Rozdział 4 Władca Chicago (CALIA)
Podskoczyłam, budząc się gwałtownie, kiedy ktoś mocno potrząsnął mnie za ramię. Jack stał przede mną z tacą w rękach.
– Śniadanie.
Ziewnęłam i zasłoniłam usta dłonią. Jack postawił na stoliku tacę ze szklanką soku pomarańczowego i kanapką z serem.
– Która godzina? Nie mam zamiaru spać.
– Szósta. Możesz spać. Szef wygląda na stabilnego.
Podeszłam do łóżka Eliona. Wciąż spał jak niemowlę. Znieczulenie nie puści przez co najmniej kolejne dwie godziny.
– Nie ma oznak infekcji ani powikłań. Operacja się udała.
– Musi się udać, doktorku. Jeśli operacja się nie powiedzie, dorwę cię i cię zabiję.
Gdyby powiedział to żartem, nie zauważyłam, żeby choćby się uśmiechnął. Był śmiertelnie poważny. Dosłownie by mnie zastrzelił z pistoletu, którym celował we mnie wczoraj w nocy, gdyby jego szef zginął z moich rąk.
– Muszę iść do domu. Po południu muszę wrócić do szpitala.
– Odwiozę cię do domu, jak skończysz śniadanie.
– Po prostu wysadź mnie na przystanku.
Nie odmówiłam śniadania, bo umierałam z głodu. Ślinka napłynęła mi do ust, gdy zapach grillowanego sera wdarł się do nozdrzy. Pachniało niebiańsko.
– Czemu nie chcesz, żebym odprowadził cię pod same drzwi? Czeka na ciebie w domu zaborczy chłopak albo mąż, co?
– Nie, tylko siedemdziesięcioletnia babcia, która jest strasznie gadatliwa. Przesłucha każdego, kto przyjdzie z mną do jej domu. Chyba że wytrzymasz jej tyrady, wtedy możesz mnie zawieźć do domu babci.
Jęknęłam z rozkoszy, kiedy kanapka z serem rozpłynęła mi się w ustach. Maślany, wytrawny smak i słony ser mieszały się ze sobą. Chleb był przypieczony na chrupko, dokładnie tak, jak lubię. To była najlepsza kanapka z serem, jaką kiedykolwiek jadłam.
– Twój szef wygląda na ważną osobę.
– Jest.
– Kto to?
– Nie wiesz, kim on jest? Ty w ogóle nie oglądasz telewizji ani nie czytasz wiadomości w internecie?
Spojrzałam na Jacka spode łba, zirytowana.
– Nie mam czasu na takie bezużyteczne rzeczy. Mam mnóstwo pracy w szpitalu.
– Nic dziwnego, że masz takie grube szkła. Za bardzo się spinasz na punkcie pracy. Jesteś nudna. Faceci wolą dzikie kobiety.
– Dzięki, że dałeś znać.
Nie był pierwszą osobą, która mi to powiedziała. Moi dwaj byli, te dupki, też mówili to samo, kiedy ze mną byli. Na początku byli dla mnie mili. Mówili, że mnie kochają i akceptują taką, jaka jestem. Ale to była jedna wielka ściema. Mój pierwszy chłopak był moim kolegą z klasy w liceum. Zainteresował się mną, bo byłam najlepsza w klasie i chciał, żebym pomogła mu się uczyć do egzaminów końcowych. Kiedy skończył szkołę z dobrymi ocenami, rzucił mnie. Powiedział, że nie jestem w jego typie i że nie jestem ładna. Zaczął chodzić z inną dziewczyną, jedną z cheerleaderek.
Dupek!
Po tym, jak zostałam tak brutalnie porzucona, postanowiłam, że na studiach nie wejdę w żaden romantyczny związek. Ale jak idiotka powiedziałam „tak” w tej samej chwili, gdy wyznał mi to chłopak z ostatniego roku. Powiedział, że podziwia moją inteligencję i pracowitość. Jasne, akurat! Byłam tak głupia i naiwna, że nie umiałam odróżnić prawdziwej miłości od udawanej. Tamten facet umawiał się ze mną tylko dlatego, że chciał wygrać zakład z kolegami. Kiedy wygrał, zaczął chodzić z najładniejszą dziewczyną w mojej klasie. Przyłapałam ich, jak uprawiali seks w jego łóżku, kiedy przyszłam do jego mieszkania dostarczyć mu lunch. Mój drugi były był niewiarygodnie bezduszny. Oprócz tego, że mnie oszukał, często prosił też, żebym kupowała mu lunch, chociaż wiedział, że nie mam dużo pieniędzy. Kupowałam mu jedzenie za pieniądze ze stypendium, które powinnam była przeznaczyć na książki.
Po tym, jak dwa razy dałam się rozegrać dwóm dupkom, już nigdy z nikim się nie umawiałam. Rzuciłam się w wir rozmaitych zajęć w szpitalu. Mężczyźni pojawiali się w moim życiu i znikali, ale żaden nie wzbudził mojego zainteresowania, dopóki nie pojawił się Dimitri Ivankov. Był kardiologiem z Rosji, który przeniósł się do Chicago po tym, jak dostał awans w poprzednim szpitalu. Był dobry i nigdy nie patrzył na mnie z góry z powodu mojego wyglądu. Raz przyłapałam go, jak strofował Samuela, pulmonologa, który naśmiewał się z mojego przestarzałego stylu.
Kiedy Cassandra obchodziła urodziny i wszyscy lekarze zostali zaproszeni na jej przyjęcie, poza mną, Dimitri odmówił, twierdząc, że ma na oddziale pacjenta w nagłym stanie. W rzeczywistości nie miał żadnego pacjenta w nagłym stanie i jadł ze mną pizzę w swoim pokoju. Powiedział, że nienawidzi dyskryminacji, która panowała w szpitalu. Ale bez względu na to, jak bardzo mnie bronił, nie mogło to powstrzymać niesprawiedliwości, której doświadczałam w szpitalu.
— Znieczulenie przestanie działać za dwie godziny. Pewnie będzie go bolało. Daj mu dwie tabletki przeciwbólowe.
— Uspokój się, będzie wiedział, co robić, kiedy się obudzi.
Uniósłam brew, patrząc na Jacka.
— To nie pierwszy raz, kiedy został postrzelony i o mało nie umarł.
— To wyjaśnia, czemu znalazłam na jego ciele kilka blizn keloidowych.
Podciągnęłam Elionowi lekko zsuwający się koc i rzuciłam na niego ostatnie spojrzenie, zanim wyszłam do domu. Miałam nadzieję, że już nigdy go nie zobaczę. Choć był przystojny i bogaty, nie był miłym towarzyszem.
— Tyle razy uszedł śmierci, jakby śmierć bała się go zabrać.
— Albo raczej jest tak wkurzający, że śmierci nie chce się nim zajmować.
Jack zmierzył mnie wzrokiem za tę bezczelną zniewagę pod adresem jego szefa.
— Jeśli skończyłaś, zawiozę cię do domu. Już.
Szybko dopiłam sok pomarańczowy i pobiegłam za Jackiem na podjazd. Rezydencja wyglądała inaczej, gdy ze wszystkich stron wlewało się światło słoneczne. Jej przepych był jeszcze bardziej widoczny. Stała dumnie na tle pofałdowanych wzgórz. Jak okiem sięgnąć nie było żadnych innych budynków. Była jedyną konstrukcją na tym ogromnym terenie.
— Tak w ogóle, nie powiedziałeś mi, kim naprawdę jest twój szef.
— To Elion Starling. Władca Chicago.
Jego nazwisko zadźwięczało mi w głowie. Niestety nie potrafiłam sobie przypomnieć, gdzie słyszałam je wcześniej. Brzmiało jak coś z przeszłości. Coś bardzo dla mnie ważnego, ale zapomnianego przez czas.
