Zakazane Pulsowanie

Last ned <Zakazane Pulsowanie> gratis!

LAST NED

rozdział 7

Emma's punkt widzenia:

Mężczyzna mocniej ścisnął moje ramię. "No dalej, przecież tylko się bawimy—"

"Pani nie jest zainteresowana," przerwał Daniel, jego głos stając się niebezpiecznie cichy. "Zdejmij rękę z jej ramienia teraz, albo osobiście dopilnuję, żebyś nie tylko został wyprowadzony, ale również miał zakaz wstępu do każdego lokalu w tej dzielnicy."

Coś w wyrazie twarzy Daniela - może chłodna pewność w jego oczach, albo zdecydowany kształt szczęki - sprawiło, że mężczyzna zawahał się. Jego palce poluzowały uścisk na moim ramieniu.

"Cokolwiek," mruknął, rzucając mi lekceważące spojrzenie, zanim odszedł w kierunku baru.

Wypuściłam oddech, którego nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymywałam, a moje kolana nagle osłabły pode mną.

Pokój znów się przechylił, więc sięgnęłam po fotel, żeby się ustabilizować.

"Emma?" Daniel podszedł bliżej, zaniepokojenie wyraźnie słyszalne w jego głosie. "Wszystko w porządku?"

"Jest dobrze," wykrztusiłam, choć słowa brzmiały nieprzekonująco nawet dla mnie samej. "Po prostu... dziękuję za to."

Przyglądał mi się uważnie, jego spojrzenie oceniające. "Ile wypiłaś?"

"Tylko jednego," odpowiedziałam, po czym poprawiłam się, "Jednego, którego pamiętam." Spróbowałam lekko się zaśmiać, ale wyszło mi to bardziej jak czkawka.

"No chodź," westchnął z rezygnacją. "Odwiozę cię do domu."

Skinęłam głową bez wahania, wciąż czując na ramieniu świeży ślad po uścisku nieznajomego. Po tym, co się właśnie stało, myśl o samotnym powrocie do domu przyprawiała mnie o dreszcze.

Praktyczna część mojego mózgu, ta niewielka część, która nadal działała jasno, wiedziała, że potrzebuję pomocy. Nawet jeśli ta pomoc pochodziła od ostatniej osoby, na której kiedykolwiek spodziewałabym się polegać.

Skupiłam się na chodzeniu prosto, zdeterminowana, by zachować przynajmniej pozory godności. Każdy krok wymagał znacznie więcej uwagi, niż powinien, a mimo moich starań, by zachować odpowiedni dystans między nami, moje zdradliwe nogi mnie zawiodły.

Gdy przechodziliśmy przez grupę stolików, moje kostka się zachwiała, a ja wpadłam na jego solidną sylwetkę.

"Przepraszam," wymamrotałam, instynktownie chwytając jego przedramię, żeby się ustabilizować. Delikatny materiał jego koszuli niewiele maskował twarde mięśnie pod spodem.

Poczułam to od razu - niemal niedostrzegalny sposób, w jaki całe jego ciało napięło się przy moim dotyku. Trwało to tylko ułamek sekundy, ale nawet przez alkoholową mgłę zarejestrowałam, jak na moment zesztywniał.

"Nic się nie stało," odpowiedział, dostosowując swoją postawę, żeby lepiej podtrzymać mój ciężar, nie robiąc z tego widowiska. "Jeszcze tylko kilka kroków do drzwi."

"Co ty tu w ogóle robisz?" zapytałam, gdy prowadził mnie w stronę wyjścia, jego ręka unosząca się koło mojego łokcia, ale nie dotykająca go.

"Kolacja działowa," odpowiedział. "Świętowanie końca kwartału z moim zespołem badawczym."

Pomimo wszystkich skomplikowanych uczuć, jakie zazwyczaj budziła we mnie jego obecność, tej nocy mogłam tylko być wdzięczna za idealne wyczucie czasu Daniela Prescotta.

Co by było, gdyby go tu nie było? Co by było, gdyby tamten mężczyzna był bardziej natarczywy, albo ja jeszcze mniej stabilna na nogach? Możliwości migotały przez mój zamglony alkoholem umysł jak ostrzegawcze światła.

Na zewnątrz październikowe powietrze uderzyło mnie jak zimny prysznic, sprawiając, że zadrżałam w cienkiej sukience.

Bez słowa Daniel zdjął swoją marynarkę i narzucił ją na moje ramiona. Tkanina była ciepła od jego ciała i miała ten charakterystyczny zapach—coś świeżego i czystego z nutą cedru.

"Mój samochód jest tuż obok," powiedział, wskazując na eleganckie czarne BMW zaparkowane na zarezerwowanym miejscu.

Kiedy dotarliśmy do strony pasażera, podszedł, aby otworzyć drzwi, jego ruchy były sprawne i uprzejme.

"Uważaj na krok," powiedział cicho, wyciągając dłoń, aby zaoferować wsparcie bez zbytniej pewności siebie.

Położyłam swoją rękę w jego, wdzięczna za stabilność, gdy manewrowałam na miejsce pasażera. Pomimo mojej lekkiej głowy, udało mi się usiąść na skórzanym fotelu bez problemu.

Samochód ruszył tak płynnie, że ledwo zauważyłam, że jedziemy, dopóki bar nie zaczął się oddalać w lusterku bocznym.

Jechałyśmy w milczeniu, a delikatny ruch samochodu kołysał mnie do sennego stanu. Oparłam głowę o chłodne okno, obserwując, jak światła miasta rozmywają się w jedno.

W pewnym momencie wydawało mi się, że usłyszałam jego głos—niski i zamyślony.

"Dlaczego to musiałaś być ty?" A może, "Dlaczego to musiał być on?" Nie byłam pewna, a zanim mogłam poprosić, żeby powtórzył, ciężkość moich powiek wygrała.

Następne, co pamiętam, to delikatna ręka potrząsająca moim ramieniem.

"Emmo, obudź się. Jesteśmy na miejscu."

Mrugnęłam ospale, zdezorientowana przez chwilę, zanim rozpoznałam głos Daniela. Byliśmy zaparkowani przed moim akademikiem.

"Och," powiedziałam, prostując się i wycierając trochę śliny z kącika ust. Idealnie. Po prostu idealnie. "Przepraszam, że zasnęłam."

"Nic nie szkodzi," powiedział, jego wyraz twarzy był nieczytelny w przyćmionym świetle. "Masz współlokatorkę, która pomoże ci się ogarnąć?"

Mój umysł, nieco mniej zamglony po niespodziewanej drzemce, w końcu zarejestrował nasze położenie—okrągły podjazd przed moim akademikiem.

"Racja, żadni faceci nie mogą przechodzić dalej niż hol," mamrotałam, szukając telefonu.

"Mogę napisać do Olivii. Powinna być na górze." Zmrużyłam oczy na jasny ekran, jakoś udając się napisać ledwie zrozumiałą wiadomość proszącą ją, żeby zeszła.

"Ona mi pomoże. Dzięki za... wiesz. Za wszystko."

Niedługo potem usłyszałam głos Olivii zza samochodu.

"Emma Johnson!" Głos Olivii niósł się przez nocne powietrze. "Co się stało?"

Zatrzymała się nagle, gdy dotarła do strony pasażera i zajrzała do środka, jej oczy rozszerzyły się na widok Daniela za kierownicą.

Forrige kapittel
Neste kapittel