Prezeska i jej fałszywy mąż

Pobierz <Prezeska i jej fałszywy mąż> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 1 ROZDZIAŁ PIERWSZY: PROBLEMY KSIĘŻNICZKI

– Kolejna randka w ciemno?

– Nie kolejna randka w ciemno; Aiden byłby twoim mężem. – Damian, mój ojciec, oznajmił, gdy łyżka wypadła mu z dłoni i stuknęła o talerz przed nim.

Aiden Knight – człowiek, którego samo imię sprawiało, że krew we mnie się gotowała.

– Moim mężem? – zapytałam, przenosząc wzrok z mamy na ojca. – Chyba żartujecie.

– Nie żartujemy, kochanie – powiedziała cicho moja mama, Sera. Poruszyła się pod żyrandolem, a światło uchwyciło równe, truskawkowo-blond fale jej włosów.

Doskonale wiedziałam, że mówią poważnie. Musieli wybrać dla mnie Aidena, i wiedziałam dlaczego. Nasze rodziny były dwoma filarami elity tego miasta, a taki związek byłby czymś więcej niż małżeństwem. Byłby fuzją.

Tyle że oni nie wiedzieli tego, co wiedziałam ja. Tego, o czym szeptało całe towarzystwo. Nie mogłam za niego wyjść – za kogokolwiek, byle nie za niego. Wyrwało mi się głośne westchnienie, po którym nastąpił cichy, krótki śmiech.

Moi rodzice wymienili spojrzenia.

– Zara, kochanie, pewnego dnia zostaniesz właścicielką firmy i ty…

– Muszę wyjść za mąż, żeby to się stało – dokończyłam za ojca. Za każdym razem, gdy wysyłali mnie na randkę w ciemno, a ja ją psułam, powtarzali to samo. Przyszłość firmy spoczywała na moich barkach.

– Nie mam nic przeciwko małżeństwu, ale nie z Aidenem. – Kostki bolały mnie od tego, jak mocno ściskałam nóżkę kieliszka. – Nigdy!

Ojciec odchrząknął, a na jego ustach pojawiła się zmarszczka niezadowolenia, kiedy mama poruszyła się na krześle.

– Aiden to dobry wybór dla ciebie – zauważyła Sera.

– Dobry wybór? A kto decyduje, kto jest dobrym wyborem? – Mój głos groził drżeniem, ale zdołałam go opanować, nie odrywając od nich wzroku.

– My; jesteśmy twoimi rodzicami. – Ton Damiana nie pozostawiał miejsca na dyskusję. Miałam wrażenie, że ściany zaczynają się do mnie zbliżać. Podjęli tę decyzję i była ostateczna. Nie miałam nic do powiedzenia, prawda?

– Odmawiam poślubienia kogokolwiek, kogo wcześniej nie poznam; powtarzam to od dawna – oznajmiłam.

To była moja taktyka, żeby odwlekać ślub. Wiedziałam, że w moim świecie małżeństwo z miłości nie wchodzi w grę, ale przynajmniej chciałam poślubić mężczyznę, którego sama wybiorę, a nie zostać wymieniona jak towar, by powiększyć firmę.

– I dlatego pozwalaliśmy ci do tej pory chodzić na randki w ciemno…

– Randki w ciemno, które sami organizowaliście – przerwałam ojcu.

– Udało ci się sabotować każdą z nich – dodała Sera. – Chcesz powiedzieć, że żaden z tych mężczyzn nie był dla ciebie wystarczająco dobry?

– Mówię, że nie jestem gotowa na ślub; mam dopiero dwadzieścia trzy lata. – Wzruszyłam ramionami, podniosłam kieliszek wina i zakręciłam delikatnie jego zawartością.

– Miałam dwadzieścia trzy lata, kiedy wyszłam za twojego ojca.

– I to było twoje życie. – Pozwoliłam, by uśmiech jeszcze przez chwilę utrzymał się na moich ustach, po czym zgasł. – To jest moje życie i nie macie prawa próbować mnie kontrolować.

– To małżeństwo z Aidenem Knightem byłoby strategiczną współpracą; dałoby ci wsparcie, którego potrzebujesz, kiedy w końcu mianuję cię przewodniczącą.

– Mogę poślubić kogokolwiek innego, nawet mojego kierowcę, ale na pewno nie Aidena. – Odstawiłam kieliszek na stół, obserwując, jak płyn w środku wiruje.

— Aiden to doskonała partia — upierała się Sera. — Jest bystry, ustawiony… i z tego, co słyszeliśmy, całkiem olśniewający.

— Jest też arogancki, zimny i uważa się za lepszego od wszystkich — włącznie z nami — odburknęłam.

Wspomnienia szeptanych plotek zalały mi umysł. Aiden Knight nigdy nie zaprzecza plotkom… poza jedną. Kilka miesięcy temu, na charytatywnej gali Claytonów, ktoś zażartował, że razem stanowilibyśmy „potężną parę”. Sala wybuchnęła śmiechem. On nie.

Podobno odwrócił się wtedy do swojego asystenta i powiedział na tyle głośno, by dało się to usłyszeć:

— Crawfordowie? Ambitni, to im przyznam. Ale ja nie żenię się ze wspinaczami. Żenię się z równymi sobie.

Ten komentarz rozszedł się jak pożar. Następnego ranka wiedział o nim każdy wtajemniczony: Aiden Knight uważał moją rodzinę za społecznych karierowiczów — pasożytów, w jego mniemaniu — a mnie za nic więcej niż rozpuszczoną dziedziczkę, która jedzie na plecach rodzinnego nazwiska.

Nie tylko mnie odrzucił — zbył wszystko, co zbudowała moja rodzina.

— Co cię opętało? — głos Damiana przeciął moje myśli. — Ten sojusz zabezpieczy wszystko, na co pracowaliśmy.

— Czyli jestem teraz kartą przetargową? — odsunęłam się od stołu, a krzesło głośno zaskrzypiało po marmurowej posadzce. — Chcecie mnie oddać mężczyźnie, który uważa, że jesteśmy poniżej niego?

— Skąd w ogóle słyszałaś coś takiego? — w głosie Sery brzmiało napięcie.

— Nieważne, skąd to wiem. Ważne, że to prawda. I nie dam się upokorzyć — nawet dla tej firmy.

— Zara — głos ojca był ostateczny, ten sam, którego używał na posiedzeniach zarządu. — To małżeństwo dojdzie do skutku. Zostało już ustalone.

Wstałam, a dłonie drżały mi ze wściekłości.

— W takim razie będziecie musieli zaciągnąć mnie do ołtarza siłą.

Nie mówiąc nic więcej, odwróciłam się i wyszłam, a obcasy niosły się echem po cichym, ociekającym przepychem korytarzu.

Nie zatrzymałam się, dopóki nie znalazłam się w samochodzie, z ściśniętą klatką piersiową i myślami pędzącymi jak oszalałe.

— Proszę zawieźć mnie do najdalszego baru, jaki pan znajdzie — powiedziałam do kierowcy, ściskając telefon na kolanach, podczas gdy pierś unosiła mi się i opadała w szybkim rytmie.

Jechał w milczeniu i dwadzieścia minut później weszłam do słabo oświetlonego baru — takiego miejsca, w którym nikt nie zna mojego nazwiska.

Usiadłam na stołku i stuknęłam w blat.

— Coś mocnego — powiedziałam. — Na tyle mocnego, żebym zapomniała, że ten wieczór w ogóle się wydarzył.

Barman odwrócił się i przez moment zabrakło mi tchu.

Lodowoniebieskie oczy spotkały moje. Falowane, ciemnoblond włosy opadały mu na czoło, a szczęka wyglądała, jakby wyrzeźbiono ją z marmuru. „Przystojny” nawet nie zaczynało tego opisywać.

— Ciężka noc? — zapytał, a jego głos był gładki i niski.

— Można tak powiedzieć. — Pochyliłam się odrobinę, a w mojej głowie zaczęła formować się lekkomyślna myśl. Skoro miałam zostać uwięziona w małżeństwie, którego nigdy nie chciałam, spędzę jeszcze jedną noc wolności — na własnych warunkach.

— Ile — powiedziałam powoli, nie odrywając od niego wzroku — za to, żebyś spędził ze mną noc?

Mrugnął, a na jego policzki wstąpił ledwie zauważalny rumieniec. Ale nie odwrócił wzroku.

Po chwili na jego ustach pojawił się powolny, zuchwały uśmieszek.

— Zacznijmy od drinka — powiedział, podsuwając mi szklankę. — A potem zobaczymy, dokąd zaprowadzi nas ta noc.

Następny rozdział