Rozdział 5 Rozdział 5
POV Mason
Nie mogę uwierzyć, że tak się zachowałem. To, jak na mnie spojrzała, kiedy się wkurzyła — jakbym przekroczył granicę, której już nie da się cofnąć — ciągle mi się zapętla w głowie, ostrzej za każdym razem, gdy o tym myślę. Po tym, jak wypadła ze stołówki trzaskając drzwiami, Winter mierzy mnie wzrokiem jakbym był ostatnim idiotą. „Alfa, rozkazujesz im, żeby się do niej nie odzywali. Mówiłam ci, żebyś tego nie spieprzył, Mason. Zaczynasz tragicznie” — mówi i wychodzi jej szukać.
Hunter podchodzi do mnie. „Beznadziejnie ukrywasz, że jest twoją partnerką” — rzuca.
Warczę na niego. Nisko, ciasno w klatce piersiowej, bo nienawidzę tego, jak bardzo ma rację. „Nie pomagasz” — syczę przez zaciśnięte zęby, próbując utrzymać Kane’a na wodzy.
„Ja zawsze mówię, jak jest, alfa. Ogarnij się, bo jeśli próbowałeś wkurzyć swoją partnerkę, to gratulacje — udało ci się” — mówi, klepie mnie po ramieniu i odchodzi.
Partnerka. To słowo już nie brzmi tak samo — spada ciężko, przywiązane do niej w sposób, którego nie potrafię odczepić.
Reszta dnia mija za szybko. Za szybko, żeby naprawić to, co już spieprzyłem. Za szybko, żeby dostać kolejną szansę, żeby z nią porozmawiać. Kane całą drogę do domu krąży w mojej głowie jak w klatce.
„Co jest z tobą nie tak, kundlu?” — pytam go.
„Nie wiem. Muszę zobaczyć swoją partnerkę” — odpowiada, a mnie przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Nie tylko dreszcz — jestem spięty, jakby coś było nie tak, a ja nie miał pojęcia, jak to naprawić.
„Hej, gdzie jesteś? Możemy pogadać?” — łączę się z nią w głowie, ale nie dostaję żadnej odpowiedzi. Zablokowała mnie.
To uderza mocniej, niż powinno. Nie powinno mi aż tak zależeć — a jednak zależy.
Łączę się z Winter. „Hej, gdzie jest Lyric? Wszystko okej? Kane wariuje” — mówię.
„Jest w porządku. Nie chce teraz z tobą rozmawiać. Daj jej trochę przestrzeni, Mason” — odpowiada i też mnie odcina.
Znowu odcięty. Zaciskam szczękę, a pod skórą zaczyna osiadać coś brzydkiego — coś, co wcale nie przypomina cierpliwości.
Kiedy docieramy do domu watahy, tata łączy się ze mną i prosi, żebym spotkał się z nim w jego gabinecie. Beta Donovan Cassidy też tam jest.
„Dzień dobry, beta, alfa” — witam się, po czym siadam.
„O co chodzi, tato?” — pytam.
„Cóż, jak wiesz, synu, w ten weekend na bal przyjeżdża sześć różnych watah — mnóstwo potencjalnych więzi partnerskich do zawiązania. Właśnie dostaliśmy wiadomość, że Król Alfa i jego bracia będą obecni, bo wszyscy są po osiemnastce i wciąż nie znaleźli swoich partnerek, szczególnie król, który ma dwadzieścia jeden lat. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Chcę, żebyś ty i Hunter poprowadzili patrole graniczne przez najbliższe dni. Dopilnuj, żeby wszystkie patrole znały swoje rotacje i procedury na ten tydzień. Niech Lucas dogada się z omegami, żeby upewnić się, że wszystkie apartamenty dla gości są przygotowane tak, jak życzyła sobie twoja matka” — mówi.
Jego głos ciągnie się dalej, ale mnie tu do końca nie ma. Myślami wciąż wracam do niej — do tego, jak odchodziła, jak mnie odcięła, jakbym nic nie znaczył.
„Słyszysz mnie, synu?” — pyta.
„Tak, tato. Rozumiem” — odpowiadam.
„Kiedy znajdziesz swoją partnerkę, ona dopilnuje, żeby to wszystko było zrobione” — mówi.
„Jasne” — rzucam, myśląc o Lyric. Słowo „partnerka” już nie brzmi jak coś z przyszłości — brzmi jak teraźniejszość. Natychmiast. Jak coś, co już miesza mi w życiu.
„Znalazłeś już swoją partnerkę, synu?” — pyta tata.
„Tak, właściwie” — mówię.
„Och, to Summer?” — dopytuje Beta Donovan.
„Nie, proszę pana. To właściwie pańska druga córka” — mówię niepewnie.
Wypowiedzenie tego na głos zatrzaskuje to jak zamek. Robi z tego fakt, z którego nie da się już wycofać.
„Lyric jest twoją partnerką?” — pyta tata zaskoczony.
„Nie udawaj takiego zdziwionego, tato” — odpowiadam.
Bo ja też ją przeoczyłem — i teraz to już nie pasuje, zgrzyta we mnie jak kamień w bucie.
„Wybacz, synu. Lyric jest wspaniała i będzie świetną Luną, ale po twoich jedenastych urodzinach przestałeś ją zauważać, więc to po prostu zaskoczenie” — mówi.
„Muszę przyznać, że jestem w szoku, że to nie Summer, ale Lyric będzie znakomitą partnerką. Cicha, ale mądra, wyrachowana i bezlitosna w walce” — stwierdza Beta Donovan.
„Gratulacje, synu. Wiem, że jeszcze jej nie powiedziałeś, i mam też nadzieję, że skończyłeś z Summer” — dorzuca tata.
„Pracuję nad tym” — mruczę.
Tylko że jeszcze nic nie zrobiłem — i wiem, że zwlekanie tylko to pogorszy.
„Cóż, jeśli nie chcesz dostać kosza w jej osiemnaste urodziny, radzę ci się sprężyć” — mówi Beta Donovan, śmiejąc się.
„No, powodzenia, synu. Lyric potrafi pokazać pazurki” — dodaje tata, a beta mu wtóruje.
Wstaję i wychodzę, zostawiając za sobą ich śmiech, kiedy kieruję się na korytarz. Dźwięk cichnie, ale ucisk w klatce piersiowej nie odpuszcza.
Idę do swojego pokoju, żeby przewietrzyć głowę przed kolacją.
Kiedy wchodzę do środka, Summer jest rozrzucona na moim łóżku, kompletnie naga, z nogami rozchylonymi szeroko w bezczelnym zaproszeniu.
Moje ciało z przyzwyczajenia reaguje przez ułamek sekundy — a potem równie szybko opada, jakby coś we mnie to odrzucało.
Przed dzisiejszym dniem na ten widok kutas aż napierałby mi na spodnie, ale teraz, po tym jak znalazłem swoją partnerkę, mam po prostu dość tego wszystkiego.
Bo to nie ona — i po raz pierwszy to ma większe znaczenie niż cokolwiek innego.
— Wszystkiego najlepszego, Alfo. Pomyślałam, że dam ci prezent już teraz — mruczy, zsuwa się z łóżka i idzie w moją stronę tym drapieżnym, kołyszącym krokiem.
— Summer, nie teraz — mamroczę, łapiąc jej dłonie, kiedy po mnie sięga. Mówię serio — tylko że nie dociskam na tyle, żeby naprawdę to przerwać.
Zbywa mój protest ruchem ręki i opada na kolana, a jej palce sprawnie odpinają mi pasek i rozchylają spodnie. Zsuwa mi bokserki, uwalniając mojego kutasa. Mógłbym ją odepchnąć — i, do cholery, powinienem.
Ta myśl jest głośna. Wyraźna. Nadal jednak nic z nią nie robię — i to uświadomienie kładzie mi się ciężko w klatce piersiowej, jak kamień.
Ale ona się nie waha: obejmuje ustami mojego fiuta i zaczyna wsadzać go i wysuwać z gorących warg w natarczywych, pilnych ruchach. Zaciskam powieki, wpychając obraz mojej partnerki do głowy, i mój kutas sztywnieje do końca na jej języku.
Lyric. Nie Summer. To Lyric mam w głowie — i obraz się nie przełącza, choćbym nie wiem jak próbował.
Stęka na mnie, a dźwięk wibruje wzdłuż trzonu, sprawiając, że jaja mi się napinają.
Moje ciało reaguje — tylko że czuję się odłączony, jakbym nie był tu do końca.
Nie potrafię już dłużej się powstrzymać. Palce wplątują mi się w jej włosy, chwytam ją za tył głowy i wbijam się mocno w jej usta, zmuszając ją do krztuszenia się przy każdym głębokim pchnięciu. Łzy zbierają jej się w oczach i spływają po policzkach, a gęste strużki śliny ciągną się z jej rozciągniętych warg, oblepiając moją długość, kiedy wpycham się jej w gardło. — O kurwa tak, połknij go do samego końca — warczę, a słowa wyrywają mi się brutalnie.
Brzmią szorstko — ale nie są prawdziwe. Nie tak jak kiedyś.
Jej stłumione jęki strzelają mi prądem prosto w środek, wibracje brzęczą wzdłuż mojego fiuta. Chwieje mi się grunt pod nogami, jestem na krawędzi, ale zanim zdążę wybuchnąć, wyrywam się z jej ust z mokrym mlaśnięciem. Podciągam ją do góry i wbijam jej ciało w ścianę, unoszę jej nogę i jednym brutalnym pchnięciem wbijam kutasa w jej cipkę. Krzyczy, głos ma zdarty i spragniony. — Kurwa, Alfo, tak!
Kiedyś ten dźwięk by wystarczył. Teraz ledwie do mnie dociera.
W głowie widzę moją partnerkę — jej twarz, jej zapach — i to podsyca szał. Obracam Summer i tłukę ją od tyłu, pazury wbijają mi się w jej biodra, rysując cienkie linie krwi, gdy trzymam ją na miejscu.
Znów Lyric. Za każdym razem. To nie chce przestać — i nawet nie próbuję już sprawić, żeby przestało.
Jedna dłoń wędruje w górę i zaciska się na jej gardle w twardym chwycie, a ja wbijam się głębiej, biodra uderzają o jej tyłek z karzącą siłą.
Za ostro. Za szybko. Jakbym próbował na siłę wymusić coś, czego tam nie ma.
Druga ręka wsuwa mi się między jej uda, palce szorstko krążą wokół nabrzmiałej łechtaczki, zataczając twarde kółka, aż podrywa się na mnie. Brzuch skręca mi się ciasno, ulga narasta jak burza. Popycham ją do przodu na łóżko, zmuszając na czworaki, z tyłkiem wysoko w powietrzu. Ustawiam się za nią i wchodzę znowu, ruchając ją mocno i szybko, każde pchnięcie wbija mnie po same jaja w jej śliskie, gorące wnętrze.
Narasta — ale jest w tym coś nie tak. Jakbym gonił za czymś, czego i tak nie dostaję.
Ciśnienie uderza falą i kiedy orgazm mnie dopada, wysuwam się w ostatniej sekundzie, wściekle ściskając i szarpiąc kutasa. Gęste smugi spermy wytryskują na jej plecy, pryskają gorąco i lepko po jej skórze.
Nawet to tego nie naprawia. Niczego nie uspokaja.
— Wynocha — warczę, a mój głos jest gardłowym rozkazem, kiedy wpadam do łazienki. Trzaskam drzwiami i przekręcam zamek z suchym kliknięciem.
W sekundę po tym, jak drzwi się zamykają, wszystko wraca jak lawina — głośniej, ciężej, trudniej to zignorować.
Kurwa, kurwa. Co ja, do cholery, właśnie zrobiłem?
Bo ja już znam odpowiedź… i ani trochę mi się nie podoba.
Bo nieważne, co przed chwilą zrobiłem w tamtym pokoju…
jedyną osobą, o której myślałem — przez każdą jeb*ną sekundę — była Lyric.
I tego nie da się zignorować… ani nad tym zapanować… choćbym próbował nie wiem jak.
