Egzekutor

Pobierz <Egzekutor> za darmo!

POBIERZ

4. SOCJOPATA

KADE

Każdy człowiek jest skazany na to, żeby przynajmniej raz w życiu podjąć złą decyzję. Może nawet więcej.

Pocałowanie Seline Dufort, narzeczonej kolejnego dona, było moją.

Nie dlatego, że bałem się Luki. Tylko dlatego, że chciałem to powtórzyć.

Tak bardzo, że znienawidziłem ją odrobinę bardziej za to, że potrafiła we mnie wywołać coś takiego.

Mam wiele powodów, dla których zrobiłem to, co zrobiłem.

Dla kogoś, kto całe życie przesiedział w cieniu, zwiewanie glinom nie jest żadnym problemem.

Ale ona tu jest. Przyszła za mną wbrew moim rozkazom.

Była pod moją ochroną i choć miałem ochotę ją zabić, oczekiwano ode mnie, że będę jej pilnował.

No wiesz — zasady, srasy i cała reszta.

To jest Ylumia. Moje królestwo to Wyspy Bernan.

Dufortowie nie są już tak potężni jak kiedyś.

Na planszy pojawił się nowy gracz, trzymający w garści porty i granice miasta.

ZALEY.

Wciąż nie miałem okazji stanąć z nim twarzą w twarz, żeby sprawdzić, czy naprawdę jest tak odklejony, jak o nim mówią.

Nie wychodzę i nie wystawiam się na strzał bez planu.

Pierdolę to.

To wszystko brzmi jak żałosne wymówki nawet dla mnie.

Chciałem ją pocałować.

Mieć nad nią kontrolę pod przykrywką udawanki, dać glinom przedstawienie, żeby ściągnąć ich uwagę z dala ode mnie. Od nas.

Ale ona oddała pocałunek.

A cała rodzina myśli, że jest cichutką, potulną laleczką.

Odsunąłem się tylko na tyle, żeby spojrzeć w jej piwne oczy. Przeszyły mnie na wylot, a potem uciekły gdzieś za moje ramię.

Jej dłoń wsunęła się na kark, pociągnęła mnie z powrotem bliżej.

— Ale z ciebie aktorka — szepnąłem, a mój oddech musnął jej ucho. — Nie ta nieśmiała dziewczynka, którą obiecał twój dziadek, co?

Jeden smukły palec przycisnęła do moich ust, uciszając mnie.

Błysnęła latarka.

— Hej! Co wy tu robicie?! — warknął policjant. — Ruszać się stąd.

Kącik jej ust uniósł się w sekretnym, złośliwym uśmieszku, zanim osunęła się na mnie, odgrywając rolę nieprzytomnej dziewczyny.

— Odurzyłeś ją? — zażądał odpowiedzi gliniarz.

Zostałem w cieniu, pokręciłem głową i zgarnąłem ją na ręce, jakbyśmy zostali przyłapani w pół grzechu.

— Właśnie się rżnęliśmy o tę—,

Jej palce ścisnęły moje ramię — ostrzeżenie czy wyzwanie, sam nie wiedziałem. I tak się uśmiechnąłem krzywo.

— Nie widziałeś, jak miałem język w jej gardle minutę temu?

Policjant cofnął się z obrzydzeniem.

— Chryste, weźcie sobie pokój. Wynocha.

Ruszyliśmy dalej, a noc nas połknęła.

Żadnego pokoju. Żadnego jutra.

Ale instynkt mnie nie zawiódł.

Seline Dufort nie jest potulna. Ona jest małą, paskudną burzą.

A Luca jest skończony.

— O, jednak ożyłeś.

Powitanie Dantego dopłynęło do mnie, kiedy przekroczyłem próg, a metaliczny posmak prochu wciąż trzymał się mojej kurtki. Oczywiście zniknął w tej samej sekundzie, w której pojawili się gliniarze.

— Co ty masz na ustach? Szminkę? Serio zwiałeś, żeby się z kimś przelecieć, kiedy my—

Nawet na niego nie spojrzałem. Wyciągnąłem rewolwer z kabury, przeklikałem bezpiecznik i wycelowałem prosto w jego stronę.

— Jeszcze jedno słowo, a ta kula przejdzie ci przez czaszkę.

— No weź, jestem twoim najlepszym przyjacielem.

— Nie mam przyjaciół.

— No właśnie. To mnie robi twoim najlepszym przyjacielem.

Odwróciłem się na tyle, żeby złapać jego drwiący uśmieszek i uniesione dłonie. Ten widok sprawił, że aż zaswędział mnie palec na spuście.

— Mam ciekawą nowinę o twoim nowym uzależnieniu — rzucił lekko.

— Ona nie jest żadnym pieprzonym uzależnieniem — warknąłem, zanim zdążyłem się ugryźć w język.

Za późno.

Brwi Dantego powędrowały w górę.

— Nie powiedziałem, kto. Więc… kto to ona?

Wsadziłem broń do kabury, ściągnąłem z kostki drugi rewolwer i położyłem oba na stole z cichym, tępym kliknięciem. Adrenalina właśnie opadała, zostawiając po sobie tylko echo jej ust na moich. Zanim się zorientowałem, moja dłoń sama powędrowała do warg.

Dante wyłapał ten gest, a jego podejrzliwość natychmiast się wyostrzyła.

— Nie pocałowałeś tej, którą myślę, że pocałowałeś, co? — parsknął śmiechem, takim bezczelnym, jakby chciał to obrócić w żart. — No nie. Nie wierzę. Nie jesteś aż tak głupi. Ona jest zakazana, narzeczona twojego kuzyna. Luca to underboss, następny w kolejce do tronu Kaia.

Nie musiałem odpowiadać; on już znał odpowiedź.

— A co z dziewczynami? — zapytałem bezbarwnie.

— Gliniarze na naszej liście płac się tym zajmują. Odwiozą je do domu.

Skinąłem raz i w końcu na niego spojrzałem.

— Co jeszcze dla mnie wygrzebałeś?

Dante uśmiechnął się krzywo.

— Jest wnuczką Arthura. Nie adoptowaną. — Potwierdził tylko to, co i tak już podejrzewałem.

— Co jeszcze? — dopytałem.

Otworzyłem teczkę, którą rzucił na biurko. Ze zdjęcia patrzyła na mnie dziewczynka, może dziesięcioletnia — szeroko otwarte oczy, powaga jak u dorosłej.

— Celia — wymamrotałem.

— To Seline — poprawił mnie Dante. — Arthur ma córkę, która uciekła z domu z chłopakiem, jak jeszcze była nastolatką. Seline urodziła się jej. Nie udało mi się namierzyć szczegółów o matce ani tego, gdzie Seline przyszła na świat, poza tym, że to w rzeczywistości bliźniaczki. Nie wiemy, gdzie była wcześniej, zanim Arthur wziął ją pod swoje skrzydła, ani co się stało z jej bliźniaczką i matką. Kosztowało mnie masę czasu, roboty i ryzyka, żeby dorwać to zdjęcie. Liczę na podwyżkę w mo—

Nic, co mówił Dante, do mnie nie docierało. Słowa odbijały się od ścian pokoju i gasły po drodze. Widziałem tylko fotografię w swojej dłoni.

Imię wyrwało się ze mnie, zanim zdążyłem pomyśleć.

— Celia.

Brzmiało źle na języku — kwaśno i gorąco, jakby parzyło. Wspomnienie walnęło we mnie z całej siły: szare oczy, szerokie i niewinne, nieśmiały uśmiech, małe, uparte dłonie, które kiedyś próbowały wciągnąć mnie na drzewo. Obiecałem, że ją ochronię. I zawaliłem.

Delmere paliło mi się pod czaszką: krzyki zaszyte w płomieniach, ziemia, która pożerała ludzi i oddawała tylko dym. Tamtej nocy wszyscy zamienili się w popiół. Wszyscy, poza tymi, którzy odeszli na własnych nogach. W tym ta, którą przysiągłem chronić — pierwsza osoba, która kiedykolwiek naprawdę coś dla mnie znaczyła. Ona miała żyć.

Zamiast tego zniknęła. Zamordowana.

A teraz patrzyłem na zdjęcie dziewczynki, która przeżyła, uśmiechniętej jak dziecko na rodzinnej majówce, i ta myśl spadła na mnie jak lód.

„Seline chce spalić to miejsce i uciec do innego świata. Powiedziała, że ja tam nie przeżyję. Nikt z nas nie przeżyje. Bo nie jesteśmy odważni jak ona.”*

Naiwny głos Celi zabrzmiał mi w głowie. Wtedy to zbyłem śmiechem. Trzeba było słuchać.

Więc Seline zrobiła to, co obiecała. Spaliła Delmere. Wyszła stamtąd z popiołem na rękach i zostawiła siostrę. Pozwoliła, żeby Celia zginęła w ogniu.

Zabiła ją.

Fotografia zmięła się pod moimi palcami. Wciągnąłem powietrze nierówno; oddech mi się urwał. Nienawiść podniosła się we mnie, surowa i natychmiastowa.

Ona nie jest tylko kłamczuchą.

Nie tylko ocalałą.

Jest czymś gorszym.

Wyrachowanym potworem w dziecięcej sukience.

Pieprzoną socjopatką.

Zabawne. Kiedyś ludzie tak mówili o mnie.

Dziś w nocy spotkałem swojego przeciwnika i nie będzie litości. Nie będzie przebaczenia.

Dla Celi.

Zrobię z życia Seline piekło. Zniszczę ją, kawałek po powolnym kawałku, aż każdy strzęp jej pewności siebie, każde ciche zwycięstwo, każdy oddech, który bierze, będzie smakował popiołem.

To nie jest sprawiedliwość. To jest głód. To jest zemsta. To jest moje.

Poprzedni rozdział
Następny rozdział