Łotrzy, którzy zostali Łotrami

Pobierz <Łotrzy, którzy zostali Łotrami> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 1

Kiedy o zmierzchu słońce chyliło się ku zachodowi, Alpha Tate biegł przez las w postaci wilka o brązowej sierści, razem z czarnym wilkiem Bety Mannona i szarym wilkiem Xiery. Dostrzegli kilka wilków wyrzutków i ruszyli za nimi w pościg. Ta wyprawa łowiecka trwała już osiem miesięcy, a jednak on i wszyscy pozostali wątpili, by udało się schwytać każdego ostatniego łajdaka w Królestwie Mondeideal.

Większość wilków była już zmęczona i zniecierpliwiona. Jak długo jeszcze mieli to robić? Skoro mówiono, że wciąż zostały ich setki, to ile dokładnie tych setek? To było wyczerpujące! A ciągła konieczność pozostawania w gotowości wciąż sprawiała, że niektórzy przywódcy mniejszych stad pozostawali niespokojni, mimo że wielu wyrzutków siedziało już za kratami na terytorium likanów.

Tate był chyba jedynym, któremu nie przeszkadzało dalsze polowanie. Poza sprawami stada ściganie wyrzutków zajmowało go na tyle, że jego myśli nie odpływały mimowolnie ku Lucianne, która była teraz Królową Likanów. Kosztowało go to całą siłę woli, by w dniu jej ślubu złożyć Królowi i Królowej Likanów gratulacje. To, jak promieniała i rumieniła się za każdym razem, gdy Król był przy niej, pokazywało, jaka była z nim szczęśliwa i jak swobodnie się czuła, ilekroć pojawiał się w pomieszczeniu. Tate nigdy wcześniej nie widział Lucianne takiej przy nikim innym.

Nawet gdyby nie kazano mu powstrzymać się od wtrącania w ten związek, i tak by tego nie zrobił. Lucianne jak na swój wiek przeszła już zbyt wiele. Zasługiwała na szczęście, nawet jeśli oznaczało to, że będzie z kimś innym. Choć bardzo pragnął, by została jego Luną, pogodził się z tym, że to już nie było możliwe.

Pójście dalej nie było dla Tate’a łatwe, ale z czasem stawało się wykonalne — z czasem spędzonym z dala od niej. Dręcząca udręka w piersi, gdy musiał znosić myśl o Lucianne z kimś innym niż on, powoli, bardzo powoli, zmieniała się w ból, który dało się wytrzymać. Im więcej czasu mijało, tym bardziej ból słabł, aż stał się jedynie lekkim dyskomfortem. Wciąż za nią tęsknił, ale emocje związane ze stratą w ostatnich miesiącach znacznie przycichły. Członkowie jego stada byli dla niego wielkim źródłem wsparcia i otuchy, dzięki czemu ruszenie naprzód wydawało się raczej etapem życia niż jego końcem.

Kiedy Tate uskakiwał przed gałęziami i pniakami, wyrzutki znalazły się bliżej. Dwa były czarne, a jeden czerwony, winnoczerwony. Czerwone wilki były niezwykle rzadkie i uważano, że wyginęły wiele pokoleń temu. Sam Tate nigdy wcześniej takiego nie widział. Czerwone wilki były jasnowidzami i w zależności od swojej dojrzałości oraz stabilności psychicznej potrafiły przepowiadać przyszłość albo bardzo trafnie, albo zupełnie nietrafnie. W przeszłości zdarzało się, że ich zdolności prekognicyjne były tak zawodne, iż własni klienci zarzynali je za błędne wróżby.

Tate starał się nie rozpraszać tym, co widzi, i skupił się na schwytaniu wyrzutków. Zawył władczo ku niebu, po czym skoczył naprzód i zastąpił im drogę, odcinając im dalszą ucieczkę. Wyrzutki zatrzymały się gwałtownie i zaskomlały — był to wyraźny błagalny krzyk o litość.

Tate przemienił się z powrotem w człowieka i powiedział:

— Z rozkazu króla i królowej ja, Alpha Tate z White Blood Pack, aresztuję was wszystkich. Macie wrócić z nami do White Blood, gdzie będziecie przetrzymywani do czasu, aż odbiorą was odpowiednie władze. Każda próba ucieczki będzie podstawą do natychmiastowej egzekucji. Zrozumiano?

Wyrzutki dalej skomlały i pokiwały głowami na cokolwiek właśnie powiedział Tate. Mannon i Xiera również wrócili do ludzkiej postaci. Wyjęli ręczniki ze swoich przewieszonych przez ramię toreb i narzucili je na wyrzutków, po czym pospiesznie zapięli srebrną bransoletę wokół ich przedniej kończyny, zmuszając ich do ponownej przemiany.

Dwa czarne wilki były samcami, a czerwony wilk samicą, która wyglądała na wyjątkowo drobną, nawet mniejszą niż Lucianne, kiedy była wilkiem. Nie mogła mieć więcej niż piętnaście lat. Jej palisandrowe oczy rozszerzyły się ze strachu, gdy z przerażeniem spojrzała na swoich towarzyszy.

Samce również wyglądały na przerażone. Mogli mieć najwyżej trochę ponad dwadzieścia lat. Gdy tylko wyrzutki szczelnie owinęły się ręcznikami, Tate i jego wilki poprowadzili ich z powrotem do White Blood, zanim któremukolwiek z nich wpadł do głowy sprytny plan ucieczki. Naprawdę miał nadzieję, że nie spróbują uciec. Wszystko tylko zrobiłoby się nieprzyjemne i krwawe.

Na szczęście dla wszystkich zamieszanych wrócili do White Blood bez żadnych problemów, a Mannon i Xiera umieścili ich w lochu.

Pod prysznicem myśli Tate’a nagle powędrowały ku wyrzutkom. Coś w tej grupie było inne, szczególnie w tej wilczycy, która wyglądała jak dziecko. Czy ona była dzieckiem, czy po prostu urodziła się drobna i nie wyglądała na swój wiek? Żaden z wyrzutków, których dotąd złapali, nie był nieletni. To nie mogła być jedna z nich… prawda?

Było też ich zachowanie. Większość wyrzutków, kiedy zostają przyparty do muru, robi się defensywna i brutalna. I kto mógłby ich winić? Zwierzęcy instynkt w każdym z nich w obliczu kłopotów kazał się bronić i być brutalnym. Ale ta dzisiejsza trójka taka nie była. Nawet nie spróbowali zaatakować.

Znów wróciła mu do głowy ta dziewczyna. Czemu jego myśli wciąż krążyły wokół niej? Jego zwierzę też czuło, że nie powinni posunąć się za daleko, zwłaszcza wobec tej rudej wilczycy — tylko dlaczego? Ruda czy nie, to był wyrzutek. Co czyniło ją inną od reszty? Skąd w nim ta potrzeba, żeby ją… chronić?

Żeby uspokoić umysł, postanowił zobaczyć tę trójkę, którą dziś schwytali. Wciągnąwszy niebieską koszulkę i czarne szorty, Alpha ruszył tam, gdzie trzymano pojmanych wyrzutków. Dwóch wojowników przy wejściu do lochów przywitało go uśmiechem, a on odwzajemnił gest, mijając ich.

Gdy wszedł, strażnicy zapalili światła. Gamma White Blood, Toby, miał rację, że warto było odnowić lochy, by były mniej upiorne i bardziej higieniczne. Niektórzy wyrzutkowie, których łapali wcześniej, wyglądali na śmiertelnie przerażonych samym faktem schwytania i przysięgali Bogini tysiąc i jeden razy, że nigdy nie spróbują uciec (i dotrzymywali słowa). Toby uznał, że nie wszyscy wyrzutkowie muszą być poniewierani ani straszeni bardziej, niż już są.

Naprawione oświetlenie rozjaśniło to miejsce, a trzymiesięczna, zacementowana posadzka i niedawno zamontowane sedesy były pod względem higieny o wiele lepszą alternatywą niż dawna ziemista nawierzchnia. Przynajmniej teraz mieli porządne miejsce, by załatwić potrzeby.

Tate poszedł znaną ścieżką w głąb, tam gdzie trzymali więźniów. Umieszczali ich na samym końcu lochów, żeby w razie czego ucieczka zajęła im więcej czasu, gdyby kiedykolwiek spróbowali.

Wyrzutkowie dostali zapasowe ubrania i osobne cele. Tate zatrzymał się przy pierwszej, żeby przyjrzeć się jednemu z dwóch schwytanych mężczyzn. Wzdłuż prawej nogi ciągnęła mu się zagojona blizna, a smoliście czarne oczy miał utkwione w podłodze, jakby był w transie.

Tate przeszedł do drugiej celi. Rudzieliec spojrzał mu w oczy tylko na krótką sekundę, po czym odwrócił wzrok.

Wreszcie Alpha dotarł do ostatniej celi, tej, w której trzymano wilczycę. Siedziała na piętrowym łóżku, obejmując nogi i opierając plecy o ścianę. Proste brązowe włosy sięgały jej do lędźwi i zasłaniały większość twarzy. Dlaczego ktoś tak młody był wyrzutkiem? Wilk Tate’a instynktownie się zaniepokoił. Jako Alpha był twardy i surowy, ale jak każdy szlachetny wojownik okazywał dzieciom miłosierdzie i cierpliwość. Tate wiedział, że nie może po prostu zostawić jej tu na noc, a potem odesłać na terytorium lykanów, żeby trafiła do innych przestępców.

– Ile masz lat? – zapytał, rozważając, co powinien zrobić.

Jej palisandrowe oczy stwardniały, kiedy prychnęła:

– Nie twój interes!

Nie była to typowa odpowiedź, jakiej można by się spodziewać po wilczycy, która niespełna godzinę temu popłakiwała i błagała.

Alpha spróbował ponownie, tym razem dorównując jej wrogością:

– Masz rację. To, co się stanie z tobą i twoimi kolegami, nie jest moją sprawą. Zapytałem tylko dlatego, że bardziej humanitarnie jest być łagodniejszym wobec nieletnich. Ale jeśli wolisz zostać poddana serii batów, zanim jutro przyjdą po was trzech lykanie, to proszę bardzo.

Baty były oczywiście kłamstwem. Mężczyźni w dwóch pozostałych celach też to usłyszeli, uwierzyli, że to prawda, i stali się jeszcze bardziej przerażeni, niż już byli. Tate odwrócił się od wilczycy i udawał, że odchodzi, zanim odezwał się jej cichy głos:

– Trzynaście.

Zapytał:

– To twoi bracia?

Wątpił. Wcale nie byli do siebie podobni.

– Nie.

– Przyjaciele?

– Coś w tym stylu.

– Co to znaczy?

– Po prostu trzymamy się razem.

– Skąd?

Unikała jego spojrzenia i zacisnęła usta. Tate myślał, że nie powie już nic więcej, aż w końcu odpowiedź padła w smutnym, samotnym szeptem:

– Zewsząd.

Po kolejnej chwili ciszy Tate mruknął:

– Dobrze.

Jego spojrzenie lekko się zaszkliło, gdy połączył się myślami z Lucianne, która jako ich królowa miała już stałe więzi mentalne z każdym przywódcą watahy.

Następny rozdział