Nie w Jego Typie

Pobierz <Nie w Jego Typie> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 7 ROZDZIAŁ 7

Oficjalnie byłam w niebie.

Napięcie w moich plecach rozpłynęło się, gdy elegancki fotel do masażu robił swoje, rolując i ugniatając dokładnie tam, gdzie trzeba. A żeby dopełnić mojego błogostanu, Mimi, pedikiurzystka, wyszorowała mi stopy z delikatną precyzją, po czym przesunęła palcami w górę mojej łydki, zataczając łagodne kółka.

Czy tego mi brakowało przez te wszystkie lata? Gdybym wiedziała, uległabym naleganiom mamy o wiele wcześniej.

— Nic dziwnego, że jesteś od tego uzależniona, to jest niesamowite — powiedziałam.

Na skinienie Mimi zmieniłam stopę. Mama przerzucała katalog lakierów, zatrzymując się, gdy znalazła swój wymarzony kolor, i pokazała go swojej stylistce paznokci.

— Powinnaś była mnie posłuchać. — Zadowolony przechył jej głowy zdradzał, że jest całkiem usatysfakcjonowana tym, że dobrze się bawię. — Chcesz, żebym wybrała ci kolor na pierwszy raz?

— Tak. Najlepiej coś prostego.

Zacisnęła usta, po czym zwróciła się do Mimi z ostatecznością w głosie.

— French na stopy, a na paznokcie delikatny róż.

Kiedy skończyły, musiałam przyznać — uwielbiałam efekt. Było ładnie, ale nie przesadnie, dokładnie tak, jak chciałam.

Gdybym poszła do szkoły z czymś zbyt drastycznym, zwiędłabym ze wstydu. Lepiej wchodzić w to powoli. Zwłaszcza że nie chciałam, żeby ludzie uznali to za jakiś plan zemsty na Kevinie.

Nieproszone myśli powędrowały do Crossa — jego wyrachowane oczy i pewny siebie, zuchwały uśmieszek. Już słyszałam, jak jutro klaszcze w dłonie i ogłasza, że awansowałam z „wyższej średniej” na ładną. Zachichotałam pod nosem. To byłoby miłe — wreszcie mieć jego uwagę w pozytywny sposób, zamiast jak zwykle znosić docinki.

Mijając witryny sklepów, dostrzegłam nasze odbicie w szybie. Uniosłam dłoń i musnęłam świeżo wydepilowane brwi. Nigdy wcześniej nie przywiązywałam do nich wagi, ale teraz… teraz moja twarz wyglądała łagodniej, schludniej. Niesamowite, co potrafi zrobić najmniejsza zmiana.

Zatrzymałyśmy się przed Coconuts, popularnym sklepem odzieżowym, w którym roiło się od dziewczyn w moim wieku. Wieszaki pękały od koronek, pasteli i niezliczonych crop topów. Ścisnęło mnie w żołądku.

Nie pasuję tu.

Mama złapała mnie za rękę, jakby spodziewała się, że zaraz ucieknę. Delikatnym pociągnięciem poprowadziła mnie przez szklane drzwi, a dzwoneczek nad nami zadźwięczał. Spoza wieszaka wynurzyła się blond sprzedawczyni z naręczem ubrań. Uśmiechnęła się promiennie mimo chaosu źle odwieszonych rzeczy.

— Witamy w Coconuts! Potrzebujecie pomocy w znalezieniu czegoś?

— Nie martw się, kochanie. Tylko się rozglądamy. — A potem poprowadziła mnie prosto do działu z ubraniami domowymi.

— Zaczniemy tutaj — oznajmiła pogodnie. — Kilka uroczych kompletów na dni, kiedy chcesz czuć się wygodnie.

Mama była sprytna. Mądrze prowadziła mnie drogą najmniejszego oporu. Lubiłam dresy, ale te były zupełnie inne niż te nijakie, które miałam w szafie. Przesunęłam palcami po nowym materiale.

Masło.

Takie miałam wrażenie.

Mama wyciągnęła bladożółty komplet.

— Co o tym myślisz?

— Nie miałabym nic przeciwko, żeby go przymierzyć.

I tak to się toczyło. Ona wybierała kolejne rzeczy, ja kiwałam głową albo kręciłam nią, aż w końcu przymierzyłam pięć kompletów i zdecydowałam się na trzy — te z dłuższymi górnymi częściami, które mogłam naciągnąć tak, żeby zakryć brzuch.

To było dziwne — widzieć siebie w delikatnych kolorach zamiast w zwyczajowej szarości i workowatej bawełnie. Uniosłam rękaw do twarzy i wciągnęłam zapach. Nowe. Dokładnie tak, jak chciałam jutro pojawić się w szkole. W środku aż mnie łaskotało z podekscytowania. Potem mama zaprowadziła mnie do prawdziwego wyzwania — spódnic, bluzek i wszystkich dziewczęcych rzeczy.

— Czuję się kompletnie zagubiona — przyznałam. Wpatrywałam się w wieszaki, jakby były zapisane w obcym języku.

Wszystko dookoła było ładne, ale szczerze mówiąc, nie potrafiłam wyobrazić sobie siebie w żadnej z tych rzeczy.

— Dlaczego, kochanie? Po prostu pooglądaj i wybierz to, co ci się podoba. Przymierzymy i zobaczymy, jak się w tym czujesz — tak jak wcześniej. — Uniosła dżinsową spódnicę, a w jej oczach tliła się nadzieja.

Była urocza i pasowałaby do wszystkiego. Nie za krótka, ale…

— Mam wrażenie, że Amy potrafiłaby to nosić. Ja nie. — Jej brwi uniosły się, po czym ściągnęły w zaniepokojeniu. — Skąd ci to przyszło do głowy? Oczywiście, że możesz to założyć — powiedziała, kręcąc głową.

Zabrakło mi głosu. Jak miałam jej to wytłumaczyć?

Te ładne ubrania były dla innych dziewczyn. Nie dla mnie. Jeśli je założę, wszyscy zobaczą, jak bardzo do nich nie pasuję.

Ramiona mamy zamknęły się wokół mnie, zatrzymując spiralę moich myśli. Bez słowa jej uścisk szeptał: nie martw się. Przycisnęłam nos do jej koszuli, a wanilia i brzoskwinie otuliły mnie jak sama wygoda.

— Przez te wszystkie lata nigdy nie widziałam, żebyś ekscytowała się tym, co nosisz — powiedziała cicho. — Wyciągasz z szafy pierwszą lepszą rzecz i idziesz dalej. Dzisiaj pierwszy raz widziałam, jak uśmiechasz się do swojego odbicia.

Westchnęłam. — Podobają mi się, tylko… chyba po prostu chciałabym być ładna bez tego wszystkiego. — Wskazałam na rosnącą stertę.

— Ale już jesteś, kochanie — odparła łagodnie. — To nie chodzi o to, żebyś stała się piękna. To chodzi o dbanie o siebie i o znalezienie tego, co cię podkreśla. Chcę, żebyś pozwoliła swoim najlepszym cechom zabłysnąć.

Zatoczyła dłonią gest w stronę wieszaków. — Ty jesteś płótnem, a to są twoje kolory. Co chcesz namalować?

— Dla kogo to jest? — zapytałam cicho.

— Przede wszystkim dla ciebie — powiedziała stanowczo — a potem dla ludzi wokół. Stajesz się młodą kobietą i to, jak się prezentujesz, wysyła pewien komunikat.

Czy kochasz siebie. Czy szanujesz siebie. Ludzie to odczytają i będą cię traktować zgodnie z tym, co widzą. Nie zawsze możesz kontrolować, jak cię postrzegają, ale możesz pokazać się z jak najlepszej strony.

Tego też chciałam. Amy wykorzystywała mnie, żeby dotrzeć do chłopaków, których pragnęła. Chłopcy wykorzystywali mnie, żeby dotrzeć do niej. Kevin wykorzystywał mnie, żeby dotrzeć do kogoś ładniejszego. Zawsze wykorzystywana. Nie potrzebuję, żeby oni mnie cenili, ale ja będę cenić siebie.

— Masz rację.

Z bardziej spokojnym sercem chwyciłam dżinsową spódnicę, a potem pozwoliłam sobie sięgnąć po wszystkie ubrania, które zawsze po cichu podziwiałam, ale nigdy nie odważyłam się przymierzyć.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział