Reckless Renegades: Historia Vipera i Pixie

Pobierz <Reckless Renegades: Historia V...> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 1

Viper

Budzę się, bo słońce świeci mi prosto w twarz. Musiałem wczoraj zapomnieć zasunąć zasłony. Kurwa, łeb mi łupie, jakby ktoś miał zaraz zacząć wiercić mi w czaszce młotem pneumatycznym. Nigdy się tak nie upijam. Rozglądam się i niczego w tym pokoju nie rozpoznaję. Gdzie ja, do cholery, jestem? Próbuję wrócić myślami do wczorajszego wieczoru, ale nie mam jasnego obrazu. Pamiętam, że siedziałem z Casperem po tym, jak wrócił z roboty.

Przyjechałem go odwiedzić, bo potrzebowałem przerwy od mojego klubu. Choćby na jeden dzień nie chciałem martwić się obowiązkami. Nie chciałem myśleć o braciach. I naprawdę nie chciałem myśleć o ani oglądać tych wszystkich kochających się par. Nie zrozum mnie źle — kocham mój klub i moją rodzinę i cieszę się ich szczęściem. Ale ja nie mam nikogo. Kiedyś mi to nie przeszkadzało. Byłem zadowolony z tego, jak żyłem. Mogłem mieć tyle cip, ile tylko chciałem, od klubowych dziwek. Nie musiałem się nikomu tłumaczyć. Mam świetny klub, a nasze interesy przynosiły tony kasy. Mam dobrą rodzinę — tę z krwi i tę nie z krwi. Uwielbiam moją siostrę oraz siostrzenice i siostrzeńców. Kocham wszystkie dzieciaki, nieważne, czy są ze mną spokrewnione, czy nie. Wszystkie mówią do mnie „wujku” i to jest tytuł, z którego jestem dumny bardziej niż z bycia prezydentem klubu. Moje życie jest dobre.

Ale zaczęło się zmieniać, przynajmniej po trochu, kiedy patrzyłem, jak moi bracia jeden po drugim się ustatkowują, biorą sobie ol’e ladies i zakładają rodziny. Zacząłem chcieć czegoś więcej niż tylko łatwej cipki i mojego klubu. Kiedy Mergigold się ożenił, zacząłem myśleć, że może kiedyś też bym chciał się ustatkować. Ale miałem mnóstwo czasu, wciąż byłem młody. Potem pobrali się Lilly i Tank. I to uczucie, że powinienem się ustatkować, zrobiło się jeszcze silniejsze. Chodziłem po barach i kilku innych miejscach, ale nikt nie wpadł mi w oko. Ale wciąż miałem czas.

Kiedy prowadziłem ślub Bricka, Speeda i Gretchen, to uczucie się nasiliło. A jeszcze bardziej, gdy pomagałem przy ceremonii Luga i Ailee. Ale to, co przelało czarę, wydarzyło się krótko po imprezie urodzinowej Iana, kiedy Ratchet ogłosił, że on i Matt się zaręczyli. Nie mogłem nie poczuć zazdrości. Jestem ostatni z mojej ekipy. Prawie czterdzieści lat na karku i wciąż nie spotkałem tej jedynej. Mojej ol’e lady, żony i matki moich dzieci. Mój prospect ustatkowuje się przede mną. Nie zrozum mnie źle — cieszę się jego szczęściem. Speed i Ratchet przeszli długą drogę, odkąd tu przyjechali. A Ratchet to cholernie dobry prospect. Nie mam wątpliwości, że wkrótce dostanie od nas naszywkę.

Ale musiałem uciec od tych szczęśliwych par. Choćby na dzień czy dwa. Więc pojechałem do klubu Caspera, licząc, że zmiana otoczenia pomoże. Casper, Ice, Rocket i Ref byli akurat na małej robocie jako ochrona, ale Casper powiedział, żebym i tak wpadł do klubu. Pamiętam, że wypiliśmy kilka piw, pogadaliśmy o pierdołach, a potem poszliśmy do lokalnego baru. Słyszę szuranie po drugiej stronie łóżka. Odwracam głowę i widzę drobne, krągłe ciało, które przewraca się na bok. Nagle wraca do mnie przebłysk jej obrazu z baru. Coś świętowała i świetnie się bawiła. Wyróżniała się — i w mojej głowie, i w całym barze. Po pierwsze była niższa od Mergigold, miała jakieś metr pięćdziesiąt pięć. Jasnobrązowe, kręcone włosy spływały jej aż do pasa. A to, co je wyróżniało, to niebieskie i fioletowe pasemka. I, cholera, pamiętam jej krągłości. Cycki, które idealnie zmieściłyby mi się w dłoniach — miseczka C albo większa.

A jej biodra były idealne, żeby się ich trzymać. A jej skóra… cholera, była piękna. Idealny odcień karmelu. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy, przyznam, poczułem się jak zboczeniec, bo wyglądała tak młodo. Może jak nastolatka. Byłem pewien, że ochroniarze wyrzucą ją, kiedy tylko wejdzie. Stanęła na środku sali, uniosła w górę puchar i wrzasnęła: „Pierwsze miejsce, suki”. Pomyślałem, że to dziwna rzecz do powiedzenia, dopóki cały bar nie zawył z radości.

Podeszła do baru, odstawiła puchar i pochyliła się, żeby przytulić barmankę. „Gratulacje, mała. Wiedziałam, że dasz radę. To co, będzie dziś wieczorem?” Zamówiła drinka, a ja mogłem tylko się w nią gapić. Musiała być najpiękniejszą kobietą, jaką w życiu widziałem. Wiem, że rozmawialiśmy przez większość nocy. Była też mądra i zabawna. Ale potem wszystko się rozmywa. Zerkam w bok i widzę niebieskie i fioletowe pasma, więc musiałem ją poderwać. Muszę się stąd wynosić. Muszę wrócić do domu. Najciszej, jak potrafię, wysuwam się z łóżka i rozglądam za ubraniami. Są porozrzucane po całym pokoju razem z papierkami po prezerwatywach, butelkami po piwie i pustą butelką tequili. Cholera, nic dziwnego, że mam urwany film. Tequila zawsze mnie rozwala, dlatego normalnie tego gówna nie piję.

Wciągam bokserki, dżinsy i koszulkę. Znajduję buty i kutte i po drodze do wyjścia chwytam je w rękę. Przy drzwiach odwracam się i zerkam przez ramię. Widzę ją leżącą w łóżku, z twarzą zwróconą w moją stronę. Kurwa, jest tak samo piękna, jak ją zapamiętałem z nocy, kiedy ją poznałem. Z jakiegoś powodu robi mi się głupio, że ją zostawiam. Jakbym powinien jej powiedzieć, że wychodzę. Kręcę głową. To musiała być przygoda na jedną noc, prawda? Nigdy nie robię nic więcej. To czemu czuję się jak gówno, kiedy zamykam za sobą drzwi?

Potrząsam głową, żeby ją oczyścić. Potrzebuję kawy i przejażdżki do domu, żeby dojść do siebie. Czuję, jakbym musiał sobie przypomnieć, co wydarzyło się wczoraj. Coś ściska mnie w żołądku. Wychodzę z hotelu i widzę swój motocykl stojący z przodu. Czyli tu przyjechałem. To dobrze. Opierając się o motocykl, naciągam skarpety i zakładam buty. Kluczyki i portfel znalazłem w kutte, więc też dobrze. Wsiadam i odpalam. Wyjeżdżając, wypatruję kawiarni. Potrzebuję kofeiny, żeby pozbyć się tego bólu głowy i, mam nadzieję, poukładać myśli.

Na skraju miasta znajduję małą kawiarnię i zjeżdżam na pobocze. Wchodzę, zamawiam największy kubek czarnej kawy, jaki mają, i siadam na zewnątrz. Znajduję mały stolik i zajmuję miejsce. Popijam kawę i próbuję oczyścić głowę. Wracają strzępy wspomnień. Pamiętam zapach tej dziewczyny. Nie był przesadnie perfumowany jak u tych dziwek w klubie. Miał lekki aromat malin. Jej skóra była miękka pod moimi dłońmi. Pamiętam, jak przesuwałem rękami po każdym centymetrze jej ciała, czując, jaka jest gładka, ale mimo krągłości było widać, że ćwiczy.

Wystukuję palcami rytm na blacie, kiedy słyszę brzęk o szkło. Spuszczam wzrok i widzę srebrny pierścionek na palcu serdecznym lewej dłoni. Co jest, kurwa? Podnoszę rękę, przyglądając mu się. Skąd to się, do diabła, wzięło? Nie ma mowy, żebym się ożenił i tego nie pamiętał. Czyżby? Ale jak wytłumaczyć ten pierścionek? Wiem, że nie miałem go, zanim wyszedłem z klubu Caspera. Cały ten weekend to jedna wielka mgła. Nie mogę tu dłużej siedzieć i próbować to rozgryźć. Dopijam kawę i wskakuję z powrotem na motocykl. Może odpowiedzi przyjdą same. Kiedy wrócę do domu, na pewno będę miał jaśniejszą głowę i dostanę swoje odpowiedzi.

Następny rozdział