Rozdział 7 Rozdział 7
Perspektywa Lyric
Tamtego wieczoru odpuszczam kolację w stołówce i postanawiam zjeść obiad na piętrze bet z Winter, omijając parter szerokim łukiem, bo ostatnie, czego mi teraz trzeba, to wpaść na niego — albo, co gorsza, na nią.
— To co, pogadamy o tym, że Mason jest twoim partnerem? — pyta, kiedy siadamy przy wyspie kuchennej na piętrze bet.
— Wolałabym o tym zapomnieć — mruczę, choć już teraz wychodzi na jaw, że to niewykonalne.
— Wiesz, jak byłyśmy szczeniakami, marzyłam, że skończę osiemnaście lat i okaże się, że Mason jest moim partnerem, ale jak dorosłyśmy i zaczęło się lato, no… Summer zaczęła być sobą, to on o mnie zapomniał — mówię.
Zapomniał o mnie, jakbym od początku w ogóle nie istniała.
— A teraz to po prostu brzmi jak wyrok — dorzucam, próbując strząsnąć z siebie to uczucie lęku, ale ono i tak się mnie trzyma, ciężkie, duszne, jak kamień na klatce piersiowej.
— No to pozostaje nam mieć nadzieję, że ona nie dowie się, że to twój partner, zanim w przyszłym roku będziesz miała urodziny — mówi.
— Ta, patrząc na to, jak zachowuje się twój brat, wątpię — odpowiadam, bo udawanie, że to się da ukryć, już na starcie brzmi jak ściema. — To co, składamy nasze podania razem, czy zostaję z tym sama? — pytam.
— Nigdy nie jesteś sama, Lyric. Chodźmy do twojego pokoju, to je wyślemy — odpowiada.
Od rana czuję, jak Mason próbuje mnie „zlinkować”, jego obecność raz po raz muskającą mój umysł — natarczywą i niemożliwą do zignorowania — ale ja po prostu nie jestem jeszcze gotowa z nim rozmawiać.
Nie wtedy, gdy wszystko zmienia się w tej samej sekundzie, w której to zrobię.
Kiedy już wysyłamy nasze podania, Winter idzie na piętro alf, a my umawiamy się, że spotkamy się przed treningiem, żeby obiec granicę.
Budząc się następnego ranka, czuję się dziwnie roztrzęsiona, jakby coś się nie zgadzało, zanim ten dzień w ogóle się na dobre zacznie.
— Co się dzieje, Nova? — pytam ją.
— Nie wiem, ale mam złe przeczucie — dodaje, po czym się wycofuje, zostawiając mnie samą z własnymi myślami.
Świetnie. Dokładnie tego mi brakowało.
Biorę prysznic i zaplatam włosy w dwa warkocze.
— Czekam na dole. Lepiej wymknij się tyłem z watery; Mason i Hunter rano robią obchód — odzywa się Winter w linku, akurat kiedy kończę wiązać trampki.
No jasne, że robią.
— Jasne. Spotkajmy się z tyłu przy basenie — odpisuję przez link.
Czuję, jak Hunter próbuje otworzyć ze mną link.
— Hej, mała kruszynko, co ty kombinujesz dziś rano? — pyta.
— Obiegam granicę z Winter przed treningiem — odpowiadam.
— Chcesz towarzystwa? — dopytuje.
Waham się przez ułamek sekundy — bo to Hunter, bo przy nim jest bezpiecznie — ale i tak wiem, o kogo naprawdę pyta.
— Towarzystwo już mam, Winter. Może następnym razem, Mason — ucinam link i odcinam go od siebie.
I w tej samej chwili to czuję — to przyciąganie znowu, słabe, ale obecne — i spycham je w dół tak szybko, jak tylko potrafię.
Perspektywa Masona
Kane chodzi jak struty, odkąd Winter powiedziała mi, że Lyric wczoraj w szkole została dźgnięta srebrnym nożem.
— Musimy znaleźć, kto skrzywdził moją partnerkę, i sprawić, żeby za to zapłacił — warczy.
„Zapłacą za to, że zaatakowali ich przyszłą Lunę” — warczy w mojej głowie.
Jego wściekłość nie wystrzeliwuje nagle — ona po prostu jest. Równa, ciężka i niebezpieczna, czająca się tuż pod skórą.
Od tych jego emocji kręci mi się w głowie.
I to nie tak zwyczajnie — jestem rozchwiany, jakbym był o krok od całkowitej utraty kontroli.
Kiedy z Hunterem kończymy patrole, każę mu połączyć się z Lyric i zapytać, co robi. Powiedziała, że obiega granicę.
Nie mogłaby być bardziej imponująca.
A to tylko sprawia, że jeszcze trudniej trzymać się od niej z daleka — tak, jak powinienem.
Wie, że pyta o nią dla mnie, więc blokuje też jego.
To uderza we mnie znowu — ostro, natychmiast — i tym razem nie mija tak szybko.
— Co ty zrobiłeś? — pyta mnie, gdy wchodzimy do domu watahy.
— Nic nie zrobiłem, poza tym, co wydarzyło się wczoraj w szkole — mówię.
A nawet to brzmi, jakbym przyznawał się do czegoś więcej, niż chcę.
— Ej, chłopaki, mój stary mówił, że dziś ustawia Lyric do sparingu z Savannah — rzuca Micah, podchodząc do nas.
— Po co? — warczę.
Słowo wylatuje, zanim zdążę je złagodzić — zanim zdążę udawać, że mnie to nie obchodzi.
— Powiedział, że Savannah poprosiła, żeby dziś była jej partnerką do sparingu — dodaje.
— Ona coś knuje — mówię.
Bo nic w tym nie pachnie przypadkiem.
— Jak nie ona, to twoja dziewczyna ją do tego namówiła — mówi Hunter.
— Ona nie jest moją dziewczyną — warczę.
Poprawka pada szybko — za szybko — i to nie przechodzi bez echa.
— Powiedziałeś jej to, alfa? — pyta, idąc na górę, na piętro bety.
Czuję perfumy Summer, zanim jeszcze zejdzie po schodach — słodkie, ciężkie — i teraz brzmią dla mnie jak ostrzeżenie.
— Mason, szukałam cię wszędzie — mówi, podchodząc. Wpina swoje ramiona w moje i prowadzi mnie do jadalni.
Nie odsuwam się — ale też się do niej nie przysuwam.
— Cieszysz się na bal w ten weekend? — pyta.
— Słyszałam, że Król Alfa i jego bracia przyjeżdżają jutro — dodaje.
— Jutro? — pytam, zaskoczony.
To szybciej, niż się spodziewałem — a wszystko i tak mam wrażenie, że pędzi jak pendolino, bez hamulców.
— Tak, tatuś powiedział, że przyjadą jutro porozmawiać o twoim szkoleniu alfa po tym, jak skończysz szkołę — mówi.
— Aha, okej. Słuchaj, Summer, muszę iść przygotować się do treningu. Pogadamy później — mówię, ruszając z powrotem w stronę schodów.
Nie zostaję. Nie waham się. Po prostu idę.
— Może później wpadnę do ciebie do pokoju — mówi uwodzicielsko.
— Ta, może — rzucam, wbiegając po schodach.
Już w sekundę po tym, jak to mówię, czuję, że to był błąd.
„Nie dotkniesz jej już nigdy” — Kane warczy w mojej głowie.
„Nie popełnię tego błędu drugi raz” — odpowiadam, idąc do swojego pokoju.
Bo ostatnim razem coś mi pokazało, czego nie mogę zignorować — i nie pozwolę, żeby to się powtórzyło.
Bo coś w dzisiejszym dniu jest nie tak —
nie z Savannah, która ją wybiera do sparingu, nie z Lyric, która mnie unika, nie z Kanem, który jest tak spięty —
i jeśli znowu coś jej się stanie…
kto by za tym nie stał, tym razem nie wyjdzie z tego na własnych nogach.
