Prezeska i jej fałszywy mąż

Pobierz <Prezeska i jej fałszywy mąż> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 5 ROZDZIAŁ PIĄTY: COKOLWIEK KUPISZ

AIDEN

— Chyba zostawimy was we dwoje, żebyście mogli porozmawiać — powiedziała w końcu Sera, wstając i pociągając za sobą męża. Spojrzeli na siebie; niewypowiedziane słowa były aż nazbyt czytelne, gdy wyprowadzali się z pokoju, trzymając się blisko.

Rzuciła mi spojrzenie, które, co dziwne, potrafiłem rozszyfrować. „Nie schrzan tego”. Nie potrzebowałem jej przypomnienia, żeby wiedzieć, że mam tylko jedną szansę.

Wypuściłem ciche westchnienie ulgi. Dobrze, że uprzedziłem rodziców Zary o swoich planach; odegrali to znakomicie.

Tamtej nocy wzięła mnie za barmana, a ja jej na to pozwoliłem. Nie sądziłem, że sprawy wymkną się spod kontroli i doprowadzą do tego, co jest teraz, ale podobało mi się dokładnie to miejsce, w którym się znalazłem.

Odchrząknąłem i poprawiłem się na krześle, które mi zaoferowali. Byłem tu z Zarą, a ona nie miała pojęcia, kim jestem. Gdyby wiedziała, zareagowałaby inaczej.

Chciałem, żeby zakochała się w mężczyźnie, którym postanowiłem być, a nie w tym, za kogo uznał mnie świat.

— Kupię ci garnitur na ślub. — Jej nagłe oświadczenie przecięło ciszę.

Przełknąłem ślinę i pokręciłem głową. Stać mnie było na garnitury, ale to tylko zdemaskowałoby mnie, zanim zdążyłbym pokazać jej prawdziwego siebie.

— Nie trzeba.

— Ja tylko… chciałam, żeby zdjęcia dobrze wyglądały — powiedziała, unikając mojego wzroku.

Udałem, że się zastanawiam; nie zaszkodzi zobaczyć, jak próbuje bawić się w przebieranki dla barmana, którego, jak sądziła, ratuje przed biedą. Pogładziłem brodę, jakbym rozważał jej propozycję.

— Możesz mi kupić garnitur.

— Świetnie, podjadę po ciebie jutro.

— Jutro?

— Ślub jest już za dwa dni, więc musimy zacząć planowanie. Im wcześniej kupimy garnitur, tym lepiej. — W tych słowach brzmiała ostateczność.

— Och, mogę po prostu spotkać się z tobą na miejscu; wyślij mi adres sklepu — powiedziałem. Zmrużyła oczy.

— Mieszkasz daleko? To znaczy, nie mam nic przeciwko, żeby po ciebie podjechać. — W jej spojrzeniu było więcej, niż wypowiedziała na głos. — Nawet jeśli to kłopotliwe — dodała.

Skinąłem głową z uśmiechem i przechyliłem lekko głowę. Chciałem kupić jej prezent na ślub, ale nie byłem pewien, jak to zamaskować. Gdyby był zbyt tani, najpewniej nigdy nie uznałaby go za prawdziwy prezent, a gdyby był zbyt drogi, zasiałby w jej głowie ziarna wątpliwości.

— Jest mnóstwo rzeczy, które musimy omówić, zaczynając od…

— Czemu nie chcesz poślubić Aidena? — przerwałem jej nagle. Wszystko inne było rozpraszaczem. Chciałem wiedzieć, co kryje się za nienawiścią, którą do mnie czuła. — Dlaczego? — powtórzyłem, jakby nie usłyszała za pierwszym razem.

— Musisz to wiedzieć?

— Jestem ciekaw… — odparłem.

— Ciekawość wpędza ludzi w kłopoty — uśmiechnęła się z przekąsem.

— A ja byłem już w gorszych sytuacjach z prawdą. Nie wyglądała na choćby w połowie tak przekonaną, jak potrzebowałem.

— Zara, ryzykuję tu wszystkim; minimum, co możesz zrobić, to powiedzieć mi, dlaczego odrzucasz Aidena.

— Skoro musisz wiedzieć… — wypuściła zirytowane westchnienie i przewróciła oczami. — Uważa, że ja i moja rodzina jesteśmy pijawkami.

— Naprawdę? — słowa wypadły mi z ust odrobinę za szybko i sprawiło to, że uniosła brwi podejrzliwie. Delikatnie pociągnąłem za klapę marynarki, a materiał przesunął mi się po palcach. — To znaczy… jestem oburzony, że mężczyzna mógł powiedzieć coś takiego.

— No jasne. — Wyraźnie cieszyło ją, że jestem po jej stronie, a to znaczyło, że mój nagły wybuch jeszcze mnie nie zdradził.

— Wiem, że jesteś bogaty i możesz mieć, co chcesz, ale to nie daje ci prawa patrzeć na innych z góry.

— To prawda — powiedziałem, kiwając głową.

To było z jej strony zwykłe nieporozumienie. Nigdy nie powiedziałbym czegoś takiego o kimkolwiek — a już na pewno o niej. Chciałem tylko zyskać jej przychylność. Musiałem się dowiedzieć, z kim mnie pomyliła.

— Wyszłabym za niego bez walki, ale nie po tym, jak się dowiedziałam, że nigdy nie zobaczy we mnie człowieka… — potrząsnęła głową; to była jej decyzja i miała do niej prawo. Gdybym usłyszał, że ktoś mówi o mnie w ten sposób, też bym się wściekł.

— Skoro już to wyjaśniliśmy, możemy wrócić do planów?

— Tak, oczywiście. — Skinąłem głową, a ona się uśmiechnęła, wyraźnie usatysfakcjonowana.

— Świetnie, więc mówiłam o gościach na ślubie. Masz jakąś rodzinę albo przyjaciół, których chciałbyś zaprosić?

— Nie — skłamałem. Moja rodzina nie mogła się dowiedzieć, że to robię, bez ich zgody. — Ale może znajdę kogoś, kto wystąpi jako świadek.

— Dobrze — przytaknęła, robiąc w myślach notatkę.

— Chciałbym ci coś kupić. — Słowa wyrwały mi się, zanim zdołałem je powstrzymać. Popatrzyła na mnie przez chwilę, po czym podniosła się z krzesła.

— Och, nie trzeba.

— Nic drogiego, tylko coś na ślub.

— No dobrze. Cokolwiek kupisz, założę — oznajmiła. Jeszcze o tym nie wiedziała, ale wybrała niewłaściwego obcego.

Poczułem, jak uderza we mnie fala gorąca. Nienawidziła Aidena Knighta — nazwiska, władzy, pieniędzy — a już uśmiechała się do Michaela Blacka, biednego barmana, i ufała mu bezgranicznie. To było idealne. To było niebezpieczne.

— I będziesz moja — mruknąłem, patrząc, jak jej twarz oblewa rumieniec.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział