Rozdział 2
Punkt widzenia: Karan
Wyszedłem spod prysznica i owinąłem się ręcznikiem, kiedy moja matka weszła do mojego pokoju z całą stertą zdjęć dziewczyn. Chce, żebym się ożenił i wreszcie ustatkował. Więc ilekroć przyjeżdżam do domu, zaczyna się prawdziwy deszcz propozycji małżeństwa.
— Karan, masz chwilę? Spójrz na te zdjęcia. Te dziewczyny są tak wykształcone, że mogą ci nawet towarzyszyć w pracy albo zamieszkać z tobą. — Mówiąc to, zaczęła pokazywać mi dziewczyny, które jej się podobały. Ja jednak nawet nie zerknąłem na fotografie i dalej zakładałem piżamę oraz koszulkę. To nie tak, że nie chcę się żenić, po prostu serce nie chciało żadnej z nich.
— Mamo… — wziąłem zdjęcia z jej rąk i wrzuciłem do kosza. — Nie chcę teraz brać ślubu. Chcę się skupić na pracy i tyle.
Po tej deklaracji mama wyglądała na rozczarowaną, więc objąłem ją ramionami i lekko przytuliłem, a ona westchnęła.
Już miałem powiedzieć coś więcej, kiedy tata zawołał mnie:
— Karan, beta, zejdź na dół szybko. Zobacz, kto tu jest!
W jego głosie brzmiało wyraźne podekscytowanie, więc ja i maa zeszliśmy na dół.
Wujek Rajesha siedział na kanapie. Rozpoznałem go od razu. Często przychodził do naszego domu, kiedy byłem dzieckiem, i zawsze przynosił mi mnóstwo słodyczy. Zawsze powtarzał, że jestem oczkiem w jego głowie.
Po kilku latach musiałem wyjechać z miasta na dalsze studia i wynająłem tam mieszkanie. Po wielu latach znów go spotykałem. Pobiegłem do niego i mocno go uściskałem, a on odwzajemnił uścisk z takim samym entuzjazmem. Zaczęliśmy nadrabiać wszystko od miejsca, na którym skończyliśmy. Wtedy mama przyszła z herbatą i usiadła obok nas.
Gdy wysłuchał o moim stylu życia i pracy, zapytał:
— No i kiedy planujesz się ożenić?
Przyłożyłem dłoń do czoła. Znowu to samo pytanie, którego unikałem, ale oczy mamy rozbłysły, gdy to usłyszała — jakby była gotowa znów mnie zaatakować zdjęciami tych dziewczyn.
— Ja też chcę wiedzieć. Pokazywałam mu zdjęcia mnóstwa dziewczyn, ale żadna mu się nie podoba.
Słysząc to, wujek chwilę się zamyślił, wyjął z kieszeni telefon, poszukał czegoś i pokazał go mojej matce.
— Szwagierko, a ta dziewczyna? To moja siostrzenica i bardzo dobrze zarabia.
Mama wzięła telefon, zaczęła zachwycać się urodą dziewczyny i pokazała zdjęcie tacie. On też wyglądał na pod wrażeniem. Potem mama podała telefon mnie. Wziąłem go niechętnie, ale kiedy zobaczyłem fotografię, zamarłem.
Mama zaczęła wypytywać wujka o dziewczynę. Jednak cokolwiek pytała — ja znałem odpowiedzi. Patrzyłem na twarz, która nie tylko skradła mi serce lata temu, ale też złamała moje zaufanie i roztrzaskała je na kawałki. Patrzyłem na zdjęcie mojej pierwszej miłości i ostatniego wroga.
Następnego dnia siedziałem w jej domu, czekając, aż się pojawi. Po chwili przyszła z tacą herbaty, ubrana na biało, z kolorową dupattą. Pasmo luźnych włosów opadało jej na twarz, niebezpiecznie podbijając jej urodę.
Cholera… wyglądała obłędnie pięknie. A potem spojrzała na mnie. Jej zaskoczone oczy mówiły mi dokładnie, co myśli, choć cokolwiek to było, zaczynało się od „KURWA”. Jak — nie wiem. To ja ją tego nauczyłem.
Kiedy poznałem ją po raz pierwszy, była naiwna i przepełniona nieśmiałością. Zawsze, gdy przeklinałem przy niej, patrzyła na mnie zaskoczona i pytała o znaczenie. Zawsze uśmiechałem się na jej niewinność. Cholera… czasem chciałem ją całować w usta, kiedy pytała.
W końcu, w naszej szczególnej chwili, powiedziałem jej znaczenie wszystkich przekleństw i — o dziwo — przyjęła to bardzo spokojnie, próbując powtarzać te słowa jak małe dziecko uczące się mówić. Ale teraz stała przede mną pewna siebie, chowając w umyśle swoją burzę.
