POŚLUBIONA WŁADCY PRZESTĘPCZEGO ŚWIATA

Pobierz <POŚLUBIONA WŁADCY PRZESTĘPCZEG...> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 1 TALIA

„Jaką wymówkę masz tym razem, Talia?”

Zacisnęłam szczękę i przeszłam prosto obok mamy, która stała przed drzwiami wejściowymi. Właśnie wróciłam z pracy, ale ona nawet nie raczyła odłożyć złości do chwili, aż się przebiorę i umyję twarz.

– Matka do ciebie mówi, a ty ją po prostu ignorujesz. To było strasznie niegrzeczne.

Warknęłam zirytowana i zatrzymałam się przy schodach.

– A czego się spodziewasz, mamo? I tak nie dam ci tego, czego chcesz, nieważne ile będziesz na mnie krzyczeć. Poza tym mam dwadzieścia siedem lat. Nie powinnaś się na mnie wydzierać, jakbym była pięcioletnią dziewczynką.

– Masz dwadzieścia siedem lat, więc nie powinnaś zachowywać się jak pięciolatka. Czemu nie przyszłaś z Calebem na lunch do klubu? Czeka na ciebie już dwie godziny.

Mama skrzyżowała ręce na piersi, a nozdrza aż jej drgały ze złości.

– Czy ty w ogóle pomyślałaś, że to twoje dziecinne zachowanie może komuś zaszkodzić? Caleb nie jest bezrobotny. To zajęty człowiek i zmarnował dwie godziny, bo łaskawie raczyłaś się nie pojawić.

Prychnęłam z irytacją.

Miałam swoje powody, żeby nie przychodzić na lunch.

– Dzisiaj mam w hotelu naprawdę urwanie głowy. Masa gości się meldowała.

– Akurat. Wiem, że masz godzinę na obiad.

– Odpuściłam sobie obiad, bo było aż tak zajęte. Na zmianie były tylko trzy recepcjonistki i wszystkie trzy tonęłyśmy w meldunkach.

– Mike by zrozumiał, gdybyś poprosiła o wyjście do klubu, żeby spotkać się z Calebem. Poza tym mogłabyś zamienić się zmianą z którąś koleżanką. Jakie jeszcze wymówki mi rzucisz, co? – docisnęła.

Przewróciłam oczami, aż mnie zabolało.

– Jestem tam do pracy, nie na zabawę. Nie chcę nadużywać zaufania wujka Mike’a. Był dla mnie naprawdę dobry, dał mi robotę w swoim hotelu. Wiele moich znajomych po studiach siedzi bez pracy, a ja miałam ją od razu.

– Mike powinien ci dać stanowisko menedżerki, a nie recepcjonistki – burknęła mama.

– Ja lubię pracę na recepcji. Mam kontakt z gośćmi i pomagam im znaleźć odpowiedni pokój. To dużo przyjemniejsze niż siedzenie w biurze z górą papierów na biurku. To jest po prostu nudne – westchnęłam.

– Ale twój tata był kiedyś dyrektorem operacyjnym w swojej sieci hoteli. Mike powinien ci dać lepszą pracę niż recepcja. To by chociaż pokazało szacunek dla poświęcenia twojego zmarłego ojca.

Zignorowałam tyradę mamy i weszłam po schodach do sypialni.

Powtarzała to tysiąc razy, odkąd pięć lat temu zaczęłam pracę w Grand Hudson Hotel. Zawsze uważała, że poświęcenie mojego zmarłego ojca dla hotelu zasługiwało na więcej, niż wujek Mike dotąd nam dał. Zapominała, że wujek Mike opłacił całe moje studia i dawał nam co miesiąc pieniądze na życie. Nawet nie potrącał tego z emerytury po tacie. Wszystko trafiało prosto na moje konto jako fundusz powierniczy, który tata mi zostawił.

– Talia, ja jeszcze z tobą nie skończyłam.

– Mam dziś wieczorem plan. Muszę wziąć prysznic i się ogarnąć.

– Caleb zgodził się spotkać z tobą pojutrze. Nie rób mi wstydu po raz kolejny.

– Nie chcę, żebyś mnie z nim swatała, mamo – jęknęłam z bezsilnej złości.

Byłam o krok od tego, żeby wyrwać sobie włosy z głowy i wybuchnąć jej prosto w twarz.

– On w ogóle nie jest w moim typie. Jest dziecinny i obleśny.

– To jaki jest twój typ, co? Już odrzuciłaś dziesięciu facetów, których ci dobrałam. Za trzy dni kończysz dwadzieścia osiem lat. Musisz przynajmniej mieć chłopaka, bo inaczej anuluję twój fundusz powierniczy. Pieniądze pójdą na cele charytatywne.

– Co?! Nie możesz tak zrobić! – wykrzyknęłam, spanikowana. – To są moje pieniądze. Ja już mam na nie plany.

– To znajdź chłopaka i wyjdź za mąż.

– Mamo, czemu ty masz taką obsesję na punkcie ślubu? – jęknęłam, wściekła i zmęczona jednocześnie.

– To nie jest żadna obsesja. Gdyby to zależało ode mnie, powinnaś była wyjść za mąż zaraz po studiach. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Twój ojciec umarł za wcześnie, zanim zdążyłyśmy spędzić razem więcej czasu. Gdybyś wcześniej wyszła za mąż, miałabyś więcej lat, żeby nacieszyć się mężem. Przynajmniej nie żyłabyś tak jak ja.

Westchnęłam cicho.

Nie potrafiłam już dłużej się na nią złościć, kiedy tylko robiła tę swoją smutną minę. Moja mama nigdy nie pozbierała się po żałobie po śmierci taty. Rozumiałam, czemu tak bardzo zależało jej na tym, żebym wyszła za mąż, ale zawsze wierzyłam, że nasze losy są inne. To, co spotkało mamę, nie musi spotkać mnie. Próbowałam jej to tłumaczyć ze sto razy, ale jak grochem o ścianę. Nawet rozważałam wynajęcie kawalerki, żeby uciec od jej marudzenia, ale za każdym razem wymiękałam, bo nie potrafiłam znieść myśli, że siedzi sama w domu.

— Mówiłam poważnie, co powiedziałam wcześniej. Cofnę ci fundusz powierniczy—

— Dobra — weszłam jej w słowo, zanim zdążyła mnie straszyć dalej.

— Daj mi czas. Znajdę sobie męża na własną rękę.

— Nie, nie wierzę ci. Dwa lata temu mówiłaś to samo, a do tej pory nie przyprowadziłaś do domu żadnego faceta.

Bo ja nigdy nie szukałam męża na serio. Chciałam skupić się na karierze. Okłamywałam mamę, kiedy mówiłam, że wolę być recepcjonistką niż menedżerką. Tak naprawdę marzyłam, żeby kiedyś zostać menedżerką. Jeśli zostanę menedżerką, to nie dzięki wujkowi Mike’owi, tylko dzięki własnym umiejętnościom. Jeśli nie uda mi się w Grand Hudson Hotel, spróbuję gdzie indziej. Ale na razie to Grand Hudson Hotel był dla mnie najlepszy i nie chciałam się nigdzie ruszać.

— Wszyscy mężczyźni, których ci dobrałam, to porządni ludzie z błyskotliwymi karierami. Ich pochodzenie rodzinne też jest idealne. Dlaczego ich odrzuciłaś, Talio?

— Bo po prostu do nich nie pasowałam.

— Aha. Czyli miałaś mi powiedzieć, jeśli nie byli w twoim typie, tak?

— Nie byli w moim typie. Pierwszy, którego mi przyprowadziłaś, był niedojrzałym marudą. Drugi był obleśnym starym zboczeńcem. Trzeci był chorobliwie zaborczy i postawił mi ultimatum: mam rzucić pracę, zanim zostanę jego żoną. Czwarty był tchórzem — prychnęłam z niesmakiem, a na samo wspomnienie Arthura aż mnie skręciło.

— Wielki chłop, a boi się słodkiego karalucha. Prawie rozwalił całą restaurację przez swoją fobię na punkcie karaluchów. Piąty mężczyzna—

— Wystarczy. Nie chcę słuchać więcej twoich wymówek. Problem w tym, że nie spełniają twoich przesadnie idealnych kryteriów. Pamiętaj, nie ma na tym świecie ideału. Każdy ma jakieś wady.

— Doskonale o tym wiem. I mam tego świadomość. Ja też nie jestem idealna. Mam mnóstwo wad. Byłoby niesprawiedliwe wymagać, żeby mój przyszły mąż był doskonały. Ale znajdę kogoś najbardziej zbliżonego.

— To jak zamierzasz to zrobić? Jak znajdziesz tego mężczyznę?

Mama wpatrywała się we mnie uważnie, z założonymi na piersi rękami.

Nerwowo przygryzłam wargę. Nie wiedziałam, jak mam znaleźć takiego faceta. Nawet nie wiedziałam, czy taki w ogóle istnieje. Po prostu gdzieś w środku miałam tę cichą wiarę, że kiedyś go spotkam. Tyle że była też szansa, że się łudzę.

— Talio?

— Na pewno go znajdę — wydukałam.

— J-ja…

— Twój fundusz powierniczy pójdzie prosto na cele charytatywne, jeśli nie przyprowadzisz mi męża na swoje urodziny.

— Idę dziś wieczorem na akcję charytatywną i tam go znajdę.

— Jesteś pewna, że dasz radę?

— To nie byle jaka akcja. Dzisiaj w atrium zbierają się wszyscy bogaci, hojni ludzie. Wpłacają pieniądze na dobre sprawy. Znajdę męża wśród tych wspaniałych, szczodrych ludzi. Obiecuję.

Co do diabła?!

Po co ja obiecałam coś, czego nie potrafię dotrzymać?

Miałam ochotę palnąć się w usta i natychmiast odwołać swoje słowa.

— Idziesz na to wydarzenie charytatywne?

— Eee… Liliane poprosiła, żebym ją zastąpiła. Ma dziś randkę z Josephem i nie da rady przyjść.

Mama cicho westchnęła.

— Chciałabym, żebyś była jak Liliane. Ma świetną karierę, a jej narzeczony jest prezesem sieci sklepów.

Próbowałam to puścić mimo uszu, choć w środku aż mnie nosiło, że mama porównuje mnie do Liliane. Ona i ja miałyśmy zupełnie inne drogi. Liliane była wiceprezesem, bo była jedyną córką wujka Mike’a. Ją i Josepha dobrano do siebie jakieś trzy lata temu. I Liliane miała fart, bo wszyscy koledzy biznesowi jej ojca byli porządnymi ludźmi. Nie miała powodu odrzucać Josepha, bo on był… no, praktycznie idealny.

— Muszę się przygotować do wyjścia do atrium. Już zmarnowałam piętnaście minut, słuchając twojego kazania, mamo.

— Dobrze. Nie zapomnij o obietnicy. Masz przyprowadzić męża do domu przed twoimi urodzinami za trzy dni.

Niech szlag trafi tych mężów!

Miałam dość staroświeckiego myślenia mojej matki.

Weszłam do swojego pokoju jak burza i trzasnęłam drzwiami.

Miałam nadzieję, że dziś wieczorem los będzie po mojej stronie, bo inaczej stracę cały fundusz powierniczy i będę musiała pożegnać się z planami na przyszłość.

Następny rozdział