Rozgrywający i Niania

Pobierz <Rozgrywający i Niania> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 4 ROZDZIAŁ CZWARTY

ROZDZIAŁ CZWARTY

MILLICENT

Serce wali mi jak oszalałe, a żar rozlewa się po całym ciele.

Romeo.

Co on tu robi? Co do diabła się dzieje? Czy to jej syn?

Mdłości uderzają we mnie falą, żołądek zaciska mi się w bolesny supeł. Nie mogę tu być. Muszę wyjść.

— To Millicent Stark. Ma osiemnaście lat i będzie nianią mieszkającą z nami dla rodzeństwa. Jest niesamowita i tak się cieszę, że ją znalazłam. Poleciła ją twoja kuzynka i jestem pod ogromnym wrażeniem — zachwyca się Rose, z policzkami zaróżowionymi ze szczęścia i błyskiem w oczach.

Wszystko na moment odpływa, po czym wraca ze zdwojoną siłą. Nie mogę tu być. Nie mogę dla niej pracować. Nie mogę mieszkać pod jednym dachem z nim. Może mnie nie dotknął, ale jest współwinny i tak samo zły jak oni.

Nie odzywa się ani słowem. Po prostu patrzy na mnie, oszołomiony. Niemal się poddaję pod tym nieustępliwym spojrzeniem.

Wstaję na drżących nogach, a po skórze przebiegają mi ciarki. Chwytam się za kark i próbuję się opanować, ale oszalałe bicie serca ani na chwilę nie zwalnia.

— Millicent? — szepcze Rose, ale brzmi, jakby była bardzo daleko.

Staram się nie wpaść głębiej w sidła ataku paniki i odzyskać równowagę.

— Wszystko w porządku? Jesteś blada — zauważa, marszcząc brwi z troską.

— Muszę… muszę iść. Chyba to nie wypali — jąkam się, unikając jej wzroku.

— Co? J… Ja coś powiedziałam nie tak? — łapie mnie za rękę, ściskając rozpaczliwie.

O Boże. Nie dam rady.

Jej dotyk parzy, a jej perfumy wypełniają mi nozdrza. Kręci mi się w głowie i próbuję znów złapać grunt pod nogami.

— Przepraszam, pani Sinclair, ale chyba to nie wypali. Nie mogę być nianią na miejscu i nie mogę dla pani pracować. Mam już ustaloną inną pracę i ją wybiorę. Mam nadzieję, że znajdzie pani to, czego szuka, ale to nie ja. Naprawdę przepraszam — szepczę, patrząc wszędzie, tylko nie na nią.

— Nie możesz odejść, Millicent. Jesteś idealna na to stanowisko. Moje dzieci cię pokochają. Ja nie… nikomu innemu ich nie zaufam, i wiem, że to brzmi szaleńczo, że ufam właśnie tobie, ale ufam. Naprawdę ufam — wyrzuca z siebie, plącząc słowa, z oczami pełnymi paniki.

W piersi zapada mi się coś boleśnie, ale cofam się o krok, pozwalając, by jej dłoń opadła.

— Podniosę stawkę. Cztery tysiące tygodniowo, czyli dwadzieścia tysięcy miesięcznie. Nie musisz się martwić o wyżywienie. Zajmę się tobą. Ta relacja będzie czysto symbiotyczna. Będę przy tobie, będę cię chronić razem z dziećmi. No już, Millicent — ponagla, marszcząc czoło, jakby próbowała zrozumieć, co zrobiła źle.

Cztery tysiące tygodniowo. Dwadzieścia tysięcy miesięcznie. Nigdy wcześniej nie zarabiałam takich pieniędzy. To fortuna i sprawiłaby, że wszystkie moje problemy by zniknęły, ale musiałabym znosić Romea i udawać, że nie nienawidzę w nim każdej najmniejszej cząstki.

— Mamo — prycha Romeo. — Znajdziemy kogoś innego.

Jego zbywanie utwierdza mnie, że podejmuję właściwą decyzję.

— Pani syn ma rację. Znajdzie pani kogoś innego. Dziękuję jednak za życzliwość i zrozumienie. To wiele dla mnie znaczy — uśmiecham się do niej i odwracam.

Kai czeka na mnie z marsową miną. Nic nie mówi, tylko otwiera mi drzwi i prowadzi do swojego samochodu.

Cisza trwa przez chwilę, a ja nabieram głęboko powietrza, zastanawiając się, czy podjęłam właściwą decyzję. Takie pieniądze mogłyby odmienić życie mojej rodziny, a jednak z dumy odmówiłam.

Sprawdza kieszeń i marszczy brwi. — Zapomniałem telefonu.

Opieram się o jego samochód, z pulsującym bólem głowy i kłującym sercem.

— Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć, że jesteś spokrewniony z Romeem Sinclairem? — zerkam na Kaia, zdezorientowana, a jednocześnie bardzo ciekawa.

Drapie się zakłopotany po karku i mamrocze: — Jesteśmy spokrewnieni. Po prostu nie lubię o tym mówić. Dorastaliśmy razem i kiedyś byliśmy bliżej, ale teraz jest bucem, cały taki macho i pod publiczkę. Staram się nie mieć z nim nic wspólnego w szkole. Ignorujemy się i to działa. Nawet poza szkołą nie mamy żadnego kontaktu. Przyjeżdżam tu tylko ze względu na jego rodziców i rodzeństwo.

Jego wyznanie zawisa w powietrzu.

Romeo jest takim dupkiem, że nawet jego kuzyn nie chce się z nim przyjaźnić.

— A twoi rodzice wiedzą?

— Tak, wiedzą. Myślą, że się od siebie oddaliliśmy. Nawet nie obracamy się w tym samym towarzystwie. Możemy zostawić Romea i porozmawiać o tym? Jesteś pewna, że naprawdę chcesz odrzucić tę ofertę? — W jego słowach pobrzmiewa troska.

Zna moją sytuację w domu. Wie, że nie mogę sobie pozwolić na luksus odrzucenia pracy.

— Romeo robi mi w szkole piekło, Kai. Patrzy, jak jego dziewczyna i jego kolega z drużyny mnie gnębią. Dzisiaj próbowała mnie utopić. Utopić mnie. Jest szalona, a on stał tam i patrzył, nic nie robiąc, przytakując jej działaniom. Mogłam odnieść obrażenia. Mogłam stracić przytomność, ale jego to nie obchodzi. — Syczę ze złości, a policzki płoną mi gniewem.

Przypominam sobie, jak to było miotać się pod wodą, jak bezradność wsiąkała we mnie jak atrament, jak strach owijał się wokół mnie jak gruby, duszący koc.

— Utopić cię? — wydusza Kai ochryple, wstrząśnięty.

Uśmiecham się smutno i wzruszam ramionami. — To nie jest najgorsze, co kiedykolwiek zrobiła. Zawsze była szalona.

Kręci głową. — I tak mi wszystko opowiesz, ale na razie skupmy się na tej pracy. Te trojaczki potrafią dać w kość, ale potrafią też być najsłodsze na świecie. Rose jest bardzo miła, a jej mąż kocha ją bardzo, co znaczy, że polubi też ciebie. Ona dobrze ocenia ludzi i cię polubiła. Ta praca to trafienie w dziesiątkę. Nie powinnaś pozwolić, żeby Romeo ci to odebrał. Odebrał ci już tak dużo. Nie pozwól mu wygrać — nie tym razem.

Marszczę brwi i słucham go.

— Zrób to, co ja. Udawaj, że nie istnieje. Ignoruj go i rób swoje. Nie potrzebujesz go. Jego matka cię potrzebuje. Skup się na tym, co to dla ciebie znaczy, i ignoruj Romea. Powiedz jej, że bierzesz tę pracę. — Doradza z pasją.

Wzdycham i kiwam głową.

Wracamy do rezydencji. Idzie tuż obok mnie, stanowiąc niezwykłe wsparcie.

Marszczę brwi, kiedy dobiega mnie głos Romea — i znów, gdy słyszę swoje imię.

— Ona jest tylko łowczynią złota.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział