Rozgrywający i Niania

Pobierz <Rozgrywający i Niania> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 2 Osobisty kawałek piekła.

ROZDZIAŁ DRUGI

Osobisty kawałek piekła.

MILICENT STARK

Zimne linoleum wcina mi się w dłoń, gdy odpycham się od podłogi i podnoszę książki.

W brzuchu mi burczy i uświadamiam sobie, że zapomniałam o śniadaniu. W głowie pulsuje tępy ból, więc wypuszczam powietrze z głębokim westchnieniem. Tak nie powinien zaczynać się dzień, ale czemu właściwie mnie to dziwi? Czy nie powinnam już być do tego przyzwyczajona? Mój osobisty kawałek piekła.

— Czego chcesz, Poppy? — szepczę, wstając niepewnie.

— Widziałam cię wczoraj — twoja śmierdząca dupa wyglądała jak zawsze, obszarpanie, i miałaś czelność mnie zignorować? — żąda, lustrując mnie ciemnymi oczami.

— Jest za wcześnie na to. Mam zajęcia. Wiesz o tym, skoro obie jesteśmy w trzeciej klasie. — Wzdycham i drżącymi rękami otwieram szafkę. Staram się nie okazać strachu, ale serce dudni mi jak bęben.

— Obie? Wrzuciłaś nas do tej samej kategorii? Ty obrzydliwa suko! — warczy i szarpie mnie za włosy.

Krzywię się, ból strzela mi wzdłuż kręgosłupa. — Nie chcę tego. Jest za wcześnie. Mam lekcje.

— To błagaj mnie. — Szczerzy się, machając w powietrzu zadbanymi dłońmi.

— Co?

— Błagaj mnie, suko. To twoje sadło popsuło ci też słuch? — kpi, a jej poplecznice śmieją się, jakby opowiedziała coś naprawdę zabawnego.

Ten sam stary „żart”. Moja waga. Jakby to było coś nowego. Staram się nie przewrócić oczami na jej żałosną próbę poniżenia mnie, bo tylko bardziej by ją to nakręciło.

Wypuszczam powietrze i próbuję z nią negocjować. — Jest ósma rano, ty się nigdy nie męczysz?

Jej uśmiech drga. — Słucham?

— Pytam całkiem poważnie.

W jej oczach wybucha wściekłość i już wiem, że powiedziałam nie to, co trzeba. Podchodzi z wyraźnym zamiarem i otwiera moją szafkę. Patrzę, jak wyrywa moje zeszyty i rzuca je na podłogę.

Szeroko otwieram oczy. — Co ty robisz? — wyduszam, próbując ją powstrzymać, ale jej koleżanka — a raczej druga po niej — warczy do mnie: — Odpierdol się, zanim stracisz ząb.

Cofam się o krok i patrzę, jak Poppy ciska moimi książkami, rozdziera okładki, depcze je. Jej poplecznice robią to samo, niszcząc wszystkie moje rzeczy. Mój podręcznik do chemii ląduje otwarty i widzę, jak tygodnie notatek w kolorowych kodach giną pod ich butami.

Skóra pali mnie rumieńcem, a oczy szczypią od łez frustracji. Nie mogę nic zrobić, kiedy urządza taki bałagan ze wszystkiego, co mam. Mało tego, że zabrała mi pracę, a teraz jeszcze to? Nie wiem, czym zasłużyłam na takie traktowanie.

— Masz pamiętać, gdzie twoje miejsce, suko. — Wpycha mnie w szafkę. — U moich stóp. Kiedy wołam, odpowiadasz. Jesteś nikim, nieważnym śmieciem. — Odwraca się do mnie z uśmiechem, a jej słowa trafiają we mnie jak kule.

Zbiera się mały tłumek, gapią się i nic nie robią. Nigdy nic nie robią. We mnie gotuje się wściekłość. Są tak samo współwinni.

— Patrz na mnie — warczy i łapie mnie za kołnierz, zmuszając, żebym na nią spojrzała.

Krzywię się, gdy jej paznokcie wbijają mi się w skórę.

— Widzisz, co mam na sobie? — robi obrót i staram się nie przewrócić oczami.

— Jestem lepsza od ciebie we wszystkim. Wszystko, co mam na sobie, może kupić ciebie i twoją nędzną rodzinkę dziesięć razy. — Jej słowa są jadowite.

Odrzucam się do tyłu na jej ostatnie zdanie i kręcę głową, ze łzami w oczach.

— Nie mów o mojej rodzinie. Obrażaj mnie, gnęb mnie, ale nie moją rodzinę.

W jej oczach przemyka zaskoczenie. Nie spodziewała się, że jej odpowiem.

— Poppy — wtrąca ostro Romeo, a ja na niego patrzę.

Coś migocze w jego spojrzeniu i przez ułamek sekundy wygląda to niemal jak poczucie winy. Potem mówi:

— Chodźmy. Mamy lepsze rzeczy do roboty.

Nie czekam na jej reakcję. Schylam się i ostrożnie podnoszę swoje książki. Jego perfumy wnikają we mnie, ale je ignoruję, pełzając po podłodze i sięgając po podręczniki, po moją ciężką pracę. Nie widzę, że nadchodzi.

Z bólu aż się krztuszę, gdy staje mi obcasem na palcach. Ból rozlewa się gorącem i przyciskam dłoń do piersi, kiedy łzy wypływają mi z oczu.

Jej pachołki i jego koledzy z drużyny depczą po moich książkach, niszcząc je jeszcze bardziej.

Wkrótce korytarz pustoszeje i zostaję sama, żeby posprzątać bałagan, który zrobili. Krzywię się, bo palce bolą i pieką. Nie potrafię powstrzymać łez. Opieram się o szafkę i cicho płaczę, po czym wycieram twarz i idę na lekcję — lekcję, którą mam razem z Poppy i jej koleżankami.

Ms Olive uśmiecha się do mnie, kiedy wchodzę, po czym marszczy brwi, gdy widzi mój podarty podręcznik i krwawiące palce.

— Milicent — szepcze, a w jej oczach narasta wściekłość.

— Dzień dobry, Ms Olive. — Idę na swoje miejsce, które jest z przodu klasy.

Zajmuje jej chwilę, zanim zacznie lekcję. Jest wściekła, ale ja nie chcę żadnych kłopotów. Ukaranie Poppy tylko sprawi, że będzie mnie gnębić jeszcze bardziej. Rodzice Poppy ufundowali w zeszłym miesiącu boisko dla cheerleaderek, a ojciec jej chłopaka kupił nowy sprzęt dla drużyny futbolowej. Są szkolną elitą. W końcu znudzi się mną i przerzuci się na kogoś innego.

— Pracujemy nad „Wielkim Gatsbym”. Mam nadzieję, że wszyscy jesteśmy gotowi do prezentacji — zaczyna, a potem uśmiecha się do mnie. — Chciałabyś zacząć, a Kai dokończy?

Kai Collins jest moim przyjacielem i drugim najbystrzejszym uczniem w szkole. Ja jestem pierwsza.

Szczerzy się.

— A może ja zacznę, a Milly dokończy?

— Milly? — Ms Olive też się uśmiecha, a ja przytakuję.

Wciąż jestem roztrzęsiona po tym, co wydarzyło się dziś rano. Mam nadzieję, że nie będę musiała iść do szkolnej pielęgniarki z palcami.

Lekcja mija szybko. Ms Olive zadaje pytania, a moja ręka unosi się automatycznie — i Kaia też. Nikt inny nawet nie drgnie, na pewno nie Poppy. Jest zbyt zajęta przewijaniem telefonu pod ławką.

Na szczęście nie ma ich na następnej lekcji ani na kolejnej. Skupiam się na algebrze i chemii. Niestety, mają kolejną, czyli historię Stanów Zjednoczonych. Staram się jak mogę ich ignorować, ignorować to, jak szturchają moje krzesło, ich okrutne słowa i komentowanie mojego ciała.

— Słyszałem, co się stało. Powinienem był tam być — marszczy brwi Kai, gdy wychodzimy z klasy.

Wzruszam ramionami, bawiąc się zranionym palcem.

— Nie chcę o tym rozmawiać. Zwolnili mnie z pracy i teraz muszę jak najszybciej znaleźć nową.

W jego oczach coś miga i waha się.

— Jest coś.

— Ile? — pytam rozpaczliwie.

Uśmiecha się lekko.

— Nawet nie zapytałaś, co to.

— Kai, jeśli płacą legalnie, to jestem zainteresowana.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział