Trzech Zaborczych Alf – Partnerzy Omegi

Pobierz <Trzech Zaborczych Alf – Partne...> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 7

Sara nie mogła w to uwierzyć. To musiało oznaczać coś innego. Ten wstrząs, który poczuła w chwili, gdy przygryzł ją w szyję…

Jak to w ogóle mogła być więź pary? Minęło zaledwie kilka dni, odkąd zerwała więź z Victorem.

Szanse na spotkanie kolejnej pary po zerwaniu więzi z pierwszą były znikome. A jednak teraz, zaledwie dwa dni po przerwaniu swojej pierwszej więzi, czuła to z kimś innym.

Christian Rivers. Jej nowy współlokator. O którym teraz wiedziała już na pewno, że jest Alfą.

Tylko najsilniejsze wilkołaki potrafiły dokonać częściowej przemiany, korzystając jednocześnie z ludzkiej i wilczej postaci.

Dlatego była w szoku, kiedy podczas ugryzienia Victora wysunęły jej się kły, i dlatego nazwano ją wściekłą. Była przekonana, że udało jej się to tylko z desperacji. Ale dla wszystkich innych była Omegą, którą należy trzymać pod kluczem.

Christian wyglądał na tak wściekłego, że skuliła się i cofnęła o krok.

– Co mi zrobiłaś? – zażądał, mrużąc błękitne oczy, gdy zrobił krok w jej stronę. Jego przystojna twarz wyglądała upiornie, a ona zachwiała się i cofnęła, żeby znaleźć się dalej od niego.

– J-ja… nic nie zrobiłam – wyjąkała, zaskoczona pytaniem i jego agresywną postawą. To on próbował ugryźć ją w szyję, a ona nie miała żadnej kontroli nad więzią pary. O co ją oskarżał?

– Wiem o tobie – powiedział, robiąc kolejny groźny krok.

– Co? – zapytała, a serce waliło jej w piersi. Stał teraz między nią a drzwiami i wiedziała, że nie przeciśnie się obok niego, jeśli nie pozwoli jej wyjść.

– Zaatakowałaś Króla Alf, bo tak bardzo chciałaś zostać Luną. Jeśli myślisz, że będę twoją rezerwą, to się grubo mylisz – powiedział.

Sara przełknęła ślinę. Nie podobało mu się, że łączy ich więź pary. I sądził też, że to jakiś… co, właściwie? Czar? Co ona mogłaby zrobić, żeby stworzyć między nimi więź pary? Żaden wilkołak nie potrafił czegoś takiego. O tym decydowała Bogini.

– Co masz na myśli? – zapytała, zaciskając dłonie w pięści.

Kiedy zerwała więź z Victorem, nie dopuszczała do siebie myśli, że kiedykolwiek znów znajdzie parę. Niewiele wilkołaków, które zostały odrzucone albo straciły swoich partnerów, odnajdywało kogoś jeszcze.

Przez te pierwsze kilka sekund po tym, jak Christian ją ugryzł, jej emocje przeszły od przerażenia przez szok aż po euforię. A potem spojrzał na nią z tą wściekłą miną i jej radość zwiędła.

Znalezienie kolejnej pary po pierwszej porażce było cudem. Znalezienie takiej, która nienawidziła samej myśli o byciu z nią w parze, już nie.

— Możesz zapomnieć o byciu moją partnerką — powiedział do niej chłodno.

Zacisnęła usta. Trzeba naprawdę kogoś tak nienawidzić, żeby odrzucić go od razu, na miejscu.

Ból ścisnął ją w piersi i Edna cicho jęknęła. To rzeczywiście była więź partnerska. Czy miała przechodzić przez torturę zerwania więzi dwa razy w ciągu jednego tygodnia? Jak miała to przetrwać?

Christian też był Alfą. Jeśli ją odrzuci, szkody będą równie wielkie jak przy zerwaniu więzi z Victorem. Nie była pewna, czy zdoła się po tym pozbierać.

Ale, co dziwne, nie martwiło jej to aż tak bardzo, jak jego założenia.

— A kto powiedział, że ja chcę być twoją partnerką? — odburknęła, patrząc mu prosto w oczy. Bezczelność. Najpierw oskarżyć ją, jakby była za to jakoś odpowiedzialna, a potem zachowywać się, jakby błagała, żeby została jego partnerką.

Może i był Alfą, ale ona miała swoją dumę. Jasne, jej życie na moment wydało się jaśniejsze, kiedy uświadomiła sobie, że jest jej nowym partnerem. Ale to było, zanim zorientowała się, że to zarozumiały dupiek. Mógł ją odrzucić, jeśli miał na to ochotę, ale ona nie zamierzała pozwolić mu tak się poniżać.

Kiedy Christian patrzył z góry na dziewczynę stojącą przed nim, przeszył go cały wir uczuć. Żadne z nich nie były przyjemne.

Rozpalone do czerwoności, mroczne, wściekłe emocje, od których chciał skręcić jej kark i zapomnieć, że kiedykolwiek ją poznał.

Skończył dziewiętnaście lat, nie spotykając swojej partnerki, i miał nadzieję, że Bogini go oszczędziła. Większość wilkołaków poznawała swoje pary do osiemnastych urodzin. Byli też tacy, którzy nie poznawali ich nigdy, i Christian liczył, że będzie jednym z nich.

Dla niego w życiu były ważniejsze rzeczy niż więź partnerska. Uważał ją za zbędny kłopot, który tylko będzie mu przeszkadzał.

Wszystko układało się po jego myśli… dopóki ona się nie pojawiła.

Powinien był zrozumieć, że coś jest nie tak, kiedy zobaczył ją w dniu, w którym wprowadziła się do jego akademika, i serce na moment mu stanęło.

Owszem, była ładna i w ogóle. Ale widział ładniejsze dziewczyny i jego wzrok nawet nie chciał na nich dłużej zostać — a już na pewno serce nie zaczynało mu wariować.

Tymczasem tamtego wieczoru, kiedy jej brązowe oczy spotkały jego, serce mu się potknęło. Szybko to zbył i wyrzucił z głowy.

Gdyby wiedział, pozbyłby się jej, zanim zdążył poczuć między nimi więź.

Ale nie było za późno. Wiedział, jak się z tym rozprawić raz na zawsze. Nie ma nic lepszego niż śmierć, żeby przeciąć więź partnerską… zwłaszcza niechcianą.

Zrobił kolejny krok w jej stronę, a ona cofnęła się. Plecami uderzyła w ścianę i dostrzegł panikę, która wypełniła jej oczy, kiedy dotarło do niej, że nie ma już dokąd uciec. Mimo to patrzyła na niego hardo, z przekorą. Jej bojowy duch był uroczy… ale niepotrzebny. I nie jego sprawa.

Rozłożył palce, zbierając siły, pragnąc przemienić dłonie w szpony. Jedno cięcie przez jej szyję i zapomniałby, że kiedykolwiek pojawiła się w jego życiu.

„NIE!”

Skrzywił się na donośny głos swojego wilka w głowie. „Co?” warknął w odpowiedzi, zirytowany.

„Nie skrzywdź jej!”

„Nie chcemy partnerki, pamiętasz?”

„Chcesz powiedzieć: ty.”

Dziewczyna przeniosła wzrok z jego dłoni na jego oczy, a panika, którą próbowała ukryć, zamieniła się w czysty, paraliżujący strach. „Co… co ty robisz?”

„Straszysz ją” — zauważył jego wilk. — „Przestań.”

„Ian, ona jest słabą, podstępną Omegą. Nawet gdybyś zdołał przekonać mnie, żebym zatrzymał partnerkę, to na pewno nie byłaby nią. Więc odczep się i pozwól mi to skończyć.”

Spróbował znów skierować energię do dłoni, ale Ian mu się przeciwstawił.

„Po prostu mnie odrzuć” — powiedziała dziewczyna. — „Rozumiem, nie chcesz mnie. Ale nie musisz mnie krzywdzić.”

„Nie odrzucaj jej” — odezwał się Ian. — „Masz pojęcie, jaki jestem szczęśliwy, że w końcu ją znaleźliśmy? Myślałem, że umrę smutny i samotny—”

„Jesteś” — przerwał mu Christian.

„Jeśli ją skrzywdzisz albo odrzucisz, możesz o mnie zapomnieć” — zagroził Ian.

„Jasne” — odburknął Christian, niewzruszony groźbą.

„Jeszcze zobaczysz” — mruknął Ian.

Irytacja Iana była tak wielka, że Christian przestał próbować wysunąć szpony i cofnął się o krok od przerażonej dziewczyny.

„Nie chcę już nigdy zobaczyć twojej twarzy” — ostrzegł ją.

Stała, wpatrując się w niego, jakby skamieniała. Ale potem zawarczał i drgnęła, po czym rzuciła się do drzwi. Otworzyła je i zniknęła po drugiej stronie.

„Po prostu najpierw ją poznaj, dobrze?” — wyszeptał Ian.

„Nie, dzięki” — burknął Christian i wrócił do swojej ławki.

Ale bez względu na to, jak bardzo próbował, nie mógł już zasnąć.


Tego wieczoru, kiedy Sara wróciła do akademika, weszła do swojego pokoju, zamknęła drzwi na klucz i nie odważyła się wyjść.

Nie mogła uwierzyć w swoje parszywe szczęście.

Cudem spotkać drugiego partnera tylko po to, żeby on żywił do niej taką niechęć, że omal nie rozorał jej gardła?

Czym ona sobie na to wszystko zasłużyła? Zawsze czuła się szczęściarą, że została adoptowana przez rodzinę Victora. Niewiele osieroconych Omeg znajdowało kogoś, kto chciałby przyjąć je pod swój dach, a co dopiero rodzinę Alfy. Większość kończyła, harując dla innych w zamian za jedzenie i schronienie.

Teraz czuła dokładnie odwrotnie. Może skończyło jej się szczęście.

Nie dość, że utknęła w North Academy, to jeszcze z dwiema współlokatorkami, które jej nienawidziły.

Następnego ranka powtórzyła swój zwyczaj: wyszła z akademika dopiero wtedy, gdy wszyscy inni już poszli. Jak długo jeszcze będzie musiała tak żyć?

Dzień mijał tak samo jak dwa poprzednie — wyobcowanie, szturchnięcia i obelgi. Nie poszła do stołówki, więc uniknęła prysznica z jedzenia.

Szła właśnie do akademika, żeby coś przekąsić, kiedy natknęła się na duży tłum na dziedzińcu. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła, że dwa wilki — samce z różnych watah — walczą ze sobą.

— Witaj, wilczku.

Zaklęła w duchu, bo głos Kaia odezwał się tuż za jej plecami. I tyle z prób omijania go szerokim łukiem.

— Jak myślisz, kto wygra? — zapytał, pochylając głowę tak, że jego usta znalazły się tuż przy jej uchu.

— Już sobie idę — powiedziała, zaczynając się odwracać. Ale położył dłonie na jej ramionach i przytrzymał ją mocno w miejscu.

— Nie możesz przegapić zabawy — stwierdził.

Studentki wokół już zerkały na nich dwoje. Jakby i tak nie musiała bardziej podsycać ich nienawiści do siebie.

— No i na kogo stawiasz? Walczą o wilczycę — obaj twierdzą, że jest ich partnerką. A gdyby walczyli o ciebie, kogo chciałabyś widzieć jako zwycięzcę?

Sara zmarszczyła brwi, spoglądając z powrotem na dwa wilki. Były w swoich wilczych postaciach i rzucały się na siebie, jakby walczyły na śmierć i życie.

Nigdy nie słyszała o wilczycy, która miałaby więcej niż jednego partnera naraz. Żeby znaleźć kolejnego, trzeba było jednego odrzucić albo stracić partnera.

Walka trwała jeszcze kilka minut, aż jeden z wilków, Eddie, zwyciężył. Jednak zaszokował wszystkich, gdy zaraz potem odrzucił wilczycę.

Sara nastroszyła się na jego arogancję. Nie walczył dlatego, że chciał z nią być. Po prostu nie chciał pozwolić, żeby tamten wilk wygrał.

Spróbowała odejść raz jeszcze, kiedy przed tłum wyszedł przewodniczący. Najwyraźniej pojedynki były normalną częścią szkolnego życia w North Academy. Dwóch wilków skonfliktowanych ze sobą walczyło, a ten, który wygrał, dostawał nagrodę.

Przewodniczący powiedział Eddiemu, że skoro zwyciężył, może wybrać Omegę, która będzie mu służyć.

Sarze opadła szczęka. Nie spodziewała się, że taka będzie nagroda. Próbowała się wyszarpnąć z uścisku Kaia i zniknąć, zanim znów wpadnie w jakąś okropną sytuację, ale było już za późno.

Oczy Eddiego były już zwrócone na nią.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział