Uczynić Ją Moją

Pobierz <Uczynić Ją Moją> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 1

Zia

Siedziałam przy stole, goniąc widelcem warzywa po talerzu. — Znalazłaś już jakąś pracę, czy dalej bawisz się tym komputerem? — głos ojca wyrwał mnie z zamyślenia.

— Och, mamo, widziałam tę torebkę. Możemy ją kupić jutro? — odezwała się Ally, siedząca obok mnie.

— Oczywiście, kochanie — odpowiedziała mama z uśmiechem. Upuściłam widelec na talerz i spojrzałam na nie. Ally miała na twarzy ten sam zadowolony uśmieszek. Moja matka popatrzyła na mnie z udawanym zainteresowaniem.

— Dlaczego ona nie musi pracować? — zapytałam, choć i tak znałam już odpowiedź. Ally prychnęła, a mama posłała mi to swoje spojrzenie: tylko nie znowu.

— Doskonale wiesz, dlaczego Ally nie może pracować — powiedział ojciec. No i proszę, było to.

— Nie widzę problemu, który wy wszyscy widzicie; ma dość energii, żeby chodzić na zakupy i popisywać się w mediach społecznościowych, paradować bez żadnych obowiązków. Dlaczego tylko ja mam obowiązki? — zapytałam, patrząc na nich.

Twarz ojca zaczęła czerwienieć, mama wyglądała na poirytowaną, a idiotka siedząca obok mnie się szczerzyła. Wstałam gwałtownie, a krzesło zgrzytnęło o podłogę.

— Dzięki za kolację — rzuciłam, ciskając serwetkę i wychodząc. Wyszłam frontowymi drzwiami, słysząc za sobą, jak ojciec wrzeszczy moje imię, a Ally płacze. Zeszłam podjazdem i ruszyłam chodnikiem. Nie miałam pojęcia, dokąd idę, byle dalej od nich.

Tak było zawsze. Kiedykolwiek zadawałam pytania, odpowiedź była taka sama. Ally mogła umrzeć; Ally jest chora; Alisson Ryan, czyli Ally, dziewiętnastoletnia, była ulubienicą naszych rodziców i ich złotym dzieckiem; nie mogła, kurwa, zrobić nic złego.

Miałam pięć lat, kiedy urodziła się Ally. Niewiele pamiętam, ale pamiętam, że rodzice martwili się o dziecko. Dopiero kiedy miałam dziewięć lat, w pełni zrozumiałam. Ally urodziła się z dziurą w sercu, przez co nasi rodzice zaczęli ją otaczać przesadną troską. Miała dziewięć lat, kiedy lekarz uznał ją za zdrową, ale dla niej i dla naszych rodziców to wciąż była wymówka. Urodziła się dwudziestego maja, a ja dwudziestego piątego maja. Nigdy nie miałam urodzinowego przyjęcia, w które nie byłaby wplątana Ally. Jak sama ogłaszała, to były jej „półurodziny”, a o moich zapominano.

Zepchnięto mnie na dalszy plan, zapomniano o mnie, a Ally zajęła centralne miejsce; ich życie kręciło się wokół jej zachcianek i potrzeb. Moje szesnaste urodziny spędziłam w obskurnym lokalu dla dzieciaków w centrum, bo tego chciała księżniczka. Była tylko jedna osoba, na której mogłam polegać — moja najlepsza przyjaciółka i jedyna powierniczka na całym świecie. Angela, czyli Angie.

Naprawdę myślałam, że jeśli będę bardziej się starać, to w końcu mnie zauważą. Myślałam, że jeśli będę więcej robić w domu, to to dostrzegą i docenią, ale nigdy do tego nie doszło. Opuścili moje zakończenie szkoły, bo Ally dostała histerii — nie miała się w co ubrać. Napady Ally były przekleństwem mojego pieprzonego życia, więc je ignorowałam.

Telefon zaczął dzwonić mi w kieszeni. Wyciągnęłam go i spojrzałam na ekran. Mama. Nie chciałam odbierać, ale i tak to zrobiłam. Nadzieja była niebezpieczną rzeczą. Kurczowo trzymałam się nadziei, że może jakoś w końcu mnie zobaczą.

— Tak, mamo?

— Zia, możesz wrócić do domu? Twój ojciec… on… chyba ma zawał — powiedziała. Słyszałam panikę w jej głosie. Rozłączyłam się i pobiegłam z powrotem do domu; zajęło mi to pięć minut. Kiedy wpadłam przez drzwi, byli w salonie. Ojciec leżał na kanapie, trzymając się za klatkę piersiową.

– Zadzwoniłaś po karetkę? – zapytałam mamę.

– Tak, nie wiem, co się stało. Rozmawialiśmy, odebrał telefon i nagle złapał się za klatkę piersiową – powiedziała w panice. Usłyszałam syreny. Spojrzałam na Ally, która wciąż gapiła się w telefon.

– CZY TY, KURWA, MOŻESZ PRZESTAĆ NA JEDNĄ MINUTĘ I WYJŚĆ POKIEROWAĆ RATOWNIKÓW?! – wrzasnęłam do niej.

– Nie ma potrzeby krzyczeć na swoją siostrę – odezwała się mama, a ja na nią spojrzałam.

– Dobrze – rzuciłam, unosząc ręce w geście bezsilności i wychodząc z salonu. – Zia, dokąd idziesz? – zapytała.

– Ja? Skoro twoja ukochana córunia nie potrafi pomóc dopilnować, żeby ratownicy dotarli do jej ojca na czas, to dlaczego ja miałabym to robić? Nie chcesz, żebym cokolwiek mówiła, więc jako matka może powinnaś, albo skoro to twój mąż, to może wpuść ich do środka, bo inaczej zostaniesz wdową. To nie jest tylko mój ojciec – powiedziałam. Jej twarz pobladła. Usłyszałam pukanie do drzwi wejściowych; wtedy ta idiotka wstała i je otworzyła. Dwóch ratowników weszło do środka, podeszło do niego i zaczęło go badać, zasypując serią pytań. Sprawdzili mu tętno. Jeden z nich wyprostował się i spojrzał na nas.

– To był tylko bardzo ostry refluks, ale może dawać odczucia jak przy zawale – powiedział. Wypuściłam powietrze, którego nawet nie wiedziałam, że wstrzymuję. Po jakimś czasie wyszli. Stałam, opierając się o ścianę. Mama nie przestawała się we mnie wpatrywać.

– Nie zamierzasz przeprosić mamy? – zapytała Ally.

Spojrzałam na nią, ale nie odpowiedziałam. – Nie dam już rady. Pomagam w domu, ile mogę, a ty uparcie nie chcesz widzieć, co twoje faworyzowanie robi tej rodzinie i mnie. Kiedy Ally dorośnie? Kiedy zaczniesz ją rozliczać… – westchnęłam. Naprawdę nie chciałam robić tego teraz, ale nie mogłam tak dłużej.

– Wyprowadzam się. Nie dam już rady – powiedziałam i ruszyłam na górę. Weszłam do swojego pokoju, miejsca, które przez ostatnie dwadzieścia cztery lata było moją ostoją, moim punktem wyjścia. Wyciągnęłam z szafy rzadko używaną walizkę i zaczęłam pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Zabrałam wszystkie laptopy, książki i trochę ubrań.

Wyciągnęłam telefon i napisałam do Angie.

Wiadomości

Zia: Mam dość. Możesz po mnie przyjechać i zabrać moje rzeczy?

Angie: Nareszcie. Już jadę, kotku.

Na Angie zawsze mogłam liczyć. Zniosłam walizkę na dół.

– Zia, zaczekaj. Proszę, nie odchodź, zmienię się. Obiecuję – powiedziała Ally, łapiąc mnie za nadgarstek.

– Nie, nie zmienisz się, bo oni ci na to nie pozwolą. A ja mam tego dość – odparłam, wyrywając rękę.

– Pięćdziesiąt milionów – odezwał się ojciec, a ja stanęłam i spojrzałam na niego.

– Thornowie… Kiedy… kiedy urodziła się Ally i dowiedzieliśmy się, że jest chora… Ja… my pożyczyliśmy od Thornów pięćdziesiąt milionów na operację i rachunki – powiedział cicho, a ja poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Spojrzałam na mamę; była blada.

– I? – zapytałam, ponaglając go.

– Ja… ja… udało mi się oddać tylko pięćset tysięcy dolarów. Alaric Thorne dzwonił do mnie wcześniej. Ja… zawarłem układ. Jeśli do czasu, gdy Ally skończy dziewiętnaście lat, nie spłacę długu, to oddam cię jemu – powiedział.

Następny rozdział