Uciekinierka Prezesa MC

Pobierz <Uciekinierka Prezesa MC> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 2 Świeże mięso

Punkt widzenia: Natalie

Devil’s Den było jeszcze gorsze, niż sobie wyobrażałam.

Stałam na żwirowym parkingu, z torbą sportową wrzynającą mi się w ramię, i wpatrywałam się w duży, zrujnowany drewniany budynek przede mną.

Krzywy szyld wiszący nad wejściem miał namalowanego na sobie półnagiego czerwonego diabła — z rogami, spiczastym ogonem i widłami.

Klasa.

Wyciągnęłam z kieszeni dżinsów złożoną ulotkę z ogłoszeniem o pracy i przeczytałam ją chyba po raz setny.

POSZUKIWANE TANCERKI. WYPŁATA GOTÓWKĄ CODZIENNIE. DOŚWIADCZENIE NIEWYMAGANE. ZGŁOSZENIA OSOBIŚCIE W DEVIL’S DEN.

Doświadczenie niewymagane.

Te trzy słowa były jedynym powodem, dla którego zaszłam tak daleko, nie zawracając.

Całe życie byłam przekonana, że są rzeczy, których nigdy nie będę musiała robić. Że nigdy nie będę się martwić, skąd wezmę następny posiłek. Że nigdy nie będę spać gdzieś, nie sprawdziwszy wcześniej opinii o hotelu. Że nigdy nie będę nosić całego swojego dobytku w torbie sportowej kupionej w sklepiku z pamiątkami na dworcu autobusowym.

I że, do cholery, na pewno nigdy nie zostanę striptizerką.

Najwyraźniej życie miało pokręcone poczucie humoru.

Żołądek podszedł mi do gardła, kiedy wepchnęłam ulotkę z powrotem do kieszeni. Chciałam płakać, wymiotować i uciec z powrotem w stronę autostrady, choć nie miałam dokąd pójść i zostało mi ledwie tyle pieniędzy, żeby wyżywić się jeszcze przez kilka dni.

Mocniej zacisnęłam palce na pasku torby.

Stanie na parkingu i użalanie się nad sobą nie utrzyma mnie przy życiu. Daniel już zabrał mi rodziców, dom i całe poczucie bezpieczeństwa, jakie kiedykolwiek miałam. Nie pozwolę mu odebrać mi jeszcze zdolności przetrwania.

Nawet jeśli przetrwanie miałoby oznaczać kręcenie tyłkiem przed obcymi.

— No dalej, Natalie — szepnęłam. — Dasz radę.

To imię wciąż dziwnie brzmiało w moich ustach.

Natalie Blake była kobietą widniejącą na prawie jazdy schowanym w mojej torebce. Miała dwadzieścia pięć lat, była sama i zaczynała od nowa w Nowym Meksyku. Nie miała narzeczonego, który na nią polował, ani rodziny czekającej, by pochować ją obok rodziców.

Weszłam po schodkach na ganek, zanim zdążyłam się rozmyślić, i sięgnęłam po ciężkie drewniane drzwi. W chwili, gdy się otworzyły, uderzyła we mnie ściana dymu papierosowego, zwietrzałego piwa, tanich perfum i czegoś podejrzanie przypominającego mocz.

Zastygłam, mając jedną stopę w środku.

— O Boże.

Słowa wyrwały mi się, zanim zdążyłam je powstrzymać.

Miejsce było ogromne, choć przytłumione światło sprawiało, że wydawało się mniejsze. Wzdłuż ścian jarzyły się czerwone i fioletowe żarówki, a w pobliżu podwyższonej sceny po mojej prawej stronie migały stroboskopy.

Dwie srebrne rury ciągnęły się od podłogi do sufitu, a drobna Latynoska w mikroskopijnych czarnych szortach i pasującym staniku kręciła się do góry nogami na jednej z nich. Poruszała się z taką siłą i kontrolą, jakiej spodziewałabym się po zawodowej gimnastyczce.

Ja w liceum nie potrafiłam nawet wspiąć się po linie na WF-ie.

Byłam ugotowana.

Klub był prawie pusty, co miało sens, biorąc pod uwagę, że nie było jeszcze nawet późnego popołudnia.

Bar zajmował większość przeciwległej ściany. Za ladą stała kobieta, przeglądając stos paragonów.

Wyglądała na kobietę po pięćdziesiątce i była zbudowana tak, jakby mogła podnieść dorosłego faceta i wyrzucić go przez okno. Jej jaskrawokasztanowe włosy były podkręcone i upięte na czubku głowy, z uszu zwisały wielkie złote koła, a czarna bluzka na cienkich ramiączkach odsłaniała barwną kolekcję tatuaży pokrywających obie ręce.

Przypominała mi kobiety, które rządziły więziennymi blokami w każdym filmie kryminalnym, jaki kiedykolwiek oglądałam.

To pewnie nie było sprawiedliwe założenie, ale biorąc pod uwagę dzień, jaki miałam, poczucie sprawiedliwości na jakiś czas wyszło z budynku.

Przeszłam przez salę i usiadłam na jednym z barowych stołków. Winylowe siedzisko zapiszczało pode mną, odciągając uwagę kobiety od rachunków.

Jej brązowe oczy powędrowały z mojej twarzy na moją torbę podróżną, zatrzymując się na śmiertelnym uścisku, w jakim trzymałam pasek.

— Zgubiłaś się, kochanie? — zapytała.

Jej zachrypnięty głos sugerował, że albo paliła przez trzydzieści lat, albo większość życia przekrzykiwała głośną muzykę.

— Eee… nie, proszę pani. Przyszłam w sprawie pracy.

Znów wyciągnęłam ulotkę i położyłam ją na barze.

Spojrzała na papier, po czym uniosła na mnie wzrok. — Przyszłaś po pracę jako tancerka?

Niedowierzanie w jej głosie sprawiło, że ta odrobina pewności siebie, którą zdołałam z siebie wydrapać, skurczyła się i umarła.

— Tak jest napisane na ulotce.

— Wiem, co jest napisane na ulotce. To ja wydrukowałam to cholerstwo. — Oparła się o blat i znów mi się przyjrzała. — Tańczyłaś kiedyś?

Zerknęłam w stronę sceny akurat w chwili, gdy kobieta puściła rurę, opadła o kilka stóp i złapała się jedną nogą, zanim dotknęła podłogi.

— A liczy się tańczenie samotnie w mojej sypialni?

Kącik ust kobiety drgnął. — Zależy. Byłaś naga?

— Nie.

— To nie.

— Jasne. — Pod barem splątałam palce. — Wiem, że w ogłoszeniu jest „tancerka”, ale czy jest jakakolwiek szansa, że potrzebujecie kelnerki? Albo jeszcze jednego barmana? Szybko się uczę i naprawdę dobrze dogaduję się z ludźmi.

Ta ostatnia część mogła być lekką przesadą. Dobrze dogadywałam się z ludźmi, kiedy ci ludzie należeli do charlestońskiego towarzystwa, w którym dorastałam. Umiałam uśmiechać się przez nudną kolację charytatywną i udawać, że obchodzi mnie czyjś najnowszy dom wakacyjny.

Te umiejętności raczej niewiele by mi pomogły w miejscu, gdzie podłoga pachniała, jakby ktoś na nią nasikał.

Wyraz twarzy kobiety nieco złagodniał. — Niestety, wszędzie mamy pełną obsadę, poza sceną. Potrzebujemy tancerek, zwłaszcza że zbliża się zlot.

— Jaki zlot?

— Naprawdę jesteś tu nowa.

— Przyjechałam dziś rano.

— Tak myślałam. — Postukała długim paznokciem w ulotkę. — Nie ma tu wielu ofert pracy, chyba że masz samochód i nie przeszkadza ci jeżdżenie godzinę w jedną stronę. Jeśli przyjmiesz radę od starej kobiety, to pewnie twoja najlepsza opcja. Pieniądze potrafią być dobre, dziewczyny trzymają się razem, a my nie pozwalamy klientom traktować ich jak gówno.

Znów rozejrzałam się po klubie.

Kobieta na scenie stała już prosto, ćwicząc wolniejszy układ, podczas gdy mężczyzna w loży zmieniał muzykę. Pod migającymi światłami wyglądała na pewną siebie, jakby nie spędziła dwudziestu minut na zewnątrz, przekonując samą siebie, żeby wejść przez drzwi.

— Nie wiem, czy potrafię robić to, co ona.

Starsza kobieta podążyła za moim spojrzeniem. — To Lola. Tańczy od ośmiu lat i dwa razy w tygodniu prowadzi zajęcia na rurze. Nikt nie oczekuje, że pierwszego dnia będziesz wisieć do góry nogami.

– To pocieszające.

– Zadowolimy się tym, że będziesz trzymać się na nogach.

Zanim zdążyłam się powstrzymać, wyrwał mi się nerwowy śmiech.

Kobieta czekała cierpliwie, dając mi czas na decyzję, nie naciskając. Pewnie wiedziała, że nie mam wielkiego wyboru. Torba podróżna i pogniecione ciuchy po podróży autobusem mówiły same za siebie.

Pomyślałam o pustym koncie, gotówce schowanej w torebce i cenach moteli, które widziałam w okolicy dworca. Nawet najtańszy pokój pożarłby te resztki pieniędzy w kilka dni.

– Wezmę tę pracę.

Te słowa miały gorzki smak, ale zdołałam je wypowiedzieć, nie rozpłakując się.

Kobieta skinęła głową, jakby wiedziała, co odpowiem. – Brzmi jak plan. Chłopcy tutaj docenią trochę świeżego mięsa.

Szeroko otworzyłam oczy.

– Spokojnie. Większość z nich nie gryzie. – Jej uśmiech się poszerzył. – Chyba że ładnie poprosisz.

Gorąco uderzyło mi do policzków.

– O, Boże – mruknęła. – Z tym południowym akcentem, tymi piegami i tym całym rumienieniem się… te chłopaki cię tu zjedzą żywcem.

– Zaczynam myśleć, że powinnam to jeszcze przemyśleć.

– Przyzwyczaisz się do nich. – Sięgnęła pod ladę i wyciągnęła podkładkę z przypiętymi kilkoma kartkami. – Wypełnij to. Muszę też zrobić kopię twojego prawa jazdy.

Serce mi zadrżało.

Wpatrywałam się w formularz.

Imię i nazwisko. Data urodzenia. Aktualny adres. Osoba do kontaktu w nagłych wypadkach.

Cztery proste pytania, które nagle zabrzmiały jak przesłuchanie.

Wzięłam długopis i wpisałam Natalie Blake w pierwszej linijce. Dłoń lekko mi drżała, więc musiałam zwolnić, żeby litery pozostały czytelne. Data urodzenia zgadzała się z tą na moich nowych dokumentach. Pole z aktualnym adresem zostawiłam puste, a przy rubryce „osoba do kontaktu w nagłych wypadkach” zawahałam się, po czym przekreśliłam ją jedną kreską.

Nie było już nikogo, do kogo mogłabym zadzwonić.

Kobieta zauważyła, ale o nic nie zapytała. Choćby za to polubiłam ją odrobinę bardziej.

Dokończyłam formularz i wyjęłam z torebki prawo jazdy. Przytrzymała je obok papierów, porównując zdjęcie z moją twarzą, a potem zrobiła mu zdjęcie telefonem.

– Karolina Południowa – powiedziała. – To tłumaczy akcent.

– Tak, proszę pani.

Oddała mi dokument. – Nie musisz mówić do mnie „proszę pani”. Czuję się wtedy jak czyjaś babcia.

– Przepraszam.

– Jestem Marge. Większość mówi na mnie Big Marge, ale każdy, kto waży mniej niż dwieście funtów i powie mi to prosto w twarz, lepiej niech będzie gotów uciekać.

– Zostanę przy Marge.

– Mądra dziewczyna. – Wyciągnęła rękę ponad barem. – Zarządzam klubem i jestem tu tak zwaną house mom. To znaczy, że ogarniam grafiki, kostiumy, pijanych klientów, załamania nerwowe, połamane obcasy i każdą dziewczynę, która uważa, że wciąganie czegoś w łazience to dobra decyzja zawodowa.

Uścisnęłam jej dłoń. Jej uścisk był ciepły i zaskakująco delikatny.

– Garderoba jest za sceną – ciągnęła. – Z tyłu jest łazienka i prysznic. Szafki są na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy, chyba że założysz na którąś własną kłódkę. Lola pomoże ci znaleźć coś na dzisiejszy wieczór, ale jak zaczniesz zarabiać, będziesz musiała kupować własne stroje.

– Dzisiaj?

Marge uniosła brew. – Potrzebujesz pieniędzy, prawda?

