Rozdział dziewiąty
POV LUCIANA
Dotarłem do wioski stada i okazało się, że złapali kolejnego zbłąkanego wilka. Pomyślałem, że po prostu będę musiał go zabić. Aż do momentu, gdy odkrył swoją towarzyszkę wśród członków mojego stada. Miała na imię Andrea. Płakała tak mocno, błagając mnie, żebym go nie zabijał. Była taka zasada, zbłąkane wilki miały być zabijane, nie wiedziałem nawet, czy nie jest szpiegiem czy coś w tym stylu.
Prawo musiało być przestrzegane bez względu na wszystko, nauczyłem się tego na własnej skórze, ale mogłem zrozumieć, przez co przechodziła. Czułem się tak samo, gdy dowiedziałem się, że Elena uciekła. Uśmiechnąłem się, myśląc o niej, czy jest w porządku? Czy już coś zjadła? Czy nadal ją głodzą? Nie powinienem był im mówić, żeby ją głodzili.
Rada starszych chciała, żebym zabił zbłąkanego wilka, aby dać przykład zbłąkanemu Alfie, znak wyższości. Ci ludzie byli błaznami, ile jeszcze osób będę musiał zabić, żeby pokazać swoją wyższość lub dominację? Irytowali mnie, dlatego przeniosłem ich do wioski stada. Kazałem Lucasowi wrócić do domu po mój pieczęć i stempel oraz jeden z naszyjników własności.
Zamierzałem postąpić jak lider, a nie tyran, nie chciałem być liderem, którego ludzie się boją, ale takim, którego szanują.
Rzeczy, które kazałem przynieść Lucasowi, były już tutaj, był naprawdę szybki, musiałem go zapytać, skąd ten pośpiech, a on powiedział: "To pierwszy raz, kiedy chcesz prowadzić jak człowiek, którego mama próbowała cię wychować".
Matka, byłaby ze mnie dumna po raz pierwszy. Była taką beznadziejną romantyczką, żoną mężczyzny, który nie zasługiwał na jej miłość, mężczyzny, który ją lekceważył. Nigdy jej nie powiedziałem, aż do jej śmierci, że niemal każdej nocy siedziałem przy niej, słuchając jej płaczu.
Spojrzałem na siebie w lustrze jeszcze raz, zanim wyszedłem do domu rady. Był pełen po brzegi. Ludzie przyszli zobaczyć, jaki jestem, jakim Alfą jestem. Spotkanie się rozpoczęło, a większość starszych głosowała za zabiciem zbłąkanego wilka. Spojrzałem na niego, a potem na jego nowo odnalezioną towarzyszkę. Jej oczy były spuchnięte od płaczu, odwróciłem wzrok. Całe miejsce zamilkło, czekając na moją ostateczną decyzję.
"Wsłuchałem się we wszystkich i starszych, i nie są daleko od prawdy. Ale muszę się nie zgodzić", powiedziałem w końcu. Szok na ich twarzach był dla mnie wszystkim. Nie spodziewali się tego, myśleli, że będą mnie kontrolować tak, jak kontrolowali mojego ojca. Kontynuowałem: "Nathaniel Anslem, zbłąkany wilk i jego towarzyszka Andrea Rivers, zostaną wysłani do stada na Long Island, gdzie rządzi mój kuzyn jako Alfa, i zabiorą ze sobą moją pieczęć, mój stempel i naszyjnik własności, będą akceptowani wszędzie, gdzie pójdą, a Nathaniel nie będzie już więcej zbłąkanym wilkiem, ale członkiem stada na Long Island. Moje słowo jest prawem, Alfa Lucian przemówił".
Tłum w domu rady oszalał z podekscytowania, krzycząc moje imię. Niektórzy płakali, inni tańczyli. To było piękne, widzieć, jak wielu z nich przyszło, aby jej pogratulować i podziękować mi za sprawiedliwy wyrok.
Tej nocy, mieszkańcy wioski postanowili zorganizować pożegnanie dla Nathaniela i Andrei. Tyle tańca, picia i jedzenia. Byłem z Lucasem z innego kąta imprezy, kiedy powiedziano mi, że Nathaniel chce mnie zobaczyć. Pozwoliłem mu przyjść, a to, co zrobił potem, zaskoczyło mnie. Padł na kolana i przysiągł mi wierność, a zanim zdążyłem go powstrzymać, przeciął dłoń i złożył przysięgę krwi, że będzie mi służył aż do śmierci.
To było piękne do zobaczenia, byłem zszokowany, ale szanowałem go bardziej. To byli mężczyźni, których lider potrzebował. Mężczyźni, którzy nie bali się stać u boku swojego lidera, mężczyźni, którzy umarliby za swoją sprawę. Obserwowałem, jak odchodzi, gdy skończył.
Spojrzałem na Lucasa i zaczął się śmiać, mówiąc: "Masz żołnierza na całe życie". Miałem, miałem żołnierza na całe życie. Takiego, który umarłby obok mnie i to wiele znaczyło.
Po przyjęciu wróciłem do swojego pokoju, żadnych dziewczyn, seksu czy innych rzeczy. Nie chciałem się kompromitować, nie mogłem się podniecić od czasu Anny. Nie mogłem się doczekać, żeby wrócić do domu i ją zobaczyć. Miałem tylko nadzieję, że wszystko u niej dobrze.
Następnego ranka byliśmy gotowi do wyjazdu z wioski stada i wyruszyliśmy wcześnie. Byłem zły i karciłem Lucasa za to, że znowu nie poderwał żadnej dziewczyny, a on był obojętny.
Dotarliśmy do domu kilka godzin później i dobrze było być z powrotem. Wszedłem do środka i zostałem przywitany przez niektórych strażników z dziwnymi wyrazami twarzy. Nie przejmowałem się tym. Kiedy dotarłem na swoje piętro, zapytałem o Elenę, powiedzieli, że śpi. Przebrałem się i przygotowałem do wyjścia, kiedy natknąłem się na Edwinę na zewnątrz. Zaciągnęła mnie z powrotem do środka, opowiedziała o swoim tygodniu i w końcu skonfrontowała mnie z nową hodowczynią. Powiedziałem jej, żeby zostawiła Elenę w spokoju i przestała być taka zaborcza. Ona jednak dalej gadała, jak to nie chce, żeby ktoś zajął jej miejsce w moim sercu. Musiałem jej powiedzieć, że nie ma miejsca w moim sercu, była tylko zwykłą hodowczynią.
Siedziałem przy stole obiadowym z Lucasem, Edwina i Lana naprzeciwko niego. Jedli w ciszy, napięcie między nimi było wyczuwalne. Zastanawiałem się, co się stało, że nie byli rozmowni jak zwykle, zwłaszcza Edwina.
Gdy skończyliśmy posiłek, zapytałem ponownie o Elenę, "Nie widziałem Eleny przez cały dzień. Gdzie ona jest?"
Edwina wzruszyła ramionami, "Ja też jej nie widziałam. Może jest zajęta czymś."
Moje instynkty zaczęły się niepokoić, trochę się martwiłem, czy wszystko z nią w porządku? Założyłem, że Elena po prostu potrzebuje trochę czasu dla siebie.
W miarę jak wieczór się przeciągał, zacząłem odczuwać narastający niepokój. Nie mogłem pozbyć się uczucia, że coś jest nie tak. Nawet nie słyszałem żadnego dźwięku z jej pokoju.
Dopiero gdy przechodziłem korytarzem i wyczułem słaby zapach jej krwi zmieszanej z jej waniliowym zapachem, moje wilcze instynkty włączyły się na pełnych obrotach.
Z warkotem poszedłem do pokoju Edwiny, moje oczy płonęły gniewem. "Gdzie ona jest, Edwino?"
Jej uśmiech zbladł, a ona cofnęła się o krok, "N-nie wiem, o czym mówisz, Lucian."
Mój gniew sięgnął zenitu, wybiegłem z pokoju, kierując się na dół, podążając za zapachem Leny. Znalazłem ją zamkniętą w pokoju, posiniaczoną, leżącą na brzuchu, nagą. Ślady po uderzeniach kijem na jej plecach i szyi.
Z ciężkim sercem, pełnym żalu i troski, podbiegłem do niej, "Lena, Elena, co się do cholery stało, kto ci to zrobił? Nie miałem pojęcia..."
Spojrzałem na drzwi i zobaczyłem Edwinę, stojącą w progu, moje wilcze instynkty krzyczały o sprawiedliwość. "Zapłacisz za to, Edwino." Warknąłem z gniewem. Podniosłem Elenę i zabrałem ją na swoje piętro, pośpiesznie powiedziałem Lucasowi, żeby wezwał mojego osobistego lekarza.
Podczas gdy lekarz leczył Elenę, poszedłem do pokoju Edwiny i znalazłem ją tam, klęczącą na środku pokoju, płaczącą, z kawałkami włosów na podłodze. Skróciła sobie włosy.
"To nie wystarczy, Edwino. Chcę, żebyś zapłaciła za to, co zrobiłaś w najbardziej bolesny sposób," powiedziałem do niej. Rozkazałem strażnikom, żeby zabrali ją na dół i też ją wychłostali.
Nie mogłem uwierzyć, co zrobiła Elenie, z zazdrości. Nie wiedziałem, że Edwina może być tak podła i desperacka. Wróciłem, żeby sprawdzić, czy Elena jest w porządku, starałem się nie obwiniać siebie.
Jej ciche łzy, gdy była leczona, bolały mnie tak bardzo, to moja wina, że przez to przechodziła. Czy powinienem był ją zabrać ze sobą? A może powinienem po prostu wyjawić prawdę, że jest moją partnerką. Musiałem ją chronić za wszelką cenę.
Byłem tak blisko, żeby wyrwać Edwinie serce, bardzo blisko. Lucas podszedł do mnie i powiedział, "Musisz ją uznać za swoją partnerkę albo oznaczyć, inaczej nigdy nie zyska szacunku od twoich ludzi." Spojrzałem na niego, "Nie mogę, przynajmniej jeszcze nie teraz."
