Rozdział 2 ROZDZIAŁ 2
— Och, daj spokój, CJ, tylko się wygłupiałem — łagodził Cross, dotrzymując mi kroku, kiedy wymijałam go bokiem i ruszałam korytarzem.
— Wygłupiałeś się? — posłałam mu mordercze spojrzenie. — W zasadzie nazwałeś mnie ogrem.
Cross miał na myśli każde słowo. Najmniej, co mógł zrobić, to zachować te obraźliwe komentarze dla siebie. Nie codziennie dziewczyna chce usłyszeć, że nie nadaje się na materiał do randkowania.
— Nie powiedziałem „ogr” — odparł gładko. — Powiedziałem tylko, że nie jesteś w moim typie.
— Co jest eleganckim sposobem na powiedzenie, że nie jestem ładna.
— Powiedziałem, że jesteś powyżej średniej — poprawił mnie, stając przede mną, zanim zdążyłam zwiększyć dystans między nami.
— Wow. A już myślałam, że mnie przeprosisz. — Spróbowałam go minąć, ale dłoń Crossa zacisnęła się na moim ramieniu, posyłając przeze mnie impuls nagłej świadomości.
— No weź, CJ, nie złość się — powiedział Cross, a w jego głosie pobrzmiewała nuta niepokoju.
Nie dlatego, że przejmował się moimi uczuciami.
Po prostu martwił się, że mój humor oznacza, iż nie podam mu odpowiedzi na sprawdzian na następnej lekcji. Ogólnie Cross był dobrym uczniem, ale jeśli w czymś był słaby, to w wiedzy o społeczeństwie. Podczas ważnych testów zwykle mu pomagałam, ale dzisiaj na pewno nie było o tym mowy.
Wyrwałam mu ramię i uśmiechnęłam się sadystycznie.
— Wiesz, co najbardziej chcę zobaczyć? Ciebie siedzącego na ławce rezerwowych w następnym meczu, bo oblejesz ten test.
Zasady dla sportowców były surowe: musieli utrzymywać średnią co najmniej C+ z każdego przedmiotu, a jeśli oblali jakikolwiek test, mieli pauzować w następnym meczu. Jako rozgrywający i kapitan niepokonanej szkolnej drużyny Cross miał najwięcej do stracenia przez niezaliczony sprawdzian. Na każdym meczu u siebie trybuny pękały w szwach od uczniów, rodziców i — co ważniejsze — skautów z uczelni, polujących na kolejną wielką gwiazdę. Crossowi opłacało się trzymać oceny na poziomie, jeśli chciał, żeby wypatrzyły go właściwe oczy.
Zdesperowany znów wszedł mi w drogę, tym razem obejmując mnie w talii i odwracając przodem do siebie. Jego palce paliły przez materiał mojej koszulki, a kiedy spojrzałam mu w oczy, moje serce zdradziło mnie ostrym, podłym uderzeniem. W przeciwieństwie do mnie Cross wyglądał na kompletnie niewzruszonego — skupionego wyłącznie na ograniczaniu strat.
— Powiedziałem, że przepraszam. Czemu nie możesz tego przyjąć?
— I co? Mam zapomnieć, co powiedziałeś? — odburknęłam, a do głosu wkradł się ból. Wzięłam głęboki oddech i wyprostowałam się; musiałam zapanować nad emocjami.
Cross pokręcił głową, jakbym była nierozsądna.
— Amy mówi, że nazywa cię cały czas chłopczycą, a ty się na nią nie złościsz. Czemu na mnie?
— Powiedziałeś Amy?! — zagotowałam się, wściekła, że miał czelność ją w to mieszać. Oczywiście ona była aż nazbyt chętna, żeby dorzucić swoje trzy grosze do tej sytuacji.
— Zapytała, czemu jesteś wkurzona, więc jej powiedziałem — odparł Cross, patrząc na mnie tak miękko, tak szczenięco szczerze, że prawie zapomniałam, jak bardzo mnie irytuje. Jego dłonie zsunęły się po moich ramionach, aż jego palce splotły się z moimi. — Proszę, nie gniewaj się już na mnie.
Moja determinacja zachwiała się. Wyglądał na kompletnie bezradnego, jak szczeniak błagający właściciela o niezasłużony smakołyk. Kto potrafiłby długo się złościć na tak uroczą twarz?
— Dobra — ustąpiłam. — Ale jeśli jeszcze raz to powiesz…
— To mnie pocałujesz, bo jestem cholernie seksowny — wszedł mi w słowo z szerokim uśmiechem.
Przewróciłam oczami, a moje usta aż prosiły się, żeby drgnąć. Nic nie było w stanie podkopać jego ego. A najgorsze?
Wcale nie byłam całkiem przeciwna temu pomysłowi.
— Więc… co powiesz, Claro? — zapytał Kevin, nerwowo szarpiąc za koszulę.
Nie mogłam w to uwierzyć. Kevin Paine prosił mnie, żebym została jego dziewczyną. Był całkiem w porządku — brudny blond, życzliwe brązowe oczy i urocze dołeczki, które pojawiały się, kiedy się uśmiechał. Od kilku tygodni gadaliśmy ze sobą na lekcjach, ale nigdy nie zgadłabym, że to dlatego, że mu się podobam.
Nawet nie pamiętałam, kiedy ostatnio jakiś chłopak mnie zaprosił na randkę.
A, no tak — nigdy.
Jedną z wad kręcenia się z Crossem, Davidem i Theodorem było to, że moje standardy poszybowały absurdalnie wysoko. Tak to się kończy, kiedy spędza się czas z facetami, którzy wyglądają, jakby wyszli prosto z rozkładówki magazynu. Jeśli będę tak dalej robić, to miałam gwarancję, że skończę liceum bez chłopaka. Przygryzłam wargę. Nie mogłam do tego dopuścić. Nie zamierzałam być tą głupią dziewczyną, która odtrąca porządnego chłopaka tylko przez jakąś beznadziejną miłość do bawidamka. Kevin może nie zwalał z nóg, ale był miły i naprawdę się mną interesował. Może nic z tego nie wyjdzie, ale… a jeśli jednak?
— Jasne, Kevin. Z przyjemnością. — Zgodziłam się, posyłając mu nieśmiały uśmiech.
Cała jego twarz rozjaśniła się. — Super, to do zobaczenia później. — Pochylił się i szybko pocałował mnie w policzek, po czym ruszył na lekcję. Uśmiechnęłam się szeroko. Miał miękkie usta.
A potem…
Klap. Klap. Klap.
Powoli. Szyderczo.
— No proszę, proszę, proszę… wygląda na to, że Clara w końcu upolowała sobie chłopaka.
Cross. Oczywiście.
Uśmiechał się, ale nie sięgało to jego oczu. — Jestem pod wrażeniem.
Skrzyżowałam ramiona. — Co? Myślałeś, że nie potrafię znaleźć sobie chłopaka?
— Nie, skądże. — Zaczął krążyć wokół mnie jak rekin, a jego spojrzenie sunęło po mnie. Jego obecność ciążyła, zupełnie nie przypominała swobody, którą czułam przy Kevinie. Przycisnęłam książki do piersi, próbując nie wiercić się pod jego ocenianiem.
Cross milczał. Za długo.
Przechyliłam głowę. — Co jest z tobą? — zapytałam, zaniepokojona jego dziwnym zachowaniem.
Zatrzymał się przede mną, na tyle blisko, że poczułam czysty, ostry zapach jego wody kolońskiej. Jego twarz była nieczytelna, jeśli nie odrobinę spięta. — Nie sądzę, żeby to był dobry wybór.
Parsknęłam. Kevin był dobrym chłopakiem. W przeciwieństwie do Crossa nie miał listy dziewczyn w swoim „składzie”. Był zbyt skupiony na dobrych ocenach i wysokim wyniku na SAT-ach. Poznaliśmy się tylko dlatego, że mieliśmy razem biologię na poziomie rozszerzonym — mój jedyny zaawansowany przedmiot i jeden z wielu jego. Nie było w nim absolutnie żadnych sygnałów ostrzegawczych.
— Co się stało? Zazdrosny, że jestem w prawdziwym związku z dobrym chłopakiem? — rzuciłam wyzywająco. — Wiem, że trudno ci uwierzyć w miłość, kiedy żyjesz z jednonocnych numerków.
Cross przechylił głowę, zamyślony. Odsunął mi za ucho zbłąkany kosmyk włosów, a jego głos zszedł do szeptu. — Nigdy. Ale myślę, że pewien twój chłopak jest.
Zdezorientowana odwróciłam się i zobaczyłam Kevina stojącego na końcu korytarza, wyraźnie skrępowanego. Uświadomiłam sobie też, jak blisko stałam z Crossem — za blisko, żeby było to komfortowe. Cofnęłam się, robiąc między nami przestrzeń.
Usatysfakcjonowany Cross zachichotał i odszedł leniwym krokiem, a jego śmiech poniósł się echem po korytarzu. Wtedy już wiedziałam, że zrobił to specjalnie, tylko po to, żeby wytrącić Kevina z równowagi i wrzucić kij w szprychy temu, czym miał być ten nowy związek. Skręcił za róg i zniknął, ale jego zarozumiały śmiech został przy mnie, brzęcząc w uszach długo po tym, jak odszedł.
