Prawdziwa Partnerka Alfy

Pobierz <Prawdziwa Partnerka Alfy> za darmo!

POBIERZ

Rozdział ósmy

PUNKT WIDZENIA ELENY

Siedziałam na zimnej podłodze magazynu, przerażona i sfrustrowana. Niedawno widziałam szczura i dwa karaluchy. Wciąż słyszałam piski szczurów, co oznaczało, że jest ich więcej.

Byłam naprawdę głodna i zmęczona, od rana nic nie jadłam, byłam słaba, tracąc siły. Zaczęłam czuć zawroty głowy i nie wiedziałam, kiedy zasnęłam. Byłam zbyt zmęczona, by pozostać przytomna.

Otwieranie drzwi wyrwało mnie ze snu, podniosłam głowę i zobaczyłam kogoś, kto szedł w moją stronę. Byłam jeszcze trochę oszołomiona, więc nie mogłam rozpoznać twarzy. Dopiero kiedy osoba zbliżyła się, zauważyłam, że to Lana, która przyszła z talerzem jedzenia. Natychmiast, gdy zobaczyłam jedzenie, mój żołądek zaczął burczeć. Uśmiechnęła się do mnie i położyła jedzenie obok mnie, siadając obok na podłodze.

Połknęłam jedzenie w pośpiechu, byłam tak głodna, że opróżniłam talerz, prawie go liząc. Zaśmiała się, słysząc moje beknięcie po jedzeniu, spuściłam wzrok i też się uśmiechnęłam. „Dlaczego jesteś dla mnie taka miła, Lano?” Uśmiechnęła się i chwyciła moją rękę, mówiąc: „Jesteś miłą osobą, która po prostu znalazła się w złej sytuacji. Kiedyś byłam na twoim miejscu i nie miałam nikogo, kto by mi pomógł w nowej rzeczywistości. Czułam się samotna i odrzucona, więc rozumiem, jak się czujesz, mogę się z tym utożsamić. Jestem tu, żeby pomóc ci w nowej rzeczywistości”.

Lana została ze mną, aż zasnęłam. Byłam szczęśliwa, że przynajmniej miałam kogoś, z kim mogłam porozmawiać i kto mnie wspierał.

Zerwałam się gwałtownie ze snu, nie miałam koszmaru, czy to był koszmar? Śniło mi się o Lucianie. To był najdziwniejszy sen. Służąca, która opiekowała się mną jako dziecko, mówiła, że jeśli śnisz o kimś, to znaczy, że myślisz o tej osobie. Nie myślałam o tym zabójczo przystojnym Alfie, nie, nie myślałam.

Sen był naprawdę gorący, obudziłam się spocona i z bólem między nogami. Śniło mi się, że Alfa klęczy z twarzą między moimi nogami. To było dziwne, bo tego nie chciałam. Czyżby? Nie chciałam tego, nie chciałam mieć nic wspólnego z mężczyzną, który skazał mnie na głód.

Wciąż myślałam i próbowałam dojść do siebie po śnie, kiedy drzwi się otworzyły i zostałam wyciągnięta na zewnątrz, z powrotem do koszmaru, który nazywałam życiem. Główna służąca coś krzyczała, ale nie słyszałam jej, bo nie zwracałam uwagi. Byłam zbyt sfrustrowana, by przejmować się tym, co mówiła.

Przydzielono mnie do pokoju „pani” Edwiny, tej samej osoby, która zamknęła mnie w magazynie na całą noc. Wręczono mi sprzęt do sprzątania i skierowano do jej pokoju.

Dotarłam do drzwi, zaciskając pięści i palce u stóp, byłam wściekła, przestraszona, po prostu nie chciałam tu być. W końcu zapukałam i usłyszałam głos, który kazał mi wejść. Kiedy weszłam, była to jedna z dziewczyn od prania, przyszła zostawić pranie, a potem wyszła. Przestraszyłam się, nikt nie był ze mną, by sprawdzić, co robię. Podejrzewałam podstęp, Edwina próbowała mnie znowu w coś wrobić, a ja nie zamierzałam się na to nabrać.

Zaczęłam sprzątać, ścierać kurz, ścielić łóżko i prasować. Pokój nie był zbyt zakurzony, miałam szczęście. Postanowiłam wejść do garderoby, żeby ją też posprzątać, a kiedy ją otworzyłam, była w bałaganie. Ubrania, buty, wszędzie. Makijaż i pędzle na podłodze, bielizna, szaliki, cały pokój wyglądał jak po przejściu tornada.

Czy dam radę sama? Nie znałam nikogo, a większość służących już mnie nie lubiła. Nie miałam skąd dostać pomocy, więc zabrałam się do pracy. Usunęłam ubrania i buty, posprzątałam pokój. Zajęło mi to dokładnie dwie godziny, żeby posprzątać i poukładać ubrania i inne rzeczy.

Skończyłam z garderobą i przeszłam do łazienki, na szczęście nie była zbytnio zabałaganiona. Zajęłam się nią i kiedy skończyłam, byłam wyczerpana. Wyszłam z jej pokoju i poszłam do kwater służących. Byłam głodna, ale nie śmiałam nikomu o tym powiedzieć.

Nie skończyłam jeszcze nawet połowy mojej pracy, a obowiązki, które wykonywałam, były karą za zniszczenie ubrań Edwiny wczoraj. Nawet nie zrobiłam tego celowo. Życzyłam sobie, żeby Lucian tu był, on by na to nie pozwolił. Traktowała mnie jak służącą, bo byłam hodowcą. Coś, co oczywiście nie było jej winą. Gdyby nie mój ojciec i moja krew Omega, nie byłabym tu w ogóle.

  • Naprawdę masz tupet, odpoczywając, kiedy twoja praca nie jest skończona, hodowco - powiedział ktoś, przerywając moje myśli. Rozejrzałam się i w końcu spojrzałam na drzwi, gdzie zobaczyłam inną służącą. Nie powiedziałam do niej ani słowa, po prostu wstałam i wyszłam z pokoju. Wszyscy tutaj byli dziećmi diabła.

Zaczęłam szczotkować i czyścić pokój z bronią, uważając, żeby się przy tym nie zabić. Nie wiedziałam, dlaczego to robię, bo ostatnio sprawdzałam, że są tu faceci, których zadaniem było utrzymywanie pokoju z bronią w czystości. Po co im broń, skoro wszyscy byli wilkami?

Zmęczyłam się i postanowiłam chwilę odpocząć, może mogłabym nauczyć się czegoś o tych broniach i jak ich używać, skoro nie miałam wilka. Drzwi do pokoju z bronią nagle się otworzyły i wszedł jakiś facet. Patrzył na mnie dziwnie, a ja odwzajemniałam jego spojrzenie.

  • Czy mam żabę na twarzy, proszę pana? - zapytałam z sarkastycznym uśmiechem na twarzy. Odwrócił się, jakby był zagubiony, i powiedział: - Co... Co tu robisz? Tylko faceci mają tu wstęp. Pokazałam mu rzeczy do sprzątania, które przyniosłam, i odpowiedziałam: - Oczywiście, że sprzątam. Przypadkowo zniszczyłam ubrania Lady Edwiny i to jest moja kara - powiedziałam, spuszczając głowę po ostatnim zdaniu.

Usiadł obok mnie i powiedział: - Słyszałem o tym, to nie była twoja wina. Jestem pewien, że chciała cię tylko wpakować w kłopoty, bo nie daje swojego prania nikomu, tylko jednej drogiej pralni. Pewnie poluje na ciebie. Nie byłam zaskoczona, wiedziałam, że poluje na mnie, myśląc, że jestem tu, żeby zabrać jej Luciana. Kto by nie chciał jego gorącej dupy? Może ja chciałam.

  • Jestem Elena - powiedziałam, wyciągając do niego rękę na powitanie. Uścisnął ją i odpowiedział: - Jestem Marvin, ale przyjaciele mówią na mnie Marv. Jestem odpowiedzialny za pokój z bronią. Pokiwałam głową w zrozumieniu i zaśmiałam się. - Więc jestem na twoim terytorium, Marv. Przepraszam, ale nie mam wyboru, muszę tu być - powiedziałam, wstając, żeby kontynuować sprzątanie. Zaśmiał się, wstając również, i powiedział: - Źle sprzątasz. Usiądź, ja się tym zajmę.

Marv skończył w godzinę, a ja sprzątałam przez ponad dwie godziny, nie mogłam w to uwierzyć. Powiedział mi, żebym poczekała w pokoju z bronią, a potem przemycił mi trochę chleba. Próbowałam odmówić, ale zmusił mnie, żebym go zjadła. Gdy zaczęłam jeść, uświadomiłam sobie, że jestem głodna.

Po spędzeniu trochę czasu z Marvinem musiałam odejść i zameldować się u szefowej służących. Pogratulowała mi, że spędziłam cały dzień na pracy, oczywiście była sarkastyczna, a potem wysłała mnie do kuchni, żeby dołączyć do innych służących przy zmywaniu naczyń.

Zmywałam naczynia, kiedy Edwina wpadła wściekła do kuchni, podeszła do mnie i uderzyła mnie w twarz, nazywając złodziejką. Byłam w szoku, nie wiedziałam, o co jej chodzi, nie mogłam tego zrozumieć. Zanim się zorientowałam, zostałam związana i zabrana do ciemnego pokoju.

  • Co zrobiłam? Dlaczego mnie wiążecie, proszę, odpowiedzcie mi - zapytałam, płacząc, gdy byłam wiązana. Strażnik, który mnie wiązał, odpowiedział: - Nadal udajesz niewinną, widzę. Cóż, biżuteria, którą ukradłaś Edwinie podczas sprzątania jej pokoju, została znaleziona pod twoim łóżkiem w kwaterze służących.

Biżuteria, nie wiedziałam o tym nic. Nie mogłam się nawet bronić, jakie łóżko w ogóle. Nie spałam od dni. Zanim się zorientowałam, poczułam ostry ból na plecach, a potem kolejny i kolejny, byłam biczowana, za absolutnie nic.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział