on tu będzie, to ona nie tylko przyniesie. Ona pewnie jeszcze zaproponuje, że sama nią zostanie.
William w końcu zakończył połączenie, ale te ostatnie szydercze echo dalej dzwoniło Elsie w uszach jak policzek.
Słyszała takie teksty mnóstwo razy przez te trzy lata. Myślała, że już na to znieczulica.
A jednak dłonie miała spocone, palce zacisnęła tak mocno, że telefon wżynał jej się w skórę.
Wiedziała, że William zawsze „trzymał się czysto” dla Grace Howard. Poza tamtym jednym razem z nią nie tknął żadnej innej kobiety. Ten telefon — był tylko po to, żeby ją upokorzyć.
Mimo wszystko, jeśli miała go zobaczyć, nie miała wyjścia. Jeżeli jedyną drogą było przełknięcie dumy — przełknie ją.
Apartament 8A, Lumeris Lounge.
Jedna z dziewczyn przysunęła się bliżej do Lucasa Shawa, gdy grali w karty. — To ona go naprawdę odurzyła? Aż tak ostro? To czemu pan Harding się w nią nie wkręcił? Jego żona była jakaś… zbyt zwyczajna czy co?
Lucas uniósł brew, zadzierając podbródek. — Nie wiem, czy szef ją lubi, czy nie —
— Ale brzydka? Nie, no. Jeśli Elsie nie jest ładna, to w Capemoncie nie ma już żadnych piękności. Pomyśl. Gdyby była taka „przypałowa”, to by ją następnego dnia wywalił z kraju, a nie się z nią żenił.
Dziewczyna podążyła za jego spojrzeniem do mężczyzny siedzącego w cieniu, palącego papierosa, jakby to wszystko było poniżej jego poziomu. Jej oczy zalśniły.
Słowa Lucasa przeszły bez sprzeciwu — każdy wiedział, że to prawda.
Twarz Elsie? Nawet w branży pełnej ślicznotek ona była totalnie z innej ligi.
Dziewczyna zaśmiała się, jakby żartował. „No weź, bez jaj, ona chyba nie jest ładniejsza ode mnie, co?”
Lucas uśmiechnął się ledwo zauważalnie, ale nic nie powiedział.
Kiedy zaczęła nieznacznie przesuwać krzesło w stronę mrocznego kąta, Lucas od niechcenia szarpnął ją z powrotem. „On ma oczy tylko dla Grace. Lepiej nalej mi tego wina.”
Mrugnęła, wyraźnie rozczarowana. „Grace? Czyli jednak kręci go ktoś inny.”
Ethan Howard nie potrafił się powstrzymać, gdy usłyszał imię swojej siostry. Wypalił: „Serio, nie ogarniam, jaką magię Elsie odstawiła na starego pana Hardinga. Jest tylko jakąś sierotą, przygarniętą nie wiadomo skąd, a on i tak zostawił jej cały majątek. William nie miał wyjścia — musiał się z nią ożenić.”
„Gdyby nie ona, William już byłby moim szwagrem. On i Grace byli o krok od zaręczyn.”
Im dłużej gadał, tym bardziej było w nim słychać wkurzenie.
„Powiem wam, to było nawet satysfakcjonujące. Pamiętacie, jak Elsie namierzyła Williama przez Jacka Lyonsa? Łyknęła jak pelikan bajkę, że ‘żyje sobie jak zwykły chłop na budowie’, i naprawdę poleciała go szukać. Jack nie mógł sobie odmówić zrobienia jej numeru dla Williama, więc zamknął ją na noc na opuszczonym placu. Tak się przestraszyła, że skończyła w szpitalu.”
„Ale luz — jeszcze miesiąc i William będzie miał ją całkiem z głowy. Grace czeka na ten dzień od wieków.”
Zanim te słowa na dobre wybrzmiały, rozległ się głośny huk — ktoś kopnął stolik kawowy, który z chrzęstem przejechał po podłodze.
W pokoju momentalnie zapadła martwa cisza. Wszystkie spojrzenia powędrowały w stronę źródła wybuchu.
William półleżał leniwie na kanapie w loży, podnosząc rękę, żeby zaciągnąć się papierosem.
Płomień na chwilę podkreślił ostrą linię jego szczęki i te zimne, ciemne oczy — jak głęboka woda, w której nie widać dna.
Pochylił się odrobinę, zgasił papierosa w do połowy pustej szklance, po czym parsknął cichym śmiechem. „No co, to już? Nie krępujcie się przeze mnie.”
Przez pełne dwie sekundy trwała niezręczna cisza. Wszyscy rozglądali się, próbując wyczuć, kto pierwszy się odezwie.
Wyglądało na to, że Elsie naprawdę była jak mina — samo jej imię wystarczało, żeby odpalić Williama.
Ktoś szybko spróbował załagodzić sytuację. „Dajcie spokój, ludzie, po co wyciągać Elsie i psuć atmosferę. Nie codziennie pan Harding do nas dołącza. Właśnie napisałem do Grace — będzie tu lada chwila.”
Ledwie skończył mówić, William rozplótł nogi i wyglądał, jakby już miał się zbierać.
Lucas aż się speszył.
– Grace idzie. To ty nie zostajesz?
W tej samej chwili drzwi się rozwarły.
William zerknął w tamtą stronę. Kiedy zobaczył, kto to, wyraźnie odpuścił i opadł z powrotem na kanapę.
Grace, wystrojona jak żywa księżniczka w różowej sukience, podbiegła do Williama i z rozczulającą słodyczą przyczepiła się do jego ramienia.
– William!
