Nie w Jego Typie

Pobierz <Nie w Jego Typie> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 4 ROZDZIAŁ 4

– Dlaczego ośmieliłeś się wyzwać Amy, żeby pocałowała mojego chłopaka? – zapytałam, a mój głos był śmiertelnie lodowaty.

Oczy Crossa wypełniła mroczna satysfakcja, jakbym właśnie weszła do jego gry, a on był jedyną osobą, która zna zasady.

– Graliśmy w prawdę czy wyzwanie. – Zamiast okazać skruchę, kącik jego zębów błysnął w słońcu, rozbawiony. – To tylko gra, CJ. Nie sądziłem, że cię to obejdzie. – Ten drażniący, zaczepny ton zdradzał, że wie, iż jest dokładnie odwrotnie.

I miał rację. Obchodziło mnie. Krew zawrzała mi w żyłach.

– Kevin jest moim chłopakiem, jak mam się nie obrazić?

– Chyba będziesz musiała trzymać go na krótkiej smyczy, jaskierku. – Cross odsunął mi pasmo włosów za ucho, jakby chciał mnie pocieszyć.

Strąciłam jego dłoń. – Spośród wszystkich facetów, których mogłeś wybrać, dlaczego akurat mojego chłopaka? Powinieneś był wyzwać Amy, żeby pocałowała ciebie!

Cross wzruszył ramionami, obojętny. – Nie chciałem jej całować.

– Wcześniej ci to nie przeszkadzało!

– To było kiedyś. – Jego uśmiech się pogłębił, a w kąciki wpełzło okrucieństwo. – Teraz bardziej bawi mnie patrzenie, jak twój tak zwany „dobry” chłopak zachowuje się jak pies, którym naprawdę jest. Ale hej, gratulacje, pobiłaś rekord. Zamiast nie mieć chłopaka, zdołałaś utrzymać jednego… przez cały dzień. – Uniósł palec, jakby ogłaszał moje największe osiągnięcie.

Z goryczą chwyciłam jego palec wskazujący i zaczęłam wykręcać go do tyłu. Jego szczęka drgnęła z bólu, ale zanim zdążyłam nacieszyć się tym drobnym zwycięstwem, wyrwał palec i obrócił mnie tak, że moje ręce zostały wykręcone za plecami. Poczułam żar jego ciała, gdy przycisnął mnie do siebie od tyłu. Niebezpieczna świadomość zwinęła się wzdłuż mojego kręgosłupa.

– Puść mnie, ty dupku! Nie mogę cię znieść! – Szarpałam się, ale trzymał mnie twardo na miejscu. Wygięłam szyję i posłałam mu wściekłe spojrzenie. – Rozumiem, że nie masz żadnego szacunku do związków, ale dlaczego musiałeś przyjść i zniszczyć mój?!

Jego lodowcowo błękitne oczy wwierciły się w moje, zimne i nieodgadnione. – Chyba po prostu taki jestem.

Kopnęłam do tyłu, celując w jego krocze, ale bez wysiłku przesunął mnie do przodu.

– Nienawidzę cię!

W końcu mnie puścił, ale powietrze między nami zgęstniało. Po raz pierwszy Cross wyglądał niemal… na wściekłego.

– Powinnaś mi dziękować – warknął. Z jego głosu zniknęło całe rozbawienie, stał się ostry. – Kevin mógł odmówić, ale tego nie zrobił. Pocałował Amy. To był jego wybór. Więc nie zwalaj swojego gówna na mnie. – Jego spojrzenie paliło mnie na wylot, unieruchamiając w miejscu.

Potem, jakby pstryknął przełącznik, wrócił jego uśmieszek. – Ale nie złość się na niego, kochanie. Ty i Amy? Jesteście po przeciwnych stronach spektrum.

Serce runęło mi w dół. Drugi cios, okrutniejszy niż pierwszy. Wiedziałam, że Amy jest ładniejsza ode mnie – nie dało się tego zignorować – więc nawet nie próbowałam się porównywać. Ale czy naprawdę byłam aż tak dużo gorszym „standardem”? Usłyszeć to od Crossa bolało bardziej, niż chciałam przyznać.

Łzy napłynęły mi do oczu. A żeby było gorzej, gdzieś po drodze zebrał się tłum. Czułam ciężar ich spojrzeń, ich szepty tnące powietrze jak noże. Cross już wyciągnął telefon i przewijał ekran, jakby mnie w ogóle tam nie było. Jakbym nie była już warta jego uwagi.

Zanim ktokolwiek zobaczył, jak się łamię, rzuciłam się do środka. Lustro w łazience rozmazało się, gdy wreszcie popłynęły łzy.

Kevin zdradził. Z własnej woli. To nie była wina Amy, nie Crossa. To była jego wina. To on złożył mi zobowiązanie i, koniec końców, chłopak, którego uważałam za innego, okazał się taki jak reszta.

Otarlam łzy, wachlując twarz w desperackiej próbie zatarcia zaczerwienienia, zanim zaczęły się zajęcia.

A pomyśleć, że Cross ostrzegał mnie przed Kevinem, a ja zbyłam to jako zazdrość. Zazdrość, ze wszystkich rzeczy. Jakby on kiedykolwiek mógł być o mnie zazdrosny.

Nawet gdy moje oczy się oczyściły, jego ostre słowa wciąż we mnie siedziały.

Byłam przyzwyczajona do zbywania arogancji Crossa i jego okrutnych żartów, ale nigdy nie posunął się wobec mnie tak daleko.

Widziałam mnóstwo innych dziewczyn, które brały na siebie ciężar jego bezduszności, ale to… To było inne. Nie rozumiałam, co to wywołało. Nic mu nie zrobiłam.

Cross potrzebował kogoś, kto sprowadzi jego ego na ziemię.

Kogoś, kto udowodni, że nie może mu to ujść na sucho.

Wszystkiego. Pewnego dnia jakaś dziewczyna sprowadzi go na ziemię.

A gdybym miała być szczera, chciałam, żeby tą osobą była

ja.


Perspektywa Crossa

Słońce świeciło zbyt ostro. Odbijało się od maski mojego samochodu i kłuło mnie w oczy, ale i tak nie tak mocno jak widok Clary James maszerującej przez parking prosto w moją stronę.

Wyglądała jak chmura burzowa w za dużej bluzie z kapturem. Czułem drżenie jej kroków przez asfalt i przez sekundę moje serce wykonało ten głupi, nierówny łomot o żebra. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem, że potrafię rozpoznać jej chód ze stu metrów. Nienawidziłem, że dokładnie wiem, którą parę zajechanych trampek ma na sobie, zanim jeszcze dotrze do krawężnika.

– Dlaczego kazałeś Amy pocałować mojego chłopaka?

Jej głos był wściekły i zabójczy. Niski, wibrujący pomruk, od którego zjeżyły mi się włoski na karku. Większość dziewczyn płakała albo wrzeszczała, kiedy się na mnie wkurzały. Clara? Wyglądała, jakby chciała mnie rozmontować, kawałek po kawałku, i rozrzucić po murawie.

Poczułem, jak w piersi bulgocze ta znajoma, mroczna rozkosz. To było jak narkotyk. Żyłem dla chwil, w których potrafiłem wycisnąć z niej jakąkolwiek reakcję, nawet jeśli była nią czysta, nieskażona nienawiść. Dopóki na mnie patrzyła, nie miało znaczenia, jakie to było spojrzenie.

– Graliśmy w prawdę czy wyzwanie.

Pozwoliłem, by słońce błysnęło na moich zębach, kiedy posłałem jej ten swobodny, rozbawiony uśmieszek, który zwykle sprawiał, że ludzie odpuszczali. W środku tętno mi szalało. Obserwowałem jej oczy. Te oczy, które zawsze zdawały się widzieć na wylot moje bzdury, i brnąłem w kłamstwo. – To tylko gra, CJ. Nie sądziłem, że cię to obejdzie.

Kłamstwo miało w ustach smak miedzi. Wiedziałem, że ją to obchodzi. Na to liczyłem.

– Kevin jest moim chłopakiem, jak mam się nie poczuć urażona?

Chłopakiem. To słowo zabrzmiało jak obelga. Kevin był tekturową atrapą człowieka. Typem, który przepraszał za to, że oddycha zbyt głośno. Sama myśl o tym, że Clara – ostra, błyskotliwa i przerażająca Clara – marnuje czas na gościa, który składa się jak leżak przy pierwszym „wyzwaniu”, doprowadzała mnie do wrzenia.

Wyciągnąłem rękę, palce zadziałały same. Zasunąłem jej za ucho niesforne pasmo włosów. Jej skóra była ciepła i przez ułamek sekundy chciałem zostawić tam dłoń. Chciałem sprawdzić, czy się rozpłynie, czy wybuchnie.

– Chyba będziesz musiała trzymać go na krótkiej smyczy, jaskierku.

Plask.

Odepchnęła moją rękę tak mocno, że skóra mnie zapiekła. Dobrze. Zasłużyłem. Ale nie zamierzałem przestać.

– Spośród wszystkich facetów, których mogłeś wybrać, dlaczego mojego chłopaka? Powinieneś był wyzwać Amy, żeby pocałowała ciebie!

Wzruszyłem ramionami, udając znudzenie, którego nie czułem. – Nie chciałem jej całować.

– Wcześniej ci to nie przeszkadzało!

– To było kiedyś. – Zrobiłem krok bliżej, pozwalając, by okrucieństwo wsiąkło w kąciki mojego uśmiechu. Musiałem ją zranić, bo ona raniła mnie samym tym, że stała przede mną, taka drobna i taka uparta. – Teraz bardziej bawi mnie patrzenie, jak twój rzekomo „dobry” chłopak zachowuje się jak pies, którym naprawdę jest. Ale hej, gratulacje, pobiłaś rekord. Zamiast żadnego chłopaka udało ci się utrzymać jednego… przez cały dzień.

Uniósłem palec wskazujący, kpiąc z jej osiągnięcia. Spodziewałem się, że odejdzie. Spodziewałem się, że się rozsypie.

Zamiast tego złapała mój palec i zaczęła wykręcać go do tyłu.

Ból strzelił w górę ramienia, ostry i biało-gorący. Drgnęła mi szczęka, mięśnie się spięły, kiedy walczyłem z odruchem, by się skrzywić. Ona naprawdę to robiła. Próbowała mnie złamać. Zobaczyłem błysk zwycięstwa w jej oczach i przez jedno uderzenie serca chciałem jej na to pozwolić. Chciałem zobaczyć, jak daleko się posunie.

Ale instynkt przejął kontrolę. Wyrwałem palec, chwyciłem ją za nadgarstek i obróciłem. Jednym ruchem miałem jej ręce unieruchomione za plecami, a jej drobną sylwetkę dociśniętą ciasno do mojej klatki piersiowej.

Świat się zatrzymał.

Ciepło jej ciała przenikało przez moją koszulkę, a jej zapach uderzył mnie jak taran. Niebezpieczna świadomość owinęła się wzdłuż mojego kręgosłupa, ciężkim, ciągnącym się ciężarem w brzuchu, który nie miał nic wspólnego ze złością. Czułem, jak jej serce wali o moje ramię. Czułem, jak drży – nie ze strachu, tylko od samej siły wściekłości.

– Puść mnie, ty kutasie! Nie mogę cię znieść!

Szamotała się, wbijając obcasy w asfalt, jej ciało wiło się przy moim. Zacisnąłem uścisk. Nie mogłem puścić. Gdybym puścił, musiałbym przyznać, że trzymanie jej w ten sposób wydawało się bardziej właściwe niż cokolwiek, co zrobiłem przez ostatnie miesiące.

— Rozumiem, że nie masz żadnego szacunku dla związków, ale czemu musiałaś przyjść i rozwalić akurat mój?!

Spojrzałem w dół, w te lodowcowo-niebieskie oczy. Były spokojne jak lód, ale widziałem, jak pojawiają się na nim pęknięcia. — Chyba po prostu taki jestem — zdołałem powiedzieć. Mój głos brzmiał, jakby należał do kogoś innego.

Kopnęła do tyłu, celując w moje krocze, a ja bez wysiłku przesunąłem ją do przodu — wyćwiczony ruch z lat uprawiania sportu. Ale ten manewr tylko nas do siebie zbliżył. Mój podbródek niemal opierał się o jej ramię. Słyszałem jej oddech — urywany, płytki, poszarpane hausty.

— Nienawidzę cię!

Te słowa uderzyły mocniej niż jakikolwiek kopniak.

Puściłem ją. Powietrze między nami zgęstniało, jak atmosfera tuż przed tornadem. Poczułem nagły, ostry wybuch prawdziwej złości — nie na nią, tylko na sytuację. Na Kevina. Na to, że w jej historii to ja byłem czarnym charakterem, kiedy to ja właśnie pokazałem jej prawdę.

— Powinnaś mi dziękować — warknąłem. Zniknęło rozbawienie. Mój głos stał się ostrzem. — Kevin mógł powiedzieć „nie”, ale tego nie zrobił. Pocałował Amy. To był jego wybór. Więc nie zwalaj na mnie swojego gówna.

Patrzyłem, jak zastyga. Patrzyłem, jak dociera do niej świadomość, ale nie potrafiłem się zatrzymać. Rozkręciłem się, a duma nie pozwalała mi odpuścić.

— Ale nie złość się na niego, mała. Ty i Amy? Jesteście po dwóch przeciwnych stronach spektrum.

W chwili, gdy te słowa opuściły moje usta, chciałem wyciągnąć rękę i je cofnąć. Widziałem, jak jej serce spada w przepaść w czasie rzeczywistym. Widziałem, jak opadają jej ramiona, jak w oczach zbierają się łzy, których desperacko nie chciała uronić.

Byłem kompletnym dupkiem i wiedziałem o tym; wiedziałem też, że nie powinienem był mówić tego, co właśnie powiedziałem, ale było już trochę za późno. A jednak, patrząc na nią teraz, gdy zaczynał zbierać się tłum, a szepty przecinały powietrze jak ostrza, uświadomiłem sobie, że właśnie wręczyłem jej wyrok śmierci na oczach całej szkoły.

Wyciągnąłem telefon, palce mi drżały, kiedy przewijałem ekran, nie patrząc na nic konkretnego. Nie mogłem na nią spojrzeć. Gdybym spojrzał, przeprosiłbym, a gdybym przeprosił, straciłbym jedyną tarczę, jaką miałem przeciwko temu, co czułem.

Rzuciła się do ucieczki.

Patrzyłem, jak znika w budynku — mała, oddalająca się sylwetka w bluzie z kapturem, za dużej jak na nią. Cisza, którą po sobie zostawiła, była ogłuszająca.


Zatrzasnąłem szafkę, metaliczny huk odbił się echem po wykładanym kafelkami pomieszczeniu. Zapach potu i przesadnie drogiej wody kolońskiej zwykle mi nie przeszkadzał, ale dziś był duszący.

— Ciężki poranek, Cross?

Nie odwróciłem się. Znałem ten głos. Theodore opierał się o rząd szafek za mną, podrzucając piłkę tenisową i łapiąc ją z rytmicznym klapnięciem.

— Nie teraz, Theo — mruknąłem, sięgając po swoją koszulkę.

— No nie wiem, stary — powiedział Theo, tonem lekkim, ale z tą irytującą nutą, która oznaczała, że nie odpuści. — Widziałem ten mały spektakl na parkingu. Dzisiaj naprawdę poszedłeś CJ po gardle. Nawet jak na ciebie to było… mocne.

— Wlazła mi w twarz. Dałem jej to, czego chciała — odparłem chłodno.

— Dałeś? — wtrącił trzeci głos. David siedział na ławce i metodycznie owijał taśmą kostki. Nie podniósł wzroku; jego szare oczy były skupione na pracy. — Bo z miejsca, w którym stałem, wyglądało to tak, jakbyś próbował przekonać siebie w równym stopniu co ją.

Obróciłem się gwałtownie, z zaciśniętą szczęką. — Co to ma, do cholery, znaczyć?

Theo przestał podrzucać piłkę. — To znaczy, że przesadzasz, Cross. Namówiłeś Amy, żeby pocałowała jej chłopaka, tylko po to, żeby coś udowodnić? To już jest obsesja z najwyższej półki. Skoro ci na tej dziewczynie nie zależy, to czemu wkładasz tyle energii w rujnowanie jej życia? Jest naszą przyjaciółką, pamiętasz?

— Nie interesuje mnie — warknąłem. To kłamstwo tym razem ciążyło bardziej. — Ona… ona po prostu jest. Po prostu jest? Byłem żałosny.

—Ona jest „tylko gdzieś tam”, a ty przyciskasz ją do klatki piersiowej na parkingu? — Theo parsknął śmiechem, ale nie było w nim ani krzty humoru. — Uważaj, stary. Igrasz z ogniem. Będziesz ją tak naciskał, aż w końcu przestanie się odpychać. Po prostu zacznie trzymać się z daleka. Tego chcesz?

Nie odpowiedziałem. Sama myśl o tym, że Clara po prostu… będzie trzymać się z daleka… posłała mi po kręgosłupie lodowaty dreszcz.

—Serio, stary — odezwał się David, wreszcie podnosząc wzrok. Jego spojrzenie było ciężkie; takie, które sprawiało, że człowiek czuł się oceniany przez sędziego, który już wie, że jesteś winny. — Uważaj, jak ją traktujesz. Clara nie jest jak te inne dziewczyny, które za tobą łażą. Jak złamiesz kogoś takiego, to nie jest tak, że po prostu sobie odejdziesz. Nie krzywdź jej tylko dlatego, że jesteś zbyt wielkim tchórzem, żeby przyznać, że ją lubisz.

—Nie lubię jej — syknąłem, chwytając torbę i ruszając do drzwi.

—Jasne, jak mówisz, Cross! — krzyknął za mną Theo. — Ale tak dla porządku? Ten tekst, którym porównałeś ją do Amy? Nawet ja uznałem, że to było chamskie. A ja jestem chamem!

Wyszedłem z szatni, ich głosy przycichły, ale słowa Davida zostały. Nie krzywdź jej, bo jesteś zbyt wielkim tchórzem.

Sprawdziłem telefon. Zero powiadomień. Żadnych wiadomości od niej.

Zasłużyłem na tę ciszę. Zasłużyłem na tę nienawiść. A jednak, kiedy szedłem na lekcję, myśli wciąż wracały do uczucia jej serca bijącego o moje ramię i do tego, jak słońce złapało łzy w jej oczach, zanim się odwróciła.

Ugh… co do cholery było ze mną nie tak?

Dzwonek na pierwszą lekcję zgrzytnął mi po nerwach jak ząbkowane ostrze. Wszedłem na angielski, torba zwisała mi nisko, a ja odruchowo omiatałem wzrokiem rzędy ławek.

Trzeci rząd. Dwa miejsca od okna. Pusto.

Widok tego wypolerowanego, drewnianego biurka uderzył mnie mocniej niż szarża na boisku. Clara nigdy się nie spóźniała. Zwykle siedziała tam wyprostowana, z nosem w książce, jakby reszta z nas nie istniała. Teraz przestrzeń, w której powinna być, przypominała czarną dziurę wysysającą powietrze z sali.

—Cross, miło, że postanowiłeś do nas dołączyć. Proszę, zajmij miejsce.

Nawet nie spojrzałem na nauczycielkę. Osunąłem się na krześle, a moje buty wysunęły się pod ławkę. Wyciągnąłem zeszyt, ale go nie otworzyłem. Mój umysł zapętlił się, odtwarzając w kółko to, jak jej głos zadrżał tuż przed tym, jak uciekła. „Wiem, że nie masz szacunku do związków, ale po co musiałeś przyjść i rozwalić mój?!”

Wpatrywałem się w tył głowy dziewczyny siedzącej przede mną — jakiejś cheerleaderki, której imienia już nie pamiętałem.

Miała idealnie zakręcone włosy, nieskazitelny strój i pachniała jak cukiernia. Była dokładnie tym, co powinienem lubić.

Więc czemu robiło mi się od tego niedobrze?

Przypomniałem sobie ten mój obrzydliwy komentarz o niej i Amy. Odruch — sposób, żeby ją odepchnąć, zanim zobaczy, ile miejsca zajmuje mi w głowie.

Ale w chwili, gdy przycisnąłem ją do siebie na parkingu, moja determinacja zaczęła się kruszyć. Było coś w tym, jak czuła się jej skóra, jak idealnie do mnie pasowała, co sprawiało, że o mało nie dziczałem.

—Cross? Halo, Cross?

Theo szeptał z ławki po mojej lewej, odchylony na krześle z tym swoim uśmieszkiem, który sprawiał, że miałem ochotę mu przywalić.

—Co? — warknąłem.

—Gapisz się na puste krzesło CJ od dziesięciu minut, stary. Wyglądasz, jakbyś opłakiwał zdechłego chomika. Jak cię to tak ciśnie, to po prostu napisz jej przeprosiny.

—Nie ciśnie mnie — skłamałem, zaciskając dłoń na długopisie tak mocno, że plastik jęknął. — Po prostu mnie wkurza. Zrobiła scenę, a teraz urywa się z lekcji. Żałosne.

—No jasne. Żałosne. — Oczy Theo błysnęły tym irytującym spojrzeniem „wiem coś, czego ty nie wiesz”. — Dlatego twoja noga nie przestała się trząść od dzwonka. Wibrujesz jak kamerton, Cross. Wyluzuj, zanim połamiesz deski w podłodze.

Zmuszałem nogę, żeby się uspokoiła. Zmuszałem wzrok, żeby utkwił z przodu sali. Ale za każdym razem, gdy drzwi skrzypiały przy otwieraniu, serce robiło mi żałosny podskok, mając nadzieję, że to dziewczyna w za dużej bluzie z kapturem i zaczerwienionymi oczami.

Ale ona się nie pojawiła.


Od autorki: Nowi czytelnicy/powracający, mam nadzieję, że podoba wam się moja książka. Punkt widzenia Crossa początkowo nie był częścią książki, więc ten i kilka innych rozdziałów zostały zredagowane i opublikowane ponownie.

Mam nadzieję, że ją pokochacie❤️

Poprzedni rozdział
Następny rozdział