Zakazane Pulsowanie

Last ned <Zakazane Pulsowanie> gratis!

LAST NED

rozdział 4

Emma's POV:

Patrzyłam na imię Nicholas migające na ekranie, mój kciuk zawisł niezdecydowanie.

Ciepły kokon koców, w który właśnie się wtuliłam, nagle wydawał się niewystarczającą ochroną przed rozmową, która miała nadejść.

Po drugiej stronie pokoju Olivia poruszyła się we śnie, jej oddech był głęboki i rytmiczny. Spojrzałam na jej spokojną sylwetkę, a potem z powrotem na wciąż wibrujący telefon.

Nie mogę tego zrobić tutaj.

Szybkim ruchem wyciszyłam połączenie.

Mieliśmy z Nicholasem wiele do omówienia, ale nie o północy, gdy moja współlokatorka śpi kilka stóp dalej. Nie zamierzałam opuszczać ciepłego kokonu koców, by konfrontować się w korytarzu, ani nie chciałam zakłócać snu Olivii.

Nie byłam osobą, która poświęcała się dla komfortu innych.

Szczególnie nie dla kogoś, kto właśnie całkowicie zdradził moje zaufanie.

Gdy tylko odrzuciłam połączenie, zauważyłam serię nieprzeczytanych wiadomości od Nicholasa. Pierwsze kilka przyszło, gdy byłam jeszcze pod prysznicem:

Gdzie jesteś?

Wyszłaś?

Halo??

Każda kolejna wiadomość była coraz bardziej niecierpliwa, kulminując w tej najnowszej, wysłanej przed chwilą:

Dlaczego nie odbierasz telefonu?

Wzięłam głęboki oddech, uspokajając palce, gdy pisałam odpowiedź:

Jestem z powrotem w akademiku. Olivia śpi. Nie mogę teraz rozmawiać.

Wiadomość została dostarczona z miękkim szumem.

Trzy kropki pojawiły się natychmiast, pulsowały przez kilka sekund, po czym zniknęły. Brak odpowiedzi. Typowy Nicholas — domagający się natychmiastowej uwagi, ale nie oferujący jej, gdy mu nie pasowało.

Położyłam telefon ekranem do dołu na nocnym stoliku i zanurzyłam się głęboko w poduszkę, desperacko pragnąc snu. Ale mój umysł miał zupełnie inne plany.

Za zamkniętymi powiekami, sceny odtwarzały się w pętli:

Zdezorientowana mina dziewczyny, gdy otworzyła drzwi, owinięta jedynie ręcznikiem. Dzwonek telefonu Nicholasa dochodzący z tego samego pokoju. Jego głos dochodzący zza drzwi — przytłumiony, ale nie do pomylenia — z ostrym tonem irytacji pytający "Kto to?".

A potem, wspomnienia powróciły — jak przypadkowo trafiliśmy na ten sam uniwersytet, spotykając się naturalnie podczas orientacji dla pierwszorocznych, gdy rozpoznaliśmy się z krótkich rodzinnych spotkań sprzed lat.

Pierwsze dni naszego związku przemykały przed moimi oczami: Nicholas czekający na mnie przed porannymi zajęciami z kawą i croissantem, biegnący przez kampus z parasolem, gdy niespodziewany deszcz złapał mnie między budynkami, siedzący cicho obok mnie podczas późnonocnych sesji nauki w bibliotece.

Po stracie ojca w wieku ośmiu lat, ciepło stało się rzadkim towarem w moim życiu.

Victoria zawsze pracowała na kilku etatach, pozostawiając niewiele czasu na emocjonalne więzi. Nauczyłam się samodzielności z konieczności, nie z wyboru.

Więc gdy pojawił się Nicholas z całą swoją uwagą i troską, pomyliłam to wszystko z miłością i bez wahania rzuciłam się w ten związek.

Wtedy myślałam, że mam szczęście — związek, który obie rodziny akceptowały, wyraźną drogę naprzód, która zdawała się obiecywać stabilność.

Nie rozumiałam wtedy, jak nieprzewidywalne mogą być ludzkie emocje, jak zainteresowanie Nicholasa mną stopniowo malało, jak odpływająca fala.

Uważny chłopak powoli zmieniał się w kogoś, kto sprawdzał zegarek, telefon i patrzył ponad moją głową, zamiast na mnie.

"On po prostu jest zajęty stażem."

"Rodzina Prescottów ma wysokie oczekiwania."

"Jest pod dużą presją."

Te wymówki, które robiłam dla niego przez miesiące, w końcu znalazły swoje prawdziwe wyjaśnienie. Ta dziewczyna w pokoju była odpowiedzią na wszystko.

I teraz, jak się wydawało, w końcu dotarliśmy do nieuniknionego końca.

Wierciłam się i przewracałam, aż w końcu zmęczenie zmogło mnie gdzieś o świcie.


Następnego ranka.

"Boże święty, Emma! Co ci się stało?"

Zszokowany głos Olivii dobiegł z drugiego końca pokoju.

Spojrzałam na nią, siedzącą na swoim łóżku, z rozczochranymi włosami, wpatrującą się we mnie szeroko otwartymi oczami. Mrugnęła kilka razy, jakby próbując ustalić, czy mój wygląd jest produktem jej jeszcze nie do końca przebudzonego umysłu.

"Co?" zapytałam, pocierając twarz niepewnie. "Co jest nie tak?"

"Wyglądasz, jakby szop pracz miał dzieci na twojej twarzy. Kiedy w ogóle wróciłaś wczoraj w nocy?"

Podniosłam się, czując pełen ciężar nieprzespanej nocy.

"Po tym, jak już zasnęłaś."

"Myślałam, że spędzisz noc z Nicholasem po tym wielkim, eleganckim balu." Poruszyła brwiami sugestywnie. "Wiesz, pościel dla bogaczy, śniadanie z obsługą pokoju..."

Nicholas spędził noc z kimś. Po prostu nie ze mną.

Myśl musiała pojawić się na mojej twarzy, bo uśmiech Olivii szybko zniknął.

"Em? Co się stało?"

"Nic," mruknęłam, zrzucając nogi na bok łóżka. "Po prostu potrzebowałam własnej przestrzeni."

Olivia wyglądała na sceptyczną, ale nie naciskała dalej.

Przeciągnęłam się przez poranną rutynę, poruszając się na autopilocie przez prysznic, śniadanie i moje pierwsze dwie lekcje. Wykład profesora Laurenta o etyce dziennikarstwa śledczego minął jak w mglistym śnie.

Kiedy wychodziłam z budynku komunikacji, zadzwonił mój telefon. Na ekranie pojawiło się imię mojej mamy.

"Emma, kochanie, jak się dzisiaj czujesz?" Formalne powitanie Victorii ledwo maskowało jej chęć przejścia do prawdziwych pytań.

"Dobrze, mamo."

"Bal musiał być cudowny. Nie wróciłaś do domu wczoraj w nocy. Byłaś z Nicholasem?" Jej głos miał ten ton nadziei, który sprawiał, że mój żołądek się ściskał.

"Nie, mamo. Wróciłam do akademika."

Po tej odpowiedzi zapadła wymowna cisza, zanim dezaprobujący westchnienie Victorii wypełniło moje ucho.

"Emma, naprawdę. Czy masz pojęcie, ile dziewczyn rzuciłoby się na kogoś takiego jak Nicholas Prescott? Przystojny, Harvard Business School, rodzinne koneksje – musisz trzymać się tego, co masz."

Ścisnęłam telefon mocno, aż moje knykcie zbielały.

Co mogłam powiedzieć? Że chłopak, którego tak desperacko chciała, żebym "trzymała się", już był trzymany przez kogoś innego?

"Muszę iść, mamo. Profesor Laurent chce mnie zobaczyć w sprawie pracy. Zadzwonię później."

Rozłączyłam się, zanim zdążyła odpowiedzieć, wiedząc, że wymówka była co najmniej marna.

Jednak ledwo zrobiłam dziesięć kroków, kiedy znajoma postać pojawiła się bezpośrednio na mojej drodze.

Nicholas stał tam, z marszczonym czołem, a jego wyraz twarzy promieniował nieomylną irytacją. Jego ręce były głęboko wsunięte w kieszenie designerskich jeansów, a postawa szeroka, jakby celowo ustawił się tak, żeby nie mogłam przejść bez zauważenia go.

Forrige kapittel
Neste kapittel