Nie w Jego Typie

Pobierz <Nie w Jego Typie> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 6 ROZDZIAŁ 6

Do pory lunchu wszyscy już wiedzieli, że z Kevinem to koniec. Za mną ciągnęły się szepty: „rzuciła go” mieszało się z „i tak chciał Amy”. Zachowałam spokój. Odmówiłam powtórki z poprzedniego załamania.

— Podasz ketchup? — poprosiłam, wsuwając się na swoje zwykłe miejsce.

David, w połowie kęsa kanapki, posłał w moją stronę butelkę. Kiedy lekko polałam frytki, Cross oparł łokcie o stół i splótł palce pod brodą, przyglądając mi się tak, jakbym była jego kolejną rozrywką.

— Słyszałem o tym paskudnym rozstaniu z Kevinem. — Zamiast współczucia wyglądał na całkiem zadowolonego z siebie.

Przewróciłam oczami.

— Nie nazwałabym tego paskudnym, ale było konieczne.

— Zdecydowanie konieczne — przyznał stanowczo, zdecydowanie zbyt łatwo. — Następnym razem, zanim zechcesz rozważyć jakiegoś faceta, skonsultuj to najpierw ze mną.

Parsknęłam. Znając jego historię, poziom jego pewności siebie był zdumiewający.

— Jasne, bo ty świetnie oceniasz ludzi.

— Rozpoznałem gierki Kevina z kilometra. Jestem bardzo dobry w ocenianiu charakteru.

— Wyraźnie nie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłeś w poważnym związku. Ty tylko przeskakujesz z dziewczyny na dziewczynę.

Cross uśmiechnął się krzywo, jakby właśnie udowodniłam jego rację.

— Właśnie. Szukam dobrej zabawy, nie związku na długie lata, więc wybieram odpowiednio. To się nazywa bycie efektywnym.

— Chcesz mi w tym pomóc? — wtrącił David. — Bo ja ciągle wybieram takie, co się przyklejają. — Wgryzł się w burgera z miną pełną urazy.

— Proszę, nie bierz od niego rad — błagałam.

Cross jęknął.

— Clara, zachowujesz się, jakby te dziewczyny były do tego zmuszane. One wiedzą, na co się piszą.

Teddy zachichotał.

— A tak w ogóle, z kim teraz piszesz?

Cross przeciągnął się. Zmuszałam się, żeby skupić uwagę na burgerze, kiedy pod koszulką poruszyły się zarysowane mięśnie.

— Z Jennifer. Trzymała mnie do drugiej w nocy, wysyłając sprośne wiadomości.

Pokręciłam głową.

— Jesteś nie do zniesienia. Kiedy wreszcie zaczniesz szukać czegoś poważnego, zamiast wykorzystywać dziewczyny do rozrywki?

Cross odchylił się, wsunął dłoń we włosy, a jego oczy zalśniły.

— Kiedy się w tobie zakocham. — Pozwolił, żeby te słowa zawisły w powietrzu odrobinę za długo, po czym dodał: — Innymi słowy: nigdy.

Moje spojrzenie mogłoby ciąć stal. On tylko wyszczerzył się jeszcze szerzej.

Palant.

Popołudniowe słońce prażyło, kiedy szłam przez parking, żeby poczekać na Amy. Wcześniej zastanawiałam się, czy nie pojechać po prostu autobusem — byłabym szybciej w domu, bez czekania. Ale… naprawdę lubiłam te ciche godziny w bibliotece. Pomagały mi się skupić i wyprzedzać terminy zadań. Poza tym, gdybym przyszła wcześniej, mama natychmiast zaczęłaby zadawać pytania.

Dlaczego nie wracasz z Amy? Stało się coś?

Choć nienawidziłam tego, co zrobiła Amy, nie chciałam mówić o tym mamie. Była zbyt dobra i zbyt szybko przywiązywała się do ludzi. Gdyby się dowiedziała, zrujnowałoby to sposób, w jaki postrzegała Amy — a co gorsza, nadwyrężyłoby ponad dwudziestopięcioletnią przyjaźń, którą miała z mamą Amy.

Już widziałam oczami wyobraźni, jak najpierw zanosi się histerycznym płaczem, a potem jednym tchem wyrzuca Amy z domu. Nie byłam aż tak mściwa, żeby wyrzucać ją, kiedy do zakończenia szkoły zostały jeszcze miesiące. Poza tym nie byłam przecież aż tak zaangażowana w Kevina. A choć metody Crossa, którymi udowadniał swoją rację, były pokręcone, wolałam zmierzyć się z prawdą, niż żyć w niewiedzy.

Z daleka z podwójnych drzwi wylała się fala cheerleaderek, podskakujących z drgającymi kokardami i wymachujących pomponami. Za nimi wyszli chłopcy w sportowych strojach. Trening oficjalnie się skończył, ale jak zawsze kręcili się jeszcze, żeby pogadać. Amy wypatrzyłam natychmiast; trzymała Jamesa za rękę i wyglądali jak para wprost z obrazka.

Prychnęłam. Zabiegał o nią tak zaciekle, że już w połowie spodziewałam się, że z rozpaczy dawno powinien się rozsypać. A jednak był — u jej boku jak głupi szczeniak. Podniósł ją i zakręcił nią jak księżniczką na balu. Chyba jeśli jest się wystarczająco ładną, można sobie pozwolić na wszystko.

Nagle — szturchnięcie. Ostre i mocne w bok talii. „Au!” pisnęłam, szarpnięta do przodu.

Za mną powietrze wypełnił figlarny śmiech. Zwęziłam oczy na sprawcę. Cross. Był zgięty wpół, rozkoszując się moją reakcją. Dłoń wciąż miałam przyciśniętą do piersi, uspokajając serce rozhuśtane adrenaliną.

Kiedy on, do diabła, zdążył wyjść? Nawet go nie

zauważyłam.

„Za co to było?!” warknęłam, uderzając go w ramię. Kiedy zamachnęłam się drugi raz, złapał mój nadgarstek w pół ruchu.

„CJ, musisz wyostrzyć czujność. A co, jeśli byłbym porywaczem?”

„To walczyłabym o życie” — odburknęłam. Mimo to rozejrzałam się, zdezorientowana. Byłam pewna, że nie widziałam, żeby przemknął obok tych podwójnych drzwi. „Jak w ogóle tu dotarłeś, żebym tego nie zauważyła?”

Zignorował moje pytanie. „Będę udawał porywacza. Jesteś gotowa?”

„Nie” — zaczęłam, ale zanim zdążyłam dokończyć, rzucił się na moje nogi i jednym płynnym ruchem poderwał mnie z ziemi.

Parking przechylił mi się pod stopami, niebo zawirowało, gdy ramiona Crossa zacisnęły się wokół moich nóg. A potem ruszył biegiem — tak szybko, że pasma mojego kucyka wyrwały się i trzepotały na wietrze.

„Hej!” wrzasnęłam, chwytając się jego ramion, żeby nie stracić równowagi.

Moje palce wbiły się w twardy mięsień jego bicepsa,

sprawiając, że twarz zapłonęła mi gorącem.

Cross zanosił się dzikim śmiechem — brzmiał głęboko i nieokiełznanie, a echo odbijało się od samochodów, kiedy niósł mnie jak Joker biorący kolejną zakładniczkę. Doszło do tego, że ludzie zebrani przy szkole zaczęli się gapić.

Ich głowy odwróciły się w naszą stronę, ciekawskie spojrzenia utkwione w ich rozgrywającym.

„Okropnie sobie radzisz, Clara. Patrz, prawie jestem przy swoim aucie!”

Policzki miał zaczerwienione po treningu, a w oczach błyszczała nieskrępowana wesołość, bo udało mu się mnie zaskoczyć. Pacnęłam dłońmi wprost na jego oczy, skutecznie go spowalniając.

— Natychmiast mnie odnieś z powrotem! — zażądałam.

Cross skręcił głowę w lewo, potem w prawo, ale podążałam za każdym ruchem, uparta jak zawsze, aż zorientowałam się, że dłonie robią mi się wilgotne.

— Fuj, jesteś spocony! — wrzasnęłam, odsuwając się. Wytarłam resztki o jego koszulkę, kompletnie obrzydzona.

Cross wyszczerzył się w uśmiechu.

— Powinnaś je zebrać do butelki. Kiedyś będą warte miliony.

Zanim zdążyłam zaprotestować, bezceremonialnie mnie zrzucił. Gdybym nie złapała garści jego koszulki, wylądowałabym plackiem na asfalcie.

Pchnęłam go mocno, ale nie drgnął nawet o centymetr.

— Małe ostrzeżenie byłoby miłe!

Spojrzał na mnie z góry, jakbym była rozkapryszonym dzieckiem. Jego wzrost rzucał cień w palącym słońcu.

— Porywacze nie ostrzegają.

Przerwał nam przesłodzony głos:

— Clara, tu jesteś. Szukałam cię.

Kucyk Amy podskakiwał, gdy podbiegła, a jej oczy rozjaśniły się na widok Crossa opartego o samochód.

Zaraz… czy ona nie była przed chwilą z Jamesem? Zwykle spędzali ze sobą więcej czasu, zanim ruszaliśmy do domu. Widocznie okazja z Crossem była warta porzucenia chłopaka.

— Hej, Cross, co tam u was? — posłała swój firmowy uśmiech, ten, od którego większość chłopaków zaczynała niemal dyszeć.

Nie Cross. On wyglądał na znudzonego.

— Uczę Clarę, jak dać się nie porwać.

Amy zachichotała, nie zrażona. Zrobiła kolejny krok bliżej.

— Ja też chcę się nauczyć.

— Szkoda, bo ja jestem gotowa wracać do domu — powiedziałam. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam z powrotem do jej samochodu.

Uśmiech Amy zadrżał. Zawahała się, kręcąc się w miejscu, jakby spodziewała się, że Cross mnie zatrzyma, ale on już wsiadł do swojego auta i przegazowywał silnik.

Usłyszałam, jak tupie za mną; każde stuknięcie obcasów promieniowało irytacją. Kiedy wsunęła się na fotel kierowcy, trzasnęła drzwiami tak mocno, że zadrżało lusterko. Spokojna jak zawsze, poprawiłam się na miejscu pasażera i wpięłam pas.

Nie mogłam się powstrzymać… czułam dziwną satysfakcję. Kiedyś tworzyłam jej drobne okazje, żeby mogła pogadać z Crossem. Już nie. Ten rozdział mojego życia był zamknięty.

— To nie było fajne z twojej strony, że tak sobie poszłaś i zepsułaś ten moment — powiedziała. Wargi zacisnęła w cienką kreskę, wcale nie rozbawiona.

Parsknęłam. Jest oderwana od rzeczywistości, jeśli myśli, że to był jakiś „moment”. Widząc, jak drga jej szczęka, powiedziałam:

— Wyglądasz idiotycznie, flirtując z Crossem, kiedy masz chłopaka. Jamesowi naprawdę w ogóle nie przeszkadza, że tu całujesz się i flirtujesz z innymi?

— Nie — warknęła, unosząc brodę wyzywająco. — Jesteśmy w otwartym związku. Mogę robić, co chcę, i on może robić, co chce.

Opadła mi szczęka. — Mówisz poważnie? W takim razie po co w ogóle wchodzić w związek? Lepiej już zostać singielką.

To nie miało sensu. Cały sens związku polegał na zaangażowaniu, a jeśli miało to być wolna amerykanka, to równie dobrze mogła w ogóle zrezygnować ze „statusu w związku”…

Chyba że…

— Czekaj… tylko mi nie mów, że weszłaś w ten związek, żeby zrobić Crossowi na złość? Żeby był zazdrosny?

Amy wierciła się na siedzeniu, wyraźnie spięta.

Nie. No nie.

Wiedziałam, że jest głupia, ale nie aż tak. Patrzyłam na nią z rozdziawionymi ustami, po czym wybuchnęłam histerycznym śmiechem.

— To nawet nie ma sensu, przecież on nigdy cię nie lubił — wydusiłam między kolejnymi wybuchami śmiechu.

Zmroziła mnie spojrzeniem, a jej uścisk na kierownicy się wzmocnił. — Lubił! Byliśmy razem przez dwa miesiące!

Otartłam zbłąkaną łzę z kącika oka, uśmiechając się. Nie musiałam się na Amy mścić — ta dziewczyna sama sobie rujnowała życie.

— Nie. Przespałaś się z nim przez miesiąc, a w drugim miesiącu miał ciebie i jakąś inną laskę na zmianę, pamiętasz? Błagałaś mnie, żebym weszła mu do telefonu i zablokowała ją tak, żeby się nie zorientował.

Amy burknęła coś pod nosem. Skręciła w moją ulicę i ostrym ruchem wturlała się na podjazd. Ironia losu. Rano jechałam do szkoły wściekła, a teraz role się odwróciły i to ona jest tą obrażoną. Amy wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, ale się powstrzymała. Oczywiście. Miała czelność zrobić mi świństwo pod moim dachem. W tej sytuacji lepiej, żeby zachowywała się jak aniołek. Wyskoczyłam z auta z większą energią niż zwykle.

Zanim zdążyłam chwycić za klamkę, drzwi się otworzyły. Stała w nich moja mama, z oczami błyszczącymi tak, jakby czekała na tę chwilę. Uprzejmie pomachała Amy, po czym natychmiast zasypała mnie pocałunkami.

Jęknęłam, wykręcając się spod jej czułości, ale i tak ją objęłam.

— Czekałam cały dzień, aż mi powiesz nowinę! — zapiszczała, niemal podskakując, kiedy szła za mną po schodach. Gdy weszłyśmy do mojego pokoju, zamknęła drzwi z teatralnym rozmachem, jakby to miała być największa tajemnica świata.

Zmiękło mi spojrzenie. Mama naprawdę była urocza. Wychowując tyle dziewczyn, marzyła o takiej samej więzi ze mną.

— To cooo… chodzi o chłopaka? — zgadła, poruszając brwiami w konspiracyjnym zachwycie. W jej głosie było tyle ekscytacji, że nie chciałam jej zawieść.

Przełknęłam ślinę. No cóż, miało chodzić. Ale już nie. Nie umiejąc zgasić blasku w jej oczach, zrobiłam najlepszą rzecz, jaka mi przyszła do głowy. Ujęłam ją za rękę i pociągnęłam w stronę mojej szafy.

— Postanowiłam odświeżyć swój styl. Jestem gotowa na reset.

Jej piskliwy krzyk poniósł się aż po krańce domu.

— NAAAAAARESZZZCIE!

Zatkałam uszy, śmiejąc się z jej podskoków z radości.

Nie tracąc ani sekundy, wyciągnęła mnie za drzwi, jakby przygotowywała się na ten moment przez całe życie.

Tak, nadszedł czas, żeby zająć się tą częścią mojego życia, którą odkładałam od bardzo dawna.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział