Rozdział 4 Naklejki na sutki i pięciocalowe obcasy
Perspektywa Natalie
Budzik zadzwonił o szóstej, wyrywając mnie ze snu tak głębokiego, że przez kilka zdezorientowanych sekund nie miałam pojęcia, gdzie, do cholery, jestem.
Usiadłam gwałtownie pod ohydną pomarańczowo-brązową kołdrą, z sercem walącym jak oszalałe, podczas gdy mój wzrok przebiegał po nieznanym pokoju. Przykręcona do blatu lampka. Wyblakłe zasłony. Telewizor, który najwyraźniej miał problemy z agresją. Wyjąca klimatyzacja pod oknem.
Nowy Meksyk.
Silver Dollar.
Devil’s Den.
Moja pierwsza noc jako striptizerka.
— Ja pierdolę.
Chwyciłam telefon i wyciszyłam alarm, zanim zdążył znów na mnie nakrzyczeć. Miałam trzydzieści minut, żeby przejść przez parking, a Marge dała mi aż nadto jasno do zrozumienia, że przyjście o szóstej trzydzieści jeden zostanie potraktowane jak jakieś federalne przestępstwo.
Nie było czasu stać pod prysznicem i zaliczyć kolejnego załamania nerwowego, więc ochlapałam twarz zimną wodą, umyłam zęby i przeciągnęłam grzebieniem po włosach. Związałam je wysoko w kucyk, narzuciłam szary T-shirt i dżinsowe szorty, po czym wsunęłam stopy w tenisówki.
Kobieta, która patrzyła na mnie z lustra w łazience, wyglądała, jakby spała dwanaście minut po tym, jak przeciągnięto ją za jadącym pojazdem.
Miała spuchnięte oczy.
Bladą skórę.
Rozcięcie przy linii włosów wciąż było widoczne.
I wyglądała na przerażoną jak cholera.
— Dasz radę — powiedziałam do swojego odbicia.
Moje odbicie wyglądało na nieprzekonane.
— Przetrwałaś Daniela. Przetrwałaś trzy autobusy, kierowcę ciężarówki, który śmierdział gotowaną kapustą, i łazienkę w klubie ze striptizem, która pewnie ma własny szczep zapalenia wątroby. Przetrwasz jedną noc.
Żołądek zaburczał mi tak głośno, że zerknęłam w stronę drzwi łazienki, jakby ktoś jeszcze mógł to usłyszeć.
— Wiem — mruknęłam. — Też umieram z głodu.
Garść krakersów, którą zjadłam przed zaśnięciem, nie dała absolutnie nic poza przypomnieniem mojemu ciału, że jedzenie istnieje. Modliłam się do każdego boga, świętego, anioła i nadprzyrodzonej istoty przyjmującej rozpaczliwe prośby, żeby w układzie, który zaproponowała mi Marge, był też jakiś posiłek.
Przecież nie mogli oczekiwać, że kobiety będą trząść tyłkami całą noc na pusty żołądek.
Chociaż z drugiej strony mężczyźni oczekiwali od kobiet robienia niemożliwych rzeczy, kiedy są głodne, wykończone i niewygodnie im się żyje, od zarania dziejów.
Znów sprawdziłam zegar.
18:17.
— Cholera.
Złapałam klucz do pokoju i telefon, wsunęłam oba do kieszeni i pospiesznie wyszłam na zewnątrz. Upał spoliczkował mnie w chwili, gdy stanęłam na chodniku. Temperatura odrobinę spadła wraz z zachodzącym słońcem, ale beton wciąż promieniował takim żarem, że można by na nim piec chleb.
Devil’s Den czekało po drugiej stronie parkingu, wyglądając jeszcze bardziej złowieszczo teraz, gdy przy werandzie dookoła budynku pojawiło się kilka motocykli. Mężczyźni w skórzanych kamizelkach stali obok, paląc i rozmawiając, a ich śmiech niósł się w gęstym wieczornym powietrzu.
Patrzyłam prosto przed siebie.
Żaden z nich nie zwracał na mnie większej uwagi, ale to i tak nie powstrzymało każdego mięśnia w moim ciele przed napięciem, kiedy przechodziłam obok. Jeden z motocykli odpalił z gwałtownym rykiem i o mało nie wyskoczyłam z własnej skóry.
Kiedy dotarłam do klubu, dłonie miałam już spocone.
18:25.
Pięć minut wcześniej.
Marge pewnie postawiłaby mi pomnik.
Pchnęłam drzwi wejściowe i weszłam do środka. Klub wyglądał inaczej niż wcześniej. Górne światła były wyłączone, a salę zalewały głębokie czerwienie i fiolety z lamp otaczających scenę. Z głośników płynęła muzyka, podczas gdy barmani uzupełniali butelki i napełniali pojemniki lodem za barem.
Zapach wcale się nie poprawił.
W powietrzu wisiał dym papierosowy, zwietrzały alkohol, tanie perfumy i coś smażonego.
Ta smażona część niemal sprawiła, że jęknęłam.
Marge stała za barem i liczyła banknoty, wkładając je do kasy. W chwili, gdy mnie zobaczyła, na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
– No proszę, proszę, przychodzisz wcześniej. Już szykowałam się, żeby wysłać ekipę poszukiwawczą przez parking.
– Powiedziałaś mi na szóstą trzydzieści, a wyglądałaś na kobietę, która mogłaby mnie pobić butelką po alkoholu, jeśli się spóźnię.
– Nie marnowałabym dobrego alkoholu.
– To uspokajające.
Obeszła koniec baru i zarzuciła mi jedno ramię na ramiona, przyciągając mnie do swojego boku. Ten gest zaskoczył mnie na tyle, że zesztywniałam, zanim zmusiłam się do rozluźnienia.
Marge albo tego nie zauważyła, albo była na tyle uprzejma, żeby udawać, że nie zauważyła.
– Chodź, piegusku. Czas poznać cyrk.
– Myślałam, że to piekło.
– To samo kierownictwo.
Poprowadziła mnie obok sceny do wąskich schodów ukrytych za ciemną kotarą. Wcześniej ich nie zauważyłam, ale z drugiej strony byłam zajęta kwestionowaniem każdej decyzji, jaką kiedykolwiek podjęłam.
Schody były tak strome, że można je było uznać za drabinę. Kiedy dotarłyśmy na górę, oddychałam ciężej, niż chciałam się do tego przyznać.
Drugie piętro otwierało się na ogromną garderobę ciągnącą się niemal przez całą długość budynku. Wzdłuż ścian stało kilka toaletek, każda otoczona okrągłymi żarówkami. Palety cieni, lakiery do włosów, lokówki, doczepy, biżuteria, flakony perfum, buty, kostiumy i stosy ubrań były porozrzucane po każdej dostępnej powierzchni.
Wieszak w rogu mieścił tyle cekinów, piór, skóry i prześwitujących tkanin, że starczyłoby na wyjątkowo wyuzdaną broadwayowską produkcję.
Dym papierosowy trzymał się w powietrzu mimo tabliczki ZAKAZ PALENIA wiszącej krzywo obok drzwi. Przepełniona popielniczka stała dokładnie pod nią.
– Czy ktoś tu w ogóle przestrzega zasad? – zapytałam.
Marge parsknęła.
– Przestrzegamy tych ważnych.
– Czyli jakich?
– Nie dźgać nikogo w środku, nie rżnąć klientów w pokoju szampańskim i nie kraść z kasy.
– W środku?
– Parking to teren prywatny. To, co się dzieje na zewnątrz, zależy od tego, ile papierologii mam ochotę robić.
Zanim zdążyłam zdecydować, czy żartuje, z drugiej strony pomieszczenia dobiegł piskliwy okrzyk.
Jakaś kobieta wyskoczyła z krzesła i pospieszyła w naszą stronę z szeroko rozłożonymi ramionami.
Wyglądała na mniej więcej w moim wieku, może dwadzieścia pięć lat. Miała mocno opaloną skórę, farbowane na blond włosy opadające poniżej ramion i jaskrawozielone oczy otoczone taką ilością brokatu, że pewnie było go widać z kosmosu. Maleńka, krótka koszulka ledwo mieściła najbardziej sterczące piersi, jakie w życiu widziałam.
— To Lola — szepnęła mi Marge do ucha.
Lola zarzuciła na mnie ramiona, zanim zdążyłam się przygotować.
— O Boże, jesteś przeurocza!
Stałam uwięziona w uścisku, patrząc ponad jej ramieniem na Marge.
Marge wyszczerzyła się i nie zrobiła absolutnie nic, żeby mnie uratować.
Lola puściła mnie i odsunęła na wyciągnięcie rąk, a jej wzrok z entuzjazmem kogoś oglądającego nowego szczeniaka wędrował po mojej twarzy, ubraniu, włosach i butach.
— Spójrz na te piegi! Są, kurwa, takie słodkie. Marge mi o nich mówiła, ale nie powiedziała, że wyglądasz jak seksowny, mały leśny stworek.
— Leśny stworek?
— Gorący.
— To nie pomaga.
— Mnie pomaga. — Wplotła swoje ramię w moje. — Chodź, ogarniemy cię, dziewczyno.
Lola pociągnęła mnie w stronę pustej toaletki pod koniec rzędu. Nad lustrem przyklejono taśmą zalaminowany kawałek różowego papieru; grubymi czarnymi literami napisano na nim PIEGI, a dookoła narysowano małe serduszka.
Zatrzymałam się.
— Serio?
Marge wzruszyła ramionami.
— Każda potrzebuje striptizerskiego imienia, Piegi.
— Brzmi jak imię kreskówkowego psa.
Lola sapnęła oburzona.
— Wcale nie. Brzmi słodko, niewinnie i skrycie sprośnie. Faceci to wpierdalają jak głupi.
— Z każdą minutą zaczynam coraz bardziej nienawidzić mężczyzn.
— Dobrze — powiedziała Marge. — To cię uchroni przed zakochaniem się w którymś.
Jej słowa trafiły bliżej prawdy, niż mogła przypuszczać, ale ukryłam reakcję, opadając na krzesło.
Marge oparła biodro o toaletkę i wskazała na mnie papierosem, którego jeszcze nie zapaliła.
— A teraz, kiedy Lola omówi z tobą, czego dziś potrzebujesz, masz podstawowe zasady. Jeden drink na zmianę. Jeden. Nie trzy, bo jakiś dupkek ci je kupił, i nie sześć, bo bolą cię stopy i postanowiłaś, że tequila to cecha osobowości.
Lola skinęła uroczyście głową.
— Tę zasadę poznałam na własnej skórze.
— Ty każdą zasadę poznajesz na własnej skórze — odparła Marge. — Jedzenie masz za darmo. Kuchnia otwiera się o siódmej, ale w aneksie są przekąski, jeśli jesteś teraz głodna.
Gwałtownie odwróciłam ku niej głowę.
— Jest jedzenie?
Lola przyłożyła dłoń do serca.
— O, kochanie. Wyglądasz, jakbyś bardziej się ucieszyła z tego niż z poznania mnie.
— Od wczoraj nie zjadłam nic poza krakersami.
Usta Marge zacisnęły się, ale mówiła dalej, zanim zdążyłam zobaczyć w jej twarzy zbyt wiele współczucia.
— To coś wrzuć na żołądek. W lodówce są kanapki i chipsy. Nie mów klientom swojego prawdziwego imienia, gdzie mieszkasz, skąd jesteś ani niczego, co mogą wykorzystać, żeby cię namierzyć. Jeśli ktoś dotknie cię bez pozwolenia, będzie ci groził, zagoni cię w kąt albo sprawi, że poczujesz się niebezpiecznie, wrzeszczysz po ochronę.
— Co mam krzyczeć?
— „Ochrona” pewnie by się przydało.
— Nie wiedziałam, czy jest jakieś specjalne hasło.
— To nie dom towarowy.
— W sumie — wtrąciła Lola — czasem krzyczę: „Zabierzcie tego skurwiela ode mnie”. Też działa.
Marge wskazała papierosem na Lolę. — Bo nigdy nie przestajesz wrzeszczeć na tyle długo, żeby zapamiętać czyjeś imię.
— Nadal działa.
— Na koniec nocy oddajesz działkę dla lokalu. Lola ci wytłumaczy, ile idzie dla DJ-a, barmanów i ochrony. Żadnych narkotyków w garderobie. Nie obchodzi mnie, co robisz w swoim czasie, ale jeśli przyłapię cię na wciąganiu czegoś z moich toaletek, wylatujesz stąd na zbity pysk.
— Nie biorę narkotyków.
— Dobrze. Tak trzymaj. Te pieniądze wyglądają na łatwe i przez to ludzie głupieją.
Marge wyprostowała się i zerknęła w stronę schodów. — Muszę przygotować bar. Lola, dobrze się zajmij naszą dziewczyną.
— Zawsze się zajmuję.
— I właśnie to mnie martwi.
Kiedy Marge odeszła, ta odrobina pewności siebie, którą od niej pożyczyłam, zniknęła razem z nią. Nerwy wróciły tak szybko, że palce zaczęły mi stukać o uda.
Kobiety zaczęły napływać do garderoby, gdy zegar zbliżał się do godziny otwarcia. Niektóre kompletnie mnie ignorowały. Inne gapiły się bezwstydnie, rozmawiając ze sobą półgłosem.
Jedna ruda zmierzyła mnie od góry do dołu z taką wrogością, że mogłaby obedrzeć mnie ze skóry.
Wysoka kobieta z ciemnymi lokami szepnęła jej coś do ucha i obie się roześmiały.
Wyglądały jak sępy krążące nad padliną na szosie.
Najwyraźniej to ja byłam tą padliną.
— Nie zwracaj na nie uwagi — powiedziała Lola, stawiając na toaletce ogromną torbę z zakupami. — Nowe dziewczyny sprawiają, że wszystkim skacze ciśnienie.
— Dlaczego?
— Bo niektóre z tych suk myślą, że każda para cycków, która wchodzi do budynku, przyszła po ich stałych klientów.
Spojrzałam na swoją klatkę piersiową. — Moje cycki nie mają pojęcia, co robią.
— Większość facetów też nie. Będzie dobrze.
Sięgnęła do torby i wyciągnęła paczkę brokatowych, różowych kółek.
— Co to jest?
— Nasutniki.
Rozerwała opakowanie i podała mi je.
Wpatrywałam się w samoprzylepne kółeczka. — Wyglądają jak naklejki.
— Bo to są naklejki. Na sutki.
Przeniosłam wzrok z nasutników na Lolę.
— Chcesz mi powiedzieć, że dziś wieczorem moje sutki będą miały zajęcia plastyczne?
Lola parsknęła śmiechem. — Prawo w Nowym Meksyku mówi, że nie możemy być całkiem nago, kiedy serwuje się alkohol. Zostawiasz stringi i te małe, błyszczące skurczybyki zakrywają najważniejsze miejsca. Cała reszta może wyjść i się przywitać.
Serce mi się potknęło.
— Cała reszta?
— Cycki, kochanie.
— Wiem, co miałaś na myśli.
— Wyglądałaś na zdezorientowaną.
— Nie jestem zdezorientowana. Mam prywatny medyczny stan nagły.
Rozbawienie Loli nieco przygasło, kiedy zobaczyła, że zaczynają mi się trząść ręce.
— Nie wiem, czy dam radę — wyszeptałam.
Pokój dalej żył własnym życiem. Suszarki dmuchały. Pędzle do makijażu stukały o blaty. Kobiety śmiały się, kłóciły i krzyczały, żeby ktoś oddał zaginioną tubkę tuszu do rzęs.
Lola położyła dłoń na mojej.
Jej bąbelkowy entuzjazm zmiękł w coś prawdziwego.
— Wszystkie tam byłyśmy — powiedziała. — Pierwszej nocy zwymiotowałam cztery razy.
— Cztery?
— Za ostatnim razem na klienta.
— Jezu Chryste.
— Dopłacił.
Wpatrywałam się w nią.
— Mówię serio. Powiedział, że kręci go upokorzenie.
— To jakoś sprawia, że czuję się gorzej.
— Chodzi o to, że nikt nie wchodzi tu, wiedząc, jak to się robi. Te laski, które zachowują się, jakby wyszły z łona matki w szpilkach na piętnaście centymetrów, pieprzą głupoty. Każda się bała. Każda czuła się niezręcznie. Każdej się wydawało, że cały klub gapi się na każdy rozstęp, bliznę, pieprzyk i każdy dyndający kawałek skóry.
— To uczucie mija?
— Z czasem. A potem dociera do ciebie, że większość facetów po prostu się cieszy, że jakaś kobieta dobrowolnie stoi w ich pobliżu.
Parsknęłam śmiechem, zanim zdążyłam się powstrzymać.
— No, jest. — Lola ścisnęła moją dłoń. — Dasz radę. Nie musisz dziś być najlepszą tancerką w całym lokalu. Musisz tylko przetrwać zmianę, nie spadając ze sceny ani nie waląc klienta.
— To brzmi jak niewiarygodnie nisko zawieszona poprzeczka.
— To twoja pierwsza noc. Wierzymy w cele, które da się osiągnąć.
Znów sięgnęła do torby i wyciągnęła jaskrawo różowy jednoczęściowy strój, wyglądający tak, jakby ktoś skonstruował go z nici dentystycznej i modlitwy.
Ujęłam go w dwa palce i uniosłam.
— Co to, kurwa, jest?
— Twój kostium.
— To nie jest kostium. To są trzy trójkąty połączone sznurkiem.
— Body z wysokim stanem i stringami.
— Wygląda, jakby zaprojektował to ginekolog.
— Twoja dupa będzie w tym wyglądała obłędnie.
— Moja dupa będzie w tym widoczna z Arizony.
— O to chodzi.
Dół wchodził wysoko na biodra, a dwa wąskie paski materiału wspinały się ku górze. Części przeznaczone do zakrycia piersi były obraźliwie małe i łączyły się za szyją na sposób haltera.
Lola dorzuciła do stosu pasujący podwiązkę.
— To zakładasz na udo. Klienci mogą wsunąć pod to banknoty.
— Wolno im dotykać mojej nogi?
— Tylko jeśli im na to pozwolisz. Ty decydujesz, jak blisko mogą podejść. Jak ktoś o tym zapomni, ochrona mu przypomni.
Potem wyciągnęła buty.
Przezroczyste szpilki na trzynastocentymetrowym obcasie, z grubą platformą i paskami wokół kostek.
Wpatrywałam się w nie z autentycznym przerażeniem.
— To nie są buty. To jest usiłowanie zabójstwa.
— To szpilki dla początkujących.
— Dla początkujących kogo? Żyrafy?
— Mówiłaś, że umiesz chodzić w szpilkach.
— Mama nauczyła mnie chodzić w normalnych szpilkach na wesela i charytatywne kolacje. Nie przygotowała mnie na przezroczyste szczudła.
Lola wcisnęła mi je w ręce. — Twoja mama przygotowała cię lepiej niż moja mnie. Moja nauczyła mnie, jak odpalić Hondę na krótko i jak rozpoznać, czy kokainę rozcieńczono pudrem dla niemowląt.
Mrugnęłam.
— Brzmi interesująco.
— Jest w więzieniu.
— To by się zgadzało.
Lola wskazała rząd przebieralni przy tylnej ścianie.
— Idź to wszystko załóż. Najpierw nasutniki, potem kostium, na końcu buty. I nie przyklejaj nasutników na balsam, jeśli nie chcesz, żeby później jeden wylądował w czyimś drinku.
Zaniosłam rzeczy do przebieralni i zasunęłam za sobą zasłonkę.
Przez kilka sekund stałam tam, wpatrując się w ten strój.
Oddech znów zaczął mi przyspieszać.
To było prawdziwe.
Naprawdę to robiłam.
Ściągnęłam T-shirt i szorty, a potem zdjęłam stanik dłońmi, które uparcie nie przestawały drżeć. Nasutniki zajęły mi więcej czasu, niż powinny, bo pierwszy przykleiłam krzywo i musiałam go odkleić.
— Kurwa — syknęłam, kiedy klej szarpnął moją skórę.
— Wszystko w porządku? — zawołała Lola.
— Właśnie oderwałam sobie pół sutka.
— Uroda boli!
— Kto to powiedział, powinien dostać w gardło.
W końcu udało mi się przykleić oba naklejane staniki, zanim wsunęłam się w różowy strój. Ułożenie ramiączek wymagało więcej inżynierii, niż się spodziewałam, ale kiedy wszystko znalazło się na miejscu, materiał technicznie zakrywał to, co miał zakrywać.
Ledwo.
Zapięłam podwiązkę wysoko na udzie i wsunęłam stopy w przezroczyste szpilki. Żeby ustać, musiałam oprzeć jedną dłoń o ścianę.
W kabinie była pełnowymiarowa lustro.
Prawie nie spojrzałam.
Kiedy w końcu zmusiłam się, żeby się odwrócić, kobieta patrząca na mnie z odbicia w niczym nie przypominała Riny Blakely.
Nie wyglądała jak córka, która chodziła z matką na lunche w klubie golfowym. Nie wyglądała jak kobieta, która przez cztery lata wisiała u boku Daniela, podczas gdy wszyscy gratulowali jej, jakie ma idealne życie.
Wyglądała groźnie.
Obnażona.
Przerażona.
Jaskraworóżowy materiał sprawiał, że moja skóra wydawała się jeszcze bledsza, a piegi odcinały się na klatce piersiowej i ramionach. Wysoko wycięte boki wydłużały nogi, a obcasy wypychały piersi do przodu i unosiły tyłek.
Nigdy nie wstydziłam się swojego ciała.
Daniel próbował sprawić, żebym się go wstydziła. Krytykował każdy strój, każdy kilogram, każdy centymetr skóry, który mogliby zobaczyć inni mężczyźni. Lubił, kiedy byłam zakryta, bo wierzył, że moje ciało należy do niego.
A teraz szykowałam się, żeby pokazać je całemu pomieszczeniu obcych ludzi za gotówkę.
Ta ironia sprawiła, że jednocześnie chciało mi się śmiać i krzyczeć.
— To ciało jest moje — szepnęłam do lustra.
Głos mi drżał, ale zmusiłam się, żeby powiedzieć to jeszcze raz.
— Jest, kurwa, moje.
Odsunęłam zasłonkę i wyszłam do garderoby.
Lola odwróciła się w moją stronę.
Opadła jej szczęka.
— Cholera, Piegi. Wyglądasz zajebiście.
Gorąco uderzyło mi do twarzy. — Wyglądam, jakbym była naga.
— Wyglądasz na drogą.
— Czuję się, jakby nić dentystyczna przecinała mnie na pół.
— Przestaniesz to zauważać po pierwszej godzinie.
— To nie brzmi jak coś medycznie możliwego.
Lola obeszła mnie dookoła, poprawiając jedno z ramiączek i podciągając podwiązkę wyżej na udzie. Potem posadziła mnie przed toaletką i zanim w ogóle zorientowałam się, co się dzieje, zakręciła mi włosy i nałożyła tyle makijażu i brokatu, że ledwo się poznawałam.
Dwie kobiety, które wcześniej się gapiły, podeszły bliżej. Ruda zatrzymała się obok Loli, a ciemnowłosa stanęła odrobinę za nią.
Z bliska ruda była piękna: ostre kości policzkowe, dramatyczna czarna kreska na powiekach i srebrne kółko w jednym nozdrzu. Obejrzała mnie powoli, tak żebym poczuła każdą sekundę jej inspekcji.
— Nawet nie myśl, żeby podbierać naszych stałych, suko — powiedziała, celując we mnie długim czerwonym paznokciem. — Jasne?
Mój strach natychmiast zamienił się w irytację.
Przez lata Daniel wydawał mi polecenia. Nie miałam ochoty zastępować go jakąś półnagą laską pachnącą kokosowym sprayem do ciała.
— A ci stali mają jakieś papiery własności? — zapytałam.
Zmrużyła oczy.
Lola weszła między nas.
— Odpierdol się, Maria.
— Ostrzegam nową.
— Nie, zachowujesz się jak zakompleksiona suka, zanim ona w ogóle postawi stopę na scenie.
Maria uniosła obie dłonie w udawanym geście poddania, choć uśmiech rozlewający się po jej twarzy nie miał w sobie ani krzty humoru.
— Dobra. Niech się nauczy na własnej skórze.
Kobieta stojąca obok niej parsknęła śmiechem.
Maria odwróciła się, ale wcześniej zerknęła na mnie przez ramię.
— Słodkie piegi.
Sposób, w jaki to powiedziała, sprawił, że te słowa zabrzmiały jak groźba.
Kiedy zniknęły, wypuściłam oddech uwięziony w klatce piersiowej.
— Ona zawsze taka jest?
— Jest gorsza, kiedy cię lubi.
— Ona mnie nie lubi.
— To masz lekko.
Lola chwyciła mnie za nadgarstek i pociągnęła w stronę schodów.
— Nie przejmuj się nimi. Maria dostaje nerwowych tików, kiedy wydaje jej się, że ktoś może jej podkraść któregoś ze stałych klientów. Konkurencja potrafi być ostra, zwłaszcza w weekendy.
— Nie chcę niczyich stałych. Ja nawet nie chcę obcych.
— Jak zaczną ci wciskać dwudziestki, zrobisz się bardziej elastyczna.
— To zdanie zabrzmiało brudniej, niż zamierzałaś.
— Zamierzałam każdą jego część.
Zeszłyśmy po schodach i weszłyśmy na główną salę. Klub wciąż był zamknięty, ale muzykę podkręcono głośniej, podczas gdy obsługa kończyła przygotowania.
Z głośników leciała piosenka po hiszpańsku, a ciężki bit wibrował w scenie pod moimi stopami. Pomyślałam, że to reggaeton, choć znałam ten gatunek zbyt słabo, żeby mieć pewność.
Lola wspięła się na scenę, nawet nie używając rąk.
Zadarłam głowę i wpatrywałam się w nią.
— Jak ty to, kurwa, zrobiłaś?
— Mięśnie ud i trauma. Właź tu.
Złapałam krawędź i spróbowałam wdrapać się z gracją. Jeden przezroczysty obcas ześlizgnął mi się po boku, zmuszając mnie, żebym wgramoliła się na scenę na kolanach.
Lola zasłoniła usta.
— Nie śmiej się.
— Nie śmieję się.
— Trzęsiesz się.
— Powstrzymuję doping.
— Pierdol się.
— O, i to jest ta pewność siebie, której nam trzeba.
Poprowadziła mnie do jednej z chromowanych rur i owinęła moją dłoń wokół niej.
— Pierwsza zasada pole dance: rura jest twoją przyjaciółką.
— Rura jest lepka.
— To znaczy, że ktoś zapomniał ją wyczyścić.
Szarpnęłam rękę.
Lola wybuchnęła śmiechem, spryskała metal środkiem czyszczącym i wytarła go do sucha.
— Jesteś okropną nauczycielką.
— Jestem zabawną nauczycielką. To różnica.
Przez następne dwadzieścia minut pokazywała mi, jak poruszać się wokół rury, nie wyglądając tak, jakbym krążyła w poszukiwaniu wyjścia. Demonstrowała, jak przesunąć jedną dłoń wyżej, zrobić krok dookoła zewnętrzną nogą, zakręcić biodrami i obrócić ciało w stronę publiczności.
Lola ruszała się tak, jakby urodziła się na scenie. Każdy krok płynnie przechodził w kolejny, jej ciało bez wahania podążało za muzyką.
Ja ruszałam się jak pijane jelątko.
— Przestań tak intensywnie myśleć — zawołała z brzegu sceny. — Poczuj rytm.
— Czuję rytm. Rytm i ja nie możemy się dogadać.
— Ruszaj biodrami.
— Ruszam.
— Ruszasz ramionami.
— Moje ciało panikuje!
Podeszła i położyła obie dłonie na moich biodrach.
— Rozluźnij się.
— Mam na sobie buty na pięciocalowych obcasach i trzy paski różowego materiału, stojąc przed kobietą, która zwymiotowała na klienta. Rozluźnianie się nie jest obecnie dostępne.
— Masz przepiękne ciało. Wykorzystaj je.
— To brzmi prosto, kiedy ty to mówisz.
— Bo to jest proste. Faceci mają gdzieś, czy jesteś profesjonalnie wyszkolona. Chcą kontaktu wzrokowego, pewności siebie i złudzenia, że naprawdę możesz być nimi zainteresowana.
— Czyli kłamanie.
— Dokładnie. Uczysz się.
Lola zeszła ze sceny i kazała mi spróbować jeszcze raz samodzielnie.
Piosenka zmieniła się na coś wolniejszego, z ciężką linią basu. Wzięłam głęboki oddech i oplotłam prawą dłoń wokół rury.
Kiedy miałam osiem lat, matka zmusiła mnie do lekcji tańca. Balet wytrzymał trzy tygodnie, zanim kopnęłam inne dziecko podczas obrotu i przewróciłam instruktorkę. Taniec towarzyski poszedł odrobinę lepiej, ale tylko dlatego, że ojciec wciskał mi cukierki za każdym razem, gdy przetrwałam zajęcia bez narzekania.
Żadne z tych doświadczeń nie przygotowało mnie na to, żebym ocierała tyłek o metalową rurę w naklejkach na sutki.
Okrążyłam ją, próbując wykonać krążenie biodrami, które pokazała mi Lola.
— Lepiej! — krzyknęła.
Obróciłam się zbyt szybko, prawie potknęłam się o własną stopę i złapałam równowagę, opierając się o rurę.
— Prawie umieranie nie było częścią tego ruchu — warknęłam.
— Nie, ale się pozbierałaś. A wychodzenie z opresji jest seksowne.
— Chyba to sobie, kurwa, wymyślasz.
— Większość striptizu polega na wymyślaniu bzdur.
Spróbowałam jeszcze raz.
Tym razem poruszałam się wolniej. Pozwoliłam, żeby rytm prowadził moje kroki, przesuwając jedną dłoń po rurze, jednocześnie kręcąc biodrami. Kiedy dotarłam na przód sceny, zeszłam na wąski wybieg i spróbowałam naśladować obrót, który zademonstrowała Lola.
Kostka mi zadrżała.
Ręce wystrzeliły mi na boki.
Udało mi się nie upaść, chociaż całkiem możliwe, że naciągnęłam coś w tyłku.
Lola zaklaskała głośno.
— Tak, suko!
— To było okropne.
— To był twój pierwszy raz. Okropieństwo jest wliczone w cenę.
— Dzięki za wsparcie.
— Nie ma za co.
Muzyka urwała się.
Z głośników popłynął niski męski głos.
— Dziesięć minut do otwarcia drzwi.
Żołądek opadł mi tak mocno, że mogłabym przysiąc, iż wylądował na scenie pod moimi stopami.
W całym lokalu barmani kończyli wycierać blaty. Ochroniarze ruszyli w stronę wejścia. Tancerki zaczęły schodzić na dół w brokacie, na obcasach i w strojach, które pozostawiały jeszcze mniej miejsca na wyobraźnię niż mój.
Lola wspięła się z powrotem na scenę i stanęła obok mnie.
— Gotowa?
— Nie.
— Dobra odpowiedź.
Pierwszy zamek w drzwiach wejściowych kliknął, otwierając się.
Potem drugi.
Z ganku dobiegły męskie głosy, gdy ochroniarz sięgnął po klamkę.
Zacisnęłam mocniej dłoń na rurze i wpatrywałam się w stronę wejścia.
Za mniej niż dziesięć minut obcy ludzie będą mnie oglądać.
Oceniać.
Czegoś ode mnie chcieć.
Oczekiwać, że będę się uśmiechać, stojąc półnaga pod migającymi światłami i udając, że dzieli mnie tylko jedno złe wspomnienie od całkowitego rozsypania się na kawałki.
Lola szturchnęła mnie biodrem.
— Oddychaj, Freckles.
Drzwi się otworzyły.
Przełknęłam krzyk, który podchodził mi do gardła, i zmusiłam się, by cofnąć ramiona.
To miało być kompletną, pierdoloną katastrofą.
