Prezeska i jej fałszywy mąż

Pobierz <Prezeska i jej fałszywy mąż> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 3 ROZDZIAŁ TRZECI: NOWY PŁOMIEŃ

ZARA

Otworzyłam powieki i zobaczyłam barmana leżącego na boku, odwróconego do mnie plecami, z kocem zsuniętym nisko na biodra. Pulsujący ból między udami był aż nadto wymownym dowodem tego, co wydarzyło się zeszłej nocy.

Poruszył się na łóżku i łagodnie odwrócił w moją stronę, z półprzymkniętymi oczami i szerokim uśmiechem na ustach. Miałam ochotę nachylić się i go pocałować, ale umowa była prosta: jedna noc.

— Dzień dobry, księżniczko — mruknął. Słyszałam, jak dziewczyny rozpływają się nad tym, jakie seksowne jest „poranne brzmienie głosu”, ale nigdy tego nie doświadczyłam… aż do teraz. Żołądek mi się ścisnął, a tętno skoczyło.

Odchrząknęłam i podciągnęłam się do siadu.

— Nie jestem twoją księżniczką.

— Wczoraj w nocy jakoś nie słyszałem, żebyś narzekała — odparł, a to tylko pogorszyło sprawę dziesięciokrotnie. Oczywiście, że nie narzekałam, skoro zrobił wszystko jak trzeba. — Muszę ci coś powiedzieć.

Jego ton zmienił się z figlarnego, sprośnego na poważniejszy, taki „musimy porozmawiać”.

— Tylko mi tu nie wyznawaj miłości — warknęłam.

Wypuścił cichy śmiech, jakby przyłapano go na gorącym uczynku, i zapadła cisza. Czekałam, aż coś powie, ale nic nie nadchodziło.

Odchrząknęłam jeszcze raz, próbując pozbyć się drapania w gardle; otworzyłam usta, niepewna, co właściwie zamierzam powiedzieć, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Zauważyłam go na szorstkiej podłodze, leżał ekranem do dołu, pewnie rzucony tam, gdy zeszłej nocy zataczając się dotarliśmy do łóżka.

— Pani Crawford — odezwała się po drugiej stronie moja asystentka, Zoey, wyraźnie zdenerwowana. — W końcu pani odebrała — wypuściła z ulgą powietrze.

— Co?

— Dzwoniłam do pani.

Odwróciłam się, bo poczułam na plecach czyjś wzrok — lodowoniebieskie oczy wpatrywały się we mnie bezwstydnie, sprawiając, że miałam ochotę wskoczyć z powrotem do łóżka. Przestąpiłam z nogi na nogę, udając, że sposób, w jaki na mnie patrzy, nie ma znaczenia.

— Jest jakiś powód, dla którego musisz dzwonić do mnie tak wcześnie w środę?

— To nie jest byle jaka środa — zauważyła, a ja miałam ochotę, żeby przestała owijać w bawełnę i wreszcie powiedziała, po co dzwoni. — Dzisiaj jest pani przyjęcie zaręczynowe — oznajmiła, a z moich ust wyrwał się krótki, niedowierzający chichot.

— Moje co?

— Pani przyjęcie zaręczynowe z Aidenem Knightem.

— Tak, już powiedziałam rodzicom, że ja nie… — Urwałam. Powiedziałam im, ale wiedziałam, że to niczego nie zmienia. Przyspieszenie przyjęcia zaręczynowego, bo wiedzieli, że znajdę sposób, żeby to zepsuć, było mądrym posunięciem.

— Musi pani szybko wrócić, więc…

— Pytasz mnie, czy mam się poddać? — warknęłam, podnosząc głos. Zerknęłam na mężczyznę, który wciąż patrzył na mnie, jakbym była nagrodą. Wzruszył ramionami, kiedy nasze spojrzenia się spotkały.

— J-ja… ja… n-nie, proszę pani — wyjąkała. — Ale mogę stracić pracę, jeśli nie zrobię tego, o co poprosiła mnie Lady Crawford — dokończyła.

Oczywiście musiała słuchać tej, która wypisywała jej czeki. Westchnęłam i opadłam na kanapę; przeczesałam palcami już splątane włosy.

— To przyjęcie dziś się nie odbędzie — oznajmiłam, choć nie miałam w głowie ani jednego planu. Wydałam z siebie dziwny dźwięk gdzieś z tyłu gardła i skinęłam głową. — Dopilnuję tego.

— Co mam zrobić? — zapytała.

— Dam ci znać — odparłam. W moim głosie brzmiała pewność, jakbym już coś wymyśliła. Wydała z siebie zraniony odgłos, po czym w słuchawce rozległ się sygnał zakończenia połączenia.

Pośpiesznie przemknęłam przez pokój, zbierając ubrania porozrzucane po podłodze. Musiałam się stąd wynieść i spróbować rozwiązać to w taki czy inny sposób.

— Jakieś kłopoty, księżniczko?

— Żadne, z którymi mógłbyś mi pomóc — wymamrotałam, wsuwając na siebie sukienkę.

— Jesteś pewna? Jestem utalentowany na wiele innych sposobów.

Słyszałam ukrytą dwuznaczność w jego głosie, ale postanowiłam ją zignorować.

– Moi rodzice chcą, żebym poślubiła Aidena Knighta, ale nie ma mowy, żebym wyszła za tego palanta, więc dopilnuję, żeby znaleźć z tego wyjście.

– Aiden Knight to palant? – próbował zabrzmieć neutralnie, ale w jego swobodnym tonie wychwyciłam nutę zainteresowania.

– Och, i to jaki. – Pokręciłam głową z głębokim westchnieniem. – To zdecydowanie nie jest tu problem. Muszę… – urwałam, a słowa ugrzęzły mi w gardle.

W mojej głowie zaczynał się formować kolejny pomysł. Gdybym pojawiła się z własnym narzeczonym, może nie zatrzymałoby to całego procesu, ale na pewno by go spowolniło, a wtedy później mogłabym znaleźć sposób, żeby się z tego wyplątać.

– Miałam ci zapłacić, ale co powiesz na to, żeby zarobić parę milionów?

– Co?

– Mam dla ciebie propozycję. – Na moich ustach rozciągnął się chytry uśmiech, kiedy wszystko wskoczyło na swoje miejsce. – Taką, po której zostaniesz z kupą pieniędzy; musiałbyś rzucić pracę barmana.

Potrzebowałam tarczy, nie męża – kogoś niezwiązanego z moją rodziną ani z moją przeszłością.

– Słucham – powiedział, a ja wiedziałam, że go złapałam. Oczywiście facet taki jak on poradziłby sobie z pieniędzmi, a ja miałam ich dość, by móc je wydać.

– Zapłacę ci dziesięć milionów, żebyś został moim mężem.

– Żeby zostać twoim mężem? – powtórzył, a ja skinęłam głową. – Zara…

Moje imię zsunęło się z jego ust naturalnie i swobodnie, jakby znał je od zawsze; problem polegał na tym, że nigdy wcześniej mu go nie powiedziałam. Przełknęłam ślinę i utrzymałam jego spojrzenie. Coś tu się nie zgadzało.

– Znam cię – dodał. Nie powinnam być szczególnie zaskoczona; w końcu blogi nazywały mnie rozpieszczoną księżniczką-dziedziczką, a kłopoty ciągnęły się za mną. – W końcu jesteś Zarą Crawford.

– Więc co powiesz? Zostaniesz moim mężem? – zapytałam, ignorując to, jak dobrze wszystko się układało i jak bardzo powinno mnie to niepokoić.

– Możesz mi wyjaśnić, jak to ma działać? – podciągnął się z pozycji, w której był, do siadu, nie odrywając ode mnie wzroku.

– Podpisujemy umowę; jedziesz ze mną jako mój narzeczony, żeby moi rodzice dali mi spokój, żebym nie musiała poślubić Aidena, a ty… – wskazałam na niego, uświadamiając sobie, że nie mam pojęcia, jak ma na imię.

– Michael – powiedział po prostu, a kiedy uniosłam brew, dokończył: – Michael Black.

– Ty, Michael Black, będziesz moim narzeczonym, żeby moi rodzice dali mi spokój przez najbliższe dwa lata.

Potem byłam pewna, że wymyślę coś innego. Mrugnął, jakby nie mógł uwierzyć, że proszę o coś tak absurdalnego.

Nie wiedziałam, dokąd zaprowadzi mnie ten plan, ale był lepszy niż poddanie się.

– Więc co powiesz? – zapytałam, zmuszając się do równego tonu.

– A co z seksem? – zapytał tak bezczelnie. Policzkami uderzyło mi gorąco, jakbym nie błagała go wczoraj w nocy, żeby ze mną spał. – Będziemy…?

– W żadnym wypadku. To czysto biznesowa relacja i musimy ją taką utrzymać. – Ucięłam mu.

– Seks komplikuje sprawy; chcę kontroli, nie chaosu.

Wyjaśniłam. To nie tak, że nie chciałam seksu tak jak on, ale wiedziałam, co się dzieje, kiedy pozwalamy, by coś nas rozpraszało.

– Ale oboje mamy potrzeby. – Przysunął się bliżej; wierzchem palców przesunął po moim nagim ramieniu, patrząc na mnie z niebezpiecznym wyrazem twarzy.

– I wiemy, że oboje potrafimy je zaspokoić – dodał.

Odchrząknęłam i wstałam; jego dłoń opadła na łóżko. – W takim razie powiedziałabym: tylko wtedy, kiedy oboje będziemy mieć potrzeby.

Wiedziałam, że nie powinnam była tego proponować, ale w interesach chodzi o dawanie i branie. W końcu wstał z łóżka, wciąż nagi i kuszący.

– Powiedziałbym, że mamy układ. – Wyciągnął do mnie rękę, a ja przełknęłam ślinę, zanim ją ujęłam.

– Układ.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział