Uczynić Ją Moją

Pobierz <Uczynić Ją Moją> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 5

— Dlaczego miałabym? Sprzedaliście mnie, żeby spłacić swój dług. Czy ty w ogóle wiesz, co mi się stało zeszłej nocy? Zostałam pobita. Moje życie jest teraz piekłem przez ciebie.

— Przepraszam, Zia, ale nie miałem wyboru — powiedział mój ojciec.

— Nie, miałeś, i dokonałeś wyboru. Jeśli jeszcze kiedykolwiek zobaczę twoją twarz, pożałujesz tego. Jason, czy możesz zabrać mnie z powrotem do mojego więzienia?

— Tędy — powiedział Jason, stając między mną a nimi, gdy wychodziliśmy. Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz, wypuściłam powietrze z płuc. W drodze powrotnej do domu Xandera mój umysł pracował na pełnych obrotach.

— Przepraszam za kłamstwo na temat mojej sytuacji i twojego szefa, ale muszę sprawić, żeby myśleli o najgorszym możliwym scenariuszu.

— Rozumiem — odparł cicho.

Kiedy wróciłam do domu Xandera, od razu poszłam do swojego pokoju i zaczęłam szukać. Musiałam się dowiedzieć, kim dokładnie jestem i jak trafiłam do nich. Musiałam to ustalić. Musiałam poznać dokładne szczegóły tej pożyczki, a to nie było pięćdziesiąt milionów. To było tylko dwadzieścia milionów dolarów. Dlaczego Thorne pożyczył mojemu ojcu dwadzieścia milionów? Powiedzieli, że nie jestem ich biologiczną córką; że mnie adoptowali, więc... gdzie były papiery adopcyjne? Nie chciałam, żeby wiedzieli, że już wiem. Musiałam więc zrobić to w sekrecie, a jedyny sposób to zacząć kopać głębiej. Tyle że nie miałam pojęcia, z którego domu dziecka mnie adoptowali. O ile w ogóle adoptowali mnie w Fairmont City. A może gdzieś indziej i przywieźli mnie tutaj.

Zeszłam na dół i od razu wyszłam frontowymi drzwiami. Kiedy wyszłam, zobaczyłam, że Jason idzie w moją stronę. Gdy do mnie podszedł, spojrzałam na niego.

— Jason, muszę coś załatwić. Co jesteś w stanie zrobić? Albo czy możesz znaleźć mi kogoś, kto może się tym zająć?

— To zależy od zadania, proszę pani — powiedział.

— Cóż, słyszałeś to samo co ja wcześniej dzisiaj. W domu, w którym się wychowałam. Teraz potrzebuję papierów adopcyjnych. Muszę wiedzieć dokładnie: gdzie, kiedy i jak. I potrzebuję kogoś, kto zdobędzie je dla mnie.

Przez chwilę na mnie patrzył, jakby się zastanawiał.

— Jak szybko potrzebuje pani tych dokumentów?

Przez sekundę byłam w szoku.

— Tak szybko, jak to możliwe.

— Mogę mieć te dokumenty dla pani do jutra wieczorem — odparł.

— Dziękuję. Zapłacę tyle, ile będzie trzeba, komu będzie trzeba. Nie obchodzi mnie, jak je zdobędziesz, nawet jeśli będziesz musiał skrzywdzić któregoś z nich. Zasługują na to. Chcę te dokumenty.

— Zostanie to zrobione, proszę pani.

— Dziękuję.

Wróciłam do środka i kiedy miałam już wchodzić po schodach, podeszła do mnie Gina.

— Pani Thorne, jeśli ma pani jakieś pranie, proszę dać mi znać. Tak samo, kiedy będzie pani gotowa na lunch, i jeśli będzie coś jeszcze, w czym mogłabym pomóc. Jeżeli jest pani na coś uczulona, proszę uprzejmie mnie o tym poinformować. A także jakie potrawy pani preferuje. Kolacja podawana jest codziennie o dwudziestej, niezależnie od tego, czy pan Thorne jest w domu, czy nie. Takie były jego polecenia — powiedziała.

— Dziękuję, Gino. W tej chwili nie mam żadnego prania. Nie zabrałam ze sobą wielu ubrań, więc będę musiała zrobić zakupy. Dwudziesta na kolację mi odpowiada. Nie, nie mam na nic alergii. Jem wszystko. Jednak nie sądzę, żebym miała tu zostać zbyt długo. Zobaczymy tylko, jak długo tu wytrzymam.

– Dobrze, madam – odpowiedziała, kiwając głową, po czym skierowała się z powrotem do kuchni.

Ruszyłam na górę. I kontynuowałam poszukiwania.

Siedziałam tam godzinami, próbując wymyślić, jak poradzę sobie z tą sytuacją, jak skłonię Alarica Thorne’a, żeby pozwolił mi odejść. Nie chciałam na jego warunkach pozostać żoną Zandera Thorne’a. Thornowie to ludzie, od których należy trzymać się jak najdalej. Słyszałam o ich rodzinie tylko plotki.

Muszę stąd wyjechać, i to jak najszybciej. Chyba będę musiała porozmawiać z Zanderem dziś wieczorem.

O 8:50 usłyszałam pukanie do drzwi mojego pokoju. Kiedy je otworzyłam, stała tam Gina.

– Tak, Gina, mogę w czymś pomóc?

– Kolacja będzie podana za kilka minut. Pan Thorne już jest – powiedziała.

– Dobrze. Zaraz zejdę. Dziękuję.

Wzięłam szybki prysznic, włożyłam dżinsy i T-shirt, po czym zeszłam na dół. Siedział już przy stole w jadalni. Odsunęłam krzesło i usiadłam naprzeciwko niego.

– Dlaczego spotkałaś się z wiceprezes Quantum Cyber Security? – zapytał.

– Bo ma dla mnie pracę.

– Rozumiem. Słyszałem, że miałaś dziś drobną sprzeczkę z rodziną – powiedział.

I wiedziałam, że Jason pewnie mu powiedział. Po Jasonie można się było tego spodziewać. W końcu oni tu byli. Jego ochrona.

– Tak, doszło do sprzeczki i najwyraźniej nie jestem ich biologiczną córką, co oznacza, że nie mam prawa tu być. To Allison powinna tu być, nie ja. I dowiedziałam się trochę więcej o pożyczce. To nie jest wcale pięćdziesiąt milionów, tylko dwadzieścia milionów dolarów, i wygląda na to, że pożyczył mu je twój dziadek. Jeszcze niedawno byłam przekonana, że pożyczono im te pieniądze, kiedy urodziła się Allison, ale najwyraźniej tak nie było. Więc, Zander, radzę ci zacząć grzebać w tej sprawie, bo ja robię to samo. I, bądźmy szczerzy, mogę spłacić dwadzieścia milionów dolarów już teraz. Nawet okiem nie mrugnę. A jeśli taka jest cena mojej wolności, to z przyjemnością ją zapłacę.

Odchylił się na krześle i spojrzał na mnie.

– Porozmawiam z moim dziadkiem. Ale on upiera się, żebym pozostał z tobą w małżeństwie przez rok. Tu chodzi o coś więcej niż pieniądze. Pieniądze były tylko powodem, żeby cię tu sprowadzić – powiedział.

Domyśliłam się tego dość szybko. Już tej nocy, kiedy tu weszłam, wiedziałam, że chodzi o coś więcej niż pieniądze.

– W takim razie radzę ci prowadzić własne poszukiwania, a ja będę prowadzić swoje – powiedział.

Przesunął po stole kopertę i położył ją przede mną. Spojrzałam na nią, potem na niego.

– Karta kredytowa. Twój nowy dowód tożsamości. Zaufaj mi, będzie ci potrzebny. A kobieta z dzisiejszego poranka to moja narzeczona. Kobieta, z którą jestem zaręczony – powiedział.

– Panie Thorne, szczerze mówiąc, zupełnie mnie nie obchodzi, z kim jest pan zaręczony ani kogo chce pan poślubić. Jestem tutaj nie z wyboru, ale pod przymusem. I jeśli o mnie chodzi, poza tym domem pan dla mnie nie istnieje.

– Cóż, jeśli przyszły ci do głowy jakieś pomysły, żeby mnie uwieść i wedrzeć się do mojego życia, to koniec z tym, bo jedyna kobieta, którą chcę poślubić, jest już moją narzeczoną – powiedział.

– No to pech, bo ja nie jestem zainteresowana.

– Dobrze, więc się rozumiemy – powiedział.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział