OBSESJA ALEXANDRA

Pobierz <OBSESJA ALEXANDRA> za darmo!

POBIERZ

ROZDZIAŁ 5

ALINA

"Myślę, że powinnaś odejść, zanim mój ojciec i jego ludzie cię zobaczą i strzelą ci w głowę."

Jego oczy błysnęły rozbawieniem, burzliwie szare głębie migotały mieszanką intrygi i pogardy. Zachichotał nisko w gardle, a dźwięk ten przeszył mnie dreszczem, gdy zrobił krok bliżej, jego ruchy były płynne i celowe.

"Ach, Gołąbku, myślisz, że to mnie przeraża?" wyszeptał, jego głos ociekający sarkazmem.

"Stawiałem czoła mężczyznom z bronią i nożami, a nadal stoję. Twój ojciec to nic więcej jak odległy grzmot w letni dzień - głośny, ale ostatecznie nieszkodliwy."

Wtedy rozbawienie zniknęło z jego twarzy w jednej chwili, jego oczy zwęziły się, gdy pistolet mocniej przycisnął się do mojego policzka, zimny dotyk metalu zmusił moją głowę do lekkiego przechylenia.

Moje serce stanęło.

Był zbyt blisko. Widziałam bliznę przecinającą tuż nad jego brwią, cień zarostu na jego szczęce. I te oczy - tak nieprzebłagane, tak niemożliwie spokojne, jak drapieżnik decydujący, czy zabić, czy się bawić.

"Nie sądzę, żebyś rozumiała, w jakiej jesteś sytuacji, gołąbku," powiedział cicho, głos jak brzytwa, powoli i celowo.

"Nie możesz mnie testować. Nie możesz mnie prowokować. I na pewno nie możesz mnie wyzywać."

Pistolet znowu zjechał w dół, tym razem niżej, muskając krzywiznę moich pośladków, sprawiając, że moja skóra zadrżała od jego lodowatego dotyku.

"Nie masz pojęcia, do czego jestem zdolny."

Mój oddech był nierówny, puls dudnił. Ale gdzieś pod strachem, gniew wrzał coraz mocniej.

Wiedziałam.

Widziałam to. Miesiąc temu, kiedy jednym ciosem złamał dumę mojego ojca i zostawił go zakrwawionego przy biurku. Słyszałam plotki szeptane w korytarzach, pokojówki mówiące szeptem o człowieku, który potrafił sprawić, że ludzie znikali jednym telefonem.

Dokładnie wiedziałam, do czego Alexander Dimitri był zdolny.

Ale nie zamierzałam się bać.

"Mówiłeś, że jest ci winien pieniądze?" zapytałam, starając się ukryć desperację w głosie.

"Ile? Może uda nam się ustalić plan spłaty?" Wiem, że to długi strzał – kogo ja oszukuję? Ledwo wiążemy koniec z końcem. Sprzedałam swój samochód po ostatnim bałaganie, w który Jack się wpakował, oddając mu każdy grosz, jaki miałam. Ale musiałam spróbować.

Prychnął, dźwięk ociekał pogardą, potrząsnął głową, a ja zmrużyłam oczy, obserwując go uważnie.

"Arthur Santini już przepalił wszystkie swoje linie życia," powiedział, tonem płaskim, ale przesiąkniętym czymś mroczniejszym.

Zrobił krok bliżej, a ja czułam napięcie trzaskające w powietrzu. Jego szczęka się zacisnęła, mięśnie na twarzy przesunęły się pod skórą, a w jego oczach była złość, którą niemal mogłam poczuć. Wibrowała z niego, wypełniając pokój jak statyczne napięcie, sprawiając, że włosy na karku stanęły mi dęba.

Instynktownie zrobiłam krok w tył, aby osłonić Jacka, i widziałam, jak złość rozbłysła w jego czarnych oczach. Patrzył na mnie, jakbym właśnie przekroczyła granicę. Jego spojrzenie stwardniało – dezaprobujące, wściekłe.

"Narobił sobie wielu wrogów, zwłaszcza mnie," kontynuuje, jego głos niski i jadowity, słowa przecinają powietrze jak ostrze. Poprawia spinkę do mankietu niedbałym ruchem nadgarstka, ale nie ma w tym nic niedbałego, jak w furii, która pali się w jego oczach. "I uwierz mi, nie jestem typem, który wybacza."

Arthur może być okropnym ojcem, ale jest jedynym, jakiego mam. Mama odeszła, zanim nauczyłem się chodzić.

Arthur nigdy nie miał pojęcia, jak wychowywać dziecko. Większość życia spędziłem w obskurnych barach, podjadając orzeszki na kolację, patrząc, jak przepuszcza pieniądze, które odziedziczył, na zakłady, które zawsze przegrywał – kończąc z pustymi rękami za każdym razem.

Teraz, cokolwiek mu zostało z oszczędności, rzucił na tę wystawną imprezę – moje tak zwane "urodziny" – tylko po to, żeby spróbować wydać mnie za tego typa. To doprowadza mnie do szału. Kiedy Arthur w końcu zmądrzeje i zrozumie, że to nie jest sposób? Jest gotów sprzedać mnie, żeby spłacić swoje długi, jakbym była jakimś towarem, który można wymienić.

A teraz, oto Alexander Dimitri, stoi przede mną z pistoletem przystawionym do mojej głowy, żądając pieniędzy, których nawet nie mamy.

Ilu wrogów narobił sobie mój ojciec przez swoje lekkomyślne hazardowanie? Ile razy przepuścił każdy grosz, stawiając na plany, które zawsze kończyły się fiaskiem? Gdyby tylko przestał – gdyby tylko zrozumiał, w jakie niebezpieczeństwo mnie wciągnął przez swoje głupie decyzje. Ale nie, oto jestem, uwięziona w bałaganie, który stworzył, i bez względu na to, jak bardzo się staram, nie mogę tego naprawić.

Przyciskam rękę do piersi, próbując złagodzić ból, który wydaje się zaciskać wokół mojego serca. Łzy grożą, że spłyną, trzymając się moich rzęs, ale zmuszam je, by się cofnęły.

"Daj mu czas," mówię, mój głos ledwo słychać. Kręcę głową, wyciągając rękę w stronę Alexandra instynktownie, zanim ją cofnę, niepewna, czego oczekuję.

"Proszę... znajdziemy sposób, żeby to naprawić..."

Napięcie między nami rozciągnęło się nieznośnie, gęstniejąc, gdy cisza napierała ze wszystkich stron.

Nagle – cofnął się. Pistolet uniósł się, ale jego spojrzenie nie drgnęło.

"Chcesz czasu? Dobrze. Masz dwadzieścia cztery godziny." Jego głos opadł, stając się zimniejszy, bardziej obojętny, jakby wydawał wyrok śmierci.

"Przekaż wiadomość. Słowo w słowo," powiedział, jego ton przyprawiający o dreszcze. "I miej gotówkę, albo – tak jak cię ostrzegałem – zabiorę to, co jest mu najdroższe. A kiedy to zniknie, nie będzie już powrotu."

Groźba była jasna, jej ciężar opadł na moją pierś jak ciężki kamień.

Odwrócił się, by odejść, cienie zdawały się gromadzić wokół niego, ale zanim dotarł do drzwi, zatrzymał się.

Spojrzał wstecz.

I uśmiechnął się.

"Do zobaczenia wkrótce, gołąbku."

I zniknął.

A ja upadłam, kolana się ugięły, ręce drżały niekontrolowanie, gdy adrenalina uderzyła we mnie w gwałtownych falach.

Nie miałam żadnych wątpliwości.

Alexander Dimitri nie żartował.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział