— „Czy ty mnie kiedykolwiek kochałeś?” — zapytałam go kiedyś.
Nie powiedział nic. Tylko patrzył na mnie tymi zimnymi, szarymi oczami, jakby trzymał w garści każdy mój wdech.
— „Kocham cię” — wyszeptał bezgłośnie trzy lata później — tonąc, krwawiąc, uśmiechając się — gdy pchnął mnie w stronę łodzi ratunkowej i poszedł na dno jak kamień.
Przez dwa lata Summer Hayes była święcie przekonana, że jej miliarder mąż ożenił się z nią dla zemsty. Lodowate dotknięcia. Dusząca kontrola. Cicha kara dla dziewczyny, która w liceum nawet go nie zauważyła.
Potem Kieran Cross zginął, ratując jej życie, i wtedy dotarła do niej prawda: kochał ją od samego początku. Po prostu nigdy nie wiedział, jak to okazać.
Trzy lata PTSD. Trzy lata terapii, której nie potrafiła dokończyć, koszmarów, od których nie umiała uciec, jego zakrwawionej twarzy, co nawiedzała każdą bezsenną noc. W dniu, kiedy wreszcie wyrzuciła z siebie wszystko przed terapeutką, wracała do domu oślepiona łzami — i wpakowała się prosto pod TIR-a.
Jeśli dostanę jeszcze jedną szansę… przysięgam, że cię zobaczę. Rozpoznam cię. Nie pozwolę ci umrzeć samotnie.
Obudziła się, mając szesnaście lat.
Jej mama żyje. Kieran właśnie przeniósł się do jej szkoły — dzieciak na stypendium w znoszonej bluzie z kapturem, zaciska pasa do granic, żeby starczyło na aparaty słuchowe dla młodszej siostry, niewidzialny dla wszystkich.
Kiedy nikt nie chciał usiąść obok niego, Summer odsunęła krzesło.
Mój martwy mąż — w tym życiu… żyj dobrze.
Tylko co się stanie, gdy ratowanie go… będzie oznaczało, że zakocham się w nim od nowa?