Rozdział 5 ROZDZIAŁ 5
Drżącymi dłońmi wygładziłam włosy, układając je na miejscu. Moje zaszklone oczy przebiegły po odbiciu: goła skóra, prosty nos, jasne piegi rozsiane na policzkach. Nie byłam najpiękniejszą dziewczyną, ale nigdy też nie uważałam się za nieatrakcyjną. Może nie chodzi o to, że jestem brzydka, tylko o to, że na tle wszystkich innych po prostu znikam w tle.
Niezapamiętywalna.
Zwyczajna dziewczyna.
Czując narastające pieczenie pod powiekami, zacisnęłam oczy. To nie był czas na płacz. Do lekcji zostało mi mniej niż pięć minut.
Najbardziej szalone było to, że to wszystko wcale nie dotyczyło Kevina. Nie byłam z nim na tyle długo, żeby jego zdrada miała mnie łamać. Bolało to, co oznaczały jego czyny — że nie jestem dość ładna, żeby zatrzymać przy sobie chłopaka, i że żaden facet nie potrafi być mi wierny, kiedy ma szansę być z kimś piękniejszym, jak Amy.
Cross miał rację. Amy i ja byłyśmy po przeciwnych stronach spektrum. Ja byłam „jedną z kumpli”, a ona „dziewczyną jednego z chłopaków”. Faceci zasypywali ją uwagą, a ja byłam dla nich niczym więcej niż sposobem, żeby się do niej zbliżyć. Jedynymi chłopakami, którzy nie grali w tę grę, byli Cross, David i Theodore — i to tylko dlatego, że nie musieli. Ich uroda trzymała ich w niekończącej się rotacji chętnych dziewczyn.
Mogłabym zrobić brwi...
Mama od dawna błaga mnie o babski dzień. Może w końcu pozwolę jej zaciągnąć mnie do galerii po szkole.
Ledwo widoczny cień meszku nad górną wargą ostatecznie mnie przekonał. Tak. Potrzebowałam resetu.
Odsunęłam się od lustra, jeszcze raz otarłam oczy i wyszłam z łazienki.
Pobiegłam korytarzami z kamienną twarzą, nie chcąc wystawiać się na niczyją ocenę. Na szczęście w szumie rozmów nie przewijała się moja drobna sprzeczka z Crossem, tylko inne, soczystsze plotki z wczorajszego wieczoru. Odetchnęłam z ulgą.
A potem, ku mojemu zaskoczeniu, przy mojej szafce czekał Kevin. Uśmiechał się od ucha do ucha, ale uśmiech nie sięgał oczu — te przygniatało poczucie winy.
Przynajmniej ma sumienie.
— Hej, Clara, jak tam wczorajsza nauka?
Gdyby Amy nie powiedziała mi, co stało się wczoraj w nocy, zrzuciłabym jego nerwowość na zbliżający się test.
— Świetnie. A jak minęła ci noc? — rzuciłam oschle, powstrzymując się, żeby dać mu szansę przyznać się samemu.
— Była fajna impreza, nie zostałem tam długo... — Jego głos zadrżał na końcu.
Otworzyłam szafkę i poprzekładałam książki, tylko po to, żeby sprawdzić, czy będzie mówił dalej.
Nie mówił.
Zatrzasnęłam szafkę z głuchym łupnięciem. — Nie zamierzasz mi powiedzieć, co się stało na wczorajszej imprezie?
Kevin wyraźnie zesztywniał. — Nie wspomnisz o całowaniu z Amy?
Jego maska opadła. — Słuchaj, Clara, nie chciałem. To było wyzwanie, nic nie mogłem na to poradzić.
— Zabawne — przerwałam mu. — Bo według ludzi, którzy tam byli, miałeś wybór.
Zaklął pod nosem. — Przepraszam.
— Przepraszasz? — Mój głos stwardniał. — Pozwól, że cię o coś zapytam: czy poprosiłeś mnie, żebym została twoją dziewczyną, tylko po to, żeby zbliżyć się do Amy?
Cisza.
A jednak mówiła wszystko.
Zwykle faceci się ze mną kumplują, żeby być bliżej niej, ale to... to było coś nowego.
Zaśmiałam się bez cienia wesołości. — On miał rację. Jesteś psem.
Ruszyłam korytarzem, ale Kevin potruchtał za mną i złapał mnie za ramię. — Słuchaj, nie udawajmy, że któremukolwiek z nas naprawdę chodziło o związek. Tobie podoba się Cross, mnie podoba się Amy. Myślałem, że mamy to samo na myśli.
Odsunęłam się z obrzydzeniem. — O czym ty mówisz? Nie byłam z tobą, żeby wzbudzić w Crossie zazdrość. Nigdy bym kogoś tak nie wykorzystała.
— Myślisz, że nie widziałem was wczoraj na korytarzu? Praktycznie błagałaś o jego uwagę. Skoro ty tak robisz, uznałem, że ja też mogę skorzystać z okazji i pocałować dziewczynę, której chcę.
Patrzyłam na niego, osłupiała. W wyprasowanych chinosach i koszuli z kołnierzykiem wyglądał dokładnie tak, jakim był człowiekiem: poukładanym, zadbanym, zawsze na tip-top. Jego schludny wygląd sprawił, że dałam się zwieść i pomyślałam, że nie jest jak reszta. W rzeczywistości był gorszy.
Cross nie ukrywał swojej prawdziwej natury. A Kevin? On był wilkiem w owczej skórze.
Ale może na tym polegał mój problem. Wciąż dopisywałam ludziom cechy charakteru na podstawie wyglądu, zamiast oceniać po owocach. A owoce Kevina były zgniłe.
Zacisnęłam usta w twardą linię. — Kończę tę rozmowę. Nie odzywaj się do mnie nigdy więcej.
Tym razem Kevin wiedział, że nie powinien iść za mną.
