Rozdział 3 ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ TRZECI
MILICENT
Jestem niecierpliwa, desperacko odliczam dni do piątku.
Zadzwoniłam do mamy, która potrzebowała niani, natychmiast, gdy tylko wróciłam do domu z telefonem, bo nie mam własnego. Wybrała piątek, około trzeciej po południu. Kai ma jej adres i zawiózłby mnie tam. Jest dopiero wtorek, a ja już nie mogę się doczekać.
Mama była podekscytowana, kiedy powiedziałam jej o rozmowie. Jej poczucie winy zawsze jest tak namacalne. Pracuje jako pokojówka w bardzo eleganckim hotelu. Nie płacą dużo, ale dzięki temu może dłużej spać i wracać do domu wcześnie. Pewnie mogłaby znaleźć lepszą pracę, ale ktoś musi zostać z bliźniakami, opiekować się nimi. Ja zajmuję się nimi rano, a ona ogarnia wieczory. Mamy system, który działa. To niewiele, ale działa dla nas.
Przebijam się przez resztę tygodnia.
Dręczenie ze strony Poppy jest równie intensywne, ale nic nadzwyczajnego — aż do piątkowego poranka.
Znowu mamy angielski na poziomie AP.
— Mam tutaj wyniki waszych testów, ale zanim je rozdam, chciałabym porozmawiać o niektórych uczniach. — Pani Olive marszczy brwi na całą klasę, wyraźnie rozczarowana.
— Klasa poradziła sobie dobrze, jak można było się spodziewać, ale niektórzy oblali, też jak można było się spodziewać. Poppy, może chciałabyś zrezygnować z tych zajęć? — dobiera słowa ostrożnie, ale widać, że ma już dość bzdur Poppy.
— Co?! — piszczy Poppy, z twarzą czerwoną ze złości.
— Znowu oblałaś test. Oblałaś cztery testy, ty i twoje koleżanki. To zajęcia zaawansowane i to zrozumiałe, że mogą sprawiać trudność. Możemy się po prostu skupić na zwykłym angielskim. — Mówi surowo, uśmiecha się i odwraca do Kaia. — Jak zawsze byłeś fenomenalny, ale Milly znów cię pobiła.
— Och, nie, ale jestem zaskoczony — mówi z sarkazmem, szczerząc się.
Chichoczę, a ciepło rozlewa mi się po środku.
— Nie bądź takim przegranym, co nie umie przegrywać.
— Zrobiłaś w wypracowaniu spektakularną robotę, Milly. Twoje użycie satyry i szczegółów sensorycznych kompletnie mnie zachwyciło. Jestem z was wszystkich bardzo dumna. A teraz przejdźmy do dzisiejszej lekcji. To bardzo ciężka powieść i musimy obchodzić się z nią ostrożnie. „Chłopiec z latawcem” napisał Khaled Hosseini. — Zaczyna, a my wszyscy słuchamy.
Po jej lekcji wszyscy mamy WF. Wolę pływanie, więc idę na duży basen.
O dziwo jest pusty, co powinno być moim pierwszym sygnałem ostrzegawczym, ale ignoruję to i wskakuję do wody.
Sekundę później dołączają do mnie chłopaki z drużyny futbolowej.
Strach mnie paraliżuje, kiedy szarpią mnie za nogi, trzymając pod wodą.
Próbuję krzyczeć, ale są ode mnie silniejsi.
Płuca mi się zaciskają i przestaję się szarpać. Całe ciało wiotczeje, i dopiero wtedy przestają.
Czekam, aż wyjdą z wody, żeby sama wyskoczyć z basenu.
Kaszel rozrywa mi gardło, oczy mam zaczerwienione, klatka piersiowa boli.
Prawie mnie utopili.
— Och, ptaszyna ma podcięte skrzydełka — mówi Poppy, kiedy wchodzi, trzymając się Romea.
Cała się trzęsę na to okropne uświadomienie.
— Ty… ty… ty próbowałaś mnie utopić.
— Ja? A dlaczego miałabym w ogóle dotykać twojego brzydkiego ciała? — udaje głupią, ale w oczach ma zwycięstwo.
Patrzę na Romea, spodziewając się, że coś powie. Tym razem posunęła się za daleko, ale on nie mówi nic. Nawet na mnie nie patrzy, jakbym się nie liczyła, jakbym była niczym — tylko nieistotnym szczegółem.
Ból we mnie się gotuje, a ja czuję już tylko wściekłość, gęstą i gorzką.
Odchodzę, a Poppy mnie zatrzymuje.
— Następnym razem, kiedy upokorzysz mnie na lekcji, pożałujesz tego. A teraz wynoś się stąd, prosiaku.
Puls dudni mi gorąco i ciężko. Wbijam palce mocno w dłoń. Serce wali mi jak oszalałe, ale ze wszystkich sił próbuję się uspokoić i skupić na rozmowie.
Po szkole Kai odwozi mnie do domu, gdzie przebieram się w sprane niebieskie dżinsy i czerwony golf. Włosy zostawiam w kok, a na nogi wkładam jedne z butów mamy. Zostawiam kartkę i znowu wsiadam do samochodu. Rozsadza mnie jednocześnie ekscytacja i lęk. Potrzebuję tej pracy. Jestem gotowa zrobić dla niej wszystko.
Ku mojemu zaskoczeniu Kai jedzie na Upper East Side.
Staram się nie wiercić, kiedy wjeżdża na teren ogrodzonej, drogiej posiadłości. Jest tam basen, lądowisko dla helikopterów, rzędy wysokich drzew i wszędzie zaparkowane luksusowe samochody.
— Chodź. — Pomaga mi wysiąść z auta i wchodzi do środka bez pukania.
— Kai! — Kobieta uśmiecha się i podchodzi do nas. Utyka.
— Cześć, ciociu Rose. Jak zawsze wyglądasz cudownie. — Kai przytula ją i całuje w policzki.
— Nie schlebiaj mi. — Chichocze i spogląda na mnie. — Ty musisz być Millicent.
— Cześć, tak, tak. — Jąkam się.
Bierze mnie za rękę i prowadzi do dużej kuchni.
— Proszę, usiądź. — Wskazuje stołek i siada naprzeciwko mnie.
— Kai poręczył za ciebie. Sama też sprawdziłam kilka informacji. Jesteś błyskotliwa, wręcz zadziwiająco. Idealnie nadajesz się do tej pracy. Mam sześcioletnie trojaczki. Dają popalić — dwóch chłopców i dziewczynkę. Nie mam już tyle siły co kiedyś. Rok temu przeszłam… niewielki udar i od tamtej pory choruję. Nie mogę długo stać. Moje możliwości są teraz ograniczone. — Mówi ostrożnie i wzdycha.
— Ale nie zanudzajmy cię mną. Mieszkam z mężem i dziećmi. Trojaczki zajmują mi mnóstwo czasu, ale ich brat jest samodzielny. Kai powiedział mi, że masz młodsze rodzeństwo bliźniaki, więc wiesz, czego się spodziewać, ale i tak dadzą ci popalić. Jestem gotowa płacić ci tyle, ile potrzebujesz. Będę płacić ci za godzinę, trzydzieści dolarów za godzinę, ale możliwe, że będę potrzebowała, żebyś tu zamieszkała, jako niania na miejscu. — Wyraźnie akcentuje każde słowo.
Jestem oszołomiona i jednocześnie zbita z tropu, bo niania mieszkająca na miejscu to więcej, niż się spodziewałam.
— Co ty na to, Millicent?
— Mam młodsze rodzeństwo bliźniaki, a moja mama musi pracować. Chcę zostać pani nianią, ale nie jestem do końca pewna, jak miałoby wyglądać zamieszkanie tutaj. — Przyznaję z zarumienionymi policzkami.
Przytakuje, przez sekundę się zastanawia i mówi:
— A gdybym dała ci zaliczkę? Kai mówi, że twoja mama pracuje jako gosposia, więc zapłacę tyle, żeby pokryć wydatki. Będę bardziej niż hojna, ale naprawdę cię potrzebuję, Millicent. Kazano mi leżeć w łóżku. Nie musisz gotować ani sprzątać; od tego mamy ludzi. Musisz tylko opiekować się moimi maleństwami. Wypiszę ci teraz czek na dwa tysiące, a potem będę płacić ci tysiąc co tydzień. Mam dla ciebie pokój obok pokoju trojaczków i wszystko, czego będziesz potrzebować. Co ty na to?
Z wrażenia opada mi szczęka.
Zanim zdążę odpowiedzieć, drzwi się otwierają i ktoś wchodzi do środka.
Dwa tysiące zaliczki. Tysiąc tygodniowo? O rany.
Nagle zamieram, kiedy czuję znajomą, choć delikatną woń kolońskiej.
— Kochanie, wróciłeś. Chodź poznać nianię. — Rose się uśmiecha, patrząc gdzieś za mnie.
— Dobra, mamo. — Burczy, a moje serce zaczyna walić.
Odwracam się i go widzę. Romea. Gwiazdę szkolnej drużyny futbolowej. Mojego prześladowcę. Mojego wroga. Chłopaka, który zamienił moje życie w piekło w Riverfield High.
