rozdział 5
Punkt widzenia Emmy:
Zmęczenie po nieprzespanej nocy mieszało się z falą irytacji.
"Przepraszam," powiedziałam cicho, próbując go ominąć.
Przesunął się, celowo utrzymując swoją pozycję dokładnie na mojej drodze. "Dlaczego zniknęłaś wczoraj wieczorem? Po prostu odeszłaś bez słowa."
Mrugnęłam, chwilowo oszołomiona jego bezczelnością.
"Wysłałam ci wiadomość, Nicholas. Nie odpowiedziałeś."
Nicholas zawahał się, na jego twarzy przemknął cień uznania, jakby przypomniał sobie, że to on pierwszy zignorował moją wiadomość.
"Miałem coś ważnego do załatwienia wczoraj wieczorem," wyjaśnił z powagą. "Ale to nie znaczy, że powinnaś być taka chłodna. Widujesz mnie na kampusie i nawet nie raczysz powiedzieć cześć przed odejściem? To trochę dramatyczne, nie sądzisz?"
Wymusiłam uśmiech, który bardziej przypominał grymas. "Cześć, Nicholas. A teraz, jeśli pozwolisz—"
"Serio?" Zrobił krok bliżej, obniżając głos. "Robisz z tego wielką sprawę o nic."
Spojrzałam na lekko zirytowaną twarz Nicholasa. Musiałam przyznać, że zawsze byłam trochę powierzchowna w stosunku do niego — jego idealne rysy twarzy sprawiały, że wybaczałam rzeczy, których nie powinnam, tworzyłam wymówki dla jego zachowania raz po raz.
Ale dzisiaj, dziwnie, ta twarz zdawała się stracić swój magnetyczny urok. Wyrazista szczęka, perfekcyjne brwi, pewny siebie uśmiech — wszystko to wydawało się teraz niemal odpychające, jakby zasłona spadła mi z oczu.
Niespodziewanie, inna twarz przemknęła mi przez myśl — z podobną strukturą kości, ale zupełnie innymi oczami. Bardziej życzliwymi oczami. Bardziej szczerymi oczami.
Szybko odsunęłam tę myśl, zaniepokojona jej pojawieniem się.
Nadszedł czas na szczerą rozmowę o tym, co widziałam wczoraj wieczorem.
"Wiesz co?" Wzięłam głęboki oddech, zamierzając zapytać go bezpośrednio o dziewczynę, kiedy ktoś zawołał jego imię.
"Nick! Tam jesteś, stary!"
Mężczyzna o szerokich ramionach w bluzie Szkoły Biznesu podszedł, klepiąc Nicholasa po plecach. Rozpoznałam go jako jednego z braci z bractwa Nicholasa.
"Spóźniamy się na spotkanie dotyczące projektu Hendersona," powiedział, już ciągnąc Nicholasa. "Profesor Michaels nas zabije."
Nicholas zawahał się, spoglądając między swoim przyjacielem a mną.
"Musimy porozmawiać później," powiedział, tonem wyraźnie wydającym polecenie.
Nie czekając na moją odpowiedź, pozwolił się odciągnąć, już zaangażowany w rozmowę o jakiejś strategii inwestycyjnej.
Stałam tam, nie zadając pytania, patrząc, jak odchodził, jak to robił tyle razy wcześniej.
"Przepraszam." Kobiecy głos dobiegł zza mnie. "Czy jesteś Emma?"
Odwróciłam się, by stanąć twarzą w twarz z dziewczyną z wczorajszego wieczora — tą, która odpowiedziała na drzwi Nicholasa owinięta jedynie w ręcznik.
Z bliska była jeszcze bardziej uderzająca: miodowo-blond włosy, delikatne rysy, drogie, casualowe ubrania sugerujące stare pieniądze.
"Pomyślałam, że to ty," kontynuowała, jej wyraz twarzy był dziwnie współczujący. "Jestem Megan. Powinnam przeprosić — nie zdawałam sobie sprawy, że jesteś dziewczyną Nicholasa."
Moje gardło się ścisnęło. "Za co dokładnie powinnaś przepraszać?"
Przechyliła głowę, studiując mnie z wyrazem autentycznego zaskoczenia. "Cóż... za to, co widziałaś wczoraj wieczorem. Co musiałaś pomyśleć."
Zawahała się, jej wyraz twarzy zmienił się na bardziej wyrachowany. "Po prostu pomyślałam, że ktoś powinien ci powiedzieć. Wiesz, żebyś mogła być... rozsądna w tej sytuacji."
"Rozsądna?" powtórzyłam.
"Tak," powiedziała, jej ton nagle stał się protekcjonalny. "Niektórzy wiedzą, kiedy nadszedł czas, by elegancko ustąpić."
Zrozumienie zajaśniało mi w głowie. To nie były przeprosiny — to było ostrzeżenie, roszczenie terytorialne.
Poczułam dziwny spokój.
"Jeśli jesteś tak pewna swojej pozycji z Nicholasem, to po co mnie ostrzegasz?" zapytałam, zaskakując samą siebie swoją pewnością. "Nie musisz się martwić. Nie interesuje mnie rywalizacja o kogoś, kto wyraźnie nie ceni lojalności."
Zamiast się obrazić, Megan uśmiechnęła się z zadowoleniem.
"Dobrze. Cieszę się, że się rozumiemy."
Poprawiła pasek swojej markowej torebki. "Dziś wieczorem mam urodziny. Organizuję małe przyjęcie w The Crimson Lounge około dziewiątej – prywatna sala na tyłach. Powinnaś przyjść." Zrobiła znaczącą pauzę. "Nicholas tam będzie."
Odeszła, zanim zdążyłam odpowiedzieć, zostawiając mnie na miejscu, z wirującymi w głowie myślami o konsekwencjach.
Gdy wieczór się zbliżał, stałam przed szafą, zastanawiając się, czy iść do The Crimson Lounge.
Nicholas nie wspomniał mi o urodzinach Megan – wyraźnie nie chciał, żebym tam była.
Stara Emma uszanowałaby tę niewypowiedzianą granicę, zostałaby w domu, aby uniknąć niekomfortowej sytuacji.
Ale coś we mnie się zmieniło.
Może to była złość, może nowo odkryte lekceważenie dla jego wygody, a może zwykła ciekawość, co jeszcze mogłabym odkryć.
Cokolwiek to było, zmusiło mnie do założenia czarnej sukienki i zamówienia przejazdu do The Crimson Lounge.
Kiedy dotarłam, było już po dziewiątej trzydzieści.
Dźwięki śmiechu i ożywionej rozmowy wypełniały korytarz z prywatnej sali.
Drzwi były lekko uchylone, a przez szparę słyszałam wiwaty i brzęk kieliszków, jakby jakaś impreza była w pełnym rozkwicie.
Właśnie miałam pchnąć drzwi, gdy głos Nicholasa przebił się przez ambientowy hałas.
"Dobrze, dobrze! Przegrałem uczciwie," powiedział, jego głos miał żartobliwy ton, którego rzadko już słyszałam.
Grupa wybuchła wiwatami i gwizdami.
"Znasz zasady," ktoś krzyknął. "Dziewczyna z urodzin dostaje pocałunek!"
"Zaraz, chwila," wtrącił się inny męski głos, nieco niższy. "Czy Nicholas nie spotyka się z kimś? Z tą cichą dziewczyną... Emmą, prawda? Czy nie powinniśmy być szanujący?"
Nastąpiła chwila ciszy, a ja zamarłam z ręką wciąż uniesioną w kierunku drzwi.
"Po co ją teraz wspominasz?" głos Nicholasa przeciął ciszę z ostrzem, jakiego nigdy wcześniej nie słyszałam skierowanego do mnie. "Mów o zabójcy nastroju."
Śmiech rozlał się po pokoju.
"Jest taka nudna," kontynuował, jego głos rozluźnił się, jakby ośmielony reakcją grupy. "Gdyby nie oczekiwania mojej rodziny, zakończyłbym to miesiące temu."
"A nie boisz się, że będzie zła?" zapytał ten sam ostrożny głos.
Nicholas prychnął. "Jej rodzina praktycznie ślini się na możliwość wspinaczki społecznej przez mnie. Ona nie jest w pozycji, by być zła." Jego ton stał się drwiący. "Dlaczego w ogóle tak się martwisz o Emmę? Nie mów, że masz do niej słabość?"
Pytanie zostało przyjęte z lekceważącym śmiechem. "Proszę cię. Tylko upewniam się, że gdy w końcu się dowie i będziesz w tarapatach, nie będziesz nas obwiniał za zachęcanie cię."
Pokój znów wybuchł śmiechem, a następnie odnowionymi okrzykami na temat urodzinowego pocałunku.
Moja ręka opadła bezwładnie na bok.
"Dawaj, Nicholas," Megan zamruczała. "Czekam na mój prezent."
Przez szparę w drzwiach zobaczyłam, jak Nicholas przyciąga Megan do swoich ramion.
Ich usta spotkały się w głębokim, namiętnym pocałunku. Jego ręka objęła tył jej głowy, przyciągając ją bliżej, gdy ona wyginała się przeciwko niemu.
Oczy Megan otworzyły się podczas pocałunku i spoczęły bezpośrednio na moich przez wąską szczelinę.
Jej spojrzenie zaostrzyło się z rozpoznaniem, a kącik jej ust uniósł się w małym, triumfalnym uśmiechu.
