Rozdział 8 ROZDZIAŁ 8
Jęknęłam, kiedy zaczęła tyradę o tym, że najlepszą zemstą będzie wyglądać obłędnie i go ignorować.
— A może założę to pojutrze — potargowałam się. Przynajmniej wtedy nie będzie to takie świeże po rozstaniu.
Tak drastyczna zmiana już następnego dnia to jednak trochę przesada.
— Dobrze — ustąpiła. Powiesiła zestaw na samym środku, na widoku, jak ciche przypomnienie, że lepiej, żebym dotrzymała obietnicy.
Właśnie gdy moja matka zaczęła ględzić o kolejnej wyprawie na zakupy po biżuterię, Amy wsunęła głowę do pokoju.
Opadła jej szczęka na widok świeżo rozłożonego stroju i toreb ze starymi ubraniami, piętrzących się na podłodze jak poległe ofiary.
Wciągnęła gwałtownie powietrze. — Wy byłyście na zakupach?! — Jej szok był namacalny. Chwyciła dwie bluzki, pewnie z zamiarem zapytania mnie o zdanie, po czym kompletnie o tym zapomniała na widok zakupowej rzezi.
— Czy to nie jest cudowne? W końcu się ugięła! — Moja matka niemal zapiszczała z radości, prawie podskakując, gdy machała na pożegnanie moim starym ciuchom.
Amy mrugnęła, zastygła na ułamek sekundy. Potem zaczęła klaskać, uśmiechając się szeroko. — Wreszcie, Clara! Najwyższy czas! — zaświergotała, dołączając do mojej matki w świętowaniu.
Jej wzrok zatrzymał się na nowych ubraniach dłużej, niż utrzymał się uśmiech — jakby kalkulowała, co to dla niej oznacza. Płynnie przeszła do swobodnej rozmowy z moją mamą i obie zaczęły zachwycać się niektórymi rzeczami, które miały mnie „cudownie podkreślić”.
Kiedy mama wyszła wyrzucić moje rzekomo ohydne ciuchy, Amy została. Sięgnęła po biały top, przesuwając palcami po miękkim materiale, a potem przeniosła dłoń na postrzępione brzegi szortów.
— Wow, Clara. Nigdy bym nie pomyślała, że dożyję dnia, w którym naprawdę zaczniesz ubierać się dziewczęco — powiedziała. Jej ton balansował między zaskoczeniem a czymś, czego nie potrafiłam nazwać.
Zamarłam. Czy tylko mi się wydawało, czy Amy brzmiała odrobinę urażona?
— Przecież od lat mi powtarzasz, że powinnam odkryć swoją kobiecą stronę. No to to robię.
— Jasne. — Wzruszyła niedbale ramionami. — Chyba naturalne, że zaczniesz się stroić, żeby zwrócić uwagę jakiegoś chłopaka.
W środku jęknęłam. Świetnie. Dokładnie takiego odbioru próbowałam uniknąć. — Nie robię tego dla Kevina.
— Nie mówiłam o Kevinie.
Jej oczy przygwoździły mnie znaczącym błyskiem, ciężkim od sugestii. Cokolwiek jej się wydawało, że wie, nie podobało mi się to ani trochę.
— To o kim mówiłaś? — zażądałam.
Postanawiając zmienić temat, Amy uniosła dwie bluzki, które przyniosła — jedna była jasnoróżowym topem bandeau, druga różanym dekoltem w serek. — Którą mam jutro założyć?
Wciąż oszołomiona jej poprzednią uwagą, oblizałam wargi bez przekonania. — Nie wiem… tę, którą wolisz?
Amy przewróciła oczami. — Gdybym miała wybór, nie pytałabym. Jak myślisz, która bardziej spodoba się Crossowi?
Bandeau sprawia, że moje cycki wyglądają na większe, a dekolt w serek sprawia, że są dostępne do dotykania. — W jej głosie ociekała figlarna zuchwałość.
Nie mogłam w to uwierzyć. Zwłaszcza po tym, jak zbył ją na parkingu. — A może żadnej. Daj sobie spokój z Crossem i idź dalej — burknęłam, już po uszy mając dość tego, że znowu się na nim obsesyjnie skupia.
— Cross będzie mój. Poczekaj tylko, zobaczysz. — Uśmiechnęła się spokojnie, promieniując pewnością siebie, jakby już do niej należał.
Cross taki, Cross śmaki. Tylko o nim potrafiła mówić. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby to był zwykły podziw, ale na tym etapie brzmiała jak bezmyślna fanka.
— Na pewno? — odbiłam. — Zignorował cię, kiedy powiedziałaś dziś rano „cześć”. Już z tobą nie flirtuje, nie odpisuje na wiadomości, nie odbiera telefonów — wyliczałam. A najbardziej szalone było to, że to był dopiero początek. — Nie wspominając o tym, że on też…
— Dość, Clara! — Amy uszczypnęła się w nasadę nosa. Wypuściła długi oddech, jakby kończyła jej się cierpliwość. — Cross mnie lubi. Po prostu jesteś zazdrosna, bo tobie nigdy nie poświęca uwagi.
Prawie opadła mi szczęka. Ona naprawdę tak myślała?
— Co? Myślisz, że nie zauważyłam twojego zachowania wcześniej? — naciskała.
Pokręciłam głową, oszołomiona tym, co słyszę.
— Amy…
— Nie masz prawa mówić mi, co mam czuć, kiedy ty możesz co najwyżej marzyć o tym, żeby doświadczyć Crossa tak jak ja. Możesz być jego koleżanką i spędzać z nim czas, ale na koniec dnia tym właśnie zawsze będziesz: koleżanką.
— Wolę być jego koleżanką niż jego zabawką. Zrobiliście kiedykolwiek coś, co nie wiązało się z seksem? No właśnie. — Z mojego głosu kapała pogarda.
— Przynajmniej powiedział, że mnie kocha!
Ziemia pod stopami jakby się zachwiała. Co?
— Kiedy? — zapytałam, wstrząśnięta, że Cross w ogóle mógłby się posunąć tak daleko. Zawsze dostawał to, czego chciał, bez takich skrajności.
— Tej nocy, kiedy ze sobą spaliśmy. — Amy pochwaliła się tym, wbijając we mnie niewzruszone spojrzenie. — Denerwowałam się, ale wtedy powiedział, że mnie kocha. Powiedział, że kiedy nadejdzie odpowiedni czas, będzie się ze mną spotykał.
— I ty mu uwierzyłaś?! — pisnęłam, osłupiała, że Amy potrafiła tak łatwo mu zaufać.
— To tylko kwestia czasu. — Mrugnęła beznamiętnie, jakby odpowiedź była oczywista. — Byłoby też łatwiej, gdybyś współpracowała. Po prostu nie spodziewałam się, że naprawdę go lubisz i że posuniesz się aż tak daleko — wskazała gestem na strój leżący na moim łóżku. — Powinnam była się domyślić, kiedy wcześniej mi przeszkodziłaś — dodała, nawiązując do incydentu na parkingu.
— Okej, ustalmy jedno. Nie zrobiłam tego, żeby zwrócić uwagę Crossa. Zrobiłam to dla siebie. Bo chciałam.
— Mam taką nadzieję. Nie żebyś i tak była w stanie go zdobyć, nawet gdybyś chciała — zbyła mnie, chichocząc, jakby sam pomysł był najzabawniejszą komedią świata.
We mnie podniosła się fala rywalizacji. Jasne, Cross był przystojny, ale jak trudnym celem mógł być.
Był kobieciarzem. To, że Amy siedziała na takim wysokim koniu po jednej nocy z nim, było wręcz śmieszne.
— Zachowujesz się, jakby bycie z nim było czymś wyjątkowym. Proszę cię. Gdybym chciała, nawet ja mogłabym zwrócić jego uwagę.
Amy uśmiechnęła się z politowaniem.
— Biedna Clara. Przyjaźnisz się z nim tyle czasu i wciąż nie rozumiesz, że nie jesteś w jego typie.
Przewróciłam oczami.
— Nie jestem w jego typie? To typowy playboy. Gdybym chciała go mieć… To byłaby najłatwiejsza rzecz na świecie.
— Chętnie zobaczę, jak próbujesz — rzuciła wyzwanie. Po jej postawie widziałam, że naprawdę ją to bawi.
Moje oburzenie przerodziło się w determinację.
— To patrz. — Przyrzekłam. — A potem niech ci to pokaże, że skoro taka mała ja potrafi zwrócić jego uwagę, to każda dziewczyna może. Może wtedy spojrzysz prawdzie w oczy — jest kobieciarzem, a ty żyjesz w urojeniach.
Amy wyciągnęła rękę, a jej usta wygięły się w prowokujący uśmieszek.
— Zakład.
