Nie w Jego Typie

Pobierz <Nie w Jego Typie> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 1 ROZDZIAŁ 1

Nathan Cross. Dźwięk tego imienia poruszył we mnie strunę, której nigdy nie powinno się dotykać.

Bo jakoś — wbrew wszelkiej logice — zdołał wciągnąć mnie, Clarę James, w swoją orbitę.

To było nie do przyjęcia.

Nie dlatego, że przysięgłam sobie trzymać się z dala od chłopaków — uwierzcie, nie byłam na nich odporna. Chodziło o to, że przez lata byłam z siebie dumna, że należę do tych nielicznych dziewczyn, które nie leciały na jego urodę. Ani na jego flirtujące gadki, swoją drogą (choć, szczerze mówiąc, i tak nigdy nie były kierowane do mnie).

Cross był szkolnym, niesławnym playboyem; miał niemal każdą dziewczynę owiniętą wokół palca.

Niemal. Choć uważałam go za atrakcyjnego, wciąż nie dałam się omamić jego urokowi. W przeciwieństwie do Amy, która uwielbiała paplać o nim dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Podobno pocałowanie kogoś takiego jak on to był zaszczyt.

— I o mój Boże, te jego miękkie usta… — Amy przymknęła oczy i westchnęła z rozkoszą. Kiedy znów je otworzyła, miała rozmarzone, błyszczące spojrzenie, a ja musiałam ugryźć się w język, żeby nie przypomnieć jej, że jest po prostu kolejnym nazwiskiem dopisanym do jego wciąż rosnącej listy. Ale po co marnować oddech?

Amy i tak była zbyt zajęta bujaniem w obłokach, żeby mnie usłyszeć.

Amy była córką najlepszej przyjaciółki mojej mamy.

Trzy miesiące temu ich dom stanął w ogniu i chociaż pani Thomas wykorzystała pieniądze z ubezpieczenia, żeby kupić ładniejszy dom w innym stanie, Amy odmówiła zmiany szkoły w ostatniej klasie. Moja mama zaproponowała jej naszą wolną sypialnię i od tamtej pory Amy wciąż wkraczała w moją przestrzeń. Nasi rodzice wychowywali nas jak siostry, przekonani, że naturalnie zostaniemy najlepszymi przyjaciółkami, ale Amy i ja nie mogłybyśmy bardziej się różnić.

Ja byłam chłopczycą, a Amy uosobieniem dziewczęcości: lśniące brązowe włosy, wielkie brązowe oczy, krągłości we wszystkich „właściwych” miejscach. Każdy facet uznałby ją za chodzącą słodycz dla oka. Zwłaszcza kiedy nosiła obcisłe topy na cieniutkich ramiączkach i stanik push-up, przez który jej i tak obfity dekolt stawał się niemożliwy do zignorowania.

— …a potem podniósł mnie i rzucił na łóżko! — zachwycała się Amy, wyrywając mnie z jej monologu. Uśmiechnęła się szeroko, wjeżdżając swoim czerwonym kabrioletem na szkolny parking. Jeśli był jakiś plus tego, że u nas mieszkała, to taki, że nie musiałam już jeździć szkolnym autobusem.

— Jedyne, co mogę powiedzieć, to że jest naprawdę utalentowany.

— Szokujące — mruknęłam sucho, skręcając swoje długie włosy w kucyk.

— Zdziwiłabyś się! O, tam jest! — zapiszczała Amy, dostrzegając Crossa po drugiej stronie parkingu. Szybko omiotła się wzrokiem w bocznym lusterku. — No chodź, Clara, przejdź się ze mną!

— Nie możesz podejść sama? — zapytałam, już zirytowana jej desperackimi zagrywkami. Amy miała chłopaków ustawiających się do niej w kolejce, ale oczywiście była skupiona na tym jednym, który miał ją gdzieś.

— Bo ty się z nim przyjaźnisz. Jest teraz ze swoimi kumplami. Proszę? Przecież ty ciągle z nim przebywasz! —

– Masz chłopaka – przypomniałam jej. James, jej chłopak, futbolista, był w sumie naprawdę słodki.

– Proszę, CJ! – błagała, splatając dłonie jak dziecko i używając moich inicjałów, do czego z czasem zdążyłam się przyzwyczaić.

– Dobra – ustąpiłam, ruszając przed nią.

– Tak! A następnym razem mogłabyś założyć coś bardziej atrakcyjnego? Te workowate dżinsy i ta paskudna koszulka w ogóle nie robią nic dla twojej sylwetki. Ani dla mojego statusu, swoją drogą.

– Dzięki – rzuciłam z sarkazmem.

Obie wiedziałyśmy, że nie mam żadnego wpływu na jej popularność. Jeśli już, to posiadanie mniej „dopracowanej” przyjaciółki sprawiało, że ona wyglądała jeszcze ładniej. Nie zliczę, ile razy jakiś chłopak wykorzystywał mnie, żeby zbliżyć się do Amy. Gdy tylko ją poznawali, od razu przepadali dla jej kokieteryjnego uśmiechu i flirtującego sposobu bycia.

– Twoja mama tak naprawdę się ze mną zgadza – ciągnęła Amy. – Powiedziała, że powinnaś być bardziej jak ja. No wiesz, ubierać się kobieco, spróbować swoich sił w cheerleadingu. Tak jak nasze mamy kiedyś.

Parsknęłam. Moja mama i Amy forsowały tę narrację od gimnazjum. Ubierać się dziewczęco?

Nie, dzięki.

Spróbować swoich sił w cheerleadingu? Jeszcze gorzej. Moja matka uwielbiała mi przypominać, że cheerleading to u nas tradycja rodzinna – babcia, prababcia, całe to błyszczące dziedzictwo. Chciała, żebym podtrzymała ciągłość. Ale jeśli reputacja drużyny miała być jakąkolwiek wskazówką, to nie było na to szans.

Wszyscy wiedzieli, że to dom wariatów pełen dziewczyn rzucających się na futbolistów, a potem odwracających się na pięcie, żeby nazywać inne dziewczyny dziwkami za robienie połowy tego.

Nie, dziękuję.

Chciałam trzymać się z dala od całego tego dramatu tak długo, jak się da. Krążyły plotki, że Amy przespała się z dziesięcioma futbolistami, w tym z trzema najbardziej pożądanymi chłopakami w szkole: Theodorem Scottem, Davidem Carsonem i – oczywiście – Crossem. Mnie przyznała się tylko do Crossa, reszta pozostawała w sferze domysłów. Szczerze mówiąc, nie obchodziło mnie to na tyle, żeby dopytywać. Theodore i David też byli moimi przyjaciółmi i wolałam nie wyobrażać sobie ich w łóżku z moją przyjaciółką z dzieciństwa.

W zeszłym roku drużyna cheerleaderek zaproponowała mi miejsce, odmówiłam, mówiąc, że nie mam czasu – wymówka, żeby nie kręcić się wśród ludzi, z którymi pewnie i tak bym się nie dogadała.

Nie bez powodu trzymałam się bardziej z chłopakami niż z dziewczynami – mniej plotek, mniej wbijania noża w plecy, mniej dramatu.

Miałam tego dość już w delikatnym wieku, w gimnazjum, gdzie byłam bezlitośnie gnębiona przez grupę wystrojonych, wrednych dziewczyn. Wtedy przysięgłam sobie, że zrywam z jakąkolwiek kobiecością.

Teraz byłam bardziej otwarta, ale życie chłopczycy pasowało mi zbyt wygodnie, żeby z niego rezygnować.

Kiedy zbliżałyśmy się do chłopaków, ich uwaga przeniosła się na nas – a raczej na Amy. Poza dekoltem eksponującym biust miała na sobie spódnicę, która odsłaniała jej długie, wyrzeźbione nogi, efekt niekończących się godzin spędzanych na siłowni.

– Cześć, chłopaki – zamruczała Amy.

– Hej, mała – powiedział Theodore. Jego potargane brązowe włosy i oczy w kolorze miodu nie odstraszały dziewczyn; lepiły się do niego jak pszczoły do miodu.

David zmęczonym gestem uniósł dłoń na powitanie; spod rozczochranych czarnych włosów patrzył na nas przymkniętymi, szarymi oczami. Sądząc po jego minie, znowu prawie nie spał.

Cross ledwie oderwał wzrok od telefonu. – Hej – mruknął, a kciuki dalej przewijały ekran. Uśmiech Amy przygasł. Nie było mi jej żal. Znała grę Crossa: bawił się dziewczyną, dopóki mu się nie znudziła, a potem pozbywał się jej jak starej gry wideo. Ich krucha relacja pękła ponad rok temu, a Amy wciąż krążyła wokół, jakby czekała na powrót.

Zadzwonił dzwonek, przecinając gwar tłumu. Cross wsunął telefon do kieszeni i przeszedł obok Amy, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Amy znieruchomiała, po czym czmychnęła, żeby znaleźć jakąś koleżankę z cheerleaderek, na której ramieniu mogłaby się wypłakać. Przewróciłam oczami. Wiedziałam, że tak będzie. I wiedziałam też, że w końcu znowu spróbuje.

Niektóre dziewczyny po prostu kochają ten łamiący serce pościg.

– Hej, CJ, twoja siostra jest wolna? – zapytał nagle Theodore, wciąż śledząc Amy wzrokiem z oddali.

– Po pierwsze, ona nie jest moją siostrą. Po drugie, nie. – Pokręciłam głową z niedowierzaniem. – Jest z Jamesem. Jest w waszej drużynie, pamiętasz?

– A, no tak – przypomniał sobie, po czym jego spojrzenie padło na niską blondynkę po drugiej stronie korytarza. – Cholera, patrzcie na cycki Katie. Te D są na pierwszym planie.

David uśmiechnął się krzywo. – Założę się, że zdobędę jej numer szybciej niż ty.

Pokręciłam głową na ich wygłupy. Trudno było stwierdzić, komu dopisze szczęście. Jedne dziewczyny leciały na Theodore’a i jego omdlewające, zawrotne romanse; inne topniały przy cichej, swobodnej serdeczności Davida. Tak czy inaczej, Amy została już zapomniana, kiedy obaj potruchtali w stronę Katie.

– Potrzebuję nowej dziewczyny. Wstrzymywałem się wystarczająco długo – powiedział Cross. Jego kruczoczarne włosy lśniły w świetle, przez co lodowoniebieskie oczy wyglądały jeszcze bardziej niebezpiecznie pięknie.

Musiałabym być ślepa, żeby nie zauważyć, jaki jest przystojny. A jeśli mam być szczera, bywały chwile – bardzo prywatne, sekretne chwile – kiedy wyobrażałam sobie, jak to jest przesunąć palcami po jego szerokich ramionach i poczuć te usta na swoich.

– Co jest, CJ? Zgłaszasz się na jedną noc? – Kącik jego ust uniósł się, a po twarzy przemknęło mu rozbawienie.

Odwróciłam głowę, uświadamiając sobie za późno, że się gapię. Gorąco uderzyło mi w szyję. – Nie, dzięki. Jestem okej.

– Przed sekundą nie wyglądałaś na okej. To ślina? – Sięgnął do kącika moich ust, drwiąco przejeżdżając po nim kciukiem.

– Nie śliniłam się! – Odepchnęłam jego rękę. – Poza tym to nie na ciebie patrzyłam.

– Aha, tak? To na kogo? – zapytał, a z każdego słowa kapał sceptycyzm.

– O-osoba za tobą – wyjąkałam, paląc pierwszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy.

Cross odwrócił się i zamarł, wpatrując się w Roberta Darina, który był akurat zajęty dłubaniem w nosie. Po triumfalnej sekundzie Robert obejrzał swój łup i natychmiast wsadził go do ust. Z obrzydzeniem zasłoniłam usta, mając odruch wymiotny. Krótko mówiąc – zdecydowanie nie był atrakcyjny.

– Uwaga wszyscy, Clara ma nam coś ważnego do powiedzenia – oznajmił Cross, ściągając uwagę całego stolika. Na lunch była pizza i jak zwykle nasza mała paczka – Cross, Theodore, David i ja – siedziała dokładnie na środku, ściągając na siebie więcej spojrzeń, niż było mi wygodnie.

– Cross, daj spokój – syknęłam, posyłając mu mordercze spojrzenie. Od rana męczył mnie tą całą sytuacją z Robertem Darinem. Nie zamierzałam karmić jego ego, przyznając mu cokolwiek.

– Ona lubi Roberta – zachichotał Cross, delektując się moją irytacją.

– Roberta? Tego Roberta Darina? – powtórzył David, unosząc brwi. Cross skinął głową, a cały stół wybuchnął śmiechem. Ja, niewzruszona, zacisnęłam usta w cienką kreskę.

– Nie wiedziałem, że lecisz na Roberta – zdołał wydusić Theodore między parsknięciami, naiwnie wierząc Crossowi. – Ale hej, każdy ma swój gust.

– Kłamie – warknęłam, krzyżując ramiona.

Cross pochylił się do przodu, a jego oczy błyszczały, jakby wiedział coś, czego ja nie wiedziałam. – Czyli przyznajesz? Wpatrywałaś się we mnie?

– Nie każda dziewczyna na ciebie leci – odburknęłam. – A jeśli planujesz sobie ze mnie robić jaja, to nawet nie próbuj.

– Wyluzuj – powiedział gładko Cross, a jego głos opadł do tego aksamitnego tonu, o którym wiedział, że dziewczynom miękną od niego kolana. – Jestem wybredny. Nie jesteś w moim typie, trochę zbyt chłopięca.

Jego spojrzenie prześlizgnęło się po mnie powoli, od góry do dołu, aż ścisnęło mi żołądek. – Jesteś bezpieczna.

To, że Amy nazwała mnie chłopięcą, to jedno, ale usłyszeć to od Crossa… to zabolało.

– Pierdol się!

Uśmiechnął się krzywo. – Wiedziałem, że mnie chcesz. Tylko nie rób sobie nadziei. Nigdy bym się z tobą nie umówił.

Zacisnęłam palce na krawędzi stołu, wbijając w niego wzrok tak mocno, że aż bolało. Moja wściekłość tylko poszerzyła jego uśmiech, jakby uwielbiał naciskać na siniaka, żeby sprawdzić, czy drgnę.

– Uważaj – mruknął. – Jak będziesz się tak na mnie gapić, ludzie pomyślą, że masz obsesję.

– Zignoruj go – wtrącił Theodore, przecinając napięcie. Oparł głowę o moje ramię w pocieszającym geście.

Cross rozsiadł się w krześle, wyraźnie bawiąc się świetnie. – To nie tak, że nazwałem cię brzydką. – W jego tonie ociekało udawane współczucie. – Jeśli ci pomoże, nazwałbym cię… solidną przeciętnością z plusem.

Prychnęłam na jego żałosną próbę złagodzenia ciosu.

Dupkiem.

Aż trudno uwierzyć, że w jednej rzeczy miał rację: uważałam go za atrakcyjnego.

Następny rozdział