Przejechane przez Czas

Pobierz <Przejechane przez Czas> za darmo!

POBIERZ

CH4

Co?

Dr. Patel obserwowała mnie uważnie, jej oczy były łagodne.

"Pozwól, że zrobię wstępne badanie, a potem wyjaśnię, co się stało, dobrze? Możesz kiwnąć głową na tak?"

Kiwnęłam głową, drżąco.

Pochyliła się nade mną. Nie wiem dokładnie, czego szukała, ale wydawała się pełna nadziei. Mój żołądek skręcał się ze strachu.

Próbowałam zapytać, ale powstrzymałam się, frustracja kipiała we mnie.

Skinęła głową i wypuściła głęboki oddech.

"Zacznijmy od łatwiejszej części. Twoja mowa jest upośledzona," powiedziała, nie bez życzliwości. "To z powodu urazu mózgu, który odniosłaś. Jest trochę obrzęku; monitorujemy to, ale jest nadzieja, że odzyskasz mowę. Dobrze?"

Tylko nadzieja? Jak miałam żyć, gdy nikt nie będzie mnie rozumiał?

"Mieliśmy najlepszych chirurgów na dyżurze dla ciebie. Straciłaś dużo krwi, ale żyjesz, i to jest najważniejsze."

Moje oczy zaszły łzami. Strach osiadł w moim wnętrzu. Dlaczego to mówiła?

Dr. Patel zawahała się, zanim jej usta wykrzywiły się w mały uśmiech.

"Z tego, jak się zachowywali, mogę powiedzieć, że twoi rodzice będą naciskać. Już teraz widzę, że są trudni." Ironiczne, znające spojrzenie. "Sportowiec do sportowca - czasem lepiej udawać kontuzję, żeby dali ci spokój."

Mrugnęłam na nią, zdezorientowana. Chciałam zapytać, jakim sportem się zajmowała, zanim została lekarzem, ale fakt, że może mnie rozumie na tym poziomie, sprawił, że się zrelaksowałam i słuchałam.

"Dla ciebie... Przez jakiś czas to nie będzie udawanie... Mimo naszych najlepszych starań, uszkodzenie więzadeł i mózgu oznacza, że masz tylko niewielką szansę na ponowne profesjonalne łyżwiarstwo."

Wszystko we mnie zawaliło się do środka. Odwróciłam się od niej. Słowa plątały się i wysypywały z moich ust.

"A powód, dla którego chciałam ci to powiedzieć na osobności, jest taki, że oni nie wydawali się chętni ani zdolni do tego, by nawet rozważyć, że możesz potrzebować chwili na przetworzenie tego," powiedziała. "Będziemy cię tu trzymać przez dłuższy czas, żeby monitorować twój stan, ale zamierzam cię skierować na fizjoterapię."

Pokręciłam głową. Ledwo rejestrując, co mówiła. Ból był jedną rzeczą. Przenikał mnie, ale gniew, zdrada były o wiele bardziej bolesne.

Po raz pierwszy, odkąd pamiętam, płakałam. Ciche, szarpiące szlochy, które wstrząsały całym moim ciałem. Dr. Patel przytuliła mnie, pocierając moje plecy i wciąż mówiąc do mnie niskim, kojącym szeptem. Nie wiedziałam, co innego zrobić, tylko trzymać się jej.

"Masz ogromne szczęście, że żyjesz," powiedziała. "Mój dziadek powiedział mi... po moim urazie, że nie każdy objazd prowadzi cię na drogę, którą myślałaś, że będziesz. Czasem prowadzi cię do lepszej. Nienawidziłam tej rady, dopóki nie zdałam egzaminów medycznych, więc pozwól, że dam ci radę, którą chciałabym dostać, gdy patrzę na moje stare trofea."

Mój wzrok powędrował w stronę stolika nocnego, gdzie leżały moje złote medale, błyszcząc szyderczo pod szpitalnym światłem. To miało być pierwsze z wielu. Kamień milowy do olimpijskiego złota.

"Daj sobie szansę na żałobę, pozwól sobie na nadzieję, na rozpacz i wszystko pomiędzy... Możesz znaleźć inną ścieżkę przez las. Lepszą."

Pociągnęłam nosem, czując, jak moja energia zaczyna zanikać. Ale ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam, zanim znów zasnęłam, był błysk tego medalu, drwiący ze mnie. Ostatnią rzeczą, jaką poczułam, była złość.

Jej rada... była chłodniejsza i bardziej złośliwa niż wiadomość.

Nie mogłam nawet mówić... jak miałam zrobić cokolwiek poza rozpaczą? Wszystkie moje marzenia o byciu olimpijką zostały zniszczone przez Reese'a, przypadkiem lub celowo.

A pomyśleć, że myślałam, że go kocham.

Nie mam pojęcia, co się stało potem. Mogły minąć godziny, dni, sekundy, a ja bym tego nie zauważyła. Czułam, jak ludzie przychodzą i odchodzą, ale nie miałam pojęcia, kiedy ani dlaczego. Nie obchodziło mnie to. Po prostu... leżałam tam, wpatrując się w moje medale. Cichy szum szpitalnego pokoju był zimnym kocem pomiędzy mną a światem. Czułam, jak moi rodzice wchodzą i wychodzą. Widziałam ich, ale mogli być snem. Bóle nasilały się i łagodniały wraz z kroplówką morfiny, a ja po prostu...

Czułam się pusta.

Część mnie miała nadzieję, pragnęła, próbowała stłumić to przytłaczające uczucie straty i zdrady, ale słowa mojej matki krążyły w moich myślach jak żmije. Jedyne, o czym mogłam myśleć, to że rodzice Reese'a płacili za każdą kroplę morfiny i każde badanie. Moje ciało było zbyt ciężkie, by się ruszyć. Nie widziałam powodu, by się ruszać.

Obudziłam się, wynurzając się powoli, unosząc się i opadając w ciągłym stanie bólu, podczas gdy moje ciało próbowało się zregenerować. Pierwszą rzeczą, jaką zauważyłam, było to, że prześcieradła były chłodniejsze niż zwykle. Sterylne powietrze pokoju było równie duszące, ale słyszałam kroki zbliżające się do mojego pokoju. Drzwi się otworzyły i zamknęły. Ruch zbliżał się. Może osoba myślała, że śpię. Z pewnością czułam się jak w półśnie.

Kimkolwiek była ta osoba, nie odwróciłam się, by spojrzeć. Nie musiałam; ludzie, którzy wchodzili do mojego pokoju, zwykle robili, co musieli, i wychodzili.

Ale nie spodziewałam się dzisiaj znajomego, ciepłego głosu, ani znajomego jaskrawego wzoru hawajskiej koszuli, która nigdy nie miała dla mnie sensu, ale zawsze wywoływała uśmiech na mojej twarzy.

Spojrzałam w górę. Oczy piekły, usta wygięły się w uśmiech, zanim zdążyłam to powstrzymać. Jego oczy rozbłysły radością i niemożliwe było zaprzeczyć, jak bardzo ścisnęło mi się serce, gdy nasze spojrzenia się spotkały.

Nie było litości. Nie było rozczarowania. Nie było oczekiwań, tylko... radość i ciepło, jak zawsze.

Poczucie winy, gdy widziałam go tak szczęśliwego, to, jak mnie przytłaczało i podnosiło na duchu, że wydawał się tak... niewzruszony, było prawie nie do zniesienia. Nie mogłam mówić. Słyszałam drżący oddech, który wchodził i wychodził z moich płuc, czułam to i łzy, które groziły wypłynięciem na moją twarz.

Jednak jego uśmiech nie zgasł.

"No proszę, kto się obudził!"

Poprzedni rozdział
Następny rozdział