Rozdział 1: Mój narzeczony sprzedał mnie
Calista
„Jesteś niczym, tylko odpadem, małą dziwką. Czas, żebyś spłaciła dług” — powiedział lord Evans, mój przyszły teść, głosem zimnym i bezlitosnym. Rodzina Evansów była najbogatsza w mieście. Zawsze patrzyli na mnie tak, jakbym była kimś gorszym, jakbym nie dorastała im do pięt.
„Co to ma niby znaczyć? Przecież nic złego nie zrobiłam!” — zapytałam, zaskoczona. Lord Evans spoliczkował mnie tak mocno, że osunęłam się na podłogę. Greyson, mój narzeczony, spojrzał na mnie z niepokojem, ale nawet nie drgnął.
„Zamknij się! Znaj swoje miejsce, pyszna suko! Mamy układ z ludźmi ze Wzgórz, a ty pójdziesz jako ofiara.”
Ludzie ze Wzgórz… to mogło oznaczać tylko jedno.
„Wampiry?” — wyszeptałam z przerażeniem. Złapałam się za pulsujący policzek, a warga już zaczęła mi krwawić.
„Trzymaliśmy cię krótko przez te wszystkie lata, ale przynajmniej teraz w końcu się do czegoś przydasz.”
Nigdy nie rozumiałam, czemu w ogóle zaaranżowali to małżeństwo. Znałam rodzinę Evansów od dziecka. Zawsze coś czułam do Greysona i byłam oszołomiona, kiedy mój brat Robert oznajmił, że załatwił mi z nim ślub. To była moja najlepsza szansa na porządne życie. A teraz chcieli mnie odesłać… do wampirów?
„Ale… ślub…” — powiedziałam niewierząco. Lord Evans chwycił mnie za włosy i szarpnął w górę. Chusta na głowie poluzowała się odrobinę — zawsze zakrywałam ciemnoczerwone włosy, bo ludzie z miasteczka gadali, że są „splamione”.
„Wreszcie będzie z niej jakiś pożytek! Zabierać ją!” — rozkazał, a strażnicy dopadli mnie i złapali za ramiona.
„Greyson! Greyson!” — krzyknęłam. Przecież nie pozwoli im mnie oddać wampirom, byłam tego pewna. Gdy wywlekli mnie w stronę wyjścia, zrobił krok do przodu.
„Ojciec kompletnie postradał zmysły, ale ja cię sprowadzę z powrotem. Nie pozwolę, żeby ktoś cię skrzywdził” — przysiągł. Serce waliło mi jak oszalałe, a w środku narastała rozpacz, lepka i dusząca. Wampiry były okrutne. Ja po prostu chciałam zostać jego żoną. Spojrzałam w jego piękne, brązowe oczy — zawsze był dla mnie taki ciepły, prawie idealny. Jak miałabym go nie kochać? „Przyjdę po ciebie, ale musisz obiecać, że będziesz grzeczna i nie narobisz kłopotów. Zobaczę cię wkrótce, Calista, i weźmiemy ślub. Tak jak zawsze marzyłaś.”
I uwierzyłam mu.
„Będę na ciebie czekać” — powiedziałam cicho. Ale służba patrzyła na mnie tak, jakbym już była trupem.
„Biedactwo, z wampirami nie wytrzyma nawet godziny.”
„Wiesz, co one robią z ludzkimi kobietami? Używają ich, wysysają do dna.” Ich szepty oplatały mnie ze wszystkich stron, a ja próbowałam się nie rozsypać. Muszę być silna, on po mnie przyjdzie. Ale w chwili, gdy powóz minął wzgórza, poczułam, że jestem w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Zamek wampirów nazywał się Walter House, najsilniejszy klan w tej okolicy. Było tam ciemno i aż gęsto od złej woli.
„A cóż my tu mamy?” — zamyślił się wampir, kiedy wyciągnięto mnie z powozu. To były te koszmary, którymi straszy się dzieci, żeby siedziały cicho i znały swoje miejsce. Ten był wręcz odrażający, z przeszywającymi czerwonymi oczami.
„Tylko krucha ludzka istotka” — mruknął drugi, patrząc na mnie z czymś na kształt litości, gdy zostawili mnie tam, ograbioną ze wszystkiego, zupełnie samą.
„Taka mała i słaba” — prychnął wampir, szczypiąc mnie w policzek.
„Bez znaczenia. I tak nie przeżyje. Dorzucić ją do pozostałych” — warknął ktoś. Zadrżałam, kiedy zaciągnięto mnie do brudnego lochu i wrzucono do celi z innymi ludźmi.
„Co ty tu robisz, dziewczyno? Jaką zbrodnię popełniłaś?” — zapytał barczysty facet.
„Ja… ja nic nie zrobiłam. Rodzina wysłała mnie, żebym ich reprezentowała.”
„Czyli mówiąc wprost — sprzedali cię.”
„Co?”
„Każdy tutaj jest daniną. Albo przestępcy, albo zapłata za dług. Jedyne niewinne są te naiwniaki, które poszły pod młotek. Teraz należysz do wampirów. Przykro mi, jesteś tu jedyną ludzką kobietą… nie przeżyjesz tego, co ci zrobią.” Spanikałam.
„Nie… to niemożliwe. Mój narzeczony po mnie przyjdzie” — wyszeptałam. Ale tam, w ciemności celi, bałam się prawdy. Dni mijały, a ja nie widziałam słońca. On nie mógł mnie sprzedać. Może musiałam po prostu trochę poczekać w tym więzieniu, a potem mnie wypuszczą.
Aż pewnego dnia zobaczyłam, że ktoś zbliża się do mojej celi. Serce podskoczyło mi z nadziei — myślałam, że to on idzie mnie ratować, więc rzuciłam się do krat.
„Greyson?”
„Nie, kochanie, obawiam się, że nie” — syknął wampir. Chwycił mnie za gardło przez kraty, a ja znieruchomiałam. „Człowiek… ale pachniesz inaczej” — zamyślił się. Miał długie brązowe włosy i te same czerwone oczy. Zsunął mi chustę z głowy i wpatrywał się we mnie z fascynacją. „No proszę, jaką tu mamy niespodziankę… chyba spróbuję” — szepnął, odsłaniając kły. Jego dłoń wsunęła się pod mój dekolt, aż objęła jedną z moich piersi. Dotyk miał lodowaty, próbowałam się odsunąć, ale ścisnął brutalnie, a ja krzyknęłam.
„Zostaw mnie!”
„Założę się, że jesteś dziewicą… ciepła i słodka. Może sprawdzę to od razu. Nie bój się, użyję tylko jednego palca. Nie będzie bolało — chyba że jesteś zbyt ciasna…” — mruknął, a jego ręka wsunęła się pod moją spódnicę i kompletnie spanikowałam. Wtedy wtrącił się inny głos.
„Hans, nie zabawiaj się daniną. Jeśli jej przyszły pan dowie się, że jej dotknąłeś, słono za to zapłacisz” — ostrzegł drugi wampir. Hans warknął.
„To w takim razie sam cię sobie wezmę” — warknął szyderczo. „Będziesz leżeć w moim łóżku dzień i noc, z rozchylonymi nogami. Będę się tobą karmił, rżnął cię, aż zostanie z ciebie tylko połamana lalka. A jak skończę, wyssę cię do dna.” Zawyłam z przerażenia, a wampiry się roześmiały. Z daleka słyszałam kolejne śmiechy i warkoty.
Potem skuliłam się w kącie, zbyt przerażona, żeby się ruszyć. Hans wracał jeszcze kilka razy, próbował mnie dotykać, domagał się, żebym pokazała moje rude włosy, ale nie wychodziłam ze swojego kąta. Aż pewnego dnia, kiedy prawie straciłam całą nadzieję, zabrali mnie do kwater służby. Tam zobaczyłam więcej ludzi.
„Przygotować ich. Nasi goście już przybyli, a polowanie zaczyna się za dwie pełnie” — rozkazał wampir. Młoda dziewczyna podeszła do mnie, podała mi jedzenie i zaprowadziła do kąpieli.
„Mam na imię Cora. A ty… nie wyglądasz na przestępczynię” — zauważyła, a ja opowiedziałam jej swoją historię.
„Niektóre rodziny oddają na daninę swoje najsłabsze córki albo synów na łowy, żeby spłacić długi” — wyjaśniła. Serce waliło mi jak młotem. Byłam niewinna. Zaufałam Greysonowi i jego rodzinie.
„Danina za co? Jakie łowy?” — zapytałam.
„Krwawy Połów. Ceremonia ku czci księżyca, na którą zjeżdżają wampiry z różnych stron, żeby urządzić polowanie na biedne ofiary… i uczynić je swoimi niewolnikami, robiąc z nimi, co tylko zechcą, przez kilka tygodni.”