Ethan parsknął śmiechem, pół żartem, pół serio:
– Grace, no hej, ja tu jeszcze jestem. Czyli co, brat już się nie liczy?
Ktoś dorzucił:
– Wyfrunęła z gniazda!
– Słyszałem, że Grace chce zadebiutować, jak tylko skończy szkolenie za granicą. Idealnie się składa. Firma Williama, Central Entertainment, to ekstraklasa. A że on cię praktycznie nosi na rękach, niech cię wprowadzi na salony.
Ethan dodał z dumą:
– Podpisała wczoraj. Ledwo z samolotu zeszła i już wszystko dopięte.
Wtedy wszystkim jeszcze bardziej się udzieliło.
Grace zamrugała do Williama, cała taka zawstydzona i śliczna… tylko że jego wzrok wciąż był wbity w wejście.
Inni też odwrócili głowy.
Lucas zauważył, kto właśnie wszedł, i mrugnął nerwowo.
– Elsi… eee, cześć… pani Harding.
Grace wtrąciła się od razu:
– Jak wchodziłam, ochroniarz ją zatrzymał. Wyglądała tak biednie, że pomyślałam, że ją wprowadzę. To nie problem, prawda?
Przy Grace nikt nie miał odwagi wspominać tej żenującej gry w picie, którą przed chwilą odwalili – z wysyłaniem Elsie, żeby przyniosła prezerwatywy.
Lucas wymusił śmiech i próbował zbić temat.
– Daj spokój, to był tylko żart. Nie musiałaś naprawdę przychodzić.
Elsie nawet na niego nie spojrzała. Spokojnie odwróciła wzrok od miejsca, gdzie Grace wisiała na ramieniu Williama.
Podeszła, położyła na stole pudełko Durex i powiedziała:
– Przyniosłam to, o co prosiliście. Możemy teraz porozmawiać?
Jej twarz jak zwykle była spokojna i nie do odczytania. Tylko ona wiedziała, jak mocno ścisnęło ją w gardle – musiała przełknąć ślinę, żeby głos jej nie zadrżał.
William leniwie uniósł spojrzenie na niebieskie pudełko na stole i cicho się zaśmiał.
Ale gdy jego wzrok padł na spiętą twarz Elsie, momentalnie stężał, zimny jak lód. Kącik ust wygiął mu się w drwiący półuśmiech.
– Za małe – rzucił od niechcenia, jakby komentował pogodę. – Wróć, jak trafisz z rozmiarem.
– William – zawołała Grace z figlarną nutą, szturchając go lekko w ramię, jakby to ona tu była gospodynią. – Po co się tak czepiasz Elsie?
– Nie bierz tego do siebie, Elsie – dodała słodziutko. – William już taki jest. Zostań, posiedź z nami.
Mówiąc to, wyciągnęła rękę, żeby złapać Elsie za nadgarstek, ale Elsie odsunęła się, omijając jej dłoń.
Elsie nie odpowiedziała Grace. Patrzyła tylko na Williama. Widząc, że on milczy, przełknęła dumę.
– Pójdę kupić właściwe.
W osiedlowym sklepie.
Światło jarzeniówki padało jej prosto na zaczerwienione oczy.
Przesunęła palcami po rzędzie pudełek, aż zacisnęła szczękę i chwyciła największy rozmiar.
Kiedy wróciła do prywatnej sali, uderzył ją hałas, jak fala.
– Grace, przegrałaś. No to co będzie – całujesz faceta czy dusisz całe to alko?
Z policzkami czerwonymi od emocji Grace zerknęła na Williama i przykleiła się do niego wzrokiem, jakby nie potrafiła odwrócić oczu.
Elsie stanęła w progu. Nogi jej znieruchomiały, a wzrok automatycznie poszedł za spojrzeniem Grace.
William siedział tuż poza zasięgiem górnego światła. Nie widziała dokładnie jego wyrazu, ale gdy tylko ich oczy się spotkały, jego źrenice były lodowate i puste.
Serce ścisnęło ją tak, jakby ktoś złapał je w pięść i zacisnął. Na chwilę zapomniała oddychać.
Już miała coś powiedzieć, kiedy William nagle wstał.
Przez moment patrzyli na siebie w ciszy. Potem, bez słowa, odwrócił się do Grace, ujął jej podbródek i pochylił się, żeby ją pocałować—
Łup.
Pudełko z prezerwatywami wysunęło się z dłoni Elsie i uderzyło o podłogę głuchym, a jednocześnie ostrym dźwiękiem, rozcinając ten pocałunek jak nożem.
Jak na komendę wszystkie głowy w sali odwróciły się w jej stronę.
Wszystkie spojrzenia były teraz na niej – szydercze, ciekawe, wyczekujące. Jakby każdy czekał, aż wreszcie się rozsypie.
William powoli puścił Grace, a jego palce leniwie przesunęły się po jej talii.
Ten drobny, prawie czuły gest ukłuł Elsie w oczy jak ostrze.
– Cholera, William ma tupet. Liże się z Grace przy Elsie? Przecież oni jeszcze się nie rozwiedli, co?
– Formalnie nie. Ale bądźmy szczerzy – ona się podczepiła pod Hardingów przez starego. William nigdy jej nawet nie uznał. Każdy wie, że to „pani Harding” tylko na papierze.
– Trzy lata biegania za nim i on dalej zimny jak śledź? Ja bym dawno spakował walizki. A ona dalej trzyma się tej parodii małżeństwa.
– Został jeszcze miesiąc do końca tej trzyletniej umowy, nie? Myślisz, że William pozwoli jej teraz odejść? No jasne. Poczekajcie tylko – jak miesiąc minie, to ją z domu Hardingów wykopią na zbity pysk.
