I Spotkaliśmy się Ponownie

Pobierz <I Spotkaliśmy się Ponownie> za darmo!

POBIERZ

Rozdział 5

Punkt widzenia: Karan

Pięć lat temu:

Pierwszego dnia na studiach na zajęciach odbywały się głównie spotkania wprowadzające. Ja i moi przyjaciele postanowiliśmy więc pójść do kafeterii. Siedzieliśmy tam już od pół godziny. Wtedy ją zobaczyłem. Stała w drzwiach kafeterii w zwykłych czarnych dżinsach i białym t-shircie. Miała na szyi metaliczny naszyjnik, który sprawiał, że jej zwyczajny strój stawał się niezwykły. Jej średniej długości kręcone włosy dodatkowo podkreślały jej urodę.

Patrzyliśmy na siebie. Kiedy podeszła do niej koleżanka, weszły do środka i usiadły przy jednym ze stolików. Ona delektowała się kawą, a ja gapiłem się na nią jak jakiś dziwak.

Następnego dnia szedłem na zajęcia, kiedy zobaczyłem, jak przechodzi obok mojej sali. Była na informatyce, ale część zajęć miała też na zarządzaniu. Czasem mieliśmy zajęcia w laboratoriach komputerowych — na e-commerce i oprogramowanie. I tak obserwowanie jej stało się rutyną mojego życia. Za każdym razem, gdy nasze spojrzenia się spotykały, mój świat zawsze zwalniał.

Pewnego dnia wracałem z przyjaciółmi do mieszkania, kiedy do moich uszu wpadł słodki głos. Odwróciłem się i zobaczyłem ją. Szybkim krokiem szła w moją stronę.

— Cześć — uśmiechnęła się, ciężko oddychając.

— Cześć — odpowiedziałem. Choć na zewnątrz byłem spokojny, serce waliło mi w piersi jak oszalałe. To był pierwszy raz, kiedy ze sobą rozmawialiśmy.

— Jesteś Karan? — zapytała z ciekawością.

— Tak. — Zmarszczyłem lekko brwi. Zatrzymała mnie tylko po to, żeby zapytać o imię?

— Super, mam na imię Amayra. — Przedstawiła się, wyciągając rękę do uścisku.

Uścisnąłem jej dłoń. Miała tak miękką skórę, a palce długie i smukłe.

— Impreza dla pierwszorocznych jest za tydzień, a ja koordynuję scenę. Potrzebuję pomocy przy dekorowaniu scen zgodnie z występami, a pani Marwaha zasugerowała ciebie i twoich przyjaciół.

Na chwilę przerwała, żeby złapać oddech.

Cała reszta tego, co mówiła, po usłyszeniu jej imienia była dla mnie jak przez mgłę. „Amayra”. Powtarzałem w myślach jej imię jak świętą mantrę.

— Pomożesz mi, proszę?

Potem znów na moment zamilkła i lekko przygryzła dolną wargę. Cholera!!! Dlaczego ona musiała robić coś takiego?

A potem powiedziała: — Jeśli nie chcesz pomóc, możesz mi powiedzieć teraz. Jakoś sobie poradzę.

— Pomożemy — powiedziałem bez wahania.

Danish i Nikhil patrzyli na mnie rozbawieni. Założę się, że mnie za to zjedzą żywcem. Nie umiałem przestać o niej mówić. Nigdy nie widzieli, żebym tak obsesyjnie myślał o jakiejkolwiek dziewczynie.

Tamtej nocy nie zmrużyłem oka. Byłem tak podekscytowany, że znów ją zobaczę, że z nią porozmawiam i przede wszystkim — że poznam ją lepiej.

Następnego dnia przyjechałem punktualnie pod wejście do audytorium. Zanim wszedłem, miałem do niej zadzwonić, żeby dowiedzieć się, gdzie dokładnie mamy się spotkać, gdy zobaczyłem, że idzie w stronę drzwi. Wyglądała pięknie, ale czegoś brakowało. „Uśmiechu”.

Brakowało jej uśmiechu. Dlaczego???

Widok jej bez uśmiechu był jak mocny cios w brzuch. Co, do cholery, się działo.

Zastąpiłem jej drogę.

— Amayra, hej. Wszystko w porządku?

Spojrzała na mnie.

— Właśnie miałem do ciebie zadzwonić, żeby się dowiedzieć… — Nie dokończyłem, bo mi przerwała.

– Ja już nie koordynuję sceny. Jeśli chcesz o coś zapytać, możesz zwrócić się do pani Marwaha albo do Moniki – powiedziała i wyszła gwałtownie.

Monika. Skąd ona się, do diabła, wzięła? Monika była jedną z córek powierników. I była taką… „suką”. Atencjuszką. Chłopaki robią przeróżne okropne rzeczy, żeby zwrócić na siebie jej uwagę, albo raczej – żeby wślizgnąć się jej do majtek. Nigdy nie była z tym samym facetem dwa razy.

Podszedłem do pani Marwaha. Była zajęta uczestnikami.

– Proszę pani – zatrzymałem się i poczekałem, aż się do mnie odwróci.

– Proszę pani, dlaczego Amayra już nie koordynuje sceny? – zapytałem.

Wyglądała na zmartwioną i smutną.

– Monika chce w tym roku koordynować scenę. Jej ojciec jest jednym z powierników uczelni. Więc nie możemy jej odmówić, bo mamy naciski ze strony zarządu.

– A to jest impreza dla pierwszorocznych… – usłyszałem stukot jej obcasów. Monika szła w naszą stronę z twarzą w pełnym makijażu.

Zatrzymała się obok nas.

– Imprezę dla pierwszorocznych powinna organizować jakaś klasa, a nie jakieś nudne i tępe pomysły.

Nie potrafiłem się powstrzymać. Wyszedłem jak burza, kiedy pani Marwaha poprosiła mnie o pomoc.

– Jasne, może jeszcze znajdziecie więcej bachorów powierników do tego – warknąłem i wypadłem z audytorium.

Kiedy wyszedłem za bramę, zobaczyłem moich przyjaciół, Danish i Raunaka. Podszedłem do nich.

– Hej, widzieliście gdzieś Amayrę? – zapytałem z niepokojem.

– Nie, ale widziałem jej przyjaciół. Szli w stronę schodów przy bibliotece – Danish wskazał bibliotekę.

Wiem, gdzie jest Amayra. Na pewno jest z przyjaciółmi. Rzadko widywałem ją bez nich. Wyglądali jak drużyna. Trudno ich przeoczyć, kiedy są razem. Nie wiem czemu, ale zawsze jakby „swatali” nas ze sobą, a ja byłem z tego… całkiem zadowolony.

Poszedłem w stronę biblioteki i zobaczyłem Amayrę siedzącą na schodach z przyjaciółmi, śmiejącą się z czegoś. Poczułem ten głupi uśmiech na twarzy. Zakochiwałem się w niej i, cholera, bardzo mocno.

Podszedłem do niej i przedstawiłem się:

– Hej!! Jestem Karan. Pamiętasz tego gościa, którego prosiłaś o pomoc? – podrapałem się po głowie. Próbowałem zacząć rozmowę i strasznie się denerwowałem.

– Mogę dołączyć? – spojrzała na mnie swoimi ciemnobrązowymi, wilgotnymi oczami, potem na przyjaciółki, które skinęły głowami, a w tym czasie dotarli tam Danish i Raunak. Usiadliśmy więc na schodach i zaczęliśmy się poznawać.

Po jakimś czasie Danish i Raunak poszli do swoich mieszkań, Mayra i Shruti też wyszły. Zostaliśmy tylko ja i Amayra. Amayra nie chciała jeszcze wracać do akademika. Więc zostałem z nią. Spacerowaliśmy i rozmawialiśmy, aż słońce zaszło i zapadła ciemność.

Odprowadziłem ją do akademika. Miała już otworzyć drzwi do pokoju, kiedy nagle się odwróciła. Patrzyła na mnie swoimi ciemnymi, piwnymi oczami. Wyglądała pięknie, a potem mój wzrok zsunął się na jej usta.

Nie wiem, kiedy pokonaliśmy dzielącą nas odległość i kiedy moje usta zaczęły należeć do jej ust. Jej wargi lekko zadrżały. Jedną dłonią ująłem jej twarz, drugą objąłem ją w talii. Oplotła ręce wokół mojej szyi i odwzajemniła pocałunek.

Pocałunek był delikatny, a jednak pełen namiętności. Lekko przygryzłem jej dolną wargę, a ona jęknęła z rozkoszy.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział