Nie w Jego Typie

Pobierz <Nie w Jego Typie> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 3 ROZDZIAŁ 3

— Na pewno? — zapytała moja mama. Zatrzymała się na progu z pełnym nadziei wyrazem twarzy.

Wybierała się do galerii z Amy i zaprosiła mnie, żebym pojechała z nimi. Innego dnia pewnie bym się zgodziła, ale dziś wieczorem było inaczej. Była impreza — jedna z tych imprez, na których drużyna futbolowa i połowa szkoły zbiera się na noc picia alkoholu przez nieletnich, dwuznacznych tańców i dramatu w ilości wystarczającej, by napędzać plotki przez całe tygodnie. Gdybym teraz pojechała do galerii, byłabym już „zaklepana” na później z Amy. A ja miałam sprawdzian, do którego musiałam się uczyć.

— Eee, chyba jest okej — odmówiłam. Jej posmutniała mina sprawiła, że prawie tego pożałowałam.

Moja mama pragnęła zbliżyć się do mnie, robiąc takie rzeczy jak zakupy czy manicure. Ponieważ często jej odmawiałam, opierała się na Amy, żeby wypełnić tę pustkę.

Nie chcąc kończyć tego niemiło, złożyłam jej obietnicę.

— Jutro po szkole możemy pogadać. Mam ci sekret do powiedzenia.

Otworzyła usta z nieukrywanym zainteresowaniem, ale wypchnęłam ją za drzwi, zanim zdążyła zadać więcej pytań.

— Dobra, wrócimy niedługo!

Z okna usłyszałam, jak ich rozmowa cichnie, gdy odjeżdżały. Po chwili siedzenia bez ruchu złapałam się na tym, że idę w stronę szafy. Workowate dżinsy, luźne koszulki, buty do biegania. Nie traktowałam tego jako wyrazu mojego gustu, raczej jako odbicie dawnego, cichego buntu. W gimnazjum ten styl odróżniał mnie od wrednych dziewczyn, które mnie gnębiły. Wtedy chciałam wyglądać dokładnie odwrotnie niż te wystrojone księżniczki.

Kiedy dorosłam, wiedziałam już, że ubrania nie definiują charakteru, ale byłam tak odcięta od kobiecych ciuchów, że za każdym razem, gdy je zakładałam, czułam się jak oszustka.

Jesteś… trochę zbyt chłopięca. Ja wolę kobiecość.

Głos Crossa odezwał się w mojej głowie, niski i drwiący, dokładnie tak, jak to powiedział. Zmarszczyłam nos. Nienawidziłam tego, że wciąż potrafił mnie ruszyć. Trzasnęłam drzwiami szafy i z westchnieniem opadłam na krzesło. Co za palant. Jakbym w ogóle mu się oferowała!

A jednak… jakaś maleńka część mnie zastanawiała się, jaką miałby minę, gdybym ubrała się inaczej. Byłby zszokowany? Pod wrażeniem? Odpędziłam tę myśl.

Robienie wrażenia na Nathanie Crossie powinno być ostatnią rzeczą, o jakiej myślę.

Miałam teraz chłopaka — sekret, którym planowałam podzielić się jutro z mamą. Jakby na zachętę moich myśli, telefon zawibrował. Wiadomość od Kevina.

| Kevin: Jak idzie nauka?

Uśmiechnęłam się. Widzisz? To o takim facecie powinnam myśleć. O kimś miłym i troskliwym. Nie o podrywaczu. Jak bym się czuła, gdyby Kevin myślał o jakiejś innej dziewczynie? Czekałam, aż uderzy mnie ukłucie zazdrości, ale nie przyszło.

Nie obchodziłoby mnie to.

To odkrycie mnie zaniepokoiło.

| Clara: Jestem w połowie. Naprawdę chcę zapamiętać te zagadnienia.

| Kevin: Och, to chyba znaczy, że nie idziesz dziś na imprezę.

Moje palce zawisły nad ekranem. Czy on też nie powinien się uczyć?

| Clara: Idziesz?

| Kevin: tak

A potem, jakby rozumiejąc moje nieme pytanie…

| Kevin: Uczyłem się cały tydzień do sprawdzianu.

| Clara: okej, baw się dobrze :)

Odłożyłam telefon i wróciłam do notatek, a niepokój ciągnął mnie gdzieś z tyłu głowy. Większość dziewczyn nie znosiła myśli, że ich chłopak idzie na imprezę bez nich.

A ja? Nie umiałam się do tego zmusić, żeby mnie to obchodziło.

Kiedy w ciszy uczyłam się przez całą noc, ta myśl — bardziej niż cokolwiek — wydawała się nie w porządku.

Gdy następnego dnia jechałam do szkoły, wiedziałam, że coś jest nie tak. Amy pozwoliła mi prowadzić swój samochód. Mnie. Jej cennej, idealnej,

Samochód, do którego nikt nie miał prawa nawet oddychać na skórzaną tapicerkę. Traktowała to cudo jak klejnot. Sam fakt, że siedziałam za kierownicą, był niczym innym jak cudem.

I znakiem ostrzegawczym.

A potem był ten poranek; przywitał mnie ciepły, nerwowy uśmiech Amy i tacka ze śniadaniem: bekon, jajka, tosty i sok pomarańczowy. Amy nie gotuje. W chwili, gdy dowiedziałam się, że to ona je przygotowała, wiedziałam, że mnie podlizuje, bo czegoś ode mnie chce. Pytanie brzmiało tylko — czego? Najwyraźniej na wczorajszej imprezie coś się wydarzyło i potrzebowała mojej pomocy, żeby to odkręcić.

Amy nie była żadnym aniołkiem. Zeszłego lata zdewastowała samochód jakiejś dziewczyny za to, że nazwała ją „suką”. Jej matka jej nie ukarała, twierdząc, że nikt nie ma prawa obgadywać jej córki. Od tamtej pory nikt nie odważał się wejść Amy w drogę — chyba że był gotów na konsekwencje.

— Co zrobiłaś? — zapytałam, kiedy ciekawość wzięła nade mną górę, a ja prowadziłam samochód w dół ulicy.

— Nic.

Jej twarz krzyczała, że kłamie.

— Równie dobrze możesz mi powiedzieć teraz.

Jej ramiona opadły. — J-ja… pocałowałam wczoraj twojego chłopaka. — Przyznała się, a słowa plątały jej się na języku.

— Co takiego?! — Moja stopa walnęła w hamulec. Auto szarpnęło, a ja o mało nie przeleciałam przez znak stopu.

Za mną ktoś zatrąbił, ale mój mózg się zaciął. Nic z tego nie miało sensu. Czy nie istniały jakieś niepisane zasady przeciwko temu?!

— Po prostu jedź! — spanikowała Amy, gdy klaksony wciąż wyły.

Zmusiłam się, żeby ruszyć dalej, ale puls miałam kompletnie rozchwiany. Kevin, mój chłopak, pocałował Amy?

— Dlaczego? — zażądałam, ściskając kierownicę tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. — DOPIERO zaczęłam się z nim spotykać! Co to w ogóle za człowiek tak robi?! Chodzisz i mówisz, że jesteśmy siostrami, a potem robisz coś takiego?

Amy skrzywiła się, jakby ją poparzyło. — Nie lubię go.

— To dlaczego?! Dla zabawy? Żeby udowodnić, że możesz? Kręci cię to? — Mój głos pękł od niedowierzania. — Masz chłopaka! Spośród wszystkich facetów, którzy praktycznie błagają o twoją uwagę…

— Cross kazał mi to zrobić! — wyrzuciła z siebie. Jej oczy się rozszerzyły. Natychmiast przycisnęła dłoń do ust, jakby mogła wepchnąć słowa z powrotem do środka.

Mrugnęłam raz. Drugi. A potem zapłonęła we mnie wściekłość.

— Ten mały śmieć! — syknęłam. Samochód zapiszczał, gdy wjechałam na parking. Rzuciłam kluczyki na jej kolana i trzasnęłam drzwiami tak mocno, że aż się wzdrygnęła.

I był tam. Cross. Kilka metrów dalej, z ramieniem niedbale przerzuconym przez jakąś brunetkę, szeptał jej coś do ucha, co sprawiło, że zachichotała i zakołysała biodrami.

Pomaszerowałam w jego stronę. Dłoń Amy wystrzeliła, zaciskając się na moim nadgarstku. — Nie! Jeśli coś powiesz, będzie na mnie zły.

— Nie obchodzi mnie to! — warknęłam, wyrywając się.

Oczy piekły mnie od poczucia zdrady. Nawet teraz nie chodziło o to, co mi zrobiła. Nie, Amy się tym nie przejmowała. Dla Amy liczył się tylko on — utrzymanie się w łaskach Crossa bez względu na cenę. Nawet jeśli oznaczało to wrobienie mnie.

Kiedy zbliżałam się do grupy, Theodore zauważył mnie pierwszy.

Wyjął jedną słuchawkę w połowie piosenki, udając, że do mnie śpiewa, ale głos uciął mu się w pół wersetu, gdy zobaczył moją burzową minę.

Doszłam do Crossa i stuknęłam go w ramię, a kiedy przy pierwszym dotknięciu rzucił mi spojrzenie pod tytułem „jestem zajęty”, wbiłam palec ostrzej. W końcu odsunął się od brunetki, westchnął i szepnął jej coś. Zachichotała i odeszła kołysząc biodrami, zostawiając nas twarzą w twarz.

— Dlaczego kazałeś Amy pocałować mojego chłopaka? — zapytałam głosem zimnym jak ostrze.

Oczy Crossa wypełniła mroczna satysfakcja — jakbym właśnie weszła do jego gry, a on jako jedyny znał zasady.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział