Północne Czyściec - Romans mafijny

Pobierz <Północne Czyściec - Romans maf...> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 5 5

Zaraz po tym, jak znikają talerzyki po deserze, podnoszę się na nogi. W głowie mi wiruje, ale zaciskam zęby i przebijam się przez to kręcenie.

— Ja naprawdę powinnam już… eee… iść. Dzięki za kolację. I za… pierwszą pomoc. Było naprawdę pyszne. — O matko, nie tak. — To znaczy jedzenie było pyszne. A ta pierwsza pomoc była… no, wiesz. Pomogę ci tylko sprzątnąć ze stołu i zaraz się zmywam.

Żenada. Czemu ja, do cholery, nie umiem przestać gadać? Może dlatego, że on stoi teraz tak blisko, a zapach szkockiej i cynamonu, który od niego bije, robi mi w głowie kompletną sieczkę i odpala we mnie totalnie nieprzyzwoite myśli?

— A skąd ci przyszło do głowy, że możesz wyjść?

Kiedy Uri w ogóle wstał? I jakim cudem znalazł się tak blisko, żebym tego nawet nie zauważyła?

Patrzy na mnie z góry, ani śladu uśmiechu na twarzy. Te kości policzkowe naprawdę robią robotę. Jego oczy też.

— Nie pozwolisz mi wyjść? — pytam jakby odrętwiała. Dreszcze wracają, przebiegają mi po kręgosłupie w górę i w dół, zostawiając po sobie gęsią skórkę i ciężki, lepki lęk.

— Nie, dopóki nie dasz mi czegoś w zamian. — Jego język przesuwa się po wargach. — Wiesz, nigdy nie odpowiedziałaś na moje pierwsze pytanie. Co robiłaś na moim terenie, naruszytiel?

Ma mnie przyciśniętą między swoim ciałem a stołem w jadalni. Jeśli cofnę się choćby o centymetr, tyłek klapnie mi prosto na blat. Już mam mu powiedzieć prawdę, kiedy przypominam sobie zawartość paczki. Czy ja naprawdę chcę zakończyć tę dziwną, jak z innego świata noc, opowiadając o fioletowych, kosmicznych dildo z mackami?

Nie. Nie, jednak nie.

— Ja tylko… spacerowałam.

— Spacerowałaś? — unosi brew i, przysięgam na wszystkie świętości, zaczynam się pocić. — Na moim ogrodzonym terenie?

— Yhm.

Nie brzmię przekonująco ani trochę. — Dobra, więc może nie spacer. To długa, dziwna historia i pewnie nie uwierzysz w ani jedno słowo, ale przysięgam, że to prawda. W skrócie: moja najlepsza przyjaciółka wychodzi za mąż i zamówiłam paczkę z zabawkami erotycznymi, żeby zrobić jej niespodziankę, bo ona zawsze mnie zawstydza — stąd to jej przezwisko dla mnie, „Nieśmiałyska” — i chciałam się odegrać, więc wzięłam najbardziej pokręconą rzecz, jaką znalazłam, ale wysłali to do ciebie, więc musiałam to odzyskać, tylko bałam się zadzwonić do drzwi, więc przeskakiwałam przez płot i mnie złapałeś i… — W połowie tego bełkotu brakuje mi tchu. Na moją obronę: nie da się patrzeć prosto w te oczy i opowiadać logicznie.

Uri unosi brwi i podchodzi o włos bliżej. Bije od niego ciepło i ten zapach, od którego myśli rozłażą mi się na wszystkie strony. Jakby mało było, że i tak nie mam tam na dole za wiele „wilgoci”; teraz jestem spocona od czubka głowy po palce u stóp.

— Rozumiem. — Jego wzrok zjeżdża po moim ciele. — A tak przy okazji… interesująca bielizna.

Przełykam ślinę. Ta odległość między nami na pewno nie jest społecznie akceptowalna. Chyba że mielibyśmy… no, wiesz. Czego nie będziemy. To nie tak, że mam aż tak niską samoocenę, żebym uważała się za nieatrakcyjną — ale mimo wszystko widziałam kobiety, które Uri przez ostatnie parę lat oprowadzał jak po pokazie, odkąd wprowadził się do tej willi obok. Strzelam, że żadna z nich nie dałaby się zabić w majtkach z Garfieldem.

– Ciekawe, ale popieprzone – dorzuca.

Mrugam. – Co dokładnie jest popieprzone?

– To, że za każdym razem, kiedy tylko spojrzę w twoją stronę, mam przed oczami, jak zdzieram z ciebie te cholerne ciuchy i pożeram cię tak długo, aż nogi ci zadrżą, a ty dojdziesz tak ślicznie na moich ustach.

O.

Mój.

Boże.

Nie ma słowa na rumieniec, który właśnie mnie zalewa. To nie rumieniec, to jakieś bombardowanie atomowe. Jakby mi na każdej piędzi skóry wybuchały pociski.

– Ludzie tak nie mówią w prawdziwym życiu – jąkam się.

On krzywi usta w tym swoim półuśmieszku i patrzy tak, że aż parzy. – Mówiłem od początku, panno Walsh – ja nie jestem „ludzie”.

Mam wrażenie, że zaraz eksploduję. No dobra, flirtował ze mną przez całą kolację. Ale myślałam, że to po prostu jego styl, wiecie – chłopakiem jest, to gra. Jak to się u nas mówi: kto ma, ten używa.

Niestety, nie doceniłam, jak mocno ten konkretny „gracz” potrafi przycisnąć. Bo jestem prawie pewna, że Garfield zaraz wyparuje, jeśli Uri będzie ciągnął dalej.

– Ja, ee… ja nie wiem, co powiedzieć… – przyznaję debilnie. Taka prawda – nie mam riposty. Zero błyskotliwych tekstów. Ani jednego ciętego „a idź pan”. Zwalę to na alkohol, ale czuję, że bardziej winne są te jego intensywnie niebieskie oczy.

Przechyla głowę. – Korzystam z twojej propozycji, żebyś mi pomogła sprzątnąć ze stołu.

Tym razem to ja mam minę jak sroka w gnat, ale zagadka szybko się rozwiązuje, kiedy Uri sięga za mnie i jednym ruchem przedramienia zgarnia talerze i sztućce, posyłając wszystko z hukiem na podłogę. A potem łapie mnie za biodra i sadza mnie prosto na to puste miejsce.

Tętno mi skacze. Trochę z czystej paniki, a trochę przez to, że jego kutas napiera na moje majtki, które – jak już ustaliliśmy – są cienkie jak pajęczyna. Czyli czuję go.

Całego.

Co jest z tobą nie tak, Alyssa? Nie chcesz być kolejnym nazwiskiem na jego liście. Szybkim numerkiem „dla wygody”. Zabawką, którą użyje i wyrzuci.

O nie. Nie ma mowy. Nie jestem niczyim fioletowym, kosmicznym dildo z mackami.

Jego dłonie zaciskają się mocniej na moich biodrach, przyciąga mnie do siebie, do jego ciepła. – Powiem to raz i tylko raz: jeśli chcesz teraz wyjść, nie zatrzymam cię.

Patrzę mu w oczy. Wygląda śmiertelnie poważnie. Jestem prawie pewna, że gdybym powiedziała, że chcę iść, natychmiast by się cofnął i pozwolił mi wyjść. A przecież tego chcę – prawda?

Głowa mówi: tak.

Cipa mówi: nawet kurwa nie.

Kiedy ostatnio pozwoliłam jej oszaleć? Jeśli mam być całkiem szczera – czy kiedykolwiek jej na to pozwoliłam? To nie tak, że faceci, których wybierałam, w ogóle umieli wyciągnąć mój popęd z kryjówki.

Ale Uri… Uri wygląda na faceta, który dokładnie wie, co robi. Uri jest takim facetem, przy którym mam ochotę być kobietą, która pije drogie wino, nosi drogie koronki i uprawia dziki, spontaniczny seks na drogim stole w jadalni.

– Chcesz jechać do domu, Alyssa?

Patrzy mi prosto w oczy, kiedy to mówi. A moja cipka pulsuje odpowiedzią tak głośno, że zagłusza wszystkie wątpliwości, zostawiając tylko pożądanie.

– Nie.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział