Rozdział 3 Rozdział 3
POV Lyric
Próbuję strząsnąć z siebie wrażenie spojrzenia Masona i skupić się na kolejnej części pokazu, choć jego ciężar dalej siedzi mi z tyłu głowy, przez co o wiele trudniej mi się skoncentrować tak, jak powinnam. Gamma Jake przemienia się w swojego kremowego wilka. Znowu staję w pozycji do walki, a on rusza na mnie, próbując machnąć na mnie prawą łapą.
Padaję i robię przewrót, ziemia jest szorstka pod plecami, ale poruszam się bez wahania, pozwalając, żeby instynkt przejął stery. Uderzam go raz w bok i odskakuję. Obraca się i znów na mnie zamachuje, zahacza mnie o ramię — uderzenie jest na tyle ostre, że aż piecze, ale nie na tyle, żeby wytrącić mnie z równowagi — i odzyskuję kontrolę, kiedy pędzi na mnie z pełną prędkością. Kucam w ostatniej chwili, a gdy przelatuje nade mną, kopię go w brzuch, wykorzystując jego rozpęd zamiast iść z nim na czołowe zderzenie. Ślizga się, hamuje i zawraca.
— Czemu ty zawsze to przeciągasz? — burczy Nova w mojej głowie, poirytowana.
— Bo się bawię — odpowiadam jej, nie odrywając uwagi od wilka przede mną, bo to jedyne miejsce, w którym nie czuję się pomijana ani malutka.
Rzuca się na mnie z otwartą paszczą, gotowy atakować. Schodzę z linii, uderzam go w bok szyi, dorzucam cios w żebra, łapię go za futro i wybijam się na jego grzbiet. Wbijam mu twardo łokieć w tył karku i on pada.
Wataha wybucha okrzykami. Dźwięk uderza we mnie naraz, głośniej, niż jestem przyzwyczajona, ciężej — bo doskonale wiem, kto patrzy.
— Dobra robota, mała — mówi Delta Sam.
— Jestem z ciebie dumny, mały wilku — odzywa się w łączu Alfa Liam.
— Dziękuję, Alfa — odsyłam w łączu.
— Znowu się na nas gapi. Oni wszyscy — mówi Nova.
Nie muszę patrzeć, żeby wiedzieć, że ma rację. Czuję to. Ciężkie. Inne tym razem.
— No i dobrze. Niech patrzą. Czas, żeby zobaczyli, co potrafię — mówię, idąc w stronę Winter, mimo że ta uwaga jest teraz inna: ostrzejsza, jakby to nie była już tylko ciekawość.
— O matko, Lyric, to było sztos! Widziałaś minę Masona i tych typów? — pyta Winter.
— Bezcenne — dodaje, kiedy wracamy do domu watahy.
Wchodzę do swojego pokoju, a Summer siedzi na moim łóżku.
Automatycznie zwalniam. Moje ciało napina się, zanim ona w ogóle coś powie, bo już wiem, że to się dobrze nie skończy.
No świetnie.
— Wiesz, że Mason dziś może wyczuć swoją partnerkę. To ja. Cokolwiek próbujesz osiągnąć tym swoim małym przedstawieniem, nie zapominaj, kim jesteś, Lyric. Niczym. Zapasem. Pomyłką. Trzymaj się z dala od mojego partnera — warczy, łapiąc mnie za ramię. Wbija paznokcie tak mocno, że przerywają skórę.
Użądlenie jest ostre, ale to nic w porównaniu z tym, jak trafiają jej słowa — wbijają się we mnie, wchodzą głębiej niż cokolwiek fizycznego kiedykolwiek by potrafiło.
„Nawet nie chcę twojego durnego partnera,” syczę, chociaż w tej samej chwili coś zaciska mi się w klatce piersiowej na brzmienie własnych słów, zmuszając mnie, żebym to w sobie zdusiła, zanim przeistoczy się w coś jeszcze.
„No to trzymajmy się tego,” mówi, popychając mnie na komodę, po czym wypada stąd jak burza.
Plecy uderzają tak mocno, że na sekundę odbiera mi dech, i zostaję tam dłużej, niż powinnam, po prostu próbując się pozbierać.
„Musisz wreszcie zacząć oddawać. Lyric,” mówi Nova.
„To by tylko wszystko pogorszyło,” odpowiadam, bo zawsze pogarsza. Bo zawsze tak było.
„Dzisiaj zaczynają przyjmować zgłoszenia do Królewskiego Programu Wojowników. Jak tylko się dostanę, zniknę stąd, a wtedy Summer będzie mogła mieć swojego partnera,” mówię do niej, wchodząc pod prysznic i trzymając się tego planu jak ostatniej deski ratunku.
Myję włosy, żeby wypłukać cały brud, próbując nie dopuścić, żeby myśli odpłynęły do Masona i tego, jak na mnie patrzył, ale i tak ciągle tam wracają, odtwarzając się w kółko w sposób, którego do końca nie rozumiem.
„Myślisz, że to nasz partner?” pyta Nova.
„Dla naszego dobra mam nadzieję, że nie,” mówię, bo jeśli tak jest, to właśnie zrobiło się dużo bardziej niebezpiecznie, niż już było.
Wychodzę spod prysznica, wcieram w ciało waniliowy balsam i układam loki dyfuzorem, a ta znajoma rutyna pomaga mi się uspokoić, choćby odrobinę.
Zakładam niebieskie jeansowe szorty z wysokim stanem, które idealnie opinały mi biodra, i różowo-biały top bandeau w geometryczne bloki kolorów; moje piersi w pełnym rozmiarze trzymają bluzkę na miejscu bez problemu. Do tego dobieram biało-różowe New Balance’y.
Choć w stadzie jestem prawie niewidzialna, noszę z dumą krągłości, które dała mi bogini, nawet jeśli Summer i jej wianuszek przydupasów najchętniej nazwaliby mnie grubą — bo skoro i tak się gapią, to niech widzą mnie dokładnie taką, jaka jestem.
Moje loki są duże i sprężyste, dokładnie takie, jak lubię. Biorę plecak i schodzę na dół spotkać się z Winter na śniadanie przed szkołą.
Kiedy wchodzę do jadalni, wszystkie spojrzenia są na mnie, a zmiana jest natychmiastowa — wyczuwalna w sposób, jakiego wcześniej nigdy nie było, jakby coś się przez noc przestawiło. Biorę talerz i nakładam na niego jedzenia po brzegi; jako wilkołaki spalamy masę energii, więc jemy dużo.
Widzę Winter siedzącą przy tylnym oknie.
„Co ci się stało w rękę?” pyta, kiedy podchodzę.
Zerkam na to i wzruszam ramionami.
— Summer ma focha — mówię, zgrywając luz, chociaż oboje wiemy, że chodzi o coś więcej.
— Lyric — mówi.
— Daj spokój, Win, jest okej. I tak za rok stąd znikamy — mówię, siadając naprzeciwko niej, wbijając wzrok w tę „datę”, jakby to była jedyna rzecz na świecie, nad którą naprawdę mam jakąkolwiek kontrolę.
Moi starsi bracia bliźniacy — starsi ode mnie i od Summer tylko o sześć miesięcy. Ciąże u wilkołaków trwają tylko sześć miesięcy, czasem pięć u wyżej postawionych wilków — zauważają nas i podchodzą.
— Hej, mała siostrzyczko, nie wiedzieliśmy, że potrafisz tak walczyć — mówi Jace, siadając obok mnie.
— No cóż, kiedy zapominacie, że w ogóle istnieję, łatwo tego nie wiedzieć — mówię poirytowana. Słowa wypadają ostrzej, niż planowałam, ale nie cofam ich.
— Dobra, tu nas masz. Ale chcielibyśmy to zmienić — mówi.
— Tak, mała sis, chcemy się poprawić — dodaje Logan.
Słyszałam już takie gadki. I nigdy nie trwają wystarczająco długo, żeby miało to jakiekolwiek znaczenie.
Hunter, Mason, Lucas i Micah podchodzą do stołu. No idealnie.
Moje ramiona spinają się same, odruchowo, w chwili gdy on jest bliżej.
Mason siada po mojej drugiej stronie, a jego ramię ociera moje.
Zastyga mi ciało z szoku.
To trwa ułamek sekundy, ale wystarcza, żeby po ręce rozlało się ciepło — niechciane, niespodziewane, jakby ktoś odpalił we mnie iskrę.
— Hej, Lyric, dobrze walczysz. Gdzie się tego nauczyłaś? — mówi, a jego niski głos posyła mi dreszcze w dół kręgosłupa.
Odwracam się i łapię jego spojrzenie — te intensywne, burzowo-szare oczy — i mimowolnie zaciskam uda.
Brakuje mi tchu. I nienawidzę tego. Nienawidzę, że nadal ma na mnie taki wpływ.
Co tu się, do cholery, dzieje.
POV Masona
Patrzenie, jak wierci się obok mnie, bawi mnie i Kane’a, ale teraz miesza się z tym coś jeszcze. Coś cięższego, co osiada we mnie głębiej, im dłużej na nią patrzę. Ten następny rok będzie niezły.
— Co ty wyprawiasz, Mason? — Winter odzywa się do mnie przez więź.
— Jest urocza, jak się peszy — odpowiadam przez więź, chociaż to, jak na nią patrzę, już dawno wykracza poza samo „urocza”.
Ona wrzeszczy przez więź: — O MÓJ BOŻE, ONA JEST TWOJĄ PARTNERKĄ, TAK SIĘ CIESZĘ! ZAWSZE WIEDZIAŁAM, ŻE TO NIE MOŻE BYĆ TA SUKA! — przesyła.
Pocieram skroń, żeby zagłuszyć dzwonienie po jej darciu się w mojej głowie, ale słowo „partnerka” zostaje. Przylepia się do myśli i dudni głośniej niż jej głos.
— Nie spieprz tego. I pozbądź się tej laluni, już i tak jesteś na straconej pozycji, bo spotykasz się z jej bliźniaczką — rzuca przez więź.
— Pracuję nad tym. I nie spieprzę — odsyłam, choć tak naprawdę jeszcze nic nie zrobiłem i doskonale wiem, że już jestem w tyle.
„Lepiej się módl, żeby Summer się nie dowiedziała… może lepiej się przesuń, Alfa” — mówi, po czym zamyka połączenie.
„Przez ostatnie sześć lat trenowałam prywatnie z alfą i deltą, a poza tym pomagam w szkoleniu młodszych szczeniaków” — mówi Lyric najcichszym głosem, na jaki ją stać.
„Nasza partnerka jest piękna” — mówi Kane.
Mówi to jak fakt, nie jak opinię, i pierwszy raz mu nie przerywam.
Ma rację. Zawsze uważałem, że jest ładna, nawet kiedy byliśmy szczeniakami — zwłaszcza dlatego, że w ogóle nie przypomina swoich rodziców ani rodzeństwa, przez co jeszcze bardziej się wyróżnia.
A teraz, kiedy patrzę na nią mającą siedemnaście lat, już dorosłą… jest piękna. Te zielone oczy. Dołeczki w policzkach, kiedy się uśmiecha. Te dzikie, rude włosy. Te krągłe biodra. I im dłużej patrzę, tym trudniej mi oderwać wzrok.
Potrząsam głową, uświadamiając sobie, że robi mi się twardo od samego myślenia o mojej partnerce — i to uderza inaczej niż kiedyś, jakby było przywiązane do czegoś głębszego niż tylko pociąg.
„No nieźle, kurdupelku, nigdy cię nie widujemy na treningach” — mówi Hunter.
„No cóż… bycie takim małym sprawia, że łatwo mnie przeoczyć” — szepcze, i coś w tym już mi nie pasuje, nie tak jak kiedyś.
„No to teraz cię widzimy. I to jak” — mówi Lucas, zerkając na mnie, a ja nie przegapiam spojrzenia, które mi posyła, kiedy to mówi.
Ona wstaje, a ja wstaję razem z nią. Unosi na mnie wzrok, zdezorientowana, a przestrzeń między nami nagle wydaje się mniejsza, niż powinna.
„Przepraszam, ja tylko… chciałem się upewnić, że masz miejsce, żeby wstać” — mówię szybko, a słowa wypadają ze mnie szybciej, niż planowałem.
„Och… emm, dzięki, chyba. Winter, spotkam się z tobą przy twoim aucie. Na razie, chłopaki” — mówi, wychodząc z jadalni, a w chwili, gdy znika za drzwiami, czuję zmianę od razu.
„No, alfa, gładko ci poszło” — rzuca Winter, wychodząc za Lyric.
„Tak… ty kompletnie tego nie ogarniasz” — dodaje Hunter.
„Stary, praktycznie się na nią śliniłeś” — dorzuca Micah, śmiejąc się.
„Po prostu pierwszy raz widzę ją tak naprawdę od kiedy miała dziewięć lat… i jako moją partnerkę. Mój mózg zapierdala” — mówię, kręcąc głową, ale „zapierdala” nawet nie zaczyna tego opisywać.
„Jak mówiłem, Mase — zrób coś z Summer i to szybko, bo jeśli tak sobie z tym radzisz, to Summer się dowie wcześniej, niż byś chciał” — mówi Hunter, wstaje i wychodzi.
Wciąż wmawiam sobie, że mam czas, żeby ogarnąć Summer, ale nie mam — bo cokolwiek dzieje się między mną a Lyric, to nie jest subtelne. To nie jest coś, co potrafię kontrolować. I jeśli nie załatwię tego teraz, wyjdzie na jaw i rozwali wszystko.