– Tak.

– To dzisiaj.

Żołądek znów wykonał powolny, mdły przewrót.

Przyciągnęła formularz bliżej i zaczęła go czytać. — Zasady są proste. Na koniec każdej zmiany zostawiasz napiwek dla lokalu, barmana, DJ-a i ochrony. Żadnego ruchania klientów, żadnego wychodzenia stąd z nimi i żadnych bójek z innymi tancerkami. W trakcie zmiany dostajesz jeden darmowy posiłek oraz tyle coli, wody albo kawy, ile chcesz. W czasie pracy wolno ci wypić jeden alkohol. Jeden. Nie obchodzi mnie, że jakiś idiota zaoferuje ci pięćset dolarów, żebyś robiła z nim kolejki.

— Jeden drink — powtórzyłam.

— Jeśli przyłapiemy cię na czymś mocniejszym niż trawka, wylatujesz. Nie daję drugich szans, jeśli chodzi o narkotyki.

— Nie biorę.

— Dobrze. Jeden problem mniej dla mnie. — Wskazała na barczystego faceta układającego skrzynki z piwem przy korytarzu. — Ochrona pilnuje, żeby klienci nie robili się zbyt łapczywi. Jeśli ktoś dotknie cię tam, gdzie nie dałaś mu na to pozwolenia, odsuń się i daj znak któremuś z chłopaków. Nie policzkuj klienta, chyba że naprawdę musisz. Wyciąganie krwi z wykładziny to koszmar.

Nie potrafiłam stwierdzić, czy żartuje.

Sądząc po jej minie, nie żartowała.

— Zgadzam się na zasady.

— Dobrze. — Marge odłożyła clipboard na bok. — Resztę papierów możesz wypełnić, jak cię oprowadzę.

— Jest jeszcze jeden problem.

Uniósł jej się brwi.

— Nie mam gdzie mieszkać.

Wypowiedzenie tego na głos sprawiło, że rzeczywistość mojej sytuacji znów runęła na mnie z całym ciężarem. Poprzednią noc spędziłam w autobusie, a większość poranka włóczyłam się po mieście, udając, że nie jestem bezdomna. Gdy słońce zajdzie, nie będę miała gdzie spać ani bezpiecznego miejsca, żeby trzymać swoje rzeczy.

Marge przyglądała mi się przez chwilę, po czym wypuściła ciężkie westchnienie.

— Powinnam była się domyślić po tej torbie.

— Mogę zapłacić za pokój, jak tylko zacznę zarabiać. Potrzebuję tylko czegoś taniego na kilka nocy.

— Masz szczęście. Klub wynajmuje pięć pokoi w Silver Dollar obok dla dziewczyn, które ich potrzebują. Jedna z tancerek wprowadziła się w zeszłym tygodniu do chłopaka, więc jest wolny pokój.

Ulga uderzyła tak szybko, że zapiekły mnie oczy.

— Mogę tam zostać?

— Dopóki tu pracujesz i nie zdemolujesz tego miejsca. To nie Hilton — co, jak zgaduję, jest bardziej w twoim stylu — ale pokój jest czysty, pościel świeża i, co najważniejsze, nie ma pluskiew.

Skóra natychmiast zaczęła mnie swędzieć.

Marge zauważyła, że pocieram ramię, i roześmiała się. — Nie powinnam była wspominać o pluskwach.

— Nie, naprawdę nie powinnaś.

Pochyliła się i zaczęła grzebać w kilku szufladach za barem, mamrocząc pod nosem, kiedy przekładała długopisy, paragony, otwieracze do butelek i coś, co wyglądało na parę różowych, futrzastych kajdanek.

Po prawie minucie wyprostowała się z mosiężnym kluczem przyczepionym do wyblakłej plastikowej zawieszki.

— Jest.

Wyszła zza baru i złożyła dłonie przy ustach.

— Chris! Wrócę za parę minut. Pokazuję nowej dziewczynie, gdzie będzie mieszkać.

Mężczyzna przy stanowisku DJ-a uniósł jedną rękę, nie odrywając wzroku od sprzętu.

Marge chwyciła paczkę papierosów leżącą obok kasy i skinęła w stronę wejścia. — Chodź, piegusko. Ugościmy cię, zanim Lola zacznie robić z ciebie striptizerkę.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział