Rzeźnik - Romans mafijny

Pobierz <Rzeźnik - Romans mafijny> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 2 2

Byłam barmanką w Silencio, barze oddalonym o trzydzieści minut drogi pieszo od mojego mieszkania. Nigdy nie brałam taksówki, nawet kiedy kończyłam pracę prawie o trzeciej nad ranem, bo to było po prostu zbyt drogie. A nie było nic bardziej kojącego niż nocny spacer po Paryżu — zwłaszcza w deszczu.

To była pracowita noc, mnóstwo ludzi w głównej sali i porozsiewanych po pozostałych lożach. Kelnerki obsługiwały ich, przynosiły drinki i drobne przekąski. Ja zostawałam przy barze i zajmowałam się tymi, którzy czekali na stolik. Na początku wieczoru byli to zwykle młodzi ludzie, którzy właśnie wyszli z pracy i potrzebowali drinka po stresującym dniu. Z upływem nocy robiły się z tego romantyczne randki. A potem, około północy, zaczynały się pojawiać inne typy — bogaci faceci, którzy chcieli miejsca, gdzie można napić się w spokoju.

Wyrobiłam w sobie nawyk, żeby bez przerwy omiatać wzrokiem bar i sprawdzać, czy ktoś nie potrzebuje kolejnego drinka, i kiedy tak błądziłam spojrzeniem, zobaczyłam, jak on wchodzi przez drzwi.

Zacisnęłam dłoń na szyjce butelki i zastygłam w miejscu. O ja pierdolę.

W chwili, gdy wszedł do sali, jakby poruszył powietrze wokół siebie. Nie byłam pewna, co zauważyłam najpierw: że był, kurwa, wysoki czy że był, kurwa, seksowny. Musiał mieć co najmniej metr dziewięćdziesiąt, choć to mogło być ostrożne oszacowanie. Miał na sobie tylko czarny t-shirt, mimo że była deszczowa noc, i wypełniał go lepiej niż jakikolwiek manekin w galerii handlowej. Szerokie barki i umięśnione ramiona — takie, na których żyły były tak napięte, że wyglądały, jakby zaraz miały pęknąć. Poruszał się, jakby był kimś ważnym, a jednocześnie z nastawieniem „mam to w dupie”. Miał czarny tusz wszędzie — widoczny na obu ramionach i dłoniach, a nawet wspinający się po szyi aż do linii szczęki. Nigdy nie miałam szczególnego stosunku do tatuaży, ale też nigdy nie widziałam mężczyzny, który nosiłby je tak dobrze.

Wyglądał na samotnego, bo podszedł do jedynego wolnego krzesła, zanim usiadł, a światło z baru za moimi plecami oświetliło jego piękną i surową twarz. Pracowałam w Silencio dopiero od paru tygodni, więc może był stałym bywalcem, na którego wcześniej po prostu nie trafiłam.

Wciąż stałam z palcami na szyjce butelki, podczas gdy reszta gości przy barze była pochłonięta rozmowami, a moja uwaga skupiała się na mężczyźnie, od którego włosy stawały mi dęba tylko dlatego, że wszedł w moją przestrzeń.

Jedyną ładną rzeczą w nim były oczy. Krystalicznie błękitne, jak wody przy białych brzegach tropikalnego raju, jaśniejsze niż niebo w bezchmurny dzień. Ale reszta twarzy była twarda — ostre kości policzkowe, linia szczęki, która mogłaby ciąć szkło, i usta wyglądające tak, jakby potrafiły wyrządzić więcej szkód niż pocisk z pistoletu.

Oparł łokieć o blat, a palcami lekko musnął linię szczęki; żyły pulsowały pod skórą. Zerknął na leżące tam menu, ale nie wyglądał, jakby je czytał — jakby już wiedział, czego chce. Potem jego spojrzenie przesunęło się na mnie, a ta pewność siebie była tak uderzająca, jakby patrzeć prosto w słońce.

O mój Boże.

Wciąż trzymałam za szyjkę butelkę wina, więc w końcu odłożyłam ją na miejsce za barem i podeszłam, z sercem podchodzącym mi do gardła, tak onieśmielona jego wyglądem, że nie byłam pewna, czy w ogóle dam radę go obsłużyć. — Co mogę podać? — Kosztowało mnie to całą siłę, żeby nie potknąć się o własne słowa, nie zrobić z siebie kompletnej idiotki i po prostu zachować się naturalnie.

Patrzył na mnie przez bite trzy sekundy, jego niebieskie oczy nie musiały mrugać, a on miał w sobie o wiele więcej pewności niż ja. — Szkocka z lodem. Podwójna.

— Już się robi. — Wyciągnęłam butelkę i przygotowałam drinka.

Nie obserwował moich dłoni, kiedy nalewałam. Patrzył prosto na moją twarz. Nadal nie mrugał.

Podałam mu szklankę. — Daj znać, kiedy będziesz potrzebował kolejnej. Będę w pobliżu. — Odwróciłam się tak, żeby nie widzieć jego reakcji, wiedząc, że muszę trzymać się od niego jak najdalej. Rozpraszał mnie tak bardzo, że nie dałabym rady dokończyć zmiany, gdybym dalej na niego patrzyła. Fantazje już przemykały mi przez głowę i wmawiałam sobie, że to tylko dlatego, że od dawna nie miałam żadnego kutasa.

Ale miałam przeczucie, że nigdy nie miałam kutasa takiego jak ten.

W barze zaczęło robić się cicho, bo ludzie wychodzili na noc. Zamówił kolejną szkocką i pił ją samotnie przy barze, z pustymi krzesłami po obu stronach. Nie zajmował się telefonem, tylko wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze na ścianie albo w dal. Wyglądał na kogoś, komu zupełnie nie przeszkadza picie w pojedynkę, brak rozmówcy i brak miejsca, do którego trzeba iść. Nie wyglądało, jakby przyszedł poderwać kobietę na noc, bo ani razu nie spojrzał na nikogo w sali.

Chciałam, żeby wyszedł, żebym wreszcie mogła wypuścić wstrzymywany oddech, ale jednocześnie bałam się chwili, w której wyjdzie z tego baru, a ja już nigdy go nie zobaczę. Stałam przy ladzie i przecierałam butelki, robiąc porządki w czasie przestoju, żeby po zamknięciu móc szybciej stąd wyjść.

— Bastien.

Spojrzałam na niego, a serce znowu podeszło mi do gardła.

Upił łyk, po czym oblizał wargi. — To jest ten moment, kiedy mówisz mi, jak masz na imię.

Był dokładnie tak arogancki, jak go sobie wyobrażałam — a mimo to cholernie seksowny. — Fleur.

Wyciągnął pustą szklankę, bez słowa prosząc o następną.

Gdyby był kimś innym, odmówiłabym mu kolejnego, ale mimo całej tej szkockiej nie wyglądał nawet na odrobinę niezdolnego do funkcjonowania. Albo był „sprawnym pijakiem”, albo miał kosmiczną tolerancję. Nalałam kolejną i postawiłam przed nim.

Uniósł szklankę w geście wdzięczności, zanim się napił. Jego uderzające oczy były przyklejone do moich, miał w sobie dość pewności, by utrzymać intymny kontakt wzrokowy, jakbyśmy byli kochankami, choć byliśmy obcymi ludźmi. Lekko przechylił głowę, jakby dostrzegł coś w moim spojrzeniu. — Za tymi oczami kryje się jakaś historia.

— A za twoimi?

Ledwie zauważalny uśmiech przesunął mu się po ustach i ta drobna zmiana odmieniła całą jego twarz. Arogancja w jego oczach przygasła, zastąpiona nutą figlarności. Poruszył lodem w szklance, zanim się napił. — Zdecydowanie. — Odstawił ją na blat i przez chwilę wpatrywał się w szkło, po czym znów spojrzał na mnie. — Ty pierwsza.

Zwykle, kiedy mężczyźni do mnie startowali, flirtowałam w odpowiednio stonowany sposób, chcąc, żeby dobrze się bawili, a ja żebym dostała porządny napiwek. Ale nigdy nie byłam szczera co do tego, kim jestem ani co czuję. Jednak gdy spojrzałam w te niebieskie oczy, prawda sama ze mnie wyszła. — Jestem w trakcie rozwodu… tak jakby.

— Tak jakby?

— Próbowałam złożyć papiery już kilka razy, ale zawsze je odrzucają.

Coś ostrego pojawiło się w jego spojrzeniu, a palce przesunęły się po krawędzi szklanki.

— Ma znajomości wśród wpływowych ludzi. — Odpowiedziałam na pytanie, którego nie zadał. — I zrobi mi piekło, jeśli spróbuję się od niego uwolnić.

— Władza i pieniądze idą w parze — powiedział. — Więc czemu pracujesz tutaj?

Poprzedni rozdział
Następny rozdział