Zakazane Pulsowanie

Last ned <Zakazane Pulsowanie> gratis!

LAST NED

rozdział 2

POV Emmy:

Spojrzałam w parę uderzających oczu zza cienkich tytanowych oprawek.

Zderzenie rozproszyło moje myśli, ale szybko rozpoznałam twarz. Daniel Prescott—starszy brat Nicholasa, profesor Harvardzkiej Szkoły Medycznej i najmłodszy dyrektor chirurgii w Massachusetts General Hospital.

"Przepraszam," wyjąkałam, szybko cofając się o krok. "Nie patrzyłam, gdzie idę."

"Nic się nie stało," odpowiedział ciepłym i szczerym głosem. "Wszystko w porządku, Emma?"

Pamiętał moje imię? Oczywiście, że tak; Daniel Prescott słynął ze swojej fotograficznej pamięci. Mimo to, usłyszenie go w jego wyważonym tonie sprawiło, że poczułam się trochę zdenerwowana.

"Tak, dziękuję," zdołałam odpowiedzieć, wygładzając nerwowo sukienkę.

Daniel był o kilka centymetrów wyższy od Nicholasa, o tych samych arystokratycznych rysach, ale zupełnie innym usposobieniu.

Podczas gdy Nicholas wypełniał pokoje charyzmą i urokiem, Daniel nosił się z naukową elegancją. Jego ciemny garnitur był nienagannie skrojony, ale stonowany, a krawat w subtelnym granacie pasował do chusteczki w kieszeni piersiowej. Wszystko w nim mówiło o wyrafinowanej kulturze.

Zawsze czułam pewną osobliwą onieśmielającą obecność Daniela—nie z powodu jakiejkolwiek nieżyczliwości z jego strony, ale z powodu wagi jego osiągnięć.

W wieku trzydziestu jeden lat był już wspominany w czasopismach medycznych i szeptano o nim jako o przyszłości medycyny w Bostonie. W porównaniu z nim moje studia wydawały się boleśnie zwyczajne.

"Pewnie powinnam..." wskazałam niejasno w stronę tłumu, szykując się do odwrotu.

"Nicholas zostawił cię samą?" zapytał Daniel, zanim zdążyłam dokończyć wymówkę.

"Musiał coś załatwić," odpowiedziałam automatycznie, ale wyćwiczona wymówka brzmiała pusto nawet w moich własnych uszach.

Wyraz twarzy Daniela pozostał neutralny, ale zauważyłam coś—dezaprobatę?—w jego oczach, zanim zamaskował ją uprzejmym uśmiechem.

"Cóż, jeśli nie masz co robić, mogę poprosić Sophię, żeby dotrzymała ci towarzystwa. Cały wieczór szukała wymówki, żeby uciec od przyjaciółki babci."

Jakby wezwana swoim imieniem, Sophia Prescott pojawiła się u boku brata, a jej jasne zielone oczy rozbłysły, gdy mnie zobaczyła.

"Emma! Dzięki Bogu, że jesteś. Gdybym musiała wysłuchać jeszcze jednej historii o lecie na Nantucket w 1975 roku, zaczęłabym krzyczeć."

W wieku szesnastu lat Sophia posiadała całą elegancję Prescottów, ale żadnego z ich powściągliwości.

Zaczepiła się o moje ramię z casualną czułością. "Chodź, napadniemy na stół z deserami, zanim wszystkie dobre rzeczy znikną."

Usta Daniela wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu. "Zostawię cię w zdolnych rękach Sophii."

Patrzyłam, jak porusza się płynnie przez tłum, zatrzymując się okazjonalnie, by wymienić uprzejmości z elitą Bostonu. Wszyscy wydawali się nieco jaśniej w jego obecności.

"Nie przejmuj się Danielem," powiedziała Sophia, prowadząc mnie w stronę stołu z eleganckimi wypiekami. "Zawsze czuł się bardziej komfortowo z pacjentami niż na przyjęciach."

Następna godzina minęła przyjemnie, wypełniona rozmowami z Sophią, które wypełniały wszelkie niezręczne cisze.

Zadawała przemyślane pytania o moje studia dziennikarskie i komunikacyjne oraz dzieliła się zabawnymi historiami ze swojej szkoły z internatem.

W końcu spojrzałam na zegarek i zdałam sobie sprawę, że zbliża się jedenasta. "Pewnie powinnam się już zbierać. Wczesne zajęcia jutro."

"Znajdę Nicholasa, żeby cię odprowadził do domu," zaproponowała Sophia, już rozglądając się po sali.

"Nie trzeba. Mogę do niego napisać." Wyciągnęłam telefon z kopertówki i szybko napisałam wiadomość: Robi się późno. Możesz mnie odwieźć na kampus? Mam jutro rano zajęcia.

Czekając na odpowiedź, spiesząca się kelnerka zahaczyła krawędzią tacy o moją sukienkę, rozlewając czerwone wino na jasnoniebieski jedwab.

"O mój Boże, tak mi przykro!" wykrzyknęła, przerażona.

"To... to nic," zapewniłam ją, choć serce mi zamarło na widok rozprzestrzeniającej się plamy. Sukienka kosztowała prawie miesięczną pensję z mojej pracy na pół etatu.

Sophia natychmiast przejęła inicjatywę.

"Chodź, zabiorę cię do swojego apartamentu, żebyś się przebrała. Mam coś, co powinno na ciebie pasować."

Poprowadziła mnie przez korytarz serwisowy do windy, która wymagała karty klucza.

Apartament był pięć razy większy niż mój pokój w akademiku, z rozległym widokiem na Boston Harbor. Sophia zniknęła w jednym z pokoi i wróciła z prostą czarną sukienką.

"To powinno pasować. Łazienka jest tam."

Przebrałam się szybko, wdzięczna za ratunek Sophii. Czarna sukienka pasowała zaskakująco dobrze, choć była wyraźnie droższa niż cokolwiek, co kiedykolwiek miałam.

Gdy wyszłam z łazienki, w apartamencie panowała cisza.

"Sophia?" zawołałam, ale nie było odpowiedzi.

Znalazłam notkę na stoliku kawowym: Przepraszam, mój przyjaciel miał nagły wypadek. Możesz wrócić prosto na imprezę po przebraniu się! –S

Postanowiłam znaleźć drogę sama, ruszyłam w stronę drzwi, ale zawahałam się, zdając sobie sprawę, że nie mam pojęcia, jak wrócić na główną imprezę.

Po przejściu dwoma identycznymi korytarzami i znalezieniu się z powrotem w tym samym miejscu, zdałam sobie sprawę, że jestem kompletnie zgubiona.

Zirytowana, wyciągnęłam telefon, żeby zadzwonić do Nicholasa.

Gdy telefon dzwonił, zamarłam — jego charakterystyczny dzwonek odbijał się echem przez ściany w pobliżu. Przechyliłam głowę, próbując określić kierunek dźwięku.

Serce zabiło mi szybciej, gdy podążałam za dźwiękiem do drzwi dalej w korytarzu. Kolejny apartament? Zapukałam delikatnie.

"Nicholas? Jesteś tam?"

Po krótkiej chwili usłyszałam ruch wewnątrz.

Drzwi otworzyły się na tyle, by ukazać młodą kobietę owiniętą jedynie w hotelowy ręcznik, z mokrymi włosami po prysznicu.

Nie rozpoznałam jej, ale jej stan rozebrania w potencjalnym pokoju Nicholasa sprawił, że żołądek mi się ścisnął. Czy byłam pod złymi drzwiami? Czy może to było dokładnie to, na co wyglądało?

Mój umysł odmówił dokończenia myśli, zawieszony między dezorientacją a okropnym podejrzeniem, którego nie mogłam znieść.

Zanim zdążyłam zareagować, obok mnie pojawił się Daniel, z wyrazem twarzy starannie neutralnym.

"Przepraszam za pomyłkę," powiedział gładko. "Złe drzwi."

Gdy mnie odprowadzał, znajomy głos z wnętrza pokoju zawołał: "Kto to?"

Głos Nicholasa.

Mój świat przewrócił się do góry nogami, gdy wszystko kliknęło na swoje miejsce — powtarzające się wiadomości, jego upór na dystans tego wieczoru, jego wygodne zniknięcie.

Ręka Daniela była stabilna na moim łokciu, gdy skręciliśmy za róg, oddalając się od apartamentu.

Zatrzymał się, gdy byliśmy sami, z wyrazem troski, ale i opanowania na twarzy.

"Co chcesz zrobić?" Jego głos był cichy, spokojny. "Cokolwiek to będzie, pomogę ci."

Forrige kapittel
Neste kapittel